TATRZAŃSKI PARK NARODOWY

Uczestniczyli:

Tomasz Deptuła

Ania Dubiel

Marysia Kwaśniak

Kamil Lisiecki

Łukasz Purc

Mateusz Pęgier.

 

Pierwszy wyjazd integracyjny. Problemem dla tych, którzy mają słabą kondycję było to, że to ja ustalałem trasy..... Pierwsze atrakcje były już w dniu wyjazdu. Jest niedziela w nocy mamy wsiąść w Warszawie do autobusu do Zakopanego, więc Ja z Kamilem grzecznie wsiadamy w Pułtusku, autobus rusza. Na początkowym etapie jazdy dokonując dogłębnej analizy przejechanej drogi do czasu przejazdu doszedłem do wniosku, że dojedziemy............ we wtorek i o to wcale nie brzmiało optymistycznie, no ale jakimś cudem udało się dojechać. Potem wysiadka w Zakopanem zakwaterowanie i w góry.. Na rozgrzewkę Sarnia Skała i pustelnia świętego brata Alberta. Drogą powrotną jaskinia Dziurę. Co ciekawe jaskinia Dziura wyglądała jak wielka dziura, więc zupełnie nie wiemy skąd nazwa.

Drugiego dnia ambitny plan- Kasprowy i Czerwone Wierchy. Jest piękny jeszcze letni dzień zmierzamy w stronę Kasprowego, w lekki niepokój zaczynają nas wprawiać płaty śniegu obok szlaku i w znacznie większy fakt, że cały szlak na szczyt jest ośnieżony. Weszliśmy, ale zjechaliśmy kolejką. Czerwone Wierchy byłyby zbyt dużym ryzykiem. Udało nam się wracając zahaczyć Nosal i Wielki Kopieniec. Rozsądek nakazuje nigdzie więcej po śniegu.

Dzień trzeci - plan Siklawa i powrót nad Morskie Oko. Wykonanie: Siklawa a i owszem przepiękna, tylko znów drobny problem - jeszcze gorsze podejście po śniegu i rozsądek został na dole..... Znając szlak prowadzący nad Morskie Oko (tam jest takie miejsce, że przechodzi się po krawędzi bardzo głębokiego źlebu, wtedy najprawdopodobniej oblodzonej) zaproponowałem Dolinę Pięciu Stawów. Zdecydowanie Dolina Pięciu Stawów pod koniec lata, cała ośnieżona to jeden z piękniejszych widoków.

Dzień czwarty, plan: Morskie Oko i atak na Rysy. To byśmy sobie musieli naRysować. Morskie Oko obeszliśmy, weszliśmy nad Czarny Staw pod Rysami, na Rysy iść się nie dało, ponieważ wracający stamtąd turysta skarżył się na śnieg powyżej pasa, on też zawrócił. Ciekawe przygody były wracając najpierw prawie pod samym nosem na szlaku stała sobie sarna, potem Łukasz przechodząc przez strumień nie trafił  w ostatni kamień (poślignął się na kamieniu - przyp. r_w)(i przechlapane), oczywiście ja, który dzielnie trzymałem się na nogach na wszystkich stromych i oblodzonych szlakach musiałem się przewrócić na prostej drodze.

Dzień piąty lało jak z cebra, więc celem były jaskinie. Najpierw Mroźna fajna bardzo prosta do przejścia z oświetleniem, dla nas łatwizna. Potem Jaskinia Mylna i tutaj więcej zabawy oświetlenie we własnym zakresie, czołganie się i tak dalej. Do legendy przeszło wyjście z jaskini i Mateusz, który dał się porwać młodzieńczemu zapałowi i pędowi w stronę światła, do tego stopnia, że zbyt wcześnie podniósł głowę. Niezrażony tym faktem od razu dał próbkę swoich zdolności wokalnych oraz znajomości łaciny.

Podsumowując zdobyto: 4 góry, spenetrowano 3 jaskinie, zobaczono dwa wodospady i 6 stawów. Wolontariusze zostali zarażeni Tatrami i górami w ogóle w stopniu nieuleczalnym, wszelkie próby terapii nie mają sensu.

(a'Tomek)