Santiago de Chile & Valparaiso


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Santiago de Chile po raz drugi oraz Valparaiso

 

2007.10.13-15 

 

Weekend w wielkim mieście...

 

Mimo, że, samolot do Santiago mieliśmy dopiero późnym wieczorem, celem uniknięcia piątkowych korków w Limie już o piątej po południu wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko. Tam trochę przesiedzieliśmy, potem lot, kolejna taksówka i już po pierwszej w nocy byliśmy w naszym hostelu w Santiago...

W sobotę rano obudziło nas słońce! Co tutaj, z powodu smogu nie jest taką oczywistą rzeczą.  Nie wiemy do końca czy to pogoda –  powietrze było rześkie, dość mocno wiało i dzięki temu nie było smogu za to świeciło piekne słońce, czy to miesięczny odpoczynek od miast i podróżowania spowodowały, że tym razem nasz odbiór chilijskiej stolicy był całkowicie inny. Przede wszystkim chciało nam się spacerować, zwiedzać i ogądać miasto. Tym razem dostrzegaliśmy jego uroki, piękne budowle, kamieniczki czy pomniki. Mieliśmy nową energię i dobre humory więc całe dwa dni chodziliśmy i korzystaliśmy z tego co oferuje w piękny wioseny weekend stolica Chile. W niedzielę, bardzo miło zaskoczyła nas miejska inicjatywa. Połowa pasów głównej drogi biegnącej przez centrum miasta była zamknięta dla ruchu samochodowego. Trwał właśnie dzień młodości, w którym propagowano zdrowy tryb życia, uprawianie sportów, ruch i zdrowy sposób odżywiania się. Zamknięta część drogi, tego dnia przeznaczona była dla spacerowiczów, rowerów, wózków, grup ćwiczących aerobik czy uczących się tańczyć... (to tak jakby w Krakowie na jeden dzień zamknęli Aleje Trzech Wieszczów). Odwiedziliśmy też muzeum sztuk pięknych a później ogladaliśmy pokazy klaunów, którzy za arenę wybrali sobie czteropasmową ulicę przed muzeum. W związku z tym, ich pokazy były w pęłni improwizowane w zależności od tego, jak na ich wyczyny i psikusy reagowali przjeżdżający samochodami kierowcy...Zauważyliśmy również, że chilijczycy upodobali sobie (chyba na wzór Amerykanów) wszelkiego rodzaju fast foody, których można tutaj spotkać setki i są dostępne praktycznie na każdym kroku. Najpopularniejsze (chyba ze względu na cenę) są hot dogi i wszelkie zestawy z nimi związane. Jada się je tutaj z avocado, oczywiście jako dodatek do obowiązkowej parówki... Również i my postanowiliśmy sprawdzić czym żywią się głównie młodzi mieszkańcy tego kraju...

W samym centrum Santiago znajduje się również „mercado central”ogromny targ, na którym  można pooglądać wszelkie możliwe owoce morza dostępne w Chile w sprzedaży. Dodatkowo, w jednej z licznych, znajdujących się tam restaurayjek (na każdą kieszeń) można tych wszystkich cudów natury spróbować. Również my, na zakończenie pobytu w Ameryce Półudniowej wybraliśmy się na mariscos! Trzeba przyznać, że w półączeniu z chilijskim winem smakują wyśmienicie!

W ostatnim już dniu, po spakowaniu plecaków wybraliśmy się jeszcze do słynnego Valparaiso, oddalonego o 1,5 godziny jazdy od stolicy, które sami chilijczycy uważają za najładniejsze miasteczko w kraju. Valparaiso, jeszcze przed wybudowaniem kanału panamskiego było dużym, bogatym i bardzo istotnym portem przeładunkowym Ameryki Południowej. Później jednak straciło na znaczeniu ale jego urok z wąskimi, stromymi uiczkami i bardzo ładnymi, kolorowymi kamieniczkami pozostał. Faktycznie miejsce jest idealne na zrelaksowanie się i jedno czy dwudniową ucieczkę z zatłoczonej, pełnej spalin i smogu stolicy.

Wieczorem, tym razem na prawie trzy godziny przed odlotem dotarliśmy na lotnisko. Jakoś nie chcieliśmy się już stresować i zastanawiać czy stojąc w licznych lotniskowych kolejkach zdążymy na samolot czy nie... Przed nami był trzynastogodzinny lot do Nowej Zelandii. Dokładnie po pięciu miesiącach podróży kończy się pierwszy jej etap jakim jest Ameryka Południowa. Przez ten czas przmierzyliśmy tysiące kilometrów, odwiedziliśmy wiele krajów, poznaliśmy ich bogatą kulturę, sposobu życia mieszkańców. Poznaliśmy surowe andyjskie klimaty, warunki życia w górach, dżungli czy na wybrzeżach. Zobaczyliśmy tutaj piekną, dziewiczą przyrodę, napotkaliśmy wielu życzliwych ludzi na naszej drodze. Po pięciu miesiącach żegnamy się z tym kontynentem, z wszechobecnym tutaj językiem hiszpańskim i wpływami hiszpańskiej kultury, z tym co tutaj przeżyliśmy, co poznaliśmy i zobaczylismy, z lepszymi i gorszymi chwilami. Na tym kontynencie na pewno zostawiamy cząstke naszego serca i  mamy nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie nam dane tutaj wrócić...

Przed nami zaledwie trzynaście godzin w samolocie i całkowicie zmieni się świat. Najdziwniejsze, że wylatujemy w poniedziałek wieczorem a w lądować będziemy dopiero w środę rano. W tym czasie przekroczymy linię zmiany daty i jeden dzień ucieknie nam w kosmos... W Chile jest 6 godzin wcześniej niż w Polsce a jak dolecimy do Nowej Zelandii to będzie 11 godzin później niż w naszym kraju...

Przed nami kolejna wielka niewiadoma... Czy tam, w Nowej Zelandii ludzie faktycznie chodzą do góry nogami? Jak tam wygląda świat, jacy są jego mieszkancy i co tam nas czeka... Czas pokaże!

 

 

Zdjęcia, fotki, stopklatki, nasze chwile, momenty...

 

Valparaiso - 2007.10.15

 Valparaiso - Album Zdjęć                                                   Valparaiso - Pokaz Slajdów

 

Santiago de Chile - 2007.10.13-15

 Santiago de Chile II - Album Zdjęć                         Santiago de Chile II - Pokaz Slajdów