Miejsce:

Puławy

Skład wolontariuszy:

Tomasz Deptuła

Paulina Taraszewska

Kamil Lisiecki

Alicja Otrembska

Monika Szpakut

Agata Sadowska

Aleks Kołakowski

Patrycja Koniecka

Krótki opis:

Porannym pociągiem, zwartą i gotową do pracy (chociaż zaspaną) grupą w składzie: Tomasz Deptuła, Kamil Lisiecki, Paulina Taraszewska, Monika Szpakut, Alicja Otrębska, Agata Sadowska, Aleks Kołakowski i Patrycja Koniecka, wyruszyliśmy do puławskiego liceum. Po długiej wędrówce ze stacji dotarliśmy do szkoły, gdzie zostaliśmy miło przywitani. Tam najpierw oprowadzono nas po szkole, a następnie zaprowadzono do bursy, gdzie czekało na nas przepyszne śniadanie. Najedzeni ruszyliśmy przygotować zajęcia: pokazy – dla gimnazjalistów oraz wykrywanie – dla licealistów. Po skończeniu zaprosiliśmy nasze grupy i zabraliśmy się do pracy. Po jakimś czasie „wymieniliśmy się” uczestnikami zajęć. Zaskoczeniem dla nas był fakt, że gimnazjaliści radzili sobie lepiej podczas wykrywania od ich starszych kolegów. Po zajęciach przyszła pora na obiad i czas wolny. Spędziliśmy go na miłych pogawędkach, przerażających opowieściach, kawałach, a także wyjściu do puławskiego centrum handlowego, gdzie przystanęliśmy na chwilę żeby obejrzeć pokaz sukien ślubnych. Niestety już tego dnia opuściły nas nasze dwie koleżanki – Agata Sadowska oraz Paulina Taraszewska. Późnym wieczorem oglądaliśmy jeszcze „Świat według Ludwiczka” na… telefonie (telewizor pomimo dużych chęci naszych kolegów nie został uruchomiony). W dobrym nastroju położyliśmy się do łóżek i poszliśmy grzecznie spać. Oczywiście, ze wstaniem było trochę gorzej. Po zjedzonym śniadaniu, spakowaliśmy się i ruszyliśmy do szkoły na ostatnie zajęcia. Znów z podziałem na dwie grupy zrobiliśmy wykrywanie organiczne oraz pokaz. Podczas przerwy pokazaliśmy wszystkim doświadczenia z ciekłym azotem, który ku uciesze wszystkich (również wolontariuszy) wylaliśmy na schody. Jak zawsze sporo frajdy sprawiła ciecz nienewtonowska oraz lokomotywa… która tym razem wyszła nam aż nazbyt realistycznie. Po mile zakończonych zajęciach, przyszedł czas na sprzątanie,które niestety zajęło nam trochę czasu. Zjedliśmy obiad i z pełnymi brzuchami ruszyliśmy na stację. W pociągu, by umilić sobie czas, graliśmy w wisielca, wymyślając coraz to zabawniejsze i trudniejsze słowa. Z trudem rozstaliśmy się na warszawskim dworcu i rozjechaliśmy do domów.
Ten projekt, chociaż męczący, uważam za udany.

Patrycja Koniecka