Dwaj ostatni z [lubelskiego] minjanu1) mieszkają w Łukowie, dziewięćdziesiąt kilometrów od Lublina, na tej samej, głównej ulicy miasteczka. Najpierw odnajduję numer 45, dom niewielki, stary, jakby osuwający się w ziemię. Drzwi otwiera kobieta w średnim wieku.
- Herszel Goldman? Już go tu nie ma. Wyprowadził się.
- Jak to? Dokąd?
- Stary już był, żona go odumarła. Czuł się coraz gorzej, aż jakieś dwa miesiące temu syn przyjechał i zabrał go do Legnicy.
- Na stałe?
- Tak, nam pan Goldman zostawił mieszkanie. Dobry człowiek z niego, znamy się od dawna. Powiedział, że może nas kiedyś odwiedzi... A pani co, chce go spotkać? Mogę podać nowy adres. Zostawił na wszelki wypadek.
- Nie, dziękuję. Do Legnicy to już nie mam po co jechać.
***
Numer 78 to spora kamienica. Na pierwszym piętrze pukam do mieszkania numer 5. Na drzwiach wizytówka: „Pinkie i Lidia Fiksman”. Pukam długo, lecz po drugiej stronie panuje cisza. Kiedy już zdecydowałam się odejść, słyszę szuranie butów i niepewny kobiecy głos: „Kto tam?” Przedstawiam się. Kobieta zaczyna mnie wypytywać: skąd? po co? do kogo? Do zamkniętych drzwi wygłaszam wszystkie moje referencje, które nie odnoszą jednak żadnego skutku. Tłumaczę więc dalej. Kobieta wydaje się wahać. Wreszcie pyta: „A jak ja mam na imię?” Bez wahania mówię imię odmienne od tego, które wypisane jest na wizytówce: „Leiba, Leiba Fiksman”. To przeważa. Drzwi powoli otwierają się. Za nimi mała, korpulentna kobieta o wyrazistej twarzy. „No, niech pani wejdzie…” – mówi z niepewnym uśmiechem.
Mieszkanie jest małe. Kuchnia z kaflowym piecem i pokój przedzielony na pół brązową, postrzępioną zasłoną. Po jednej stronie stoi kredens i okrągły stół, po drugiej szafa i łóżko przykryte pierzyną. Leiba przeprasza mnie za swoje zachowanie, ale od śmierci męża bardzo boi się napadu. Teraz czasy takie niepewne, a starej kobiety nikt nie obroni.
Leiba Fiksman
(Fot. Tomasz Tomaszewski)
- Mąż nie żyje? – pytam zaskoczona.
- Umarł, umarł biedaczek – mówi Leiba. – Miał dziewięćdziesiąt dwa lata, to i przyszedł jego czas.
Urwała, po chwili dodaje:
- Zostałam sama, sama w tym domu i sama na świecie. Wszyscy zginęli, umarli...
Próbuję ją pocieszyć, ale wszystkie słowa wydają mi się puste i banalne. Leiba słucha jednak w napięciu i nagle przerywa mi w pół zdania.
- Pani może mi pomóc! Pani jeździ po kraju, zna tylu Żydów. Niech mi pani kogoś znajdzie, proszę. Jakąś osobę, Żydówkę. Może nawet mieć pięćdziesiąt lat, może nawet być z córką. Ja je wyżywię, dam ubranie. Ta kobieta będzie szczęśliwa. Pieniędzy dużo nie mam, ale jestem bogata. Mam męża futro, ubrań dużo i serwis, i komplet sztućców na dwanaście osób. Kiedy umrę, ona to wszystko odziedziczy. No i mieszkanie. Teraz tak ciężko o mieszkanie, tyle lat trzeba czekać. To jest świetna okazja, prawda?
Mogę tylko przytaknąć.
- Ja czuję, że pani mi pomoże.
Leiba jest coraz bardziej ożywiona.
- Pani jest dobry człowiek. Może Bóg mi panią zesłał? Bo ja jestem bardzo religijna. Dawniej może mniej byłam, chociaż pochodzę z pobożnej rodziny. Skończyłam cheder i hebrajskie gimnazjum, ale czytać lubiłam przede wszystkim świeckie książki. Czytałam tyle, że aż wzrok mi się popsuł. Teraz jednak czytam tylko siddur, żydowski modlitewnik. Szczególnie w piątek. A w sobotę to leżę cały dzień w łóżku, prawie nie wstaję i modlę się, modlę, bo ja, proszę pani, bardzo zgrzeszyłam.
Leiba zamilkła. Wyraźnie zastanawia się, czy mówić dalej. Potem odzywa się przyciszonym głosem:
- Ja się na naszego Boga pogniewałam.
- Pogniewała się Pani? Za co?
- A tak, tak... Bo to niby naród wybrany, a potem co z tego? Krew, krew i nienawiść i rzeź tak straszna... Więc pomyślałam i... i nadal trochę tak myślę, niech On nas lepiej nie wybiera, niech nam pozwoli żyć jak innym.
Źródło: Małgorzata Niezabitowska, Ostatni współcześni Żydzi polscy, Warszawa 1993, s. 45-47
Przypisy:
1) minjan – zgromadzenie złożone z dziesięciu Żydów płci męskiej powyżej trzynastego roku życia, niezbędne do odprawiania publicznych modłów w synagodze i niektórych ceremonii religijnych, np. odczytania Tory, odmówienia modlitwy za zmarłych zw. Kaddisz Jatom.