Starożytny Dźwinogród i "Rożne Pole"

Історична оповідка-розвідка написана Яном Ламом - наразі,  не перекладена на українську мову  більше 100 років.

   W XII. i XIII. stuleciu istniało w zachodniej Rusi oprócz innych księztw częściej wspominanych, księztwo dźwinogrodzkie, czasem samoistne, a czasem połączone w jeden udział z Haliczem i Trębowlą. Dzięki zaniedbaniu jeografji ze strony kronikarzy dawniejszych, a bałamutności późniejszych, nie wiemy dziś nawet z pewnością zupełną, gdzie leżało to księztwo i jego gród stołeczny.
   Już sama nazwa Dźwinogrodu ulega w kronikach, zwłaszcza ruskich, różnym przemianom. I dzisiaj każda z trzech wsi galicyjskich nosząca to miano, inaczej pisze się po rusku. Wieś pod Lwowem, w dobrach Alfreda hr. Potockiego, nazywa się Zwenyhorod. Wieś bazyliańska pod Buczaczem, nazywa się Zwynohorod; a nakoniec wieś podolska nad Dniestrem, która do niedawna była miasteczkiem i wraz z pięcioma sąsiedniemi wsiami aż do roku 1772 stanowiła niegrodowe starostwo w powiecie czerwonogrodzkim województwa podolskiego, pisze się Zwynyhorod. Z dawnych kronik, pierwotny tekst Nestora, jakoteż jego kontynuacja w rękopisie Ławrentjewskim i Hipackim mają stale Zwenyhorod. W rękopisie Hustyńskim znajdujemy również stale Zwynohorod, a nakoniec rękopis Chlebnikowski w jednem miejscu, mówi o Dźwinohorodce. Nie wiem, czy filologowie zastanawiali się już nad tą kwestją; na wszelki wypadek mogliby przyczynie się znakomicie do jej wyjaśnienia, albo też i do zaciemnienia.
   Uwagi godnem jest. to, że pierwiastek dźwin, zwin, zwen, a nakoniec żwan, dzwan, i źwan powtarza się bardzo często w nazwach topograficznych na Rusi Czerwonej i na Podolu. Mamy w Galicji cztery wsie, które się nazywają Dźwiniacz, jeden Zwiniacz i Dźwiniaczkę jakoteż potoki tego nazwiska. Na zakordonowem Podolu leży Żwaniec i Żwanhorod. Nie wiem w jakim związku pierwiastek ten zostawać może z nazwami rzek Dwiny i Dźwiny. To pewne, że każdy Dźwinogród, Dźwiniacz, Dźwiniaczka i t. d. leży nad krótkim potokiem spływającym z wyżyny polnej w dół błotnisty, stosunkowo wązki. Być może, że potok taki nazywał się dawniej Zwen, Zwin i t. d. i ztąd częste powtarzanie się tej nazwy. (1 - W Karpatach, wyżłobienie poprzeczne do koryta rzeki, którego spodem płynie potok, nazywa się w języku ludowym zwor. (W. Pola prelekcje jeograficzne))    Naszym polskim kompilatorom należy się zaszczyt, że wprowadzili największe bałamuctwo w ten przedmiot, powtarzając jak zwykle jeden za drugim raz zrobioną pomyłkę. Pierwszym wszakże autorem bałamuctwa był podobnoś ks. kapelan hetmana Sieniawskiego, któremu na początku XVIII wieku polecono wyszukać w historji wszystko co by się dało powiedzieć o Dźwinogrodzie. Założył był bowiem Sieniawski w dobrach swoich "podlwowskich", we wsi Dźwinogrodzie, zamek obronny — na podwyższeniu, wśród moczarów, przyporamającem wzgórze, na którem stoi zamek oleski. O tem ostatniem twierdzi d'Aleyrac w swoich Anecdotes de Pologne że nie jest ono naturalnem, ale że było pierwotnie mogiłą przedhistoryczną, usypaną z ziemi z dość daleka przywiezionej. Taką mogiłą, kolosalniejszą może, jest owa pseudosenatorska pod Poluchowem, mogiła koło Pukowa pod Rohatynem i t. d. Mogło więc być taką przedhistoryczną mogiłą i owe wzniesienie, na którem Sieniawski postawił swój zamek. Tradycji miejscowej o jakimś dawnym grodzie w tem miejscu nie było żadnej; przy kopaniu fundamentów atoli znaleziono mnóstwo kości ludzkich, jakoteż grób kamienny, który ktoś mylnie nazwał sarkofagiem. Fakta te i wszystko co się dało znaleść w Długoszu o jakimkolwiek Dźwinogrodzie, spisał ks. kapelan bardzo troskliwie, a hetman kazał zapiski te wyryć na płycie kamiennej i wmurować ją w bramę zamkową. Zamek, nie wiedzieć cui bono postawiony, zaniedbano wkrótce i nie zostawiono z niego ani śladu. Przepadła i owa płyta, bo już ostatnia z Sieniawskich, księżna Augustowa Czartoryska, wyczytawszy o niej w kalendarzu Duńczewskiego na r. 1749 daremnie ją szukać kazała. Napis przechował się atoli na okładce księgi cerkiewnej, a co gorsza, w owym kalendarzu. Wskutek tego autorowie "Starożytnej Polski", pisząc o Dźwinogrodzie podolskim, przyplątali do artykułu swojego relację o owej budowie zamku przez hetmana Sieniawskiego i jego inżyniera Campenhausena w Dźwinogrodzie podlwowskim, jak gdyby to było jedno i to samo miejsce. Za "Starożytną Polską" powtórzyła pacierz ten "Encyklopedja" Orgielbranda, a za tą "Słownik Geograficzny", wydawany w Warszawie.( 2 - Podobne "wędrówki pomyłek" zdarzają się częściej u naszych pisarzy. I tak w Klimakterze IV. Kochowskiego podano mylnie, że Jan Potocki, wojewoda bracławski, umarł 1670 r. Powtórzył to Niesiecki; powtórzył Sienkiewicz w "Skarbcu; " powtórzyły Roczniki heraldyczne Tymczasem Jan Potocki r. 1672 był w obozie pod Gołębiem, z r. 1673 istnieje korespondencja między nim a Sobieskim, a w r. 1674 dowodził wyprawą przeciw Kamieńcowi, którą wierszami opisał Makowiecki.) Oprócz tego, rozgorzał jakimś szczególnym patrjotyzmem dla Dźwinogrodu podlwowskiego ruski literat ks. Bazyli Unicki, i w pracowitem zestawieniu wypisów z różnych kronik, często przemocą naciąganem, wszystko cokolwiek znalazł, stosuje do tego Dźwinogrodu.    Praca ks. Unickiego pojawiła się w r. 1860, a w r. 1862 umieścił śp. August Bielowski jej ocenę w czasopiśmie Bibljoteki Ossolińskich. Nie bardzo wchodząc w meritum rzeczy, Bielowski wytyka tylko, że nie można różnych odpisów jednej i tej samej kroniki, uważać za osobne źródła historyczne. Uwaga ta co do rękopisów: Ławrentjewskiego i Hipackiego, wydaje mi się niesłuszną, z wyjątkiem pierwszej ich części, obejmującej kopię pierwotnego tekstu Nestora. Bardzo trafnym jest natomiast zarzut, że ks. Unicki równio jak inni pisarze ruscy, niewłaściwie lekceważy Długosza, jako źródło do historji ruskiej. Prawda, że Długosz gdzie rozmyślnie i tendencyjnie nie fałszuje historji na korzyść kurji rzymskiej, tam bywa w wysokim stopniu niedbałym i niedokładnym ( 3 - Jako przykład niech posłuży to, że Bolesław Wstydliwy rodzi się u Długosza dwa razy; że Włodymirko nazywa się czasem tak, a czasem "Wszewołodomir, " że kniaź porwany przez Piotra Dunina jest wielkim księciem kijowskim i t. p). Miał on atoli w ręku roczniki ruskie, których dziś nie znamy, i ustępy z nich umieścił w swojej historji w dosłownem tłumaczeniu. Poznać je można łatwo po odrębnym stylu a zwłaszcza po tem, że zdania zaczynają się często od spójnika "i". To też nawet Karamzin nie wahał się użyć Długosza, chociaż nie zawsze go cytuje.    Głównym zarzutem, jaki można zrobić ks. Unickiemu, jest atoli to, że nie widzi on nic, oprócz Dźwinogrodu podlwowskiego, podczas gdy nazwa ta powtarza się bardzo często na Rusi i w starych kronikach ruskich na różnych punktach między Sanem a Dnieprem. Co się zaś tyczy Dźwinogrodu, jako stolicy odrębnego księstwa, był nim niewątpliwie Dźwinogród podolski, leżący nad Dniestrem w dzisiejszym powiecie borszczowskim. Wynika to nietylko z dat późniejszych, tj. odnoszących się do czasów panowania Litwy i Polski nad Podolem, ale także ze skąpych wskazówek topograficznych, jakie znajdujemy w kronikach ruskich.
   Przypatrzmy się najpierw tym dwom Dźwinogrodom, o które tu głównie chodzi.
   Z okien wysoko położonego dworu w Wodnikach, odsłania się ku północy, o pięknym letnim poranku, widok prawdziwie czarujący na nizinę. U pasma Gołych gór, legło tu zielone błonie, którego środkiem płynie maleńki strumyk, zwany potokiem Wodnickim. Na prawym jego brzegu, już na otwartej nizinie, leży wieś Dźwinogród, na której północnym końcu z potokiem Wodnickim łączy się od południowego wschodu potok Kocurowski, a od zachodu potok Horożanka, oddzielająca właściwy Dźwinogród od Żukowa, o którego istnieniu ks. Unicki zdaje się nic nie wiedzieć. Z połączenia trzech potoków, które wymięniłem, powstaje strumień Kabanówka, płynący w kierunku północno-wschodnim do małego stawku, zwanego Żukowskim. Strumień ten, który polując z chartami, na miernym koniu z największą łatwością przesadzić można, nazywa się u ks. Unickiego rzeką "Bitką", i ma swoje źródło w "Romanowie" — czemu mapa Kumersberga równie jak mapa jeneralnego sztabu, najkategoryczniej zaprzecza (4 - Bałamuctwo takie z nazwami mało znaczących potoków, zdarza się dosyć często. Wszak sam Wincenty Pol między dopływami Dniestru wylicza Stawczankę, znaną mu z młodych lat, kiedy tak miłe chwile przepędzał w Mostkach. Stawczanka tymczasem wpada poniżej Pustomyt do Szczerki, ta zaś wpada poniżej Szezerca do Zubrki, a ta dopiero do Dniestni). Kabanówka płynie dalej ku gościńcowi lwowsko-złoczowskiemu, u którego pod stacją pocztową Gaja łączy się z dość obfitym w wodę potokiem Maruńką. Za gościńcem dopiero od wsi Biłki szlacheckiej i królewskiej, struga ta nazyw;; się Biłką i w końcu wpada do Pełtwy.
   Błonia okalające Dźwinogród, były dawniej trzęsawiskami; obecnie są osuszone i poprzeżynane rowami, któremi zmuszone są płynąć i owe trzy potoki składające się na Kabanówkę. Od wschodu wszakże dochodzi aż do samego Dźwinogrodu wyższy i suchy pas ziemi mający przeszło kilometr szerokości. U południowego końca wsi są ślady owego zamczyska Sieniawskich, tj. ślady czterech bastjonów i tyluż kurtyn sypanych z ziemi. Niewiadomo mi, czy wewnątrz tych fortyfikacyj, należących już do nowszej epoki, znajdowały się jakie budynki: możnaby o tem i o wielu innych szczegółach dotyczących Dźwinogrodu zasięgnąć wiadomości w archiwum hr. Potockich w Raju, do którego wszakże przystęp nie jest otwarty. Dźwinogród wraz z Żukowem liczy około 1800 dusz ludności, a przestrzeń wolna od bagnisk, którą zajmuje, nie jest dostateczną i nigdy nią nie była dla pomieszczenia rozległego grodu. Istniał tu atoli niewątpliwie gród mniejszy, jak to już sama nazwa wskazuje.
   Dźwinogród podolski leży nad Dniestrem. przy ujściu rzeczki zwanej obecnie Dźwiniaczką u prawego jej brzegu. Dźwiniaczką bierze swój początek pod wzgórzem Mogiłki na północny zachód od Dźwinogrodu, powyżej wsi zwanej Dźwiniaczką. Oprócz tej wsi, leżą nad nią Babince małe czyli Babinczyki i Łatkowce, w lustracjach starostw i innych dokumentach zwane dawniej Lutkowcami, co nader jest ważnem dla naszego opowiadania. Dźwiniaczką płynie wązką, bagnistą dolinką, tu i owdzie porosła olchami, i miejscami jest dosyć głęboka. Długość jej od źródła do ujścia wynosi 10 klm. Na pochyłościach okalających tę dolinę, pielęgnowano niegdyś, aż do XIII wieku i napadów tatarskich, winną latorośl, która dostała się tutaj oczywiście nie z Niemiec, jak w okolicy Lwowa, ale prawdopodobnie z Wołoszczyzny, gdzie ją zaszczepili Rzymianie. Dziś jeszcze widzieć można tu i owdzie zdziczałe latorośle.
   Dźwinogród ten liczy tylko około 500 dusz ludności. Od zachodu łączy się prawie z leżącą nad Dniestrem wsią Wołkowce; od wschodu ze Dźwiniaczką, leży także nad Dniestrem, wieś Trubczyn. Wszystkie miejsca, które tu wymieniłem, stanowiły razem od czasu przejścia tych stron pod panowanie polskie, niegrodowe starostwo dźwinogrodzkie, które zaliczano do powiatu czerwonogrodzkiego, województwa podolskiego. Sam Dźwinogród był miasteczkiem i na nowszych nawet mapach znaczony jest jako miasteczko. Starostowie widocznie nie dbali o jego wzrost, tamowany blizkiem sąsiedztwem wielkiej ilości innych mieścin, jak np.: Uście Biskupie, Mielnica, Krzywcze, Korolówka, Kudryńce, Okopy, Żwaniec. W dawnych czasach atoli, kiedy książęta ruscy władali Podolem i Poniżem po obu stronach Dniestru aż do Czarnego morza, kiedy książę halicki według słów poety "podper hory uhorskiji żeliznymy połki, zastupy korołewy put, zatwory Dunajewy worota" — Dźwinogród leżał na znacznym i ożywionym trakcie handlowym i mógł rozwinąć się znacznie, mając miejsce po temu.
   Przypatrzmy się teraz, w jaki sposób ks. Unicki z kronikami w ręku, odsądza to miejsce od całej jego historji i wszelkie jego wspomnienia windykuje dla Dźwinogrodu podlwowskiego.
   W pierwotnym tekscie Nestora nazwa Dźwinogród powtarza się kilka razy. Ks. Unicki przytacza tylko jedno miejsce, barwiąc je po swojemu. W roku 1084 książę włodzimirski Jaropełk jechał do Dźwinogrodu. Tu dodaje ks. Unicki z własnej fantazji, że jechał w odwidziny do jakiegoś Roscisławicza, siedzącego w Dźwinogrodzie; o czem żadna kronika nic nie wspomina. Jechał tedy kniaź, nie wozem, jak twierdzi ks. Unicki, ale saniami, jak twierdzi kronika Hipacka, bo było to 25. listopada. Jadącego przebił szablą niejaki Neradeć, widocznie z podmowy Rościsławiczów, bo zaraz po dokonaniu czynu uciekł do Przemyśla. Już to samo powinno było odwieźć autora od przypuszczenia, że Jaropełk był w przyjaźnej zażyłości z Rościsławiczami. Ciało księcia zawieźli słudzy na koniu do Włodzimierza, a ztamtąd odwieziono je do Kijowa i pochowano w Ławrze Peczerskiej z wielką okazałością. Ks.
   Unicki wnosi ztąd, że z Dźwinogrodu potrzeba było jechać do Kijowa na Włodzimierz. Tymczasem jest rzeczą zupełnie naturalną, że słudzy, nie wiedząc co począć, odwieźli zabitego pana najpierw do jego własnego domu, gdziekolwiek on leżał, a później dopiero z kompetentnej strony rozkazano przewieźć zwłoki do Kijowa. Nie ma więc dowodu, że w roku 1084, jakikolwiek Rościsławicz mieszkał w Dźwinogrodzie, albo że ten Dźwinogród lażał na zachód od Włodzimierza. Jest owszem dowód wprost przeciwny. Nestor powiada w innem miejscu, że Dźwinogród jest to "grad mał", o dziesięć wiorst od Kijowa ( 5 - W Kronice Woskresenskiej miejscu to nazwane jest Biłohorod. (Ob. Półn. Sobr. Rusk. Let. tom VII str. 13). Dalej znowu, według tego samego kronikarza, Swiętopełk kijowski i Dawid włodzimierski chwytają Wasylka Rościsławicza nad Dnieprem, wleką go do Dźwinogrodu, tam go oślepiają i ztamtąd dopiero odwożą go do Włodzimierza. Tutaj już na żaden sposób przypuszczać nie można, ażeby była mowa o Dźwinogrodzie podlwowskim.
   Przychodzimy teraz do pierwszej wzmianki o Dźwinogrodzie, jako o stolicy książęcej. Po śmierci Wołodara w roku 1124 synowie jego podzielili się państwem. Rościsław wziął Przemyśl i Halicz, a Włodymirko Dźwinogród. Ks. Ilnicki, nie wiem na jakiej zasadzie przysądza Halicz od razu Włodymirkowi; coby go, jakkolwiek młodszego, robiło kniaziem większej dzielnicy, niż Rościsława. Nawiasem bowiem powiedziawszy, "panowanie w Dźwinogrodzie oznaczało panowanie nad całem Podolem i Poniżeni. Bądź co bądź, bracia pokłócili się wkrótce i Rościsław ciągnął z wojskiem z Przemyśla ku Dźwinogrodowi. Po drodze w Szczercu dygnitarze i bojarowie usiłowali nadaremnie nakłonić go, ażeby dał pokój bratu. Zwracam uwagę, że Szczerzec leży wprawdzie po drodze z Przemyśla do Dźwinogrodu podolskiego, bo ta prowadziła po nad Dniestrem, ile możności wymijając góry. Do Dźwinogrodu zaś pod Lwowem, Szczerzec leżałby o sześć mil z drogi. Włodymirko pobiegł na Węgry, szukać pomocy, a w Dźwinogrodzie zostawił 3000 ludzi załogi, która po dwakroć odparła Rościsława. Na przestrzeni jaką błota zostawiają dla Dźwinogrodu podlwowskiego, byłoby niepodobieństwem pomieścić oprócz mieszkańców, jeszcze 3000 wojska" zwłaszcza według pojęć taktyki ówczesnej, która wymagała przestronnego miejsca dla obrotów wojskowych.
Po wielu różnych przejściach. Włodymirko opanował całą Ruś Czerwoną, Podole i Poniże; stolicę zas swoją przeniósł do Halicza. Czując się potężnym, nie chciał uznawać nad sobą zwierzchnictwa wielkiego księcia kijowskiego, Wszewołoda. Wybuchły ztąd zatargi, które całą Ruś poruszyły i o których mniej lub więcej obszernie wspominają wszystkie ruskie kroniki. Przy tej sposobności znowu po dwakroć jest mowa o Dźwinogrodzie. Wersje kronik nie zgadzają się z sobą. O pierwszej wojnie Wszewołoda z Włodymirkiem najobszerniejszą wiadomość ma wyjątkowo kronika Ławrentjewska, a obok niej Woskreseńska, jakoteż Patrjarsza, czyli Nikonowska; które to dwie ostatnie należą już do kronik specjalnie moskiewskich (6 - Ażeby co chwila nie robić przypisków, zwykle niecierpliwiących czytelnika, powiadam tu raz na zawsze że wszystkie przytoczone tu kroniki, znaleźć można w wydaniu petersburskiej archeograficznej komisji. "Połnoje Sobranje russk. let. " Ponieważ kroniki układane są podług lat, więc łatwo znaleźć w nich ustępy, które przytaczam.), podczas gdy kroniki w ogóle więcej zajmujące się tą częścią Rusi, jak Hipacka i Hustyńska powtarzają opowiadanie Ławrentjewskiej w skróceniu i z wyrzuceniem ważnych dość szczegółów. Ks. Unicki w dziełku swojem przytacza jedynie ustęp z kroniki Hipackiej, zapewne dla tego, iż znalazł w nim ulubioną swoją rzekę Biłkę, której pod żadnym Dźwinogrodem nie ma, Wszewołod skupił wszystkich kniaziów ruskich pod swoje rozkazy. Czytamy w pierwszej kronice Nowogrodzkiej, że nawet ztamtąd wysłano mu w pomoc wojewodę z wojskiem. Miał z nim być także któryś książę polski, według jednych Władysław II-gi, a według innych Bolesław Kędzierzawy, którego źródła ruskie nazywają zięciem Wszewołoda. Wysłał nakoniec wielki książę Izasława Dawidowicza po Połowców i pociągnął ku Trębowli, pod którą wyszedł na jego spotkanie Włodymirko, mając z sobą posiłki węgierskie — Bana, królewskiego wuja, powiada kronika. Latopisiec Ławrentjewski tak opisuje dalsze wypadki:
"I nie mogli bić się, ponieważ była między nimi rzeka Seret. Szli tedy obydwaj wzdłuż rzeki, za tydzień ku Dźwinogrodowi. I na "Rożnem Polu" nie mogli się bić, ponieważ Włodymirko stał na Gołych górach. Przyszedł też na niego Izasław z Połowcami, zająwszy dwa jego grody, Uszycę i Mikulin. I poszedł Wszewołod ku Dźwinogrodowi, i stanął po tej stronie grodu, a Włodymirko po tamtej stronie, zszedłszy z góry, a między nimi rzeka płytka (miełka). I kazał Wszewołod robić haty, każdemu swojemu pułkowi, i nazajutrz przeszli rzekę, i zajęli górę za Włodymirkiem. Włodymirko zaś mniemając, że idą ku niemu, stanął uszykowawszy się przed grodem, na błoniu. Pułki te atoli nie mogły bić się z nimi, z powodu ciasnoty, bo błota podchodziły pod samą górę. Wyszły więc ruskie pułki na góry, i zajęły je od strony Przemyśla i Halicza. Widząc to Haliczanie strwożyli się i mówili: My tu stoimy a oni wezmą nam żony nasze".
Przyciśnięty w ten sposób Włodymirko wdał się w dyplomację. Obiecał Igorowi, bratu wielkiego księcia, że mu po śmierci Wszewołoda pomoże zasiąść na tronie kijowskim. Igor znegocjował pokój. Włodymirko zapłacił według jednych 1400 a według drugich 1200 grzywien srebra, a natomiast odzyskał Uszycę i Mikulin Wszewołod obdzielił kniaziów srebrem i wszyscy wrócili do domu.
   Uwagi godny ustęp o "Rożniem Polu" znajdujemy w kronice Woskreseńskiej podany nieco odmiennie. Opiewa on: "Nie bie Izie biti sia ima, rieka bo bie mieś ima, i idoszu oboi wozle rieku niedielu. I na Rożni pole nie bisza sia, tu bo bie świeszczali sia. Wołodimirże sta na Gołych gorach, tu że pride ho Wsiewołodu Iziasław Dawydowicz s Polowci, a wziaw dwa go rada Uszicu i Mikulin; i poide Wsiewołod s swojeju siłoju ko Zwienigorodu i sta po siejstoronie goroda". Tu mięsza kronikarz z opowiadaniem swojem wypadki późniejsze, o których znowu nie wie nic Latopisiec Ławrentjewski, mianowicie oblężenie Dźwinogrodu i energiczne wystąpienie Iwana Chałdijewicza. Dopiero potem miał Włodymirko przyjść z drugiej strony grodu, i zszedłszy z góry stać nad rzeką; a Wszewołod nakazał półkom swoim robić gaty i nazajutrz przeszedł rzekę i zajął góry za Włodymirkiem i t. d. Zamiast "na Rożni Pole nie bisza sia" stoi w wielu rękopisach: "na Różniecy Polanie bisza sia".    "Rożnie pole" po raz drugi pojawia się tutaj w kronikach halicko-ruskiej ziemi. Było ono widownią wysoce dramatycznego i heroicznego zdarzenia, kiedy wielki kniaź Świętopełk, niepomny przysiąg, a ufny w swoje siiy, chciał wygnać Rościsławiczów. Wystąpili przeciw niemu bracia, Wołodar i oślepiony Wasylko, trzymając w ręku ten sam krzyż, na który Świętopełk przysięgał mu ongi wiarę i miłość braterską. "Niechaj ten krzyż będzie między nami", zawołał książe trębowelski, i pojawił się krzyż na niebie nad wojskiem Świetopełkowem, które rozgromione mimo przewagi swojej poszło w rozsypkę. Świętopełk uciekł do Włodzimierza, a Rościsławicze nie ścigali go, mówiąc: Poprzestaniemy na naszych dzielnicach. Leżało więc owe "Rożnie Pole" w granicach ich panowania, i rzecz dziwna, jak w nomenklaturze miejscowej nazwa ta nigdzie się nie utrzymała. Jest to widocznie nazwa większej równiny. Może tej, która się, ciągnie od lewego brzegu górnego Bugu po pod pasmo Gołogór. Może też tak nazywano step, od południowego stoku Gołogór i źródeł Strypy i Seretu ciągnący się ku Dniestrowi, który po części dziś jeszcze jest stepem. (Pantalicha. ) Nigdzie nie znalazłem rozwiązania tej topograficznej zagadki; nigdzie na całej przestrzeni na północ i na południe Gołogór nie przechowała się nazwa o pierwiastku rożn, choćby w przezwaniu jakiej niwy, kurhanu i t. p. Natomiast istnieje Rożeniecka a dzisiaj Rożaniecka Polana czyli równina dość duża, zewsząd otoczona lasami. Na lewym brzegu Tanwi mianowicie, rozciąga się w stronę Tarnogrodu i Krzeszowa taka równina, i wsie w tamtej stronie nazywają się: Różaniec, Wola Rożaniecka, Ruda Rożaniecka. Huta Rożaniecka. Okolica ta należała do powiatu lubaczowskiego, który później liczył się do województwa bełzkiego, ale dawniej bywał w posiadaniu książąt przemyskich i halickich.
   Karamzin nie wdaje się w rozbiór kwestji, gdzie mogło leżeć "Rożne Pole"? Zubrzyckiego uderzyła ta nazwa, i szukał jej śladów wzdłuż granic księstwa włodzirnirskiego z przemysko-trębowelskim. Znalazł tylko wieś Roznoszyńce koło Zbaraża, ale porzucił ją, i słusznie, bo nazwisko jej pochodzi od słowa roznosić i nie ma w sobie pierwiastku rożn. Historyk ten zbywa przeto rzecz przypuszczeniem, że "Rożne Pole" nie jest wcale imieniem własnem, ale że tak nazwać można każde dzikie pole, czyli równinę. na kojej roż siejut". Gdyby z okazji tej można było przypiąć jaką łatkę "Lachom, " Zubrzycki nie byłby się kontentował tym nietrafnym domysłem. Nazwa "Rożne pole" powtarzałaby się przy różnych sposobnościach, gdyby to było nomen commune a nie nomen proprium. Tłumaczy poniekąd Zubrzyckiego to, że nie miał pod ręką większej liczby kronik ruskich, bo za jego czasów, petersburska komisja archeograficzna wydała była zaledwie dwa tomy. Dopiero zaś z owej warjanty o Rożeniecy Polanie znajdującej się w rękopisach kroniki Woskreseńskiej, a przytoczonej w przypisku w wydawnictwie petersburskiem, dojść można, że bitwa miedzy Świętopełkiem a Rościsławiezami stoczoną była na równinie nad Tanwią, którą wskazałem, i która leżała na samej granicy księstwa przemyskiego i włodzimierskiego, za czasów Świętopełka obejmującego także ziemię bełzką. Wypadek tak ważny, jak owa bitwa, zainteresował oczywiście całą Ruś, wiedziano więc o "Rożniem Polu" w najodleglejszych jej stronach i wyobrażano sobie, że każda wojna wielkiego księcia kijowskiego z księciem Przemyśla. Trębowli i Halicza, rozstrzygaćby się powinna w tej równinie. Wrócimy do niej za chwilę.
   Ciekawą, choć oczywiście mylna wersję oi wyprawie Wszewołoda na Włodymirka zawiera tak zwana kronika Patrjarsza, czyli Nikonowskai Według niej Wszewołod podstąpił nie pod Trębowlę, ale pod Halicz i nie mogli bić się, bo rzeka była nie zamarzła; szły więc oba wojska 12 dn wzdłuż rzeki aż doszły do Dźwinogrodu ( 7 - Wiedziano więc i w Moskwie, że Dźwinogród leży nad tą samą rzeką co Halicz, tj. nad Dniestrem). I stal na "Rożnem Polu" i bić się nie mogli, bo Włodymirko stał na Gołych górach z mnóstwem wojska. Gdy zaś Włodymirko zszedł z gór, stali na "Łabędziem Polu" ( Lebieżjem ), między nimi zaś była rzeka Griezka ( w warjantach: gruzka ). Wszewołod kazał robić mosty i gaty i przeszedł rzekę. Włodymirko zaś uszykował się na błoniu Czernom i "postąpili na Sokolich górach" i t. d. Im więcej nazw topograficznych, tem więcej bałamuctwa jak widzimy. A jednak bałamuctwo to pomaga nam rozstrzygnąć stanowczo kwestję "Rożnego Pola". Jeżeli weźmiemy do rąk dwa arkusze mapy Galicji wydanej przez c. k. instytut wojskowo geograficzny w Wiedniu, a mianowicie pas 5 kolumna 28 i pas 4 kolumna 28, znajdziemy najpierw o 10 klm. na północny zachód od Lubaczowa, wieś Łebiędzie sąsiadującą z Dzikowem, a położoną niedaleko granicy Króstwa Polskiego. Na drugim arkuszu znajdziemy najpierw ową rozległą równinę, w której środku leży wieś Różaniec, a od północnego wschodu znajdziemy wieś Majdan Sopolski i Sopole ( nie Sokole ) góry, z których spływa do Tanwi rzeczka Sopol. Więcej ku południowi płynie także z prawego brzegu do Tanwi rzeczka Czarna, u której ujścia znajduje się rozległe błonie, Czarne błonie. Między tem błoniem zaś, a błoniem Lebiędziem, rozległo się Bośnie pole czyli Rożaniecka polana. Widzimy z tego, że kronikarz nikonowski miał w ręku jakiś obszerniejszy zapisek uzupełniający pierwotny tekst Nestora, a opisujący bitwę między Świętopełkiem a Rościsławiczami — i zapisek ten, skoro już była mowa o wojnie wielkiego księcia kijowskiego z halickim, niewłaściwie przyczepił do tego drugiego zdarzenia. Widzimy, że Świętopełk. zstąpił z Sopolich gór na błonie Czarne, a Rościsławicze z Lebiędziego błonia ruszyli ku niemu, jesteśmy w stanie wskazać na mapie niemal punkt, w którym oślepiony Wasylko wzniósł ku niebu ów straszny krzyż przeciw Świętopełkowi i w którym niebo pomściło jego krzywdę. Przypadkowa pomyłka mnicha moskiewskiego, nieznającego stron przemyskich i halickich, rozwiązuje to, co było dotychczas zagadką dla wszystkich historyków ruskich. ( 8 - Dziwnie to smętna okolica, owe "Rożnie Pole, " szczególnie w szary dzień wiosenny, a dobrze znana uczestnikom galicyjskich wypraw w lubelskie z r. 1863. Istotnie niebo takie, na którem widzieć można znaki i duchy. Dla mnie osobiście łączy się z tą melancholijną okolicą, melancholijne wspomnienie. W marcu 18 ( 33 przechodziłem w oddziale Czechowskiego z bronią w ręku Potok Złoty, stanowiący na niewielkiej przestrzeni granicę Królestwa. W tej chwili major Władysław Englert, który jeszcze w r. 1831 był kapitanem wojska polskiego i otrzymał krzyż za waleczność, zobaczył orła w powietrzu, od strony Woli Rożanieckiej i zawołał: To dobra wróżba chłopcy, orzeł leci prosto ku Warszawie. Mnie jakoś ta dobra wróżba zrobiła wprost przeciwne wrażenie, a gdyśmy się ułożyli do snu w lasku nad Tanwią, trapiony byłem ciągle jakiemś złem przeczuciem. Nic też dziwnego, że jako autorowi "Zawichostu" przyśnił mi się sen podobny do tego, jaki miał kniaź Roman przed ostatnią swoją bitwą. Widziałem orła owego zabitego, zbroczonego krwią i roniącego pióra. O świcie zbudziły nas strzały, i zaledwie zdołałem uszykować moją kompanją, przypada do mnie adjutant bataljonu Karol Brzozowski ( Mokrański ) prowadząc luzem konia, którego mi oddaje ze słowami "z rozkazu pułkownika masz objąć dowództwo pierwszego bataljonu. Major Englert jest śmiertelny ranny. " Kazałem kapitanowi Mokłowskiemu, ażeby się ze swoją kompanją przyłączył do mojej, i ruszyłem naprzód na wsparcie naszych tyraljerów. Po drodze spotkaliśmy majora, niesionego przez dwóch towarzyszy broni. Kazałem stanąć półbataljonowi i prezentować broń przed konającym dowódcą. "Panie Lam, bywaj zdrów, zawołał, już nic nie będzie z żeniaczki!" Potrzeba bowiem wiedzieć, że poprzedniego dnia opowiadał nam z wielkim zapałem o pewnej pannie Anieli, z którą był zaręczony przed powstaniem listopadowem, i która wówczas jeszcze, po 32 latach czekała na niego w Warszawie i pisywała do niego listy. Gdybyśmy byli doszli do Warszawy, byliby się staruszkowie niewątpliwie pobrali; ale orzeł, niestety, złym był wróżbitą. Zwłoki śp. Englerta dostały się z wozem w ręce dowodzącego w Janowie pułkownika rosyjskiego Mielnikowa, który zobaczywszy na piersiach krzyż Virtuti militari, kazał poległego bohatera pochować z honorami wojskowemi. Taka jest moja kronika o "Rożniem polu"). Zachodzi teraz pytanie, dla czego w kronice Hipackiej i Hustyńskiej, których opowiadanie czerpane jest z jakiegoś nieznanego nam, a wspólnego także Ławrentjewskiej i innym, źródła, bo miejscami relacje te zgadzają się co do słowa — dla czego, powiadam, opuszczono wzmiankę nietylko o "Różnem polu, " ale i Gołych górach? Dla tego oczywiście, że kronikarze: hipacki i hustyński. jako bliżsi miejsca wypadków, znali lepiej okolicę, w której toczyła się wojna. Wiedzieli tedy, że "Rożne pole" leży w zupełnie innej stronie, jako też, że ciągnąc z pod Trębowli ku Dźwinogrodowi, a więc na południe, Włodymirko nie mógł stawać na Gołych górach, bo te leżą od Trębowli na północ i północny zachód. W przeciwnym razie, kronikarze z pewną predylekcją zajmujący się sprawami halicko - ruskiemi, nie byliby opuścili szczegółów mogących ubarwić i rozszerzyć ich opowiadanie.
   Ze wszystkiego widać, że Włodymirko w obec niezmiernie przeważnych sił nieprzyjaciela, unikał starcia póki mógł. Ks. Unicki, trzymając się więcej wskazówek własnej fantazji, niż kronik, powiada, że Włodymirko stał na prawym brzegu Seretu, a Wszewołod na lewym, i że nie mogąc się bić z powodu dzielącej ich rzeki, wyprawiali tylko rozmaite ewolucje wojenne. W rzeczywistośei, chyba tylko dzikie kozy mogłyby manewrować tak sobie z ochoty i dla przyjemności, zwłaszcza na lewym brzegu Seretu; nie zaś wojska całej ówczesnej Rusi, przeważnie z konnicy złożone, z taborami liczącemi po parę tysięcy wozów. Szły potem obie armie, jak powiada kronika, wzdłuż rzeki, która ciągle przeszkadzała Wszewołodowi atakować Włodymirka. Przeszkadzała zaś tylko jeżeli szli na południe; ku północy, t. j. ku Tarnopolowi i Załoźcom, Seret przestałby wkrótce być taktyczną przeszkodą, w niejednem miejscu bowiem, mając znaczne siły, można go przebyć w obliczu nieprzyjaciela. Na pochód od Trębowli w stronę Lwowa, napierw wzdłuż Seretu, a później grzbietem Gołych gór, nie byłby Włodymirkowi wystarczył tydzień czasu, a jeszcze mniej Wszewołodowi; o którym ks. Unicki przypuszcza, że przyszedł pod Dźwinogród równiną leżącą u północnego stoku Gołych gór. i że przeto zrobił przeszło 25 mil drogi. Tymczasem, widzimy z kronik, że Wszewołod przyszedł pod Dźwinogród wcześniej niż Włodymirko, bo miał mniej drogi do zrobienia. Rozważmy dalej, że manewry Wszewołoda u Dźwinogrodu. zgodnie opisane we wszystkich kronikach, nie miałyby były najmniejszego sensu, gdyby tu chodziło o Dźwinogród pod Lwowem. Objaśnię to przykładem, dla Lwowian zwłaszcza bardzo jasnym. Przypuśćmy, że Pełtew od samych źródeł na Wulce, jest taką straszną rzeką, jak Biłka ks. Unickiego, że płynie ciągle moczarami, i że nie ma na niej mostów. Przypuśćmy, że Włodymirko stanął tu, gdzie jest tak zwany ogród Prochaski, a Wszewołod ciągnie na niego od Stryjskiej rogatki i chce zająć leżącą za nim górę na której stoi cerkiew katedralna św. Jerzego, ażeby go odciąć od wszystkich innych części światu, nie wyjmując Przemyśla i Halicza. Otóż zamiast obejść Wulkę suchą nogą, i przez Kulparków i Gródecką rogatkę za godzinę stanąć u św. Jura, Wszewołod każe zwozić zdaleka faszyny, wyścielać niemi błonia leżące w tem miejscu, dajmy na to gdzie jest teraz staw Panieński, i dopiero po całodziennej pracy przebywa rzekę nazajutrz i zajmuje leżące za nią góry. Byłaby to śmiesznem, a przecież według przypuszczenia ks. IInickiego, w rzeczywistości Wszewołod miał jota w jotę tak samo postąpić sobie pod Dźwinogrodem i przebywać mozolnie jakąś dość znaczną rzekę Biłkę, o której nota bene w Dźwinogrodzie nikt nic nie wie, zamiast przez Kocurów bez długich ceremonij wejść na góry, na których leżą.
   Wodniki i Szołomyja. Dodajmy jeszcze, że zajęcie tych gór, odcinałoby było Włodymirka tylko od Halicza, nie zaś jednocześnie i od Przemyśla. Inaczej zupełnie przedstawia się rzecz u Dźwinogrodu podolskiego. Ażeby obejść błotnistą dolinę Dźwiniaczki, miałby był Wszewołod nie kilka, ale dwadzieścia kilka kilometrów drogi do zrobienia; musiał tedy przeprawić się przez rzekę, jeżeli nie chciał, żeby mu się Włodymirko wymknął. Zająwszy zaś płaskowzgórze na zachód od Dźwinogrodu podolskiego ( wznoszące się o 140 metrów nad doliną Dźwiniaczki i dlatego w kronikach horamy zwane ) odcinał Włodymirka jednocześnie i od Przemyśla i od Halicza, bo tutaj Dniestr dokonywał reszty.
Cały wywód ks. Unickiego, który zresztą idzie ślepo za Zubrzyckim, opiera się na tem, że w niektórych odpisach Hipackiej kroniki, zamiast rika miłka, stoi biłka, i że wody sączące się u Dźwinogrodu podlwowskiego, o dwie mile dalej pomagają utworzyć potok, który się w istocie Biłką nazywa.
   Nie można wątpić, że wszystkie osady zwana "Dżwinogrodami", są bardzo starożytne; dowodzi tego już sama nazwa, której źródłosłów tak trudnym jest do znalezienia. Istniały więc prawdopodobnie już w czasie zdarzeń powyżej opisanych i Zwenyhorod pod Lwowem i Zwynohorod pod Buczaczem, jako grody mniejszego znaczenia; żaden z nich wszakże nie był stolicą książęcą.
   W następnym roku Włodymirko miał dość niemiłą niespodziankę. Wyjechał na łowy z Halicza do Tyśmienicy, a gdy wrócił, zastał bramy swojej stolicy zamknięte i zainstalowanego w niej na tronie bratanka swojego Iwana Rościsławicza, (9 - Był to słynny awanturnik i oczajdusza, zwany pospolicie Iwanem Berładnikiem, od Berładu, siedliska rozbójników wołoskich, z którymi później przebywał) którego Haliczanie w jego nieobecności sprowadzili sobie byli z Dźwinogrodu. Ks. Unicki wie zkądsić, ale nie powiada zkąd, że Dźwinogród dany był owemu Iwanowi "na pro ornłemje" - musiał to więc być chyba który z mniejszych Dźwinogrodów, albo może raczej Czerwonogród. Jeżeli, jak wykazał Karamzin, starzy kronikarze różne miasteczka (10 - Np. Biłohorodkę i Zwyżdeń) niewłaściwie ochrzcili nazwą Zwenihorodu, to mogła zajść i taka pomyłka, dla nas zresztą obojętna. Włodymirko wypędził Iwana i srodze pokarał buntowników halickich, poczem wybrał się na Wołyń i zajął Pryłuk, o co rozgniewał się mocno Wszewołod. Na wiosnę tedy roku 1146 wielki książę ruszył znowu przeciwko Włodymirowi i podstąpił pod Dźwinogród, według kroniki Hipackiej Inne kroniki nie wiedzą nic o tem najściu na Dźwinogród, z wyjątkiem Woskreseńs jej, która, jak wyżej powiedziano, przenosi je w czas pierwszej kampanji z r. 1144. Nawet Hustyńska kronika wie tylko, że wojska Wszewołoda i Włodymirka były sia kripko, ale że się na niczem skończyło.
   Włodymirko sam nie był w Dźwinogrodzie, zastopował go tam jego wojewoda Iwan Chałdyjewicz. Nieprzyjaciel podstąpiwszy pod gród, pierwszego dnia "zapalił na około niego ostróg. " Czy jeden, czy wszystkie i który? — zapytuje ks. Unicki. Szanownemu autorowi "Starożytnoho Zwenyhorodu" zdarzył się tu wypadek podobny do pomyłki owego historyka, co to mniemał, że "jenerał ziem podolskich" był dygnitarzem wojskowym. Oglądając zamczysko Sieniawskich w Dźwinogrodzie, widział ks. Unicki na czterech jego rogach ślady bastjonów, tj. załomów, ostrym końcem w pole wychodzących, których przeznaczeniem było bronić krzyżowym ogniem działowym łączące je kurtyny. Myślał tedy wielebny ojciec Unicki, że to są staroświeckie ostrogi. Tymczasem wojska Wszewołoda zapaliły ostrog czyli ostrokół, albo palisadę, stanowiącą jedyne obwarowanie Dźwinogrodu, równie jak wszystkich innych miast w tej stronie Rusi. Na drugi dzień Dźwinogrodzianie zrobili wiec i radzili nad tom, że dobrzeby było poddać się Wszewołodowi; ale Chałdyjewicz kazał porwać trzech takich radców, przepiłować ich każdego na dwie połowy i wyrzucić z miasta. To poskutkowało; na drugi dzień bowiem Dźwinogrodzianie, chociaż musieli gasić pożary, powstające w mieście od smolnych wieńców nieprzyjacielskich, odparli zwycięzko szturm i Wszewołod odszedł nic niesprawiwszy. Wkrótce potem, bo w lipcu umarł. Włodymirko używał odtąd spokoju i spokojne państwo zostawił synowi swojemu Jarosławowi.
   Państwo to obejmowało oprócz Rusi halickiej i części Wołynia, także Podole i Poniże, widzieliśmy, że Włodymirko posiadał Uszycę, widzieliśmy także, że bez przeszkód po drodze zajął Pryłu i leżące na granicy Podola z księztwem kijowskiem. Stolicą tej części jego państwa był Dźwinogród. Kamieniec bowiem dopiero później, już po śmierci Romana Mścisławicza, zaczyna w ogóle być wspominany. Między ksieztwami zaś przemyskiem i trębowelskiem, nie było miejsca na trzecie jeszcze, tj. dźwinogrodzkie księztwo. Przemyska ziemia sięgała aż niedaleko Lwowa, a na prawym brzegu Dniestru aż do rzeki Stryja,jak to widzimy z rozgraniczenia łacińskich dyecezyj na Rusi, dokonanego z rozkazu papieża. Z drugiej strony Busk i Olesko należały już do Trębowli. To co leżało pośrodku, nie wystarczyłoby było na udział książęcy; tak małe przestrzenie ziemi wydzielano chyba zasłużonym bojarom, jak n. p. Pakosławowi Lubaczów.
   Przy działach między książętami znajdujemy czasem Dźwinogród połączony z Haliczem, a czasem z Trębowlą. Nigdy zać nie tworzy on jednej dzielnicy z Przemyślem, bo terytorjum jego z terytorjum przemyskiem nie sąsiadowało.
Wszystkie cztery udziały książęce na Rusi halickiej były mniej więcej równe co do obszaru; jeden może przemyski, jeżeli nie był od północy i zachodu uszczuplonym przez Lachów, miał nieco większą rozległość. Obejmował on późniejsze "cyrkuły" galicyjskie: przemyski, rzeszowski, sanocki, samborski, część stryjskiego, część żółkiewskiegn aż po rzekę Tanew wzdłuż całego jej biegu. Do Halicza należała cześć "cyrkułu" stryjskiego i cyrkuły: lwowski, brzeżański, stanisławowski i kołomyjski. Księstwo trebowelskie obejmowało "cyrkuł" tarnopolski z kawałkiem brzeżańskiego i stanisławowskiego ( gdzie Kozowa i Buczacz ) większą część "cyrkułu" złoczowskiego, północną część czortkowskiego ( po Czortków i Husiatyn ) a nakoniec powiat krzemieniecki na Wołyniu i północno - zachodni róg obecnej gubernii podolskiej, Księztwo dźwinogrodzkie obejmowało Podole i Poniże, z miastami Uszycą, Bakotą itd. Był to więc udział wcale znaczny, i ujmowały mu tylko wartości częste napady najpierw Pieczyngów a później Połowców. Zachodnia granica księztwa przemyskiego według wszelkich wskazówek, szła od źródeł Tanwi działem wód, tj. Horajami, aż w okolicę Lwowa, a ztąd aż do Dniestru grzbietem dzielącym Zubrkę od Boberki. Od Lwowa do źródeł Lipy było terytorjum trębowelskie. To zjednoczeniu księztwa pod jednym monarchą i założeniu Lwowa, granice te doznały znacznej zmiany.
   Od roku 1146 nie ma w kronikach ruskich wzmianki o Dźwinogrodzie aż do czasu zaburzeń, które nastąpiły po śmierci wielkiego Romana i podczas małoletności syna jego Daniela. Teraz znowu częściej wspominany bywa Dźwinogród, ale zawsze w sposób taki, że bardzo trudno znaleść w nim jakiekolwiek wskazówki co do położenia grodu. Wskazówek takich nie dają bynajmniej pochody Węgrów, mieli oni bowiem swój osobny system wojowania. Karpaty przebywali zazwyczaj w Sanockiem. Pewnego razu poszli najpierw pod Jarosław, a dopiero zdobywszy go, ruszyli ku Przemyślowi. Na Halicz uderzali na samym końcu, zawojowawszy poprzednio wszystko co leżało na północy i na wschodzie, ażeby Halicz znikąd pomocy otrzymać nie mógł. W jednym tylko wypadku dosyć wyraźnie zdaje się być mowa o dwóch różnych Dźwinogrodach. Król węgierski Andrzej zdobywszy Przemyśl, nie chce sam iść do Halicza, ponieważ przepowiedziały mu wróżki (wołchwy), że gdy ujrzy to miasto, wnet umrze. Zatrzymuje się tedy u Dźwinogrodu, czy w Dźwinogrodzie, a wojska wysyła pod Halicz. Po ich powrocie uderza na księztwo trębowelske i zdobywa jeden jego gród po drugim, w końcu zaś zwraca się ku księztwu dźwinogrodzkiemu i zdobywa Dźwinogród — oczywiście Dźwinogród nad Dniestrem, a nie ten w którym poprzednio stał bez przeszkody.
   Drugą wskazówkę topograficzną znajdujemy pod rokiem 1211, kiedy wszystko co żyło, Ruś, Węgrzy i Polacy rzucili się na nieszczęsnych Igorowiczów, z których Roman panował w Dźwinogrodzie. Wszystkie kroniki opisując bitwy pod miastem tem stoczone, mówią, że miały one miejsce na drugim brzegu rzeki Luty albo Lutej. Zubrzycki radzi sobie z tą zagadką, formułką: każetsia, że to byłą Bitka. Ks. Unicki także nie wiele sobie zadaje pracy z tym nowym szczegółem, i pisząc o rzece Lutej, dodaje poprostu w nawiasie, Biłka. Wszystko to robi się gwoli mniemaniu, jakoby u Dzwinogrodu podlwowskiego płynęła jaka rzeka Biłka. Tymczasem nie ma i tam żadnej Biłki, a już co do nazwy Luta, daremnie szukamy jej śladu w całej podlwowskiej okolicy. Znajdujemy natomiast u Dźwinogrodu podolskiego wieś Łatkowce nad Dźwiniaczką, która w lustracjach starostw nazywa się zawsze Lutkowce, (12 - Przypominam, że przed najazdem waregsko-ruskim, Podole, według Nestora, było ziemią Słowian Lutyków,) i tak jest zapisaną jeszcze w lustracji z r. 1765. Nasuwa się tedy przypuszczenie, że rzeka, która pod Dźwinogrodem wpada do Dniestru, nazywała się dawniej Lutą, i że od niej wieś nazwano. Ma ona spad bardzo znaczny, bo wytryska na wysokości 303 metrów, a po 10 kilometrowym biegu, uchodzi do Dniestru na poziomie 111 metrów, spad wynosi tedy niemal 2 na 100, i dla tego spadu nazwano ją może "Lutą" t. j. dzielną, podczas gdy rzeki wolno płynące nazwano "gniłemi". Może być także wyraz luta pochodzenia wołoskiego, bo przypomina siedmiogrodzko-wołoską Alutę. Na wszelki wypadek, kto utrzymuje, że Luta oznacza Biłkę, powinien to udowodnić, a następnie dopiero pokazać, gdzie jest ta Biłka u Dźwinogrodu podlwowskiego tekuszcza od Romanowa, jak powiada ks. Unicki.
   Raz jeszcze ostatni wspomniany jest Dźwinogród w kronikach ruskich pod rokiem 1235 podczas wojny między Danielem a panującym czasowo w Haliczu kniaziem Michałem, który chciał Danielowi odebrać Poniżę, bo Podole wraz z Dźwinogrodem już posiadał. Wówczas Daniel daremnie kusił się o zdobycie Dźwinogrodu, ą to z powodu, że, jak powiada kronika, "Świałuja Bohorydycia w nem, czudnaja ikona". Dlaczego by Bogarodzica więcej miała sprzyjać kniaziow i Michałowi niż Danielowi, na to niechaj teologia szuka odpowiedzi. Co się zaś tyczy cudownego jej obrazu, istniejącego niegdyś w Dzwinogrodzie, spotyka on się z zupełną niewiarą ze strony ks. Unickiego, zapewne z tej przyczyny, iż w archidjecezji halicko-lwowskiej, nic o nim niewiadomo. Wartoby poszukać w djecezji podolskiej, może tam jaki ślad się znajdzie.
Zbadaliśmy więc równie jak ks. Unicki, wszystko cokolwiek znaleźć można było o Dźwinogrodzie w źródłach ruskich, i przekonaliśmy się, że skąpe te wzmianki w każdym wypadku odnosić się mogą raczej do Dźwinogrodu podolskiego, niż do podlwowskiego. Pozostaje nam teraz nietknięta przez ruskich historyków druga część historji, gdzie już czerpać potrzeba wyłącznie z źródeł polskich.
   Dźwinogród podupadł, ale niezupełnie " połowie XIII stulecia. Do końca wieku XVI zachował on pewne znaczenie jako miasto handlowe i wspominany bywa w opisach Polski i województwa podolskiego. Dopiero Starowolski pierwszy pomija go milczeniem, już bowiem od końca XVI wieku handel europejski zwrócił się był na inną drogę. (Ob. "Zameczki Podolskie" dr. Antoniego J.) Wyrastały też odtąd jedne po drugich miasteczka prywatne między Seretem a Zbruczem, bo to zwiększało dochody ich dziedziców; o Dźwinogród zaś, starostowie widocznie nie bardzo dbali. Upadku jogo nie można przypisywać wyłącznie zniszczeniu i spaleniu miasta przez Mongołów. Ruś paliła się co roku, i co roku budowała się na nowo, jak widzimy z kronik, w których zanotowano między innemi przeszło sto pożarów Kijowa. Mongołowie spalili i zniszczyli wszystko, na co natrafili, ale wszystko to podniosło się jakoś później. Dźwinogród jeden po części tylko nie podniósł się na nowo, bo wkrótce po śmierci Romana Mścisławieza, występuje Kamieniec jako główne miasto Podola. Wasyl, brat Daniela, siedzi w Kamieńcu, który dawniej służył tylko za schronienie łotrzykom wołoskim, a przydatniejszy był na gród książęcy z powodu warowniejszego swojego położenia. Dźwinogród podolski był stolicą starostwa wcale znacznego, podczas gdy Dźwinogród podlwowski nigdy królewszczyzną nie był, o ile tego dójść można z aktów. Nie należał nawet do żadnego większego kompleksu dóbr, gdyż rozległy majątek podlwowski należący dziś do Alfreda hr. Potockiego i ciągnący się niemal od gościńca stryjskiego i rogatki Zielonej we Lwowie, aż pod Złoczów, zjednoczony został znacznie później. Jeszcze w XV stuleciu znajdujemy szlachtę wioskową, piszącą się z Romanowa, z Wyżnian, z Pol uchowa. Stare Sioło za Jagiełły i Warneńczyka było własnością Zawiszy, który tam fundował kościół. Pod koniec XV stulecia posiadają Stare Sioło Tarnowscy, których dziedziczka wnosi te dobra wraz z całą fortuną w dom książąt Ostrogskich. Po tych wygaśnięciu dopiero, Sieniawscy stwarzają ów wielki kompleks dóbr, który od nich dostaje się Czartoryskim, od tych Lubomirskim, a od tych Potockim. Późniejsze królewszczyzny na Rusi istniały wszystkie już za czasów ruskich, jako dobra książęce i stanowiły panis bene mermtium, rozdawane w dożywocie, a nigdy na własność dziedziczną. Kiedy Daniel królował w Drohiczynie, w Haliczu bojary gospodarowali sobie jak chcieli w tych dobrach. On zaś napominał ich tylko, żeby mu nie tykali soli kołomyjskiej. Jak później w Polsce, tak i wówczas na Rusi, wkrótce zasługa przestała być tytułem do posiadania dóbr koronnych, "okniażyli się" rozmaici niezasłużeni jak Dobrosław, albo Sudicz "popow wnuk. Jeden z takich upominał się raz, ażeby mu dano Kołomyję. Odpowiedziano mu, że wełyki kniażatą trymajut Kotomyju dla orużnykiw, a dla ciebie i Ottynii byłoby za wiele. Nadania dóbr na własność ze strony królów polskich nie tyczyły się nigdy takich majątków, obejmowały one tylko grunta opuszczone, pustkowia, vastitates, ale zawsze z wyłączeniem królewszczyzny. I tak widzimy, iż pomimo nadania Abdankom, Buczackim i Jazłowieckim całej przestrzeni kraju między Strypą a Seretem, utrzymały się tam starostwa: mogielnickie i czerwonogrodzkie. Gdyby Dźwinogród podlwowski był kiedy grodem książęcym, byłby także aż do r. 1772 pozostał starostwem, jak pozostało starostwo: przemyskie, lubaczowskie, bełzkie, trębowelskie, halickie i lwowskie. Tymczasem utrzymał się jako starostwo tylko Dźwinogrod podolski.
   Historycy polscy nie znają innego Dźwinogrodu. Guagnin, którego jeografia Polski wyszła z druku w r. 1585, mieści na Podolu Swinogrod, mówiąc o nim: arx cum civitate lignea. Sarnicki z polecenia Jana z Sienna, kasztelana lwowskiego, a komisarza królewskiego do zbadania stanu Rusi, wyrysował mapę, nie lepszą i nie gorszą od wszystkich ówczesnych (13 - Jan III. skarzy się w listach do Marysieńki, że wszystkie mapy są fałszywe), do której dołączył spis miejscowości alfabetycznie ułożony. Znajdujemy tam na Podolu Svvinogrod, sedes olim ducum Russiae, przy ujściu rzeki Dzwan do Dniestru. Autorowie wydawanego obecnie w Warszawie "Słownika Geograficznego" powiadają, że Sarnicki nazywa Dzwan, zamkiem księcia Ostrogskiego. Szkoda, że nie zajrzeli do spisu pomyłek drukarskich umieszczonego na końcu wydania z r. 1587, bo byliby się przekonali, że zamiast "Dzwan" należy w tem miejscu czytać "Dubno. " Widzimy z tego, że tradycja o rezydencji książęcej która znajdowała się niegdyś w Dźwinogrodzie podolskim, utrzymywała się ciągle przez wieki późniejsze, podczas gdy mniemanie podobne o Dźwinogrodzie podlwowskim, datuje się dopiero od r. 1718, t. j. od czasu, kiedy hetmanowi Sieniawskiemu zachciało się stawiać tutaj zamek i warownię, nie mogącą mieć żadnego znaczenia. Z wyjątkiem twierdzy brodzkiej i stanisławowskiej, wszystkie fortyfikacje, z polecenia panów polskich, przez inżynierów zagranicznych na Rusi wznoszone, były istnemi zabawkami dla dzieci, des colifichets, jak powiada d'Aleyrac. Takije to zabawki ślady widział ks. Unicki w Dźwinogrodzie podlwowskim. Po zamkach ruskich kniaziów nie mogło zostać i tyle, były to bowiem budynki drewniane, które obwodzono nie głęboką fosą, a usypawszy wał z wyrzuconej ztąd ziemi, umacniano go ostrokołem. Mimo całej prymitywnóści swojej, fortyfikacja taka zabezpieczała zamek od nagłego napadu lepiej niż owe pseudo-vaubanowskie obwarowania, jakie miały Złoczów, Dźwinogród, Olesko, Podhorce itd. Po drewnianych grodach dawniejszych, nie ma też na Rusi i ruin, nie ma zabytków przeszłości, jak chyba kurhany i nazwy miejsc pamiętnych. W jednym tylko Przemyślu utrzymały się zabytki z ruskich czasów, a w drugim Haliczu odkopywane bywają teraz mozolnie. Czy znalazłoby się co i w Dźwinogrodzie, to pytanie. Na wszelki wypadek kto chce szukać tam zabytków, niechaj jedzie aż nad Dniestr, a nie kontentuje się wycieczką do Wodnik, wykazaliśmy bowiem dostatecznie, że nie ma tu żadnej rzeki Biłki, że żaden Dźwinogród nie stał nad żadną Biłką, i że dzielnica książęca dźwinogrodzka obejmowała Podole, nie zaś parę powiatów w okolicy Lwowa, w dawnych czasach bardzo nieludnej.

* * *

   Jest w Galicji jeszcze i czwarty Dźwinogród, który w wyższym stopniu niż inne zwrócił na siebie uwagę archeologów. Tak mianowicie nazywa się góra nad Zbruczem, porośnięta lasem, w obrębie majątku Rasztowce pod Toustem. Niedaleko ztad znaleziono swojego czasu w Zbruczu posąg Światowida, a całe miejsce pełne jest wskazówek, iż było kiedyś świątnicą pogańską. Wykopano tam zabytki z czasów przedhistorycznych. Oprócz tego, jak mi pisze dr. Henryk Jasiński, właściciel Rasztowiec, jest na górze halawa zwana Zamczyskiem, u dołu są ślady wałów a nawet piwnic sklepionych; co wskazywałoby, że już i za czasów historycznych istniał tu gród jakiś. Badali to miejsce p. Kirkor i hr. Szczęsny Koziebrodzki. Opisał je także Antoni Schneider w swojej Encyklopedji, w artykule p. t. Babyna Hora. wywodząc nazwę od kultu jakiegoś żeńskiego bóstwa pogańskiego, a więc: Dziewin gród. Co do mnie, sądzę raczej, że nazwa tak tego Dźwinogrodu, jak i onego pod Kijowem, i innych mniejszych grodów, brzmiała pierwotnie: Zwierinohorod. Były to zamki łowieckie książąt ruskich, którzy namiętnie lubili myśliwstwo, i zakładali zwierzyńce w pobliżu swoich stolic. Zwierzyniec podobny istniał — zapewne od czasu Lwa — w północno-zachodniej stronie Lwowa. (Ob. artykuł "Babin kłyn" w Encyklopedji Schneidra. ) W każdym razie, Dźwinogród ten nad Zbruczem, wychodzi tu dla nas z rachuby, leżał bowiem za blisko pod Trębowlą. Zostaje nam zawsze tylko Dźwinogród podolski, który sobie wyobraźnia nasza odtworzyć musi, rozłożony na pochyłościach spadających ku Dźwiniaczce i majestatycznie szerokiemu Dniestrowi. Musiało to być coś na kształt dzisiejszego Buczacza. Dniestr, jak to wnoszą historycy z wielu niewątpliwych wskazówek, służył wówczas żegludze handlowej. Punktami wytycznemi dla drogi kupieckiej z zachodu i północy Europy, prowadzącej na Przemyśl, były składy soli w Żydaczowie i Haliczu. Dźwinogród podolski leżał także w dalszem jej przydłużeniu ku cesarstwu bizantyńskiemu, i musiał być punktem, gdzie stykali się i współzawodniczyli z sobą kupcy: Grecy, Wenecjanie, Genueńczycy i Hanzeaci. Jeżeli mimo to nie pozostało tam żadnych śladów jakiej takiej świetności, to już taki był los wszystkich miast ruskich. O kamień nie trudno na Podolu, gdzie widzimy obejścia chłopskie po największej części okolone murami. Ale trudno musiało być o budowniczych, i ztąd pochodzi, że wszystko było drewniane: zamki i dwory książęce, cerkwie i monastery. Zdaje się nawet, że prawdziwi Rusini mieli jakiś wstręt do murów, i tym wstrętem chyba wytłumaczyć można tę dziwną okoliczność, że we Lwowie, który blisko sto lat był stolicą książąt ruskich, z epoki tej zostały same tylko, że tak powiem, "łacińskie" mury, t. j. kościołek św. Jana, krypta kościoła, Marji Śnieżnej i krypta kościoła dominikańskiego. Ruskiej cerkwi tak dawnej nie ma tu wcale, jeżeli się bowiem nie mylę, to i Piatnica i św. Onufry, powstały dopiero znacznie później. Być może, że gdyby poczyniono w Dźwinogrodzie podolskim poszukiwanie na wzór halickich, to znalezionoby może także fundamenta jednej i drugiej cerkwi. Bądź co bądź, ktokolwiek będzie szukał Dźwinogrodu, stolicy książęcej, niechaj pamięta o dwóch rzeczach, na któreśmy w rozprawie niniejszej szczególny nacisk położyli:
1. Że żaden Dźwinogród nie leży nad żadną rzeką Biłką, i że wzmianka o takiej rzece w kronice Hipackiej, jest pomyłką przepisywacza, najdowodniej stwierdzona tem, że wszystkie inne kroniki, zawierające odnośny ustęp dosłownie, mówią: riha miłka albo rika hruzka.
2. Że stolica książęca istnieć może tylko tam gdzie istnieje księztwo, a na takie księztwo w pośrodku między księstwami: przemyskiem, bełzkiem, trębowelskiem i halickiem, a więc na kawałku Gołych Gór, miejsca nie było. Natomiast musiało mieć Podole stolicę, nim wyrósł Kamieniec, a stolicą tą był Dźwinogród, oprócz którego, i to aż w r. 1144, wspominaną jest na całem Podolu jedna tylko Uszyca.

Comments