Jaki prezent na święta?

Autor: Michał Góźdź

Na rowerze, w kraciastej koszuli przemierzał góry jeszcze zanim wymyślono enduro, sypiał z chłopakami w namiocie zanim nakręcono Brokeback Mountain, a brodę i okulary nosił, zanim sprzedano pierwszego iPhona.

Opustoszałe górskie pasma, spowite mgłami i ciemnością zapadającą zaraz po piętnastej, długo jeszcze nie pozwolą śmielej wyruszyć ku przygodzie. Wertując opiniotwórcze internety, co rusz trafiamy na pomysły, jakie podsuwają nam nachalnie spece od marketingu i kreacji lepszego życia. Idą święta, czyli czas golenia baranów i strzyżenia owiec. Ale STOP!

Członek Twojej enduro-rodziny, którego planujesz obdarować, nie potrzebuje kolejnej pary rękawiczek, pompeczki, multitoola, lampki czy zestawu skarpet (I LOVE ENDURO już się i tak skończyły).

Oto kilka propozycji - 100% pewniaków, strzałów w 10 dla mężów/żon/konkubin i konkubentów szukających prezentu dla swojej eudro-połówki.

1. UNDERBERG - 44%

Zaczynamy bez szaleństw. Idealnie na początek przygody - tym się nie da nachlać, chociażby ze względu na opakowanie - Underberga sprzedają tylko w malutkich butelczynach i więcej zajmie ci rozpakowanie tych cukiereczków, niż degustacja.

W środku typowy bitter zabełtany na bazie ziółek z 43 krajów. Recepturę opracował Hubert Underberg-Albrecht w 1846 roku. Doskonale kasujący niestrawność i zatrucie pokarmowe. Dobry też na wzdęcia i zgagę po obżarstwie.


Ciekawostka - zanim trafi do tych nikczemnych flaszek, leżakuje w słowackich beczkach z dębiny przez 7 miesięcy.


DLA KOGO?

Jeśli wyjadłeś w ukryciu wszystkim kolegom kabanosy z plecaków, lub lubisz szeleścić papierkami, Underberg jest dla ciebie!

2. STROH - 80% (40%)

Były napitki dla dzieci, teraz prawdziwa petarda i jedyny przedstawiciel w temacie rumu i okolic w zestawieniu.

Austriacki specyfik kładzie na łopatki wszystko, co można wyciągnąć z plecaczka w chłodne wieczory przy ognisku. Doskonały, mocny rum produkowany w niezmienionej formule od 180 lat. Komu na myśl przejdzie rozwadniać go z jakiś izotonikiem, niech się walnie w łeb! Jedyna dopuszczalna forma rozcieńczania to herbata lub kawa.

Uwaga na słabszą wersję (tylko 40%) dla fanów cross country i szosowców. W prawdziwym enduro tego sikacza można użyć tylko do czyszczenia napędu.


DLA KOGO?

Albo masz koszulę w kratę, brodę, drogi niemiecki rower i pijesz stroha, albo spadaj do XC golić maratony. Innej opcji nie ma.

3. JÄGERMEISTER - 35%

Prawdziwy celebryta wśród enduronapitków, bez którego kiedyś nie mogła odbyć się żadna porządna górska szwędaczka!

Król pobrzękujących buteleczek na dnie plecaka, składający się z 56 ziółek macerowanych na spirytusie, m.in. tymianku, rumianku, drzewa sandałowego, szafranu, imbiru, rozmarynu, borówki, bazylii, pietruszki, cynamonu. Wszystko to trwa ponad rok - zaskakująco długo, jak na tempo znikania Jegra z zielonej butelczyny.


DLA KOGO?

Dla wszystkich! To taki stary dobry kumpel, który nigdy cie nie zawiedzie. Zawsze możesz liczyć ból łba na podjeździe dnia następnego.

4. FERNET BRANCA/ BRANCA MENTA - 39%/28%

Tych dwóch koleżków często chadza w parach, jak rasowi Włosi. Fenet Branka to 39% destylat o ok. 27 ziołach i przyprawach z czterech kontynentów z których najciekawsze to szafran, mirra, liście koki, aloes, kardamon i kora chininowa.

Jeśli dodamy owoce piołunu, korzeń rzeń-szenia i skórkę pomarańczy, nie odbiegniemy za daleko od porównań smaku eliksiru, do aptekarskiej mikstury ze zmielonych owoców o posmaku błota.

Można dorobić sobie, że pije się to dla zdrowotności, dobrze wiemy, że o zdrowie tu nie chodzi.

Fenet Branka Menta to 28% destylat o ok. 27 ziółach, dla nie mogących znieść orginału.

Kto próbował, ten potwierdzi, że ten niezwykły napój wręcz odmładza nasze trzewia.


DLA KOGO?

Pierwotnie coś koło 1836 roku był lekiem stosowanym podczas epidemii cholery, dodany do espresso zamienia ją w cafe coretto e la morte (espresso ze śmiercią), więc tylko dla tych, co się vertów nie boją!