Urodziłam się w Łukowie, woj. lubelskie, i mieszkałam tam do roku 1945. O zbrodniach hitlerowskich popełnionych w Łukowie wiem, co następuje:
Prześladowania mieszkańców Łukowa rozpoczęły się właściwie natychmiast po zajęciu naszego miasta przez wojska niemieckie w roku 1939. W pierwszym dniu wkroczenia wojsk niemieckich do Łukowa zabito grupę żołnierzy niemieckich, którzy pierwsi wtargnęli do miasta, w związku z tym podpalono całe miasto i rozstrzelano wiele osób wśród mieszkańców miasta w odwet za ten czyn. Między rokiem 1939 a rozpoczęciem akcji zagłady ludności żydowskiej Łukowa w naszym mieście panował stosunkowo spokój. Wprawdzie od czasu do czasu przyjeżdżali gestapowcy z Radzynia w celu przeprowadzenia konfiskaty różnych przedmiotów, jak futer i rzeczy wartościowych, u ludności żydowskiej – przy takich okazjach zdarzały się wypadki zabicia pojedynczych osób, mimo to uważaliśmy naszą sytuację za lepszą niż w innych miejscowościach. Do rozpoczęcia akcji zagłady w Łukowie nie było stałej siedziby placówki gestapo. Sprawami miasta zajmował się Landratsamt, na czele którego stał Landrat, był to starszy człowiek, członek SA, miał on wówczas, moim zdaniem, już około 60 lat. Mówiono ogólnie o nim jako o człowieku przeciwstawiającym się energicznie wszelkim morderstwom popełnianym przez gestapo na ludności żydowskiej. Ze słyszenia wiadomo mi również, że przeciwstawił się on, zresztą bez skutku, w przeprowadzeniu akcji zagłady ludności żydowskiej. Osobiście spotkałam tego człowieka podczas pierwszej akcji w Łukowie, ukrywałam się wówczas wraz z około dwustu kilkoma osobami w pewnym schronie. Gdy wyszłam z ukrycia w celu przyniesienia nieco wody, natknęłam się nad Landrata idącego ulicą w mundurze SA. Byłam przekonana, że zginę obecnie nie tylko sama, lecz zostanę zmuszona do wydania wszystkich osób ukrywających się ze mną. Lecz stało się inaczej, Landrat przywołał mnie do siebie i spytał, czy mi czego brak i czy wszyscy, z którymi się ukrywam, żyją? Odparłam, że mi nic nie potrzeba. Landrat odszedł i czułam, że współczuje on szczerze naszemu losowi. Z innych Niemców działających w Łukowie w pamięci utkwili mi następujący: 1. Bürger – nazywaliśmy go Berger. Funkcjonariusz gestapo z Radzynia odpowiedzialny za sprawy żydowskie w Łukowie. Funkcjonariusza tego rozpoznaję z całą pewnością na fotografii oznaczonej numerem 31, na fotografii tej wydaje on się nieco młodszy, możliwe, że mundur postarzał go nieco, lecz po rysach twarzy poznaję go dokładnie. Miał on moim zdaniem wówczas około 38 lat, był średniego wzrostu, czarne oczy i włosy. Zawsze uzbrojony był w dwa rewolwery i stale okrywał się peleryną. Był zewnętrznie ładnym człowiekiem, lecz jednym z najstraszniejszych morderców w Łukowie. Znane mi są następujące zbrodnie popełnione przez niego w Łukowie:
1) Bürger mordował ludzi od pierwszego dnia swego przybycia do Łukowa i on przeprowadzał wszystkie akcje zagłady w Łukowie. Przybył on do Łukowa przed pierwszą akcją jesienią 1942 r. i pozostał tam do ostatecznej likwidacji wszystkich Żydów w Łukowie. Bürger przyjeżdżał do Łukowa już przedtem również w związku z konfiskatami, o których wyżej mówiłam. W czasie zabierania futer Żydom, było to w roku 1941 na jesieni, osobiście widziałam z okna mojego mieszkania przy rynku głównym, jak zastrzelił starszego mężczyznę o nieznanym mi nazwisku, chwilę po tym drugiego mężczyznę, którego nazwiska również nie pamiętam. Obydwa morderstwa popełnione zostały przez Bürgera w odległości około 10 metrów od miejsca, w którym stałam. Bürger w tym czasie był już ogólnie znany w Łukowie. Wypadek powyższy wydarzył się w jasny dzień, w czasie gdy w tym miejscu nie było żadnych ograniczeń w poruszaniu się ludności żydowskiej.
2) Następne morderstwo popełnione przez Bürgera obserwowałam jesienią 1942 r., było to przy ul. Jatkowej, w pobliżu bramy getta, byłam wówczas akurat na tej ulicy, gdy zauważyłam, jak Bürger zbliża się do bramy gettowej. Niedaleko bramy i parkanu gettowego wewnątrz getta znajdowała się jakaś około 12-letnia dziewczynka. Bürger, będąc jeszcze po zewnętrznej stronie getta, wyciągnął nagle rewolwer i strzelił do tej dziewczynki, zabijając ją na miejscu. Wypadek ten obserwowałam z odległości zaledwie kilku metrów. Również ten wypadek wydarzył się w jasny dzień i w miejscu, po którym wolno było poruszać się swobodnie. Także morderstwo to Bürger popełnił bez żadnego powodu.
3) W listopadzie 1942 r. ukrywałam się wraz z siostrą i czterema innymi młodymi ludźmi na strychu jednego z domów w zaułku między ulicami Międzyrzecką a Jatkową i postanowiliśmy, korzystając z przerwy w akcji, przejść z powrotem do naszego mieszkania na Jatkową. Kryjówkę naszą postanowiliśmy opuścić dwójkami. Najpierw wyszłam ja z jednym chłopcem i, gdy skręciliśmy w zaułek, wyjrzałam, by zobaczyć, czy następna dwójka wyszła za nami. Ujrzałam moją 12-letnią siostrę Rachel wraz z inną dziewczyną, której na imię było również Rachel. Obie dziewczyny odwrócone były do mnie plecami, a przed nimi stał Bürger z pistoletem w ręku. Widziałam wyraźnie jego twarz z odległości kilkudziesięciu metrów, rozmawiał on chwilę z dziewczynami, następnie strzelił do nich, mierząc im w twarz, do każdej z dziewcząt strzelił dwa razy. Po oddaniu strzałów zauważyłam jeszcze, jak jakiś chłopiec ukazał się na ulicy. Bürger oddał również strzały do tego chłopca i widziałam, jak upadł. Tak, że na ulicy leżały zwłoki trzech ofiar Bürgera. Ja po tym wypadku straciłam przytomność. Gdy przyszłam do siebie, opowiedziano mi, że siostra moja błagała Bürgera przed rozstrzelaniem o darowanie jej życia, lecz bez skutku. Obydwaj chłopcy nie żyją już.
4) Pierwsza akcja zagłady rozpoczęła się jeden dzień po święcie Simchat Tora w 1942 r. Był to poniedziałek. Ja, moja matka i siostra pracowałyśmy w synagodze, w której był punkt zborny „wysiedleńców”. W piątek, tj. 4 dni po rozpoczęciu akcji, Bürger włączył do transportu również moją matkę. Wówczas ja i siostra zwróciłyśmy się do Bürgera z prośbą, by nas również włączył do transportu. Bürger odmówił, ponieważ potrzebne byłyśmy mu do pracy. Przyrzekł on nam, że następnym transportem pośle nas do matki, która, jak się wyraził, wyjechała „na wczasy”. Więcej matki nie widziałam. Mój ojciec pracował w czasie akcji przy grzebaniu zwłok na cmentarzu w Łukowie, dowiedziałam się, że w czasie jednej z akcji zamordowania wszystkich grabarzy zabito i mojego ojca. Chcę tu dodać, że w nocy przed dniem zabicia przyszedł do nas policjant lub inna osoba, nie pamiętam, kto to był, i powiedział, że Bürger woła ojca, by natychmiast stawił się u niego. Ojciec poszedł do Bürgera i więcej go nie widziałam. Opowiadano mi potem, że został zastrzelony wraz z 500 innymi Żydami, między którymi znajdowali się również grabarze. Kto ojca zastrzelił, nie wiem. Poza Bürgerem znani mi byli pomocnicy Bürgera, Neumann i Zielke, którzy pochodzili z okolic Łukowa, ze słyszenia wiem, że obydwaj brali udział w przeprowadzaniu akcji. Tadeusz Zielke chodził razem ze mną do szkoły. Bliższe szczegóły ich działalności nie są mi znane. Zeznanie swoje złożyłam w języku polskim, który znam bardzo dobrze. Gotowa jestem zeznanie niniejsze powtórzyć przed sądem niemieckim.
Tel Awiw, 30 maja 1963 r.
***
Rodzice Frydy Rozmaryn, ur. 15 sierpnia 1923 r.: Gerszon Chanoch Flug, ur. w 1899 r. w Łukowie, syn Jechoszui (Szyi) i Szajndli z domu Alabaster, kupiec; Sara Flug z domu Segal, ur. w 1900 r. w Radzyniu Podlaskim, córka Icchaka i Ity, restauratorka. Ich dzieci, oprócz autorki powyższej relacji: Ita Herszberg, ur. w 1919 r. w Łukowie, żona Nisana; Jehoszua (Szyja) Flug, ur. w 1922 r. w Łukowie, uczeń jesziwy; Rachela (Ruchla) Flug, ur. w 1928 r. w Łukowie, uczennica. Wszyscy, oprócz Frydy, zostali zamordowani przez Niemców. Zginęło także rodzeństwo Gerszona Fluga: Chaja Goldrajch, ur. w 1880 r. w Łukowie; Icchak Flug, ur. w 1893 r. w Łukowie, rabin, mąż Gołdy, ur. w 1895 r.
Źródło: Instytut Jad wa-Szem w Jerozolimie
Sara i Gerszon Chanoch Flugowie
Ita Herszberg z domu Flug
Rachela Flug
(Fot. Jad wa-Szem /3/)