W 2019 r. nakładem Edipresse ukazała się autobiografia Gołdy Tencer pt. „Jidisze mame”, napisana przy pomocy Katarzyny Przybyszewskiej-Ortonowskiej. Opasły tom (prawie 600 stron) został starannie opracowany i opatrzony licznymi archiwalnymi zdjęciami. Znajdują się w nim odniesienia do łukowskich przodków dyrektorki warszawskiego Teatru Żydowskiego.
Pisze pani Gołda o swoim ojcu:
„Szmul Tencer urodził się w Łukowie, niewielkim miasteczku na Podlasiu, nieopodal Siedlec. Jeszcze w Polsce, której nie było na mapach, rozparcelowanej przez trzy zabory.
Według jego powojennych dokumentów było to w roku 1917.
Dużo przeczytałam o Łukowie, który przed wojną tętnił żydowskim życiem. Na prawie czternaście tysięcy mieszkańców ponad sześć tysięcy stanowili Żydzi. Zamieszkiwali obszar między dzisiejszymi ulicami kardynała Wyszyńskiego, Staropijarską, Browarną, Farną, Laskowskiego, Kanałową oraz rejon ulic Międzyrzeckiej i Spółdzielczej, zwanej dawniej Solną. Mieli murowaną synagogę, wzniesioną w 1764 roku przy ówczesnej ulicy Bóżniczej, i dwa inne domy modlitwy. Była biblioteka żydowska, stowarzyszenia, żydowskie gazety i żydowski cmentarz. Najwyższy, dwupiętrowy budynek murowany był własnością Dawida Gastmana. Kwitły handel i rzemiosło. Większość sklepów, firm przemysłowych, punktów usługowych należała do Żydów. Materiały budowlane można było kupić w firmie braci Cukiermanów, zboże odstawiano do młyna Borensztajnów, artykuły papiernicze nabywano w sklepie Finkelsteinów, ubrania szyto u krawca Kwiata, a wspomniany Gastman, ten od najwyższego budynku, handlował obuwiem.
Ani słowa o Tencerach.
W żadnej książce o przedwojennym Łukowie, w żadnym artykule, żadnym opracowaniu. Nigdzie.
A jak mówił pan Niedober, rodzice taty prowadzili w centrum miasteczka sklep kolonialny. Byli religijni i święcie wierzyli, że Żydzi są narodem wybranym. Wiele lat później, gdy synowie już dorośli, posyłali ich do chederu z nadzieją, że któryś zostanie rabinem. Tata rabinem zostać nie chciał. Jak się potem okazało, od zawsze miał inne marzenia.
W 1920 roku w Łukowie doszło do pogromu ludności żydowskiej. Trwała wojna polsko-bolszewicka. W sierpniu miasto zajęli bolszewicy, a kiedy po kilku dniach wyparło ich wojsko polskie, zaczęto szykanować tych, którzy mogli mieć związek z, jak ich nazywano, «moskiewską zarazą». Padło na Żydów, bo powszechnie uważano, że sprzyjali nieprzyjacielowi. Mówiło się, że kiedy bolszewicy weszli do miasteczka, Żydzi pootwierali swoje sklepy i z nadzieją na zarobek wyprzedali najlepsze towary. Z wycofującą się Armią Czerwoną uciekły wówczas ponad dwa tysiące łukowskich Żydów. Całe odium spadło na tych, którzy pozostali i którzy nie mieli nic wspólnego z najeźdźcami. Urządzono pogrom, wojsko wspólnie z ludnością cywilną plądrowało, niszczyło i paliło żydowskie domy i sklepy. Paniczny strach ogarnął Żydów, którzy zastraszeni i obrabowani w popłochu uciekali do Siedlec i Międzyrzecza.
Wśród uciekających była też rodzina taty”.
Informacje o przedwojennym Łukowie zaczerpnięte zostały z książki dr. Krzysztofa Czubaszka „Żydzi Łukowa i okolic” i są generalnie bez zarzutu, choć autorka nie ustrzegła się kilka uproszczeń i niedociągnięć. Pisanie dziś o Łukowie, że to miasteczko na Podlasiu, jest anachronizmem. Za takie uważany był w XIX w., gdy należał do utworzonego po Kongresie Wiedeńskim województwa podlaskiego, a potem guberni podlaskiej ze stolicą w Siedlcach, przemianowanej następnie na gubernię siedlecką. Po odzyskaniu przez Polskę w 1918 r. niepodległości i przez kilka dekad w PRL-u Łuków wchodził w skład województwa lubelskiego, co zostało odtworzone podczas reformy administracyjnej w 1999 r. Fakt, niektórzy mieszkańcy północnej Lubelszczyzny do dziś czują się Podlasiakami, tak głębokie są pokłady historycznej pamięci, ale po dwóch dziesięcioleciach od utworzenia województwa podlaskiego ze stolicą w Białymstoku, czyli faktycznego przesunięcia Podlasia na północ, w stare koleiny, jest to już tożsamość gasnąca.
Jest jeszcze w książce Gołdy Tencer kilka innych drobnych potknięć, o których dla porządku trzeba wspomnieć. W Łukowie nie było ulicy Bóżniczej, tylko Bóżniczna; żydowskich domów modlitwy było kilka, a nie dwa; Gastman zajmował się nie tyle handlem butami, co ich wytwarzaniem – przeniósł z Warszawy do Łukowa fabrykę, która zapoczątkowała obuwniczą tradycję tego miasta, kontynuowaną po wojnie przez znany szeroko Łukbut. Miasteczko obok Łukowa nazywa się Międzyrzec, a nie Międzyrzecz – ten leży na zachodzie Polski.
Czytajmy dalej:
„tata nigdy się nie dowiedział, co się stało z resztą jego licznej rodziny.
Nigdy też nie pojechał ani do rodzinnego Łukowa, ani do Siedlec, gdzie ostatnio widział rodzeństwo, choć latami szukał, czy ktokolwiek z braci i sióstr przeżył Holokaust.
Do końca wierzył, że może... Do końca czekał...
Teraz, choć od wojny minęło tyle czasu, czekam i ja.
Wiele lat temu, już po śmierci taty, pojechałam na koncert do Łukowa. Przyszło dużo ludzi. Nakręcono nawet program dla lokalnej telewizji.
– Czy ktoś z państwa znał przed wojną rodzinę Tencerów? – pytałam po koncercie. Czy ktoś ich pamięta?
Nikt nie pamiętał. Jak to możliwe?
Czy rodzina taty miała szansę przeżyć wojnę?
Część mieszkała w Łukowie, część w Siedlcach, część w Warszawie.
Zarówno w Łukowie, jak i w Siedlcach Niemcy utworzyli getto.
2 maja 1945 roku, w niedzielę przewodnią, wywieziono ostatni transport Żydów z Łukowa do Treblinki”.
Zauważmy tu, że Gołda Tencer przyjechała do Łukowa w 2008 r., ale nie na koncert, tylko na promocję książki „Żydzi Łukowa i okolic”. A koncert, owszem, był, jednak dopiero po spotkaniu autorskim...
I jeszcze istotny drobiazg – getto łukowskie zostało ostatecznie zlikwidowane nie 2 maja 1945, tylko 1943 r.
Na szczęście rodzinie Tencerów udało się dowiedzieć co nieco o swoich łukowskich przodkach:
„Kilka lat temu dostałam e-mail od nieznanej mi wcześniej pani z Siedlec. Pisała: «Przeglądając archiwum rodziny Gocwaldów, natrafiłam na rodzinę Tencerów z Łukowa». Po wymianie informacji pani przesłała nam drogą elektroniczną cała dokumentację. (...)
Komputer powoli odbierał ciężkie e-maile z dokumentami pisanymi jeszcze cyrylicą. Przypatrywaliśmy się uważnie każdemu słowu, każdej literce i każdej cyfrze. A więc miałam, mieliśmy, babcię i dziadka. Dziadek nazywał się Chaim Lejb Tencer. Urodził się 23 maja 1878 roku. Jego rodzicami byli Abram Mosze Tencer i Leja Bloma Lerman, córka Mordki Lermana i Gitli. Chaim Lejb Tencer miał brata Szajela Tencera, urodzonego w 1875 roku, i siostrę Sarę Fajgę, urodzoną w roku 1873. Najprawdopodobniej w roku 1900 lub 1901 dziadek poślubił Gołdę Aizenberg, córkę Szmula Aizenberga i Cerkamatii Gurfinkel, urodzoną 13 marca 1885 roku. A więc po babci mam na imię Gołda, a mój tata dostał imię po dziadku ze strony swojej mamy. Moi dziadkowie, czyli Chaim Lejb Tencer i Gołda Aizenberg, doczekali się sześciorga dzieci. Za chwilę miałam poznać imiona moich ciotek i wujów. I tak w 1910 roku, 2 lutego, przyszła na świat Lerka Tencer. 4 marca 1912 roku Leja Tencer, 30 stycznia 1914 jedyny znany mi wujek Menasze, 4 marca 1917 roku – Mala Rywa Tencer i 3 stycznia 1924 roku – Szyja Tencer. Dacie urodzin najstarszego z dzieci Chaima Lejba i Gołdy Tencerów – naszemu tacie – przypatrywaliśmy się długo i z niedowierzaniem. Według otrzymanych dokumentów Szmul Szlama Tencer urodził się 19 listopada 1902 roku”.
Ojciec pani Gołdy odjął sobie piętnaście lat, by zyskać w getcie szansę na pracę – tylko młodsi i silniejsi mogli na nią liczyć. A praca oznaczała nadzieję na przeżycie.
„Dlaczego nigdy nie przyznał się do swojego prawdziwego wieku, na zawsze pozostanie tajemnicą. Możemy tylko przypuszczać, że Szmul Tencer po wojnie i Szmul Tencer sprzed wojny to były dwie różne osoby. Tata już nie chciał, a może nie potrafił znów stać się tamtym Szmulem, a żeby dalej żyć po apokalipsie, musiał samego siebie stworzyć od nowa.
Stracić pamięć i wspomnienia.
Albo o nich nie mówić, żeby nie bolało.
Może dlatego nigdy nie wrócił do rodzinnego Łukowa ani do Siedlec”.