Trudne powroty
Tuż po wojnie Żydzi nie czuli się w Polsce dobrze. Świadomość, że jest ona wielkim cmentarzem, nie pozwalała wielu na rozpoczynanie w tym miejscu życia od nowa. Często też nie mieli po prostu dokąd wrócić, bo domy ich albo zostały spalone lub rozebrane po likwidacji gett, albo były już od dłuższego czasu zajęte przez Polaków.
Próby powrotu kończyły się czasami tragicznie, tak jak dla pewnej Żydówki ukrywającej się w Gołąbkach, która, gdy jeszcze w czasie okupacji na chwilę przekradła się do Łukowa, została zamordowana przez własnych sąsiadów, albo dla Chaima Frosta, zastrzelonego tuż po wojnie przez człowieka, który zajmował jego dom w Łazach. Wiele osób, tak jak Jakow Keselbrener, lub wzięty za miejscowego Żyda Ber Karasek z Francji, dostawało też ostrzeżenia, ażeby nie próbowali odzyskiwać swych nieruchomości, bo może się to dla nich źle skończyć.
O wielkiej rozpaczy na widok zrujnowanego miasta oraz atmosferze zagrożenia i niepewności mówią relacje kilku osób, które przeżyły wojnę za granicą i odwiedziły Łuków niedługo po wyzwoleniu go spod okupacji niemieckiej.
Grupa Żydów wśród łukowskich ruin niedługo po wyzwoleniu (zima 1944 r.)
(Fot. „Sefer Lukow...”)
Jednym z pierwszych był Mosze Gerecht. Pochodził z warszawskiej Pragi, ale zaraz po wybuchu wojny jego matka z dwoma z czterech braci przeprowadziła się do rodziny do Łukowa, dlatego też, gdy w 1944 r. przybył do tego miasta w mundurze wojska polskiego, chciał ich odnaleźć. Ogromnie się zdziwił, gdy nie zastał żywej duszy. Dopiero po jakimś czasie natknął się na Mendla Rogalskiego, który mu opowiedział, co się stało z miejscowymi Żydami, oraz pokazał, gdzie mieszka jego kuzynka Chaja, która przeżyła. Od jej męża, Iczego, Gerecht dowiedział się, że młodszy brat został deportowany do Treblinki, wyskoczył z pociągu, ale go zabito. Drugi brat, Munisz, zmarł na tyfus w 1943 r. Pochowano go pod Malcanowem.
Gerecht chciał, żeby Icze go tam zaprowadził, jednak ten odmówił, twierdząc, że „trwają ciągle polowania na Żydów”. Wskazał mu tylko drogę. Uzbrojony Gerecht nie bał się i poszedł na cmentarz. Zobaczył pole całe usłane ludzkimi czaszkami, kośćmi, włosami oraz ubraniami. Szukał grobu brata, ale go nie znalazł. To, co zobaczył, ogromnie go poruszyło i wzbudziło w nim pragnienie zemsty.
Po powrocie do miasta został u kuzynki jeszcze przez kilka dni, a następnie ruszył na zachód w pogoni za wrogiem.
W kwietniu 1946 r. w konwoju repatriantów, który dotarł na Dolny Śląsk, wrócił z ZSRR Mosze Pelcman. Chciał jak najszybciej jechać do Łukowa, ale ludzie mu odradzali, mówiąc, że w terenie działa dużo band, „które ścigają i zabijają powracających Żydów”. Mimo wszystko ruszył w drogę. Miał nadzieję, że spotka kogoś bliskiego.
Wysiadł z pociągu, gdy zapowiedziano stację Łuków. Poznał dworzec. Szukał przed nim dorożki, ale żadnej nie było. Stały jedynie chłopskie furmanki. Wynajął jedną i jechał przez miasto, które, pod koniec kwietnia, pełne było kwitnących drzew.
Moje serce było smutne, a głowa pełna czarnych myśli.
Przyjechałem na ulicę Warszawską. Była pusta. Część budynków została zburzona, inne zupełnie zniknęły. Poszedłem do mojego domu przy ul. Międzyrzeckiej. Gdy stanąłem na rynku, zobaczyłem otwartą przestrzeń. Czułem się jak wariat, nie poznawałem tego miejsca. „Gdzie podział się mój dom? Gdzie podziały się drzewa owocowe? Może ja zabłądziłem?” Przybliżyłem się do ulicy, prawie tracąc zmysły. „Przeżyłem w tym miejscu 25 lat, czyż więc możliwe jest, żebym nie mógł go poznać?” Cały teren porośnięty był badylami. Wyrwany został nawet bruk z naszego podwórka. Błądziłem tam niemal cały dzień, nie czując ani głodu, ani pragnienia. Szukałem jakiegokolwiek śladu moich bliskich.
Minęła noc. Mój sąsiad Mościcki wracał z pola i mnie poznał. Pierwsze, o co zapytał, to czy chcę sprzedać swoją ojcowiznę. Zaprosił mnie do domu i przenocował. Nie wiedziałem, gdzie iść, zresztą sąsiad powiedział, że partyzanci zabijają Żydów, którzy wychodzą z domów.
W nocy nie zmrużyłem oka.
Następnego dnia spotkałem kilku przyjaciół, którzy przeżyli w okolicy. Wszystko mi opowiedzieli.
Opuściłem Łuków z postanowieniem, że moja noga więcej tu nie postanie!
Kilka miesięcy później, w listopadzie 1946 r., przyjechał do Łukowa Jehuda Bursztyn, w towarzystwie brata Josela, który jeszcze przed wojną wyemigrował do Belgii. Po wyzwoleniu, gdy Josel dowiedział się, że Jehuda żyje, odnalazł go w Polsce i razem postanowili odwiedzić swoje rodzinne miasto.
Wysiedli na dworcu. Rozglądali się za żydowskimi dorożkami, których dawniej było w Łukowie wiele, ale żadnej nie znaleźli. Przyszli na ul. Siedlecką. Tam wszystko było po staremu. Stały te same domy. Nadzieja wstąpiła w ich serca, szybko jednak ustąpiła.
Zobaczyli na ulicy nauczyciela z gimnazjum, Kruczyka. Zapytali go, czy przeżył ktoś z ich rodziny. Nauczyciel nic nie odpowiedział, tylko szybko przeszedł na drugą stronę ulicy i krzyknął: „Żydzi, wy żyjecie?”.
Poszli dalej, koło kościoła, sądu i starostwa. Ujrzeli tam zupełną ruinę. Cztery główne ulice, rynek – wszystko zburzone i zasłane gruzami, główna synagoga – zniszczona i zamieniona w latrynę. Zaczęli krzyczeć do siebie: „Patrz bracie, chyba tutaj stał sklep naszego taty! A tu pracował wujek Dawid. A tu, mój bracie, mieszkaliśmy!”.
Udali się w stronę ul. Międzyrzeckiej. Chcieli zobaczyć okolicę, w której zostawili rodziców, braci i siostry. Oprócz stosów gruzu i cegieł nie było tam nic! Zupełnie nic!
Znowu spotkali kilku chrześcijan. „Żyjecie?” – padło pytanie. Od nich dowiedzieli się, gdzie mogą spotkać kilku Żydów. Ci natomiast powiedzieli im, że z rodziny Bursztynów oraz ich kuzynów Żubrowiczów nie został nikt, ciała zaś zostały pochowane pod Malcanowem. Najęli więc furmankę, fotografa i pojechali tam.
Niedaleko drogi do Radzynia zobaczyli puste miejsce, bez drzew i żadnej roślinności. Wszędzie walały się ludzkie kości i włosy. Próbowali zagrzebać owe szczątki, ale wiatr rozwiewał piach i cała ich praca szła na marne.
Ocalali Żydzi nad szczątkami pomordowanych współbraci na polach malcanowskich
(Fot. „Le Livre de Lukow...” /2/)
Po powrocie do miasta poszli do burmistrza. Znali go, gdyż był sąsiadem szwagra Jehudy. Pamiętali go jako człowieka otwartego. Po wysłuchaniu ich burmistrz powiedział, że jedyne, co da się zrobić, to ogrodzić teren cmentarza, jednak nie od razu, bo w kasie miasta brakowało na to pieniędzy. Jehuda wymyślił więc, że można by zwrócić się do rabinatu w Warszawie, ażeby w zamian za środki na ogrodzenie przekazał miastu synagogę.
Uroczystość poświęcona ofiarom Holokaustu (Łuków, 1947 r.)
(Fot. Internet /2/)
Josel i Jehuda opuścili wkrótce Łuków, zabierając ze sobą trochę szczątków z malcanowskiego cmentarza (kości, skrawki ubrań, fragment szalu modlitewnego), które Josel zawiózł później do Brukseli. Takich jak oni było wówczas wielu. W całym kraju. Smutek ziejący ze zgliszczy gett i masowych cmentarzy, niechęć niektórych miejscowych do powracających, szykany takie jak wspomniana wcześniej „akcja pociągowa”, pogromy (w największym w powojennej Polsce, do którego doszło 4 lipca 1946 r. w Kielcach, zamordowano 42 Żydów) oraz kolejne fale antysemickiej nagonki skutkowały nasileniem emigracji. W latach 1945-1950, 1956-1957 i 1967-1968 wyjechało z Polski ok. 250 tys. osób pochodzenia żydowskiego, pozostało zaś nie więcej niż 5-10 tys.
Na nowej ziemi
Emigracja żydowska ma oczywiście starszą metrykę. Wielu łukowskich Żydów, podobnie jak i ich polskich sąsiadów, ruszyło w świat za chlebem, głównie do Stanów Zjednoczonych, już na przełomie XIX i XX w. Wyjazdy nasiliły się po upadku rewolucji 1905 r., kiedy to działacze socjalistyczni, przede wszystkim członkowie Bundu, musieli uchodzić z kraju przed carskimi prześladowaniami. Największa grupa łukowian osiadła w Nowym Jorku. 30 grudnia 1910 r. zawiązali oni Stowarzyszenie Niezależnych Młodych Łukowian (Likever Independent Young Men’s Association). Jego prezesem został Louis Rosenbaum, sekretarzem zaś Eli Jungsztajn (Elias Youngstein). Dwa lata później organizacja została zalegalizowana. W 1914 r. zakupiła teren pod własną kwaterę na cmentarzu. Po pewnym czasie stowarzyszenie przystąpiło do Federacji Polskich Żydów w Ameryce.
Louis Rosenbaum
(Fot. „Sefer Lukow...”)
Grobowiec Louisa Rosenbauma i jego żony Dory United Hebrew Cemetery, Staten Island, Nowy Jork
(Fot. Dmitrij Belanowski)
Grobowiec członków Stowarzyszenia Niezależnych Młodych Łukowian
United Hebrew Cemetery, Staten Island, Nowy Jork
(Fot. Dmitrij Belanowski)
Pomnik poświęcony pomordowanym Żydom łukowskim
United Hebrew Cemetery, Staten Island, Nowy Jork
(Fot. Steven Lasky)
Pomnik poświęcony Żydom łukowskim na cmentarzu w Chicago
(Fot. Internet)
Po zakończeniu I wojny światowej do Ameryki napłynęła kolejna fala łukowskich Żydów, którzy zasilili szeregi stowarzyszenia. Nie miało ono konkurencji do 1931 r., kiedy to powstał inny związek łukowian w Nowym Jorku, pod nazwą Łukowski Oddział 153 (Lukower Branch 153). Obie organizacje współpracowały ze sobą. Z kolei w 1934 r. w łonie stowarzyszenia zawiązał się Klub Młodzieżowy, z Morrisem Youngsteinem na czele, skupiający dzieci byłych mieszkańców Łukowa urodzone już w USA.
Nieliczni Żydzi z Łukowa, którzy przeżyli Holokaust, w przeważającej mierze opuścili Polskę i osiedli na zachodzie Europy oraz za oceanem. W Stanach Zjednoczonych powstało wówczas Stowarzyszenie Kobiet z Łukowa.
Ziomkostwo łukowskie w Ameryce stawiało sobie za cel organizowanie samopomocy. Każdy członek stowarzyszenia mógł np. korzystać za niewielką opłatą z pomocy medycznej, zaciągnąć bezprocentową pożyczkę od 50 do 100 dolarów. Fundusze na ten cel zbierane były podczas organizowanego co pięć lat hucznego bankietu, a także przedstawień teatralnych, loterii, gier itp.
1. Żydzi Łukowscy w USA (lata 30. XX w.)
2. Plakat anonsujący bankiet z okazji 25-lecia Likever Ind. Young Men's Ass'n (1935 r.)
3. Antyhitlerowska manifestacja Żydów łukowskich w USA (lata 30. XX w.)
4. Żydzi łukowscy w USA (lata 60. XX w.)
5. Bankiet z okazji 50-lecia Likever Ind. Young Men's Ass'n (1960 r.)
6., 7. i 8. Uroczystości ku czci pomordowanych Żydów łukowskich USA (lata 60. XX w.)
(Fot. „Sefer Lukow...” /8/)
Stowarzyszenie pozostawało też w łączności ze swym dawnym krajem i w miarę możliwości wspierało łukowskich współbraci. W 1914 r. wysłało po raz pierwszy kilkaset dolarów dla kobiet, których mężowie byli na wojnie. Gdy po zakończeniu I wojny światowej Łuków borykał się z ogólną biedą, amerykańscy Żydzi wydelegowali do tego miasta w 1920 r. przedstawiciela Jointu z niebagatelną wówczas kwotą 1000 dol. Zażądał on powstania komitetu, któremu następnie przekazał pieniądze. Kolejne 500 dol. trafiło do Łukowa rok później, w latach 1922-1926 napływały datki w wysokości 300-350 dol., zaś w 1927 r. kwota ta sięgnęła 500 dol. Od roku 1927 do 1933 ziomkostwo dotowało łukowską żydowską szkołę CISZO, przekazując jej po 300 dol. rocznie. Z kolei w 1937 r. przekazało 500 dol. na założenie kasy zapomogowo-pożyczkowej.
Żydzi łukowscy, którzy po II wojnie światowej wyemigrowali do nowo powstałego (1948 r.) państwa Izrael, również powołali do życia własną organizację – Związek Uchodźców z Łukowa z siedzibą w Tel Awiwie. Zajmował się on organizowaniem samopomocy oraz kultywowaniem pamięci o dawnym kraju. W 1957 r. członkowie związku złożyli w wielkiej synagodze w Tel Awiwie Torę z łukowskiej synagogi. Zwój ten cudem ocalał, trafił do Izraela i został poddany konserwacji. Z kolei w maju 1978 r., w 35. rocznicę ostatecznej zagłady społeczności żydowskiej w Łukowie, dawni mieszkańcy tego miasta zbudowali na cmentarzu w mieście Holon koło Tel Awiwu pomnik ku czci pomordowanych. Przez wiele lat przewodniczącym izraelskiego ziomkostwa łukowian był Menachem Borensztejn, później zaś na czele tej organizacji stał przywoływany tu już wielokrotnie Jakow Keselbrener.
1. i 2. Uroczystość ku czci pomordowanych Żydów łukowskich oraz towarzyszący jej plakat (Izrael, 1950 r.)
3. Tora z Łukowa
4. Menachem Borensztejn
5. Złożenie łukowskiej Tory w synagodze w Tel Awiwie (1957 r.)
(Fot. „Sefer Lukow...” /5/)
1. Nagłówki biuletynu Żydów łukowskich w Izraelu (z 1963 i 1964 r.)
2. Żydzi łukowscy podczas uroczystości 17-lecia państwa Izrael (1965 r.)
3. i 4. Izraelska uroczystość z okazji 24. rocznicy zagłady Żydów łukowskich (1967 r.)
5. Uroczystość wmurowania tablicy poświęconej zagładzie Żydów łukowskich
w piwnicy pamięci (Chamber of the Holocaust) na górze Syjon w Jerozolimie (1965 r.)
6. Uczestnicy uroczystości na górze Syjon wskazują tablicę poświęconą Żydom łukowskim
(Fot. „Sefer Lukow...” /6/)
Tablica poświęcona zagładzie Żydów łukowskich w piwnicy pamięci (Chamber of the Holocaust) na górze Syjon w Jerozolimie (grudzień 2017 r.)
(Fot. Krzysztof Czubaszek /4/)
Pomnik ku czci pomordowanych Żydów łukowskich zbudowany w 1978 r. na cmentarzu w mieście Holon koło Tel Awiwu
(Fot. Archiwum Havy Dolev)
Popularnym kierunkiem emigracji była też Francja. Jednym z pierwszych Żydów łukowskich przybyłych do tego kraju był Towie Fiszbajn. Przyjechał do Paryża w 1908 r. Później dołączył do niego Leon Fiszbajn. Gdy grupa dawnych mieszkańców Łukowa stała się dość liczna, założyła Stowarzyszenie Łukowian (L’Association des Originaires de Lukow). Na jego czele stanął Berysz Fiszbajn, który później zginął w Oświęcimiu. Po wojnie garstkę tych, którzy przeżyli, zebrał Icchak Heftman. Przewodniczył jej do 1981 r. Po nim funkcje objęli Maurice Dab i Henri Heftman. Grupa potomków Żydów łukowskich przyjęła nazwę Towarzystwo Przyjaciół Łukowa (Les Amis de Lukow; później: L'Amicale de Lukow).
Berysz Fiszbajn
(Fot. „Le Livre de Lukow...”)
Icchak Heftman
(Fot. „Le Livre de Lukow...”)
Pomnik Żydów łukowskich na cmentarzu Parisien de Bagneux koło Paryża
(Fot. „Le Livre de Lukow...”)
Również w sąsiedniej Belgii zawiązała się po wojnie organizacja byłych łukowian. Jej prezesem został Josel Bursztyn, a skarbnikiem Lajbisz Felhendler. Środowisko to, o czym była już mowa, sprowadziło do Brukseli część szczątków z cmentarza pod Malcanowem i złożyło je pod znajdującym się na cmentarzu Adergheim pomnikiem poświęconym Żydom siedleckim, na którym umieszczona została marmurowa tablica upamiętniająca pomordowanych łukowian. Uroczystość ta zorganizowana została 2 maja 1948 r. – w piątą rocznicę ostatecznej likwidacji łukowskiego getta.
Pogrzeb szczątków Żydów łukowskich na cmentarzu w Brukseli
(Fot. „Sefer Lukow...” /2/)
Podobny trwały ślad łukowscy Żydzi zostawili w Niemczech, gdzie przebywali w obozie dla dipisów. W 1947 r. umieścili w Monachium (na budynku znajdującym się na nowym cmentarzu żydowskim przy ul. Garchinger 37) tablicę poświęconą pomordowanym braciom i siostrom.
Żydzi łukowscy w Monachium (1946 r.)
Stoją od lewej: Icchak Wołowski, Kalman Witenberg, osoba niezidentyfikowana, Abe Dyszel, Dawid Rendel, Mosze Grajcer
(Fot. Archiwum prywatne Frumy Fuxbrumer)
Żydzi łukowscy w Monachium (1946 r. - u góry; 1947 r. - u dołu)
(Fot. Archiwum prywatne Frumy Fuxbrumer /2/)
Icchak Wołowski (1946)
Icchak Wołowski (1947)
Motel Feldman (1946)
Hersz (Cwi) Last (1947)
Dawid Rendel (1946)
Mosze Danilak (1946)
Zidentyfikowani Żydzi łukowscy na zdjęciach z Monachium
(Fot. Archiwum prywatne Frumy Fuxbrumer /7/)
Pieczęć Związku Żydów Łukowskich w Monachium
(Fot. Instytut Jad wa-Szem)
Żydzi łukowscy na cmentarzu żydowskim w Monachium (1947 r.)
Na dolnym zdjęciu - Icchak Wołowski i Dawid Rendel
(Fot. Archiwum prywatne Frumy Fuxbrumer /2/)
Odsłonięcie tablicy upamiętniającej Żydów łukowskich - ofiary Holokaustu (Monachium, 17 kwietnia 1947 r.)
(Fot. United States Holocaust Memorial Museum /2/; Archiwum prywatne Michal Laist /2/; Archiwum prywatne Frumy Fuxbrumer /2/)
Budynek na cmentarzu żydowskim w Monachium i umieszczona na nim tablica upamiętniająca pomordowanych Żydów łukowskich
(Fot. Internet)
Tablica upamiętniająca pomordowanych Żydów łukowskich na cmentarzu żydowskim w Monachium
(Fot. Anat Peleg)
Treść tablicy:
„Pamiętaj, co ci uczynił Amalek”
Tablica ta będzie zawsze wspomnieniem i wiecznym świadectwem
ku czci naszych świętych 10.000 braci i sióstr z miasta Łuków w Polsce,
którzy zostali umęczeni, zamordowani i zabici
przez okrutnych i przeklętych niemieckich nazistów
podczas masowych mordów i likwidacji społeczności żydowskiej
w czasie wojny w latach 1939-1945.
Niech Bóg ich pomści.
Niech spoczywają w pokoju.
Komitet ocalałych z Łukowa w Polsce
Monachium, 17 kwietnia 1947 r.