Życie nauczyło mnie żyć

O mnie

  
Tekst alternatywnyNazywam się Ryszard Chrapek urodziłem się 26 stycznia 1939. Moja edukacja nie wyglądała tak jak twoja Magda. Miałem dużo trudniej. Gdy byłem mały żyło się inaczej, nie było niczego, wiesz była bieda. To były czasy powojenne, a ja musiałem mieszkać na wsi, bo kto był chłopem lub jego synem to już los był przesądzony. W 1952 roku dostałem się do Technikum Budowlanego we Wrocławiu. Bardzo chciałem chodzić do tej szkoły, interesowało mnie to. Zresztą to były czasy powojenne, budownictwo było potrzebne. Jednak nie mogłem uczęszczać do tego technikum, było ono za daleko abym mógł dojeżdżać tam z miejsca zamieszkania, a akademik nie był tak do końca przeznaczony dla dzieci ze wsi. Kolejną i główną przeszkodą były pieniądze, których moja rodzina nie miała. W tamtych czasach zresztą tak samo jak dziś pieniądze są kluczem, niezbędnym aby się uczyć. Ty Magda sama wiesz studiujesz, tak jak twoje rodzeństwo, wiesz ile to kosztuje, ile to kosztuje twoich rodziców. Ale wracając do tematu, mój ojciec chciał żebym uczył się na agronoma w Technikum w Kluczborku, ale ja tego nie chciałem. Po pół roku nauki zrezygnowałem, nie podobało mi się tam , nie interesowało mnie to po prostu. Uważam, że nie należy się uczyć czegoś czego się nie lubi. Los tak chciał, że i tak zostałem rolnikiem, tylko takim niewykształconym.  Dalej uczyłem się inaczej tak z doświadczenia, z własnej praktyki i z własnej woli. Mój ojciec był stolarzem, początkowo byłem krnąbrny, wolałem się bawić w karty grać. Potem jednak podpatrując go uczyłem się fachu. Tak samo było z hydrauliką, chciałem zrobić łazienkę w swoim domu, taką podstawową, więc podpatrywałem hydraulików pracujących w pałacu w Gronowicach, bo tam właśnie mieszkałem już po ślubie.  Nie miałem pieniędzy, żeby kogoś do tej roboty wynająć wiec musiałem ją wykonać sam ale wcześniej musiałem coś na ten temat wiedzieć. I tak z obserwacji pomalutku nauczyłem się też hydrauliki. To właśnie hydraulika i stolarka potem pozwalały mi dorabiać, tak aby utrzymać moją liczną rodzinę, żonę i szóstkę dzieci. Malutkie gospodarstwo, które posiadałem nie wystarczało. To były trudne czasy, nie było nic, ale ludzie byli inni niż dziś. Byli bardziej pomocni, serdeczni i tacy na siebie i do siebie nastawieni. Dzięki „fuchom”, które podejmowałem jakoś wiązaliśmy z żoną koniec z końcem. Tak śmiało mogę powiedzieć, że uczyłem się z życia, to życie uczyło mnie żyć, a ja żyłem z rzemiosła. Nie mogłem się uczyć w szkołach, takich normalnych bo ich po prostu po wsiach czy tam w najbliższych miasteczkach nie było, więc uczyłem się w praktyce. Dopiero później gdy wyjechałem z rodziną na Górny Śląsk bo tu już nie było za co żyć, zrobiłem papiery mistrzowskie z stolarki i tak miałem jakieś można to tak nazwać potwierdzenie umiejętności.  Teraz jeśli ktoś na przykład chce zostać takim hydraulikiem to idzie do szkoły zawodowej. Ja tego nie miałem, popróbowałem, błądziłem i próbowałem, aż się nauczyłem.  A teraz wy tak inaczej macie. Te komputery, i tam jest wszystko. My nie mieliśmy techniki, jedyne co to jakieś maszyny rolnicze, ale i to takie podstawowe. Większość rzeczy trzeba było robić ręcznie.

Z nauki, powiązanej z jakimiś technologiami to może fotografia. Jako kawaler dostałem od ojca taki prosty aparat fotograficzny, miechowy. Obsługi nauczyłem się sam, nikt mi tego nie pokazał, musiałem sobie radzić tak po prostu intuicyjnie.  To był aparat na kliszę 6/9, tak go nazywałem chyba dlatego, że wysokość zdjęcia to była 9 centymetrów. Ciemnie zrobiłem sam, wywoływania zdjęć też. Kupiłem sobie książkę o tym i tak to jakoś samo poszło dalej. Po prostu to była taka odskocznia, można powiedzieć że to było moje zainteresowanie. Troszkę na tym zarabiałem, robiłem zdjęcia na komuniach, ślubach czy imprezach okolicznościowych i sprzedawałem je. Te parę groszy, które zarabiałem wydawałem na potańcówki. Dzięki temu aparatowi mogłem troszkę się w młodości, że tak powiem pobawić, a raczej zarobić na swoje przyjemności. Gdyby mi się to nie spodobało to bym tego nie robił, nigdy nie zmuszałem się do nauki, musiałem chcieć lub potrzebować się czegoś nauczyć. Tak myślę że ta ciemnia, i przyrządy do powiększania, lub nawet narzędzia o na przykład gdy budowałem sam stodołę, nie było nic i zrobiłem taką maszynkę do robienia cegieł i działało, mogę to nazwać tak o przysłowiem „ potrzeba matką wynalazków”.

Tak myślę że te nowe technologie w mojej edukacji, nauce, sam je tworzyłem. Podpatrywałem u kogoś, czy jak coś się robi i jakoś próbowałem to odtworzyć, albo zmieniałem tak żeby ulepszyć te urządzenia. I to, to były nowe technologie. I jeszcze może te moje aparaty. Nie wszyscy na wsi, a raczej prawie nikt na wsi nie miał takiego sprzętu, a ja miałem. Teraz tak mi się wydaje że ludzie więcej z techniki korzystają, bo i tej techniki jest dużo. I ty też z niej korzystasz, piszesz coś ciągle Magda na tym komputerze, i chyba to ułatwia. Tak myślę że technika pomaga w nauce, ale jednak jeśli się nie czegoś nie chcesz nauczyć to samo do głowy nie wejdzie i tam komputer nie pomoże.


Moja ścieżka edukacyjna:

Tekst alternatywny

Życie Ryszarda Chrapka jest doskonałym przykładem, na to iż nowe technologie są tworzone przez ludzi dla nich samych. Co cenne, to on sam kreował własne, potrzebne mu "nowe technologie", i choć nie możemy o nich myśleć w sposób właściwy dla dzisiejszych czasów, to niewątpliwe jest to, że wpłynęły one pozytywnie na jego edukację jednocześnie pomagając mu w codziennej pracy i rozwijaniu własnych zainteresowań.

Podstrony (2): Do pobrania Galeria