Ameryka Południowa


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

Strona Główna

Poniżej znajdzieciecie wszystkie relacje z naszego pięciomiesięcznego pobytu w Ameryce Południowej... życzymy miłej lektury:):)

CHILE

 

 

Santiago de Chile po raz drugi oraz Valparaiso

 

2007.10.13-15

 

Mimo, że, samolot do Santiago mieliśmy dopiero późnym wieczorem, celem uniknięcia piątkowych korków w Limie już o piątej po południu wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko. Tam trochę przesiedzieliśmy, potem lot, kolejna taksówka i już po pierwszej w nocy byliśmy w naszym hostelu w Santiago... W sobotę rano obudziło nas słońce! Co tutaj, z powodu smogu nie jest taką oczywistą rzeczą.  Nie wiemy do końca czy to pogoda –  powietrze było rześkie, dość mocno wiało i dzięki temu nie było smogu za to świeciło piekne słońce, czy to miesięczny odpoczynek od miast i podróżowania ...WIĘCEJ

 

 

PERU

 

 

Marco, Huancayo, Lima

 

2007.10.08-12

 

Tym razem, podróż do La Merced odbyła się sprawnie i bez żadnych przygód z łapaniem gum czy zmianami kół. W dodatku wykupiliśmy w sumie cztery miejsca w kabinie za kierowcą więc w trzy osoby mogliśmy się tam swobodnie zmieścić. Można powiedzieć, że jak na ichniejsze warunki było wygodnie! Nie trzeba było siedzieć bokiem... W La Mecrced przesiedliśmy się do miejskiego busa, który zawióżł nas kilka kilometrów dalej, do San Ramon, gdzie ksiądz Henryk miał zostawiony swój samochód. No i chyba jeszcze nigdy nie doceniliśmy tak samochodu jak i asfaltu ...WIĘCEJ

 

Puerto Bermudez 

 

2007.09.09 - 2007.10.07

 

Jeszcze w Polsce, przed wyjazdem zdecydowaliśmy, że miesiąc z naszej rocznej podróży chcielibyśmy poświęcić na zrobienie czegoś dobrego, pomoc innym czyli jakiś wolontariat... Zabraliśmy się za przeszukiwanie internetu. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że praktycznie we wszystkich brytyjskich czy amerykańskich organizacjach (takich na sieci jest najwięcej) wszelkie wolontariaty są płatne i to całkiem spore pieniądze. Chyba nie do końca o to nam chodziło... Zaczęliśmy więc szukać innych źródeł, pomagali nam rodzice i znajomi. Udało się dotrzeć do polskich misjonarzy z diecezji tarnowskiej ...WIĘCEJ

 

CHILE

 

Santiago de Chile

2007.09.05-09

Dworzec autobusowy w Sanatiago był dla nas dużym i zarówno miłym zaskoczeniem. Nie tak jak w pozostałych miastach Ameryki Południowej lub jak to było kiedyś w Krakowie czy Warszawie, gdzie okolice dworca nie należą do najprzyjemniejszych i najbardziej reprezentacyjnych miejsc danego miasta... Tu było czysto, wchodziło się od razu do dużej, ładnie utrzymanej galerii handlowej i pasażami docierało się do metra. Dochodziła godzina dziewiąta rano... i właśnie w metrze mogliśmy zobaczyć co to znaczy duży ruch, korki i tłumy ludzi spieszących do pracy. Na peronie co dwa metry stali ochroniarze ...WIĘCEJ

 

ARGENTYNA 

 

Bariloche...

 

2007.08.31-09.04

  

O poranku obudził nas zapach roznoszonej gorącej kawy... za oknami autobusu, oczom naszym ukazały się piękne góry. Wreszcie zmienił się klimat. Argenytyna pod względem liczby mieszkańców jest zbliżona do Polski ale powierzchniowo jest dwanaście razy większa dlatego też w wielu miejscach jest kompletnie niezamieszkała. Można przemierzać setki kilomterów i poza drogą nie mieć niczego – żadnych domów, wiosek, gospodarstw, drzew- płaskie pustkowie - tylko pampa, pampa, pampa! Dlatego też, przez kolejne godziny z zadowoleniem przygladaliśmy się mijanym terenom. Byliśmy jeszcze w ...WIĘCEJ

 

 

Patagonia - Puerto Madryn i Półwysep Valdes

 

2007.08.29-30

  

Po południu dotarliśmy do Puerto Madryn, północnej części Patagonii. Argentyńskie autobusy są całkiem wygodne, trzy posiłki, kilka filmów i 20 godzin jakoś nam minęło. Co nie znaczy, że po takiej podróży człowiek nie jest wymeczony a jego kręgosłup nie marzy o rozprostowaniu się...

W informacji na dowrcu dostaliśmy namiary na najtańszy hostel, w którym też są organizowane jedne z najtańszych w mieście wycieczek na półwysep Valdes. Zostawiliśmy plecaki i ruszyliśmy poogladać miasto oraz w poszukiwaniu jakiegoś posiłku. Zgłodniali zajadaliśmy pizze w knajpce przy plaży ....WIĘCEJ

 

URUGWAJ

 

Colonia de Sacramento

2007.08.28

Humory humorami, stało się co się stało ale nie można się zamartwiać bo czas leci dalej a tamtego się nie odwróci. Dlatego też postanowliśmy zostać jeszcze jeden dzień, żeby pojechać jednak do opisywanej jako „urugwajska perełka” Colonii de Sacramento. Znajduje się ona na przeciwko Buenos Aires, tylko po drugiej stronie rzeki La Plata, która w tym miejscu ma kilkadziesąt kilometrów szerokości i wygląda jak morze...  Kupiliśmy bilety na ogromny „szybki” prom Buquebus, który ten odcinek pokonywał w 50 minut (pozostałym promom zabiera to trzy godziny). Podobno jest to najszybsza flota na świecie ...WIĘCEJ

 

ARGENTYNA

 

Buenos Aires

2007.08.18-27

Sobotniego ranka dotarliśmy do wspaniałego Buenos Aires! Pierwsze chwile to jak zawsze logistyka i organizacja... znalezienie środka transportu do interesującej nas dzielnicy (w tym wypadku było to San Telmo), pozbieranie ofert noclegowych dystrybuowanych na dworcu (tym samym zweryfikowanie naszych informacjami o cenach z rzeczywistością), zdobycie mapy miasta i wreszcie dotarcie do San Telmo... San Telmo to dzielnica z kolonialną przeszłością i takową, piękną zabudową, która obecnie jest dzielnicą tanga, mieszkających tutaj artystów oraz tysiąca sklepów ze starociami i antykami. Tango króluje ...WIECĘJ

 

ARGENTYNA / PARAGWAJ

 

 

Misje Jezuickie

 

2007.08.15-17

Po raz kolejny w trakcie naszej wyprawy okazało się, że nie warto wszystkiego dokładnie planować. Mieliśmy listę kilku hosteli w San Ignacio Mini, którą otrzymaliśmy od napotkanych w Foz do Iguacu Polaków ale okazała się ona całkiem niepotrzebna. Kierowca autobusu, którym jechaliśmy zaproponował, że podwiezie nas pod same ruiny misji oraz hotel, pytając czy mamy gdzie spać. Ledwo się zatrzymał, zatrąbił znacząco informując o swojej obecności i zaraz potem przejeła nas kobieta z pobliskiego hotelu. Kierowca zdążył tylko nas poinformować, że na podstawie biletów autobusowych ...WIECEJ

 

BRAZYLIA / PARAGWAJ

 

 

Hydroelektrownia Itaipu

 

2007.08.15

 

Na ostatnim już śniadaniu w Hostelu Evelina spotkaliśmy grupę Polaków, którzy właśnie dotarli do Foz do Iguacu. Od nich dowiedzieliśmy się o plantacjach i muzeum Yerba Mate w okolicy Apostoles, należących do rodziny Szychowskich... Na naszej trasie pojawiło się więc kolejne miejsce do odwiedzenia. Ale tego dnia, przed wyjazdem do San Ignacio Mini czekała nas jeszcze wizyta w największej hydroelektrowni świata- Itaipu. Jest to projekt brazylijsko –paragwajski i wszystko tam zostało podzielone, dla każdego z krajów, dokładnie po połowie: po tyle samo pracowników, takie same powierzchnie ...WIĘCEJ

 

BRAZYLIA / ARGENTYNA

 

Wodospady Iguacu

2007.08.13-14

Poniedziałek rano. Dotarliśmy do brazylijskiego Foz do Iguacu. Przed nami słynne wodospady... ale na początek znalezienie noclegu. Wcześniej, w internecie wyszukaliśmy hostel  prowadzony przez panią Ewelinę, której rodzice wyemigrowali z Polski (a właściwie podczas wakacji spędzanych w Ameryce Południowej zastała ich II Wojna Światowa dlatego tam już zostali). Tam skierowaliśmy nasze kroki. W sumie, cenowo hostel ten  znacznie przekraczał nasz budżet ale zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci (właścicielka cieszy się  niezmiernie z każdych przyjeżdżających Polaków) i ...WIĘCEJ

 

BRAZYLIA

 

Sao Paulo

2007.08.12 

Po sześciogodzinnym prowizorycznym śnie w autobusie, o godzinie 5:30 rano dotarliśmy do Sao Paulo. Na początek, prawie dwie godziny na dworcu. Po pierwsze, celem dobudzenia się a po drugie zorganizowania dnia czyli zakupu biletów na dalszą podróż (zdecydowaliśmy się spędzić cały dzień w mieście), zostawienia bagaży, uzyskania informacji gdzie i co możemy zobaczyć. Parę minut po siódmej udało nam się wsiąść do metra i dojechać do centrum.

Plac Republica jak i pobliskie ulice  nie wyglądały zachęcająco w ten niedzielny wczesny poranek ...WIĘCEJ

 

Brazyliskie plaże

2007.08.05-11, Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża posród drzew.... 

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy była Ilha Grande. Wybierali się tam wszyscy napotkani wcześniej na trasie turyści. Również my postanowiliśmy sprawdzić co jest w niej takiego niesamowitego.... Mimo, że nie powaliła nas na kolana miała swój specyficzny klimat.  Na wyspę a właściwie do wioski Vila do Abraao dopływa się promem (1,5 godziny) z Angra do Reis. Osada składa się praktycznie z same hostelików, pousad, campingów restauracji, sklepików i niewielu stałych mieszkańców. Obecnie trwa zima więc miejscowość jest dość wyludniona, co nie jest takie złe ...WIĘCEJ

 

Rio de Janeiro

2007.07.29 – 08.05

Wzięliśmy sobie do serca opowieści innych podróżników i ostrzeżenia w przewodniku o zagrożeniach i niebezpieczeństwach Rio więc już w autobusie zaczeły się przygotowania – wszystkie dokumenty, karty i większą gotówkę, jak również całą naszą biżuterię czyli obrączki schowaliśmy głęboko, do dużych plecaków, tak by w razie czego mieć przy sobie pieniądze tylko na bieżące wydatki.... Przyjeżdzaliśmy późnym popołudniem i zaczęły się dywagacje jak dotrzeć z dworca do Copacabany. Christine w przewodniku przeczytała, że polecana jest taksówka, która niby ...WIĘCEJ

 

Pantanal

2007.07.22-27

Duża, południowo-zachodznia  część Brazylii to podmokłe tereny zwane Pantanalem, które są siedliskiem niezliczonej ilości ptaków i zwierząt, a na dodatek lasy nie są tam tak geste jak w amazonii dlatego dużo łatwiej można podglądać tętniące tam życie, tym samym dużo więcej można zobaczyć....

Nasze 5 dniowe obcowanie z dziewiczą przyrodą rozpoczęliśmy od dwugodzinnej podróży autobusem a następnie przesiedliśmy się do czekającej na nas ciężarówki z odsłoniętą paką (żeby z również z drogi móć podziwiać przyrodę). Tak dotarliśmy do środka Pantanalu, w głąb buszu, ...WIĘCEJ

 

 

BOLIWIA

 

 

Sucre

 

2007.07.20-22

 

Sucre, położone na wysokości 2700 metrów okazało się być całkiem innym światem. Ze wzgledu na położenie było dużo cieplejsze- ludzie w krótkich rekawkach, sandałach, na rynku i w parkach rosły palmy.... do tego całe centrum odnowione, piekne bałe kamieniczki, wielu młodych zadowolonych ludzi spędzających czas w kawiarniach, parkach na ulicach. Czuć było, że miasto żyjeJ

W dodatku nasz hostelik był na przeciwko targu i na śniadanie zjedliśmy sobie po ogromnej sałatce owocowej z jogurtem i świeżym sokiem z marchewki za jedyne 2,5 pln na osobeJJ Chyba jeszcze nie wspominaliśmy, ...WIĘCEJ

 

 

Potosi

 

2007.07.16-19

 

Do Potosi dotarliśmy w środku nocy więc na początku przepłaciliśmy za taksówke (minusy docierania do nowych miejsc w nocy), po odwiedzeniu kilku hosteli udało nam się wreszcie zaologowaćJ. Dzieki temu cały kolejny dzień mieliśmy na zwiedzanie miasta... Potosi swoje lata świetności przeżywało w  XVII/XVIII wieku i wówczas, dzieki kopalniom i wydobyciu srebra było największym miastem Ameryki Łacińskiej a nawet świata – podobno zamieszkiwało je dwukrotnie więcej osób niż największe wówczas miasta europejskie. O jego świetności świadczy rozległe kolonialne centrum ...WIĘCEJ

 

 

Salar de Uyuni

 

2007.07.12-15

 

Uyuni, niewielka miejscowość będąca punktem startowym wycieczek organizowanych na salary, południe Boliwii, niesamowite jeziora, wulkany i gorące źródła. Dotarliśmy tutaj rano i jeden dzień zatrzymaliśmy się w miasteczku (bardziej z powodu atrykułu bo w czasie wyprawy o dostępie do takich dóbr cywilizacji jak internet można zapomnieć). Ale dzieki temu dowiedzieliśmy się również, że pomimo z góry ustalonych cen na wyjazdy, które  we wszystkich agencjach są jednakowe, w niektórych można negocjować. W agencjach przy rynku nie chcą obniżać cen ale ...WIĘCEJ  

 

 

La Paz

 

2007.07.09-11

 

La Paz, największe miasto Boliwii, o niesamowitym położeniu – leży na dnie i zboczach kanionu, którego krawędzie są oddalone o 5 kilometrów a głębokość wynosi 400 m. To usytuowanie powoduje, iż przemierzając La Paz wędruje się albo z górki albo pod górkę. Dodatkową ciekawostką jest fakt, że mimio iż nie jest ono konstytucyjną stolicą kraju, mieszczą się tu siedziby prezydenta i rządu a miasto jest centrum finansowym i handlowym kraju. Trochę na przekór zmęczeniu, po zalogowaniu się w hotleu wybraliśmy się na pierwszy zapoznawczy spacer z miastem. Niestety, pogoda nadal nie sprzyjała ...WIĘCEJ

 

 

Jezioro Titicaca

 

2007.07.07-08

W Puno, w niedziele rano przesiedliśmy się do autobusu do Copacabany, miejscowości nad jeziorem Titicaca już po boliwiskiej stronie... samo jezioro, jeszcze z Puno, z okien autobusu nie wyglądało imponująco. Tak zresztą jak opowiadali napotkani wcześniej turyści i radzili od razu jechać na stronę boliwijską. Jak radzili tak też zrobiliśmy... W Copacabanie początkowo mieliśmy zostać na noc ale miejscowość jest tak mała, że w ciągu dwóch godzin przeszliśmy ją wzdłuż i wszerz a jedyną ciekawą rzeczą czy raczej miejscowym obyczajem było święcenie  nowych pojazdów ...WIĘCEJ

 

 

 PERU

 

Machu Picchu

 

2007.07.02-06 

 Z niewielkim opóźnieniem, w poniedziałek rano wsiedliśmy w autobus do Urubamby, gdzie zmieniliśmy środek transpotru na combi (busik toyota), który nas dowiózł do Ollantaytambo... Tu należy się małe wyjaśnienie dotyczące naszego planu dotarcia do osławionego Zaginionego Miasta. Można to zrobić na kilka sposobów: Najbardziej popularny i chyba najdroższy to tzw. Szlak Inków – 4 dniowy trekking organizowany tylko przez zrzeszone agencje, mający z góry ustaloną cenę, na który dziennie może wyjśc ograniczona, bardzo niewielka ilość osób. Dlatego bilety na konkretny dzień ...WIĘCEJ

 

 

Cusco

 

2007.06.22-07.02

 

Do Cuzco dotraliśmy w piątkowe popołudnie (22 czerwca). Do centrum miasta zjeżdza się z gór, otaczających je z każdej strony, dlatego już z okien autobusu można było zobaczyć, że miasto świętuje – rynek wypełniony był po brzegi ludźmi. Jak się dowiedzieliśmy, fiesta z okazji Inti Raymi trwała w mieście już od dwóch tygodni a jej  punktem kulminacyjnym jest odtworzenie w dniu 24 czerwca, w pobliskich ruinach gigantycznej inkaskiej twierdzy – Sacsayhuaman, obchodzonej przez Inków uroczystości zimowego przesilenia.Samo miasto od razu nam się spodobało ...WIĘCEJ

 

 

Nazca

 

2007.06.21

 

Hotel, 7 rano – przyjeżdza po nas busik, który po drodze zbiera jeszcze turystów z innych hoteli  i zawozi nas na lotnisko. Tam 30 minutowy film wprowadzający w kulturę Nazca, historię odkrycia rysunków i hipotezy dotyczące ich pochodzenia. Niestety film lata świetności ma za sobą i jest marnej jakości (przynajmniej wersja angielska, którą oglądaliśmy) dlatego trzeba się bardzo skupiać, żeby coś zrozumieć a utrudniają to jeszcze startujące awionetki. Nasz samolocik był  4-osobowy. Tomek, jako fotoreporter zajął miejsce obok pilota a Dominika razem z jakimś turystą dwa tylne miejsca. Super efekt – takie maleństwo ...WIĘCEJ

 

 

Pisco i Islas Ballestas

 

2007.06.19-20

 

Pisco oraz  Wyspy Ballestas i tak chcieliśmy zobaczyć więc, żeby nie musieć czekać kolejnych godzin na dworcu wsiedliśmy w nadjeżdzający autobus i po 4 godzinach byliśmy w Pisco. Tam momentalnie zainteresował się nami jakiś pośrednik turystyczny i zanim pokazał nam drogę do hostelu, którym według przewodnika byliśmy zainteresowani zaprowadził nas do innego, w którym już zostaliśmy. Po południu poszliśmy zobaczyć ocean, oddalony od Pisco jakieś 2 kilometry. Pomost czy molo,  które do niego prowadziło pamiętało chyba czasy hiszpanów a potem zostało zapomniane ...WIĘCEJ

 

 

EKWADOR

 

Cuenca

 

2007.06.14-17

Kolejnym przystankiem  na naszej trasie była Cuenca,  trzecie pod wzgledem wielkości miasto Ewkadoru, a dzięki pięknej kolonialnej zabudowie należące do największych atrakcji tego kraju. Dotarliśmy tu w środku nocy, po 8 godzinach jazdy autobusem, do ktorego wsiedliśmy praktycznie prosto po zejściu z Cotopaxi. Dlatego po dojechaniu na miejsce, jedyne co byliśmy w stanie zrobić to wziąć taksówkę i poprosić kierowcę o zawiezienie nas do jakiegoś, w miarę taniego i przyzwoitego hostelu. Potrzebowaliśmy snu....Rankiem długo dochodziliśmy do siebie i tak naprawde ...WIĘCEJ

 

 

Pujili, Laguna Quilotoa... wejście na Cotopaxi

 

2007.06.10-13 

W sobotę wieczorem (9 czerwca) dotarliśmy do Latacungi gdzie, o czym jeszcze nie wiedzieliśmy, czekały nas 4 bardzo intensywne dni... Na początek okazało się, że w odległej o 10 km Pujili trwa fiesta z okazji Bożego Ciała (Corpus Cristi). Z całego Ekwadoru właśnie w prowincji Cotopaxi i własnie w miejscowości Pujili święto to jest najbardziej hucznie i tradycyjnie obchodzone. My w planach mieliśmy dwudniową wyprawę do słynnego jeziora Quilotoa – według przewodników najpiękniejszego jeziora wulkanicznego w Ekwadorze więc wczesnym rankiem w niedzielę, rozpoczęliśmy ją od odwiedzenia Pujili ...WIĘCEJ

 

 

W poszukiwaniu równika... Quito

 

2007.06.07-09 

Z Trujillo w Peru postanowilismy wyruszyc na polnoc w poszukiwaniu rownika... a znajduje sie on w Ekwadorze pare kilometrow od stolicy Quito. Spotkani w Trujillo peruwianczycy nasmiewali sie z ekwadorczykow z powodu ich milosci do bananow (pojedziemy zobaczymy). Jedni drugich nie darza szczegolna... jeszce w 1995 roku byla krotka acz krwawa wojna o kawal dzungli. No ale w jednym i drugim kraju widac, ze armia ma znaczne wplywy a jezeli takie posiada no to czasami lubi sobie postrzelac... Wracajac do poszukiwania rownika... wzielismy nocny autobus z Trujillo do Tumbes na granicy ...WIĘCEJ

 

 

PERU 

 

Trujillo, kultury Moche oraz Chimu...

 

2007.06.04-06 

Trujillo, główne miasto północnego wybrzeża Peru, które właściwie całkiem przypadkiem znalazło się na naszej trasie bardzo mile nas zaskoczyło. Było to miejsce najbardziej wysunięte na północ, do którego docierały bezpośrednie autobusy z Huaraz.  I tak, jadąc do Ekwadoru, zatrzymaliśmy się w Trujillo.... Dotarliśmy tu wczesnym rankiem i na dzień dobry, zafundowaliśmy sobie dość długi spacer do centrum celem znalezienia noclegu  i rozporostowania kości po nocnej jeździe – miasto było jeszcze jakby wymarłe, wszystko pozamykane, tylko taksówki, pojedyncze osoby pojawiające się na ulicach ...WIĘCEJ

 

Treking Santa Cruz - Llanganuco

 

2007.05.30-06.02

 

Pobudka o 6 rano, pakowanie ostatnich rzeczy i spacer w poszukiwaniu busa tzw. „colectivo” do Caraz (60km na północ od Huaraz). Nawet nie zdążyliśmy się zatrzymać, a w planie było jeszcze śniadanie, gdy jeden z naganiaczy zabrał nas do przejeżdżającego pojazdu, który niestety nie miał bagażnika na dachu, więc musieliśmy zapłacić jeszcze za plecaki – bo na naszych kolanach czy obok siedzeń nie było szans ich zmieścić, gdyż miejsca w busie przystosowane są dla dużo mniejszych osobnikówJ. W Caraz (2200m.n.p.m.) przesiadka do kolejnego „colectivo”, którym mieliśmy dojechać do ...WIĘCEJ

 

 

Dolina Quillaquanca

 

2007.05.26-27

 

W zwiazku z późnym powrotem z Chavin, zakupy jedzeniowe na  weekendowy  trekking robiliśmy dopiero w sobote rano... a wyruszyliśmy przed południem. Ciągnąca się przez 20 km Dolina Quillcayhuanca, do której się wybraliśmy jest przepiękna, szeroka, dziewicza, po obu jej stonach pięćotysięczniki a na trasie jedynie pasące się stada dzikich koni czy byków. Na początku spotkliśmy kilku autochtonów a potem już tylko my i przyroda....  Zdjęcia wkrotce w galerii....Wieczorem znaleźliśmy miejsce na biwak i mogliśmy przetestować nasz sprzęt turystyczny.... rozbiliśmy namiot i ...WIĘCEJ  

 

Huantar de Chavin i San Marco

 

2007.05.25

W piątek postanowiliśmy sobie zrobić odpoczynek od trekkngu i wybraliśmy się na wycieczkę krajoznawczą do Chavin, miejscowości odległej o ponad 100 km od Huaraz. Tam właśnie w pięknej dolinie obok wioski odkryte zostały pozostałości jednej z najważniejszych peruwiańskich kultur preinkaskich - Chavin. Jest tam kompleks architektoniczny, z bardzo dobrze zachowanymi poddziemnymi, wentylowanymi korytarzami  pochodzący sprzed ponad 3000 lat.  Natomiast na powierzchni głównie pasą się alpaki... Ponieważ wioska jest położna po drugiej stronie gór, autokar musi się przebić krętą, wąską ...WIĘCEJ

 

Huaraz i Cordillera Blanca

2007.05.21-24 

Nocnym autobusem „economico” (jak na Włóczykijów przystało) przybyliśmy w nocy z 20 na 21 maja z Limy do Huaraz - 100 tysiecznego miasteczka, położonego na wysokości 3090 m npm, otoczonego ze wszystkich stron gorami (Cordillera Blanca od wschodu oraz Cordillera Negra od zachodu).  Miasteczko jest bazą wypadową dla wszystkich miłośnikow górskich wycieczek – do których rownież się zaliczamy. (takie trochę to niby nasze Zakopane – baza wypadowa w góry a jednocześnie stolica prowincji Ancuash). Zanim jednak do tych górskich wycieczek może dojść nasze organizmy ...WIĘCEJ

 

Lima

2007.05.17-20 

Dotarlismy... lecz wcale nie bylo to takie hop-siup:)
Na poczatku bylo metro w Londynie (jedynie jedna godzinka). Potem 5 godzin oczekiwania na lot do Madrytu. W Madrycie na lotnisku w trakcie trzy godzinnej przerwy posililismy sie nijakiej jakosci fast foodem - NIE kupujcie Wripp Menu !!! Nastepnie 11,5 godziny lotu do Limy - i tutaj mile zaskoczenie- jest miejsce na nasze nogi:) W trakcie lotu trzy niskobudzetowe filmy i dwa calkiem, calkiem posilki. Na lotnisku w Limie spedzilismy nastepne poltorej godziny w odprawie - zaczyna sie Ameryka Lacinska (jak to dobrze ze ordnung w naszej krwi nie jest tak silny jak u naszych zachodnich sasiadow). W Londynie nagralismy przemila peruwianke - Lilian ktora nas odebrala z lotniska
...WIĘCEJ