W latach 2018–2019 ukazał się czterotomowy zbiór studiów „Pogromy Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku” pod redakcją naukową Sławomira Buryły (tom 1), Kamila Kijka, Artura Markowskiego i Konrada Zielińskiego (tom 2 i 3) oraz Augusta Grabskiego (tom IV), wydany przez Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN, Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Uniwersytet Wrocławski i Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”.
W tomie drugim rzeczonej publikacji zamieszczony został artykuł Alicji Gontarek z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie „Pogrom w Łukowie podczas wojny 1920 r. – przyczyny, przebieg i skutki”, w którym autorka odnosi się nie tylko do źródeł archiwalnych oraz wspomnień zawartych w księdze pamięci „Sefer Lukow” (Tel Awiw 1968), ale też do jedynego opracowania poświęconego Żydom łukowskim, co zaznacza na początku w przypisie, czyli do książki dr. Krzysztofa Czubaszka „Żydzi Łukowa i okolic” (Warszawa 2008), w której wydarzeniu temu poświęcono stosunkowo dużo uwagi.
Doktor Gontarek obszernie relacjonuje przebieg pogromu w Łukowie oraz wnikliwie analizuje okoliczności, w jakich do niego doszło. Hołdując naukowej rzetelności, nie staje po żadnej ze stron – nie wyolbrzymia zaangażowania części środowiska żydowskiego we wsparcie dla bolszewików, ani też nie wybiela w żaden sposób polskich sprawców okrucieństw wymierzonych wobec Żydów. Powołuje się na szeroką bazę źródłową, dzięki czemu jej studium jest najbardziej wyczerpującym opracowaniem dotyczącym zajść w Łukowie z połowy sierpnia 1920 r., znacznie wykraczającym poza opis wydarzeń zawarty w wydanej dekadę wcześniej książce dr. Czubaszka.
Już w pierwszych słowach Alicja Gontarek stwierdza, że „po wycofaniu się armii bolszewickiej Wojsko Polskie wraz z ludnością cywilną dokonały pogromu na Żydach”, oraz dodaje: „Rzekoma probolszewicka postawa Żydów łukowskich – podczas kilkudniowej zaledwie okupacji – miała stać się głównym powodem ataku żołnierzy polskich na osoby narodowości żydowskiej”. Następnie analizuje okoliczności oraz niuansuje bądź falsyfikuje owo przekonanie, które przyczyniło się do wybuchu antyżydowskiej przemocy:
„Gdy perspektywa wkroczenia do Łukowa oddziałów bolszewickich stała się nieuchronna, dotychczasowy bieg życia na każdej płaszczyźnie uległ poważnemu zaburzeniu, również w kręgach społeczności żydowskiej. Według jednego z żydowskich mieszkańców Łukowa, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej panowało wielkie napięcie i strach wobec niepokojących wieści o jej niepowstrzymanym pochodzie. Lęk o życie kobiet był tak duży, że łukowskie Żydówki przebierały się w męskie ubrania, a pozostali szykowali sobie skrytki i kryjówki w piwnicach i na strychach. Dla obrony spokoju i dobytku powstała samoobrona cywilna, utworzona z polecenia burmistrza, której członkami zostali także Żydzi. Decyzja o rozdaniu przedstawicielom Żydów broni dowodziła wyjątkowej roztropności władz miejskich. Większość magistratów nie pozwalała na wydawanie Żydom uzbrojenia, co powodowało, iż podczas pogromów nie mieli oni możliwości obrony przed tłumem. Poza tymi i innymi działaniami – z życia publicznego usuwano osoby, które reprezentowały Komunistyczną Partię Robotniczą Polski (KPRP) oraz żydowską lewicę, podejrzaną o propagowanie komunizmu, m.in. wybitnych członków łukowskiego Bundu – braci Hubermanów. Aresztowano ich, po czym odesłano do lubelskiego więzienia, gdzie spędzili 4 miesiące. (...) Likwidacja działalności oraz aresztowania dotknęły także środowisko fołkistów; do Lublina przewieziono m.in. przywódcę Żydowskiej Partii Ludowej – Mosze Hejbluma.
Z punktu widzenia administracji polskiej priorytetowym zadaniem okazała się także propaganda wśród apolitycznych w dużym stopniu mas na rzecz obrony ojczyzny. Cieniem na całej społeczności kładł się powszechny brak gotowości do wstępowania w szeregi wojska ochotniczego i dotyczyło to nie tylko Żydów. Aby zachęcić mieszkańców do aktywnego włączenia się w dzieło obrony zagrożonej ojczyzny, magistrat w połowie lipca powołał do życia komisję propagandową. Poza tym, wobec zbliżającego się wroga, władze miejskie w dniu 8 sierpnia wydały rozporządzenie, aby wszyscy mężczyźni w wieku od lat 17 do 40 wstąpili do polskiego wojska jako «ochotnicy». Ponieważ wezwanie to nie osiągnęło zamierzonego skutku, a ludność cywilna pochowała się, rozpoczęły się obławy, podczas których wyłapywano także starszych Żydów w wieku 50 i 60 lat.
Istotnym problemem, dotykającym ogół mieszkańców, nad którym także pochylały się władze miejskie, okazały się ubywające zapasy zboża. Stan aprowizacyjny Łukowa, jak i innych okolicznych ośrodków, przedstawiał się pod tym względem katastrofalnie. Dla najuboższych, a przede wszystkim dzieci, ludność żydowska z pieniędzy Jointu zorganizowała kuchnię. W czerwcu 1920 r. rada miejska dostała od starosty informację o bezwzględnym wstrzymaniu dostaw zboża dla miasta, dlatego szybko zabrakło chleba: «Na tem tle daje się już odczuwać groźny pomruk ludności i spodziewać się należy niepożądanych ekscesów». Choć nie precyzowano, iż chodzić może o akty napaści na ludność żydowską, to zła sytuacja aprowizacyjna, czy wręcz głód, miały wpływ na szerzenie się idei antysemickich. W tej sytuacji bardzo łatwo dochodziło do oskarżeń żydowskich kupców i handlarzy o zmowy cenowe i inne niewłaściwe praktyki, mające na celu wzbogacenie się dzięki złej sytuacji gospodarczej. Dla zaradzenia «zaburzeniom» magistrat łukowski skierował do Ministerstwa Aprowizacji depeszę z prośbą o dostawy zboża oraz jednocześnie do wicemarszałka Sejmu – Stanisława Osieckiego – z apelem o interwencję.
Pogarszające się warunki życia, szerzenie się chorób zakaźnych (dur brzuszny i plamisty) oraz niepokojące wieści z frontu doprowadziły do tego, iż w Łukowie 3 sierpnia panowała atmosfera pogromowa. Żydzi łukowscy zostali obwinieni przez bliżej niezidentyfikowaną grupę polskich mieszkańców o niepowodzenia na froncie wschodnim. Był to zapewne tylko pretekst do akcji rabunkowej, jaką chciano przeprowadzić w żydowskich sklepach, zakładach przemysłowych i składach. Akcja ta nie doszła do skutku. Cześć przedsiębiorstw stała opuszczona, ponieważ pewna, choć nieduża grupa mieszkańców cywilnych opuściła miasto, udając się zagranicę lub do większych miast, uważanych za bezpieczniejsze. Do opuszczonych domostw wdzierali się szabrownicy. Od kwietnia do czerwca 1920 r. z Łukowa wyjechało 658 osób (4% ogółu populacji).
Wojska bolszewickie wkroczyły do miasta w dniu 11 sierpnia i pozostały w nim kilka dni, do 17 sierpnia. (...)
Mimo strachu i jawnie okazywanej wrogim wojskom rezerwy, w Łukowie znalazła się zradykalizowana grupa Polaków i Żydów, należąca głównie do proletariatu, która uwierzyła w hasła głoszone przez bolszewików. Ludzie ci dali się zauważyć po wkroczeniu Armii Czerwonej. (...) Poparcia najeźdźcom udzielili oczywiście miejscowi komuniści, lecz także wszyscy członkowie wpływowego Bundu. Jak szacował starosta łukowski, Zenon Łopuski, członków tej partii, aktywnie cieszących się z zajęcia miasta przez bolszewików, było od 600 do 800, niemniej trudno liczbę tę zweryfikować. Można ją traktować, aczkolwiek z wielką ostrożnością, raczej jako krąg osób, które wsparły nowe władze i z nimi sympatyzowały.
Jedną z pierwszych decyzji nowo utworzonej milicji miejskiej (jeszcze przed oficjalnym utworzeniem władz) był nakaz otwarcia sklepów, do których następnie udali się żołnierze, wykupując towar za nic niewarte (z czego nie wszyscy zdawali sobie wówczas sprawę) carskie ruble. (...)
Skład personalny łukowskiego rewkomu nie jest do końca znany. Miało w nim zasiąść trzech Polaków i dwóch Żydów z Bundu. Swoją reprezentację wystawili także członkowie PPS. (...)
Więcej wiemy o składzie powiatowego rewkomu. Prawdopodobnie na jego czele stała osoba nazwiskiem Bałk, podobno Żyd pochodzący z Poznańskiego. Mianował on pięciu działaczy – trzech Polaków będących aktywistami Związku Zawodowego Robotników Rolnych (ZZRR) i nieznanych z nazwy organizacji robotniczych oraz dwóch Żydów: Dawida Mącarza i Szapse Kelenkowicza, którzy byli wyrobnikami. W obu rewkomach znaleźli się więc zarówno sprawdzeni działacze, bundowcy czy polscy działacze chłopscy i robotniczy, jak i przedstawiciele ludu, choćby reprezentujący «klasę uciśnionych» niejaki Śledź – dotychczas woźny pracujący w starostwie, którego wojna wyniosła do roli członka powiatowego rewkomu. Milicję także tworzyli przedstawiciele dwóch narodowości. (...)
Ministerstwo Spraw Wojskowych zwróciło uwagę na przywódczą rolę bundowców w Łukowie. Mieli oni odznaczać się wyjątkowo wrogą postawą wobec ludności polskiej, ponieważ wskazywali władzom, gdzie i u kogo należy rekwirować. Na skutek odpowiednich instrukcji bolszewicy ograbili Towarzystwo Spółdzielcze (na sumę 600 tys. mkp), sklep rolniczy (100 mkp) oraz kooperatywy spółek rolniczych (200 mkp), jak również inne instytucje i składy chrześcijańskie. Poza tym, ich entuzjazm był widoczny: «przypiąwszy sobie czerwone rewolucyjne kokardki, brali też żywy i czynny udział w bolszewickich zgromadzeniach publicznych, na których wygłaszane były gwałtowne mowy przeciwko Rządowi i Armii Polskiej». (...)
Agitacja bolszewicka i decyzje komitetu nie zyskały poklasku wśród ogółu Żydów. Co prawda starosta łukowski zauważył, iż wiece propagandowe odbywały się codziennie, a ich uczestnikami byli w większości Żydzi, milczał jednak zarazem na temat polskiego udziału w komunistycznych władzach i poparcia zrewolucjonizowanych tłumów polskich dla bolszewików na wsi. Jak wskazują dokumenty moskiewskie, w Łukowie w dniach 14–17 sierpnia zorganizowano cztery ogólne wiece i jeden dla Żydów. Ludność żydowską martwiło przede wszystkim to, że nie miała z czego się utrzymać i co jeść. Wszyscy kupcy odnotowali w swoich sklepach pustki na skutek «wykupu» lub rekwizycji. Na zamożnych, zarówno Żydów, jak i Polaków, nałożono wspomnianą kontrybucję. Towary (cukier i mąka) wywożono z Łukowa celem zaopatrzenia armii bolszewickiej nacierającej na Warszawę.
Rewkom, widząc brak entuzjazmu wśród ludności żydowskiej oraz jej przywiązanie do tradycji i religii, zaplanował dla niej spotkanie, co znamienne, w sobotę, przekształcając je w defiladę, na której czele konno jechali dwaj komisarze. (...)
W ogólnym rozrachunku krótka okupacja bolszewicka przyniosła wielkie straty w samym Łukowie i powiecie łukowskim. Najpowszechniejsza była oczywiście grabież wszelkich towarów ze sklepów i zakładów rzemieślniczych w miastach oraz zabór mienia po wsiach. Wiele osób wykorzystywano także do świadczenia usług dla nieprzyjacielskiej armii. Z ziemi łukowskiej oddziały czerwonoarmistów zabrały 3 tys. koni, z radzyńskiej 600. (...)
Dnia 16 sierpnia, do Łukowa zaczęły docierać pogłoski, że armia bolszewicka jest w odwrocie. Wraz z tymi nowinami 17 sierpnia przyszły pierwsze wieści od Żydów z okolicznych miejscowości, iż Polacy dokonywali pogromów na Żydach w odwecie za ich rzekomą probolszewicką postawę. W mieście krążyły plotki, jakoby łukowski komendant bolszewicki radził uciekać, «uprzedzając, że armia polska w swoim pochodzie naprzód morduje ludność żydowską». Jak przekazuje J. Kohen, Żydów ogarnęła trwoga, więc postanowili ujść z miasta. Odwetu bali się przede wszystkim sympatycy nowego porządku. Ci przyłączyli się do Armii Czerwonej. Łukowski rewkom wycofał się z bronią w ręku, walcząc u boku sowieckich oddziałów. Wkrótce został wzięty do niewoli przez podjazd polskiej kawalerii. Reszta niepewna swego losu postanowiła schronić się w okolicznych lasach lub udać się w dalszą wędrówkę. Początkowo myślano, że uciekać można do Brześcia, przez Międzyrzec i Białą, lecz uchodźcy skierowali się ostatecznie na Siedlce, ewentualnie pozostali w Międzyrzecu. Szacowano, iż łączna liczba Żydów, którzy ewakuowali się z powiatu łukowskiego oraz miasta Żelechowa, sięgnęła wówczas 7 tys.
Precyzyjnie o motywach łukowskich grup uchodźczych informowała gmina wyznaniowa. Wskazywała, iż było to najlepsze rozwiązanie z punktu widzenia ochrony życia. (...) Widok wycofujących się rzekomo z Armią Czerwoną wielkich grup uciekinierów żydowskich, ciągnących długimi kolumnami na drogach wiodących do Siedlec, sprawiał na Polakach wrażenie, iż byli to Żydzi sympatyzujący z bolszewikami.
Jak odnotowała prasa, Łuków został wyzwolony w południe 17 sierpnia przez «dzielne oddziały podhalańskie i poznańskie». (...)
Po wkroczeniu oddziałów polskich do miasta (21, 14 i 16 DP) od razu doszło do aktów przemocy skierowanych przeciwko Żydom. Miały one miejsce w dniach 17–18 sierpnia 1920 r. Choć nie wiemy, z jakich dokładnie jednostek pochodzili żołnierze atakujący ludność żydowską, to domyślać się można, iż przodowali w tym żołdacy z Wielkopolski i Pomorza, w mniejszym zaś stopniu podhalańczycy, szczególnie po 17 sierpnia, gdy udali się na inne tereny. W incydentach uczestniczyła także ludność miejscowa. Doszło do zabójstwa, licznych napaści na Żydów, zaś żydowskie domy i sklepy splądrowano i zdewastowano, a mienie z nich pochodzące – rozkradziono”.
W dalszej części artykułu doktor Gontarek przytacza relacje dotyczące przebiegu pogromu w Łukowie, które cytowałem także w swojej książce. W wyniku trwających dwa dni haniebnych ataków na bezbronną ludność cywilną, zabójstw, pobić i grabieży ucierpiało 80 proc. ludności żydowskiej:
„Nie oznacza to jednak, iż akty przemocy ustały w dniach następnych, a sytuacja wróciła do normy. Żydowscy urzędnicy gminni 23 sierpnia, czyli w niecały tydzień po wejściu wojsk polskich do miasta, nakreślili obraz bezprawia oraz przemocy stosowanej wobec ludności żydowskiej. Charakterystyczne, jak można wyczytać z relacji, że miasto i okolice zalała wówczas druga fala pogromowa, o wydatniejszym uczestnictwie lokalnej społeczności (szczególnie rekrutującej się z warstw chłopskich) i przy całkowitej bierności cywilnych polskich organów administracji. Brak reakcji ze strony miejscowego dowództwa wojskowego, cywilnej władzy i organów stojących na straży porządku publicznego wydaje się niezwykle dla nich obciążający”.
Alicja Gontarek stwierdza dalej bez ogródek:
„Relacje żydowskie wskazują wyraźnie, iż wśród społeczeństwa polskiego nie znalazła się żadna wpływowa grupa, która zatrzymałaby falę przemocy, a miejscowa elita (inteligencja) wręcz podżegała do używania siły wobec ludności żydowskiej. Świadkowie wymienili tylko pojedyncze osoby próbujące powstrzymać napastników lub pomagające pokrzywdzonym. E. Loterman wspomina o dr. Chącińskim – radnym miejskim, miejscowym lekarzu – oraz o nieznanym z imienia Polaku. Oni dwaj odmówili wpuszczenia żołnierzy do domu, w którym zamieszkiwali razem z rabinem Sz. Braunem. Być może ta zdecydowana postawa zapobiegła rozstrzelaniu żydowskich domowników. Rabin został oskarżony o szpiegowanie na rzecz Rosjan, wywleczony ze swojego mieszkania i zaciągnięty na dworzec kolejowy. Tam ustawiono go pod pompą, zlano zimną wodą i dotkliwie pobito, co wywołało u niego paraliż ruchowy”.
Cenna jest też uwaga autorki artykułu o postawie katolickiego kleru wobec Żydów i skierowanych wobec nich aktów przemocy:
„Choć nie posiadamy żadnych informacji o postawie duchowieństwa łukowskiego podczas pogromu, z informacji przekazanych przez samych Żydów wynika, iż miejscowy proboszcz – ks. Feliks Halbersztadt, nie akceptował bicia i poniżania osób narodowości żydowskiej. Świadczy o tym jego zachowanie z 3 sierpnia 1920 r. – usłyszawszy o mającym się rozpocząć w Łukowie pogromie, postanowił zaalarmować rabina. Zadeklarował także, iż kościoły będą stały otworem dla Żydów, jako miejsca schronienia. Trudno ocenić, czy jego zachowanie było wyjątkowe, ponieważ brak opracowań dotyczących postawy duchowieństwa wobec Żydów podczas wojny 1920 r. Pewne jest wszakże, że gmachy kościołów przez cały czas trwania konfliktu stanowiły miejsce patriotycznej, ale i antysemickiej propagandy. W świątyniach, także na ziemi łukowskiej, odczytywano m.in. odezwę generała Władysława Sikorskiego”.
W owej odezwie, cytowanej przez doktor Gontarek za książką dr. Czubaszka, generał Sikorski wzywał chłopów do mordowania bolszewików oraz ich popleczników, wskazując jednak wśród nich tylko Żydów, słowem nie wspominając o Polakach:
„Ludu włościański, nowe żniwa czekają na cię. Naostrz kosy, naostrz widły i siekiery i dalej na wroga. Niech poczują przeklęte bandy bolszewickie i żydowscy komisarze na swoich karkach moc twego ramienia, ostrze twych kos, wideł i siekier”.
Odczytywany z ambon apel dowódcy znajdował szeroki odzew wśród wiejskiej ludności, choć na szczęście nie wszyscy chłopi rzucali się ochoczo do bicia i mordowania Żydów. Powściągliwi pod tym względem okazali się na przykład mieszkańcy wsi Ulan:
„Trudne położenie ludności żydowskiej Łukowa, obrabowanej podczas pogromu, ulegało stopniowemu pogorszeniu również dlatego, że została ona odcięta od zasobów żywności, jakie dawała wieś. Początkowo, tuż po odejściu czerwonoarmistów, Żydzi ruszyli na te tereny, kupując od chłopów prawa do kopania dla siebie ziemniaków. Chłopstwo zaczęło jednak prześladować każdego napotkanego Żyda – utożsamianego z bolszewikiem – dlatego wyprawy tego rodzaju szybko się skończyły i w mieście zapanowała drożyzna, a w konsekwencji także głód. Nie zawsze oczywiście dochodziło do aktów przemocy, najpowszechniejszą metodą wyrażania dezaprobaty patriotycznie nastawionego chłopstwa była odmowa sprzedawania żywności Żydom, jak miało to np. miejsce w Siedleckiem. Zdarzały się jednak także przypadki, gdy chłopi z okolic Siedlec za wynagrodzeniem podstawiali dla Żydów furmanki, aby ich przewieźć do Łukowa. Chłopi z Ulana (pow. łukowski) nie chcieli policji udzielać żadnych informacji o Żydach, ceniąc sobie ich sąsiedztwo – «ludność nasza po wioskach szalenie zamiłowana jest w żydach»”.
Gdy przetoczyła się fala pogromowa, polskie społeczeństwo, władze i prasa starały się umniejszyć bądź pominąć milczeniem to, do czego doszło:
„Wydarzenia w Łukowie oraz opisane zabójstwa zaniepokoiły żydowską opinię publiczną. Po wycofaniu się Armii Czerwonej spod Warszawy, od września 1920 r. parlamentarzyści żydowscy i prasa syjonistyczna rozpoczęli kampanię informacyjną i interwencyjną, której celem było zwrócenie uwagi na pogromy i zajścia antyżydowskie, jakich dopuścili się Polacy po odparciu bolszewików. Fakt, iż dokonywała ich ludność cywilna i polskie wojsko przy biernej postawie policji, okazał się niewygodny i dla władzy, i dla samego społeczeństwa. Dlatego też zajścia tego rodzaju były z reguły umniejszane lub w ogóle przemilczane przez polską prasę, choć komunikaty i raporty, zarówno wojskowe i policyjne, jak też cywilne, odnotowywały najróżniejsze antyżydowskie incydenty. Niewygodne fakty zatajała także prasa lubelska – dwa wiodące tytuły tj. «Głos Lubelski» i «Ziemia Lubelska». Gazety te nie zauważyły żadnych pogromów i rozruchów antyżydowskich na terenie województwa lubelskiego w opisywanym okresie. «Głos Lubelski» informował tylko, powołując się na «Rzeczpospolitą» i «Morning Post», tudzież inną zagraniczną prasę, że doniesienia o jakichkolwiek zbiorowych wystąpieniach Polaków przeciwko Żydom były fałszywe. Przekonaniu temu towarzyszyła opinia, jakoby ogół społeczności żydowskiej zamieszkałej na terenie Lubelszczyzny (z wyjątkiem bogatych kupców) podjął współpracę z wrogiem. (...)
Wcześniej sprawą pogromu w Łukowie i jego okolicy zajęły się już same władze wojskowe, ponieważ to żołnierze byli głównymi sprawcami wyrządzonych Żydom krzywd, których nie można było zatuszować. (...) Głos w tej sprawie zabrało Biuro Prezydialne tego resortu, reprezentowane przez płk. Edwarda Szpakowskiego. Choć nie zaprzeczało podstawowym faktom, to starało się umniejszyć rozmiary zajść, dlatego resortową odpowiedź można uznać za pokrętną i nieodpowiadającą prawdzie. Przyznano w niej, iż zabito jedną osobę, a dwie raniono, w tym «lekko» rabina łukowskiego. Z gotówki okradziona miała zostać tylko jedna osoba – Dawid Ruzal – właściciel browaru, któremu zabrano 20 tys. mkp. Rzekomo z braku dowodów wojsko nie przyznawało się zaś do ograbienia rabina Sz. Brauna z sumy 124,5 tys. mkp. W sprawie rabunków sklepów żydowskich eufemistycznie zaś wyjaśniono, że «żołnierze tu i ówdzie pootwierali przymusowo niektóre sklepy i pozabierali z nich artykuły żywnościowe». Twierdzeniu temu towarzyszyło wyjaśnienie, że Żydzi mimo nakazu magistratu nie chcieli otworzyć swoich placówek handlowych, co stworzyło wrażenie, iż nie chcieli niczego sprzedawać polskim żołnierzom. Od mieszkańców natomiast dowiadywali się, iż w dniu wkroczenia Armii Czerwonej do miasta sklepy jakoby stały otworem dla bolszewików. Poza tym wojskowi mieli być podburzani do rabunków przez miejscową ludność polską, zbulwersowaną działalnością niektórych Żydów w rewkomie”.
Całą winę na Żydów, którzy mieli jakoby gremialnie popierać bolszewików, zrzucał też instruktor powiatu łukowskiego Wydziału Propagandy Wojewódzkiego Komitetu Obrony Narodowej w Lublinie, który w raporcie z 11 września 1920 r. pisał „m.in. o wielkim entuzjazmie ludności żydowskiej i o łukowskich Żydach, którzy dla armii bolszewickiej «powystawiali stoły zastawione lemoniadą, chlebem, bułkami, ogórkami i papierosami»”.
Ludność żydowska nie tylko padła ofiarą przemocy, ale też została ograbiona i pozbawiona środków do życia:
„Pogrom pogłębił pauperyzację ogółu społeczności żydowskiej, pozbawiając kupców, rzemieślników i przemysłowców resztek zgromadzonego towaru w sklepach oraz materiałów w zakładach przemysłowych i rzemieślniczych. Z tego powodu składali oni liczne odwołania od obowiązku opłacania podatków państwowych – wobec braku jakichkolwiek towarów nie posiadali żadnych dochodów. Grupie tej starał się pomagać zarząd miejski, przychylając się do prośby jej reprezentanta, aby wyjednać u «wyższych władz» ulgi podatkowe. Organ ten nie chciał jednak na prośbę Żydów zaświadczyć o ich lojalnej postawie wobec państwa polskiego w czasie inwazji bolszewickiej, co wywołało konsternację w kręgach żydowskich. (...)
Znacznie poważniejszy problem, jaki dostrzeżono na jesieni, był związany z pojawieniem się dużej grupy zubożałych Żydów pozostających bez zawodu i nieco mniejszej – zubożałych chrześcijan. Obie należało zaopatrzyć w żywność. Niestety, jedynym pożywieniem mieszkańców, jak informują sprawozdania zarządu miejskiego, były ziemniaki. Rynek doznawał poza tym wstrząsów: panowała drożyzna i paskarstwo, kwitł szmugiel. Wobec zbliżającej się zimy palącą kwestią okazało się również pozyskanie drzewa opałowego. Problemy te nawarstwiły się, gdy w listopadzie wybuchła w powiecie łukowskim epidemia księgosuszu bydła, także spowodowana pobytem Armii Czerwonej, co doprowadziło do zamknięcia na terenie miasta wszelkich targów i jarmarków na zwierzęta domowe.
Katastrofalny stan zaopatrzenia miasta i ogólny kryzys gospodarczy doprowadziły ostatecznie do konfliktów radnych polskich i żydowskich na forum zarządu miejskiego na tle przydziałów chleba dla najbardziej potrzebujących. Ławnik M. Wejntraub w imieniu ludności żydowskiej informował, iż kontyngent pieczywa powinien być rozdzielany proporcjonalnie do liczby potrzebujących, a nie jak dotychczas wedle zasady – połowa dla chrześcijańskiej biedoty, druga połowa dla potrzebujących Żydów. Gdyby postulat ławnika został zrealizowany, doprowadziłby do wyeliminowania z rozdawnictwa ubogich Polaków, ponieważ zubożałych Żydów było dwa razy więcej. Interwencję tę należy zatem złożyć na karb napiętych relacji Polaków i Żydów po niedawnym pogromie. Burmistrz, nie chcąc przyznać się do zarządzenia niepisanej parytetowej zasady, powoływał się na nieistniejące rozporządzenia, niemniej nakazał przyjrzeć się dotychczasowej liście spauperyzowanych łukowian”.
Swój artykuł doktor Gontarek zakończyła spostrzeżeniem o długofalowych skutkach pogromu w Łukowie, do których bez wątpienia można zaliczyć obojętną lub wrogą postawę Polaków wobec Żydów podczas Zagłady oraz w okresie powojennym:
„Choć trudno ocenić, w jaki sposób pogrom oddziałał na kształtowanie się relacji polsko-żydowskich w tej miejscowości, z pewnością stał się jednym z tych granicznych doświadczeń, które doprowadziły do rozpadu więzi między Polakami i Żydami”.
Na koniec dodajmy, że wzmianka o zajściach antyżydowskich w Łukowie znalazła się też w tomie czwartym „Pogromów Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku” – w artykule Andrzeja Rykały i Anny Wosiak „Geograficzno-historyczne (polityczne) uwarunkowania genezy i przebiegu wybranych pogromów Żydów na ziemiach polskich od XIX w. do 1946 r.” (autorzy ci również powołali się w przypisie m.in. na książkę „Żydzi Łukowa i okolic”):
„Wojna polsko-rosyjska i wynikające z niej radykalne pogorszenie warunków życia ludności żyjącej w zasięgu bezpośrednich walk (głód, trudności aprowizacyjne, choroby zakaźne) wpłynęły też na wzrost napięcia między polskimi (54%) i żydowskimi (46%) mieszkańcami Łukowa. Tym ostatnim zarzucano zmowę cenową. W obliczu szykan i przemocy niektórzy żydowscy przedsiębiorcy opuścili miasto, pozostawiając dobytek na pastwę szabrowników. Do posądzeń Żydów o manipulacje w sprawie cen towarów doszły nieco później oskarżenia o rzekome sprzyjanie bolszewickim najeźdźcom, okupujących miasto od 11 do 17 sierpnia 1920 r. Po przejęciu Łukowa przez oddziały polskie ich żołnierze wraz z miejscową ludnością wzniecili antyżydowskie rozruchy, zabijając jedną osobę, wielu Żydów raniąc, grabiąc, plądrując i niszcząc żydowskie domy oraz sklepy (pozbawione już w dużym stopniu towarów zarekwirowanych uprzednio przez Rosjan)”.