Henryk Szczęśniak (2015)
(Fot. Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”)
Henryk Szczęśniak urodził się w 1929 roku w Kierzkowie w ówczesnej gminie Tuchowicz (obecnie Stanin) w powiecie łukowskim. Spędził tam także okupację. W 2015 roku, kiedy nagrano jego relację, mieszkał w Annopolu koło Kocka.
W okolicy, w której się wychował Szczęśniak, między innymi w Sarnowie i Jeleńcu, mieszkało kilka rodzin żydowskich. Podobnie było w pobliżu podłukowskiej wsi Dębowica, skąd pochodziła jego żona. W Rolach żyła żydowska rodzina Kogutów. Mieszkali w domu pokarczmiennym i prowadzili handel, na przykład skupowali od rolników ziemniaki. Żona pana Koguta, Chana, zajmowała się przędzeniem na zamówienie. Jakiś Żyd przyjeżdżał z maszyną i szył ubrania, inny reperował na miejscu buty – szybko i solidnie. Jednak „nie było takich przyjaźni wielkich [między Polakami i Żydami], nie powiem, że się żenili, wykluczone takie rzeczy”. Dzieci żydowskie chodziły do szkoły razem z polskimi, ale „nie szanowali ich nasi, przepychali ich ci starsi z Jeleńca. Napadali na nich”. Gdy żydowscy szmaciarze jeździli po wsiach i za stare materiały dawali talerze i inne rzeczy do domu, atakowali ich miejscowi chuligani i tłukli im naczynia.
Podczas wywózki Żydów furmankami ze wsi Role do getta w Łukowie część z nich ukryła się niedaleko wsi Suleje, koło lasu, oraz na kolonii w Nurzynie. Mieli tam ziemianki w polu i przychodzili tylko do umówionych domów po pożywienie. Wypatrzyli ich mieszkający w Rolach dwaj „niby-partyzanci”, którzy „źle zachowywali się w stosunku Żydów”. Zaatakowali ów prowizoryczny schron. Kilku Żydów uciekło do lasu, ale zastrzelili ich. Była też pewna Żydówka, która ukrywała się z dziećmi. Na nią także się „zaczatowali”. A potem sami zginęli. „Pochlali sobie u Dziewulskiego i nad ranem szli do swoich domów. Akurat nadjechali Niemcy z Łukowa, cichuteńko rowerami. Natknęli się na tych Niemców i zaczęli uciekać durnie w pole”. Jednego Niemcy od razu położyli trupem, a drugiego, który skrył się i postrzelił Niemca, zabili nieco później.
Z wieloma ukrywającymi się Żydami Polacy bardzo dobrze się obchodzili, zaopatrywali ich w żywność. „Ale były i barbarzyństwa”. Brat Szczęśniaka znalazł w polu koło wsi Czerśl dwóch zabitych Żydów. Zostali prawdopodobnie „obrani” z wszystkiego, co mieli, przez dwóch gospodarzy z Czerśli, a potem wyprowadzeni w pole i zabici. Mordercy mieli broń, bo należeli do AK. Po wojnie wyjechali – jeden na Śląsk, drugi na Wybrzeże. „Nie przyjeżdżali nawet, bo się bali z początku, a później to już czasami odwiedzili [swoją wieś], ale też po cichu tak”.
W czasie okupacji Henryk Szczęśniak był kilkunastoletnim chłopcem. Gdy przyjeżdżał do Łukowa, widział, co się działo z Żydami, jak Niemcy z nahajkami pędzili ich, przeważnie młodych, do pracy i krzyczeli „Jude!”. „Cmentarz żydowski był przy ulicy Warszawskiej – wspomina. – Nie był zniszczony. Nagrobki Niemcy brali na układanie jezdni. To zniszczone było, bo same groby nie. Dużo nagrobków zostało zdjętych. Sami to Żydzi nawet robili. Gonili ich do poprawy dróg”.