Przygotowania


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

„Każde, nawet najdziwniejsze marzenie dane nam jest z mocą do jego spełnienia...”

 

Strona Główna

Są ludzie, którzy marzą o pięknym mieszkaniu, każdy grosz odkładają na jego wykończenie, inni wybierają super samochód, własny dom czy wakacje w ekskluzywnym ośrodku wczasowym. My wybraliśmy przygodę i podróż w nieznane. Zobaczenie na własne oczy tego, co do tej pory widzieliśmy tylko na zdjęciach. Zobaczenie tego, o czym do tej pory czytaliśmy tylko w podróżniczych magazynach czy książkach. 

 

Wyprawa z Włóczykijami Dookoła Świata – jak to się zaczęło?

 

Na początek pojawił się „pomysł” wyjazdu, podróży dookoła świata. Własciwie było to haslo,  pomysł.... nie mieliśmy pojęcia jak sie do tego zabrać... czy cookolwiek z tego wyjdzie... chodziło bardziej o idee jakiejś większej i dłuższej podróży... na którą chcemy sie wybrać po ślubie (jeszcze nie byliśmy nawet zaręczeni). Wiedzieliśmy jednak, że jeżeli coś ma z tego wyjść to czas najwyższy zabierać się do roboty.

Własnie wtedy postanowiliśmy odkładać pieniądze, założylismy konto o nazwie Marzenia, na które każdy z nas co miesiąc przelewał co udało się zaoszczędzić. Czas mijał  a hasło podróży gdzieś się stale przewijało ale poza odkładaniem pieniedzy, uczeniem się jezyka hiszpańskiego przez Dominikę, regularnym dokupywaniem sprzętu sportowo - kampingowego, który i tak nam był potrzebny, oraz sporadycznym przeszukiwaniem internetu nie za wiele robiliśmy.... Przygotowania do ślubu i wesela (choć w większości przejęli to rodzice) zajmowały nasze myśli i wolny czas.

Tak naprawdę dopiero w październiku zaczęły się poważne rozmowy o wyjeździe... pojawiły się również wątpliwości... i to niemałe..., mieliśmy dobre prace..., życie było wygodne i całkiem bezpieczne... własne mieszkanie (oczywiscie z 25 letnim kredytem), które z jednej strony chcieliśmy skończyć urządzać a z drugiej strony pytanie czy wydawać pieniądze na telewizor, kolejne meble i sprzęty? czy jednak wyjeżdżamy? Wiedzieliśmy jedno: chcieliśmy pojechać na dłużej niż trzy tygonie a urlopu nam nikt na dłużej nie da (u Tomka w pracy nawet 3 tygonie były niemożliwe) więc tak czy siak musimy z pracy zrezygnować... a jak już musimy zrezygnować i po powrocie zacząć wszystko od początku to po prostu nie opłaca się wyjazd na 2-3 miesiące.

Do tego pierwsze rozmowy z rodzicami, nie były łatwe... pomysł ich zaszokował i zdajemy sobie sprawę , że trochę inaczej wyobrażali sobie nasz początek wspólnego, małżenskiego życia...,  jeszcze trudne do zrozumienia było to, że przecież nam się wszystko dobrze poukładało, dobra praca, zadowalające zarobki (Tomek w międzyczasie awansował na stanowisko kierownicze), mamy już mieszkanie, samochód, wszystko co jest potrzebne na start. A jednak wydziwiamy i narzekamy, że nam czegoś w tym wszystkim brakuje, coś się nie podoba i taki pomysł.... Sami się mocno wahaliśmy.... Marzenia marzeniami ale w pewien sposób ustabilizowane życie jest bardzo wygodne a człowiek się szybko rozleniwia i przyzwyczaja do małych luksósów dnia codziennego i pewnych schematów. Jak to w naturze Polaka czasem ponarzeka ale w sumie za wiele nie robi, żeby coś w swym życiu zmienić. Nie chcieliśmy jednak za kilka lat żałować tego, co mieliśmy okazję zrobić a na co się nie zdecydowaliśmy...   w końcu ostateczna decyzja zapadła w grudniu... WYJEŻDZAMY !!!

 

 

Przygotowania

 

Bilety

 

Skoro decyzja została podjęta, najwyższy czas było zacząć wszystko organizować i przygotowywać. Studia podyplomowe Dominiki (Zarządzanie Projekami) okazały się być tutaj bardzo pomocne... Pierwszą rzeczą było znalezienie biletów i zdecydowanie się na trasę. Wiedzieliśmy, że chcemy odwiedzić Amerykę Południową  - to było nasze marzenie (Tomek jeszcze studiował Latynoamerykanistykę), wiedzieliśmy również, że gdzieś musimy zarobić pieniądze.... niestety na całość wyprawy nie mieliśmy. Więc założenie było następujące - spędzać czas w tańszych krajach a dorobić w bogatych: Australia lub Nowa Zealandia.

 

Poszperaliśmy w internecie, przeglądnęliśmy różne fora internetowe, przeróżne oferty biletów Round The World, których jak się okazało jest cała masa.... i zdecydowaliśmy się na bilet najtańszy. Mało elastyczny ale pozwalający nam zwiedzić Amerykę Południową, Oceanię i daleką Azję a dodatkowo zatrzymamy się, żeby popracować w Nowej Zelandii. Bilet kupiliśmy poprzez londyńskie biuro Travel Nation - zawsze warto sprawdzić ich oferty.

 

W oparciu o wybrany bilet powstał następujący ramowy plan naszej pordóży:

 

1)      Ameryka Południowa (Peru, Ekwador, Boliwia, Brazylia, Argnetyna, Chile): maj – październik

2)      Nowa Zelandia: październik – początek stycznia

3)      Fidżi – 2 tygodnie

4)      Australia – 3 tygodnie

5)      Azja południowo – wschodnia (Indonezja, Singapur, Malezja, Tajlandia, a jak czas pozwoli to Kambodża, Laos i Wietnam): 2-3 miesięcy

 

W trakcie podróży okazało się, że troche musimy trasę zmienić. Z pozwoleniem na prace sezonową w Nowej Zelandii nie było tak łatwo (dwa tygodnie przed naszym przyjazdem do Nowej Zelandii zmieniono przepisy w tym względzie) więc skróciliśmy pobyt w Australii zaledwie do 3 dni w Sydney a w Nowej Zelandii do 6 tygodni przedłużając tym samym pobyt w równie ciekawej acz dużo tańszej Azji Południowo-Wschodniej. Cóż, kurs nurkowania na Wielkiej Rafie Koralowej będzie musiał jeszcze trochę poczekać...

 

Fundusze

 

Po kilku latach pracy każdy z nas miał jakieś swoje oszczędności. Do tego, przez ponad rok odkładaliśmy wszystko na wspólnym koncie „Marzenia”. Duży zastrzyk gotówki pojawił się również po naszym ślubie (urządzanie mieszkania zostawiliśmy na potem....). To wszystko, według zakładanego budżetu powinno nam wystarczyć na Amerykę Łacińską, częściowo  Nową Zelandię oraz na nieprzewidziane sytuacje- tzw. pieniądze na czarną godzinę czy zaklimatyzowanie się w kraju po powrocie.

Dodatkowo chcieliśmy też zrobić coś dobrego dla innych i popracować jako wolontariusze poświęcając na to miesiąc z naszej prawie rocznej podróży więc jeszcze przed wyjazdem nawiązaliśmy kontakt z polskim misjonarzem w Peru.

 

Zdrowie

 

Następny etap związany był ze zdrowiem. Przede wszystkim generalny przegląd zdrowotny, zrobienie wszelkich możliwych badań, kilka wizyt dentystycznych (zawód Dominiki mamy jako dentysty a taty lekarza okazał się tutaj nieoceniony) a następnie zabranie  się za realizację zalecanych w odwiedzanych przez nas krajach szczepień. Dobra rada dla mieszkanców południowej Polski – szczepionki w Ostrawie są dużo tańsze i bardzo łatwo dostępne. Jednym z większych problemów zdrowatnych w wielu częściach świata jest malaria. Bardzo długo zbieraliśmy informacje na ten temat i w końcu zdecydowaliśmy się nie brać żadnych leków antymalarycznych. Wydaje nam się iż skutki uboczne przy długoterminowym zażywaniu mogą być dużo groźniejsze niż ryzyko malarii. Posiadamy dawkę uderzeniową maloronu na wypadek wystąpienia objawów, używamy moskitiery i dużej ilości repelentów w strefach zagrożenia. Chcielibyśmy zaznaczyć iż jest to jednak sprawa indywidualna (w zalezności od miejsca, długości pobytu, pory deszczowej czy suchej, pobytów w terenach wiejskich czy lasach tropikalnych). Nie możemy doradzić jakiegokolwiek postępowania w tej kwestii.

Potem było szukanie odpowiedniego ubezpieczenia (zdecydowaliśmy się na Euro 26, gdyż przedłużono granicę wiekową do lat 30 więc idealnie się mieściliśmy) a na sam koniec zostało przygotowanie apteczki.

 

Wizy

 

Zebranie informacji na temt warunków wizowych we wszystkich znajdyujacych się na naszej trasie krajach. W efekcie przed wyjazdem nie wyrabialiśmy żadnej wizy. Australijską można załatwić internetowo (w dodatku od lipca 2007 jest ona darmowa) a pozostałe, do krajów Azji Południowo- Wschodniej na granicy lub w ambasadach krajów sąsiadujacych- na co czeka sie od 1-3 dni. Zabraliśmy ze sobą jedynie po kilka zdjęć paszportowych.

 

 

Sprzęt

 

Kolejnym etapem były zakupy sprzętu zarówno elektronicznego jak i sportowo-kampingowego. Komputer, aparat fotograficzny, dodatkowy dysk twardy, namiot, śpiwory, plecaki, buty trekingowe, kuchenka, ręczniki szybkoschnące, przewodniki, mapy i wiele innych mniejszych a przydatnych gadżetów. Lita była długa. Zdecydowaliśmy sie na nastepujące rzeczy:

 

Komputer Przenośny – Fujitsu Siemens Amilo Pro V3205 – w momencie, w którym wyjeżdżaliśmy było to w miarę jedyne sensowne połączenie rozmiarów (chcieliśmy mały lekki laptop) i ceny. Niektórzy odradzali nam ten wybór z uwagi na nie najlepsze opinie o FJ. Jedenakże, po kilku miesiącach użytkowania, czasem w ekstremalnych warunkach, możemy szczerze polecić ten sprzęt. Jeżeli ktoś zabiera się do wielkiej podróży startując od Azji południowo – wschodniej, to radzimy zakupy w Singapurze gdzie taki sprzęt jest o około 30% tańszy niż w Polsce

 

Dysk Przenośny – WD Passport 120 GB – naprawdę cudowna rzecz.... waży niewiele więcej niż 100 gram a mieści wszystko. Jest wpaniałą kopią zapasową wszystkich naszych zdjęć i relacji.

 

Aparat Fotograficzny – Panasonic DMC-FZ8 – mieliśmy wielki problem z wyborem sprzętu fotograficznego do naszej podróży. Bardzo nas kusiło kupno lustrzanki, jednakże jeśli chcielibyśmy posiadać sprzęt z tak ogromnym zakresem ogniskowej, aparat i obiektywy ważyłyby około 2 kilogramówL, jednocześnie używanie lustrzanki nie jest możliwe we wszystkich okolicznościach. Czasami żałujemy, że nie mamy ze sobą lepszego sprzętu.... ale generalnie jesteśmy bardzo zadowoleni z tego aparatu... Ocenę zdjęć zostawiamy wam w naszych galeriach.

 

Filtry Fotograficzne – Hoya Pro1 Digital (UV oraz Circular PL) – Każdemu radzimy zakup dobrych filtrów fotograficznych, z jednej strony chronią obiektyw (UV), a także wiele zdjęć krajobrazów dzięki filtrowi polaryzacyjnemu zostaje mocno wzbogaconych.

 

Buty Trekingowe – Raichle Fusion MS – buty te możemy nazwać jedną z największych „wtop” w naszych zakupach... obydwie pary doszczętnie rozkleiły się zaledwie po trzech miesiącach użytkowania.

 

Plecaki – Lowe Alpine Contour 60+10 Hyperlite – plecaki są bardzo fajne. Co najważniejsze, lekkie i wygodne. Jednak na taką podróż wydają nam się zbyt delikatne i przemakają zbyt szybko. Jest to idealny plecak na kilkudniowe wypady w góry lecz niekoniecznie na wyprawę dookoła świata.

 

Śpiwory – Hannah Sherpa III – bardzo fajne w miarę ciepłe śpiwory, co szczególnie ważne było w górskich etapach naszej podóży. Co warto dodać dzięki workowi kompresującemu zajmują bardzo mało miejsca w plecaku. Szczerze polecamy !!!

 

Namiot – Hannah Serak III – Bardzo dobrze wykonana konstrucja z wyśmienitymi materiałami. Polecamy !!!

 

Kuchenka – Primus Gravity MF – wybraliśmy kuchenkę na paliwo ciekłe i gazowe, tak aby mieć dostęp do paliwa wszędzie. Po naszych doświadczeniach, możemy stwierdzić, iż gaz jest praktycznie w każdym kraju dostępny, więc sugerujemy zakup najprostszego, lekkiego palnika gazowego.

 

Ręcznik szybkoschnący Pactowel Ultalight XL – jednym słowem CUDO.

 

Przewodniki turystyczne – nie ma sensu kupować ich na całą wyprawe, praktycznie w każdym kraju są dostępne (używane, kopiowane...). Często są dużo tańsze niż w Polsce i nie ma sensu zbędnie obciążać plecaka.

 

Ubrania

 

Wiemy, że to boli ale jak najmniej! Kurtki, polary czy bielizna termincza nie wszędzie są dostępne (w Azji pld-wsch można wszystko kupić dużo taniej) ale pozostałe rzeczy owszem. Koszulki czesto są super pamiatką z podróży więc braki można na bieżąco uzupełniać a w Andach kolorowych wełnianych sweterków, czapek, rękawiczek i innych ciepłych rzeczy jest bez liku.   

 

Pozostałe

 

Trzeba było również pomysleć o formie zapisywania naszych podróżniczych wrażeń i zdjęć. Zdecydowaliśmy się na założenie strony internetowej, wykupiliśmy domenę www.podroznicy.com.pl i zaprojektowalismy naszą stronkę... reszta przyszła z czasem...

  

Wymiana wszystkich dokumentów związanych ze zmianą nazwiska Dominiki i przemeldowaniem Tomka, uporządkowanie spraw papierkowych, zmiany warunków umów z operatorami telefonii komórkowych, ubezpieczenie mieszkania, skany wszystkich dokumentów zostawione na płytce w Polsce i zabrane ze sobą, lista z osobami kontaktowymi, segregacja i zostawienie wszelkich gwarancji czy dokumentow związanych z mieszkaniem w Krakowie w jednym konkretnym miejscu. Potem jeszcze zostawienie pełnomocnictwa na wypadek rożnych nieprzewidzianych sytuacji. Mieszkanie w sumie wynajęliśmy cześciowo znajomemu a po cześci pomieszkuje tam brat Dominiki, samochód zostawiliśmy siostrze Agnieszce.

 

Na koniec zostały imprezy pożegnalne: z rodziną i znajomymi. 14 maja wyruszyliśmy na początek do znajomych w Londynie a 17 maja mieliśmy już samolot do Limy.... i tak się zaczęło...

Resztę możecie znaleźć w naszych relacjach z podróży oraz w galeriach zdjęć, do których serdecznie zapraszamy.

 

Dominika i Tomasz Gniłka

włoczykije@gmail.com