Marco Huancayo Lima - ostatnie dni w Peru 


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Marco, Huancayo, Lima - 2007.10.08-12

  

Tym razem, podróż do La Merced odbyła się sprawnie i bez żadnych przygód z łapaniem gum czy zmianami kół. W dodatku wykupiliśmy w sumie cztery miejsca w kabinie za kierowcą więc w trzy osoby mogliśmy się tam swobodnie zmieścić. Można powiedzieć, że jak na ichniejsze warunki było wygodnie! Nie trzeba było siedzieć bokiem...

W La Mecrced przesiedliśmy się do miejskiego busa, który zawióżł nas kilka kilometrów dalej, do San Ramon, gdzie ksiądz Henryk miał zostawiony swój samochód. No i chyba jeszcze nigdy nie doceniliśmy tak samochodu jak i asfaltu – wreszcie można było rozwinąć normalną predkość... wreszcie nie rzucało w samochodzie na wszystkie strony i jakoś tak cicho chodził a w dodatku była w nim polska muzyka!  Wieczorem, w dobrych nastrojach dotarliśmy do małej miejscowości (około 1000 mieszkańców) w górach – Marco, znajdującej się około 50 kilometrów przed Huancayo. Właśnie w Marco pracuje dwóch polskich misjonarzy, księża: Bogdan i Mariusz, u których zatrzymaliśmy się na noc. Dodatkowo mieliśmy niespodziankę, gdyż właśnie tam spotkaliśmy również Lilian ze swoją siostrą. W Peru właśnie było święto narodowe i trwał długi weekend, dlatego dziewczyny postanowiły wyrwać się z Limy i odwiedzić w Huancayo swoją kolejną siostrę a potem misjonarzy w Marco. Co do święta narodowego to trzeba tu nadmienić, iż Peru jest jedynym nam znanym krajem na świecie, w którym PRZEGRANA BITWA w wojnie z Chile (tzw. „wojnie o saletrę” stała się świętem narodowym... dla nas rzecz nie do pomyślenia! Sami peruwiańczycy mówią, iż to jest święto bardziej ku czci pamięci admirała Grau.... no ale jednak przegrana bitwa to przegrana. Na szczęście parafia w Marco jest dość sporych rozmiarów i wszyscy razem się pomieściliśmy, a dzięki temu, zwłaszcza  przy posiłkach było wesoło... Zarówno dziewczyny jak i sekretarka Gloria współpracując już kilka lat z polskimi księżmi znają parę naszych słówek, zwrotów czy wyrażeń, które czasami były im dla zabawy inaczej tłumaczone dlatego rozmowy były mixem hiszpańsko-polskim i towarzyszyło im dużo śmiechu („siusiu, paciorek i spać”w ustach glorii brzmialo naprawde zabawnie). Trzeba przyznać, że taka szybka zmiana klimatu – w ciągu jednego dnia przenieśliśmy się o 3000 metrów wyżej dała się nam trochę we znaki. Mimo herbatek z liści koki, które są polecane na chorobę wysokościową nie udało się uciec przed potwornym bólem głowy. Na szczęście tylko pierwszy wieczór był taki...

Dnia następnego pojechaliśmy wszyscy do Huancayo. Tam są kolejni polscy misjonarze więc przy obiedzie siedziało nas dziewięć osób z czego tylko Lilian z siostrą były peruwniankami, poza tym byliśmy my i pięciu polskich misjonarzy. Po obiedzie dziewczyny zabrały nas na zwiedzanie miasta. Oczywiście żelaznym punktem programu było odwiedzenie pizzerii ich siostry, która niedawno, wraz ze swoim narzeczonym wyprowadziła się z Limy i własnie tutaj otworzyli swój biznes... Miasto samo w sobie za wiele turystom nie oferuje, praktycznie jedyną rzeczą, która nam się w Huancayo spodobała był ciekawy Parque de la Identidad Huanca.

W środę, zaraz po śniadaniu razem z dziewczynami i księdzem Henrykiem wyruszyliśmy do Limy. Trasa wiedzie przez Andy, wzdłuż słynnej koleji, naszego polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego, która jeszcze do niedawna była najwyżej położoną linią kolejową na świecie (obecnie Chińczycy w Tybecie zbudowali wyższą). Przyznamy, że budowla wygląda imponująco, w pięknej górskiej scenerii, z dziesiątkami tuneli i mostów. Szkoda tylko, że obecnie cieżko przejechać ją w formie turystycznej. Jest conajmniej cztery razy droższa niż autobus ale przede wszystkim pociąg turystyczny kursuje jedynie raz na 2-3 tygodnie. Obecnie linia ta jest wykorzystywana jedynie do przewozu rud i minerałów wydobywanych w licznych górskich kopalniach w Oroya (jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie). Zanim dotarliśmy do cenrum stolicy ksiądz pokazał nam swoją poprzednią parafię na slumsach w Limie. Każde otaczające wzgórze wypełnione było tysiącami małych, prowizorycznych domków, gdzie ludzie osedlali się całymi wioskami. W danej części slumsów najczęściej mieszkają ludzie tylko z jednej, określonej części Peru, z jednej miejscowości czy z jednego regionu. Trzymając się razem mogą wzajemnie sobie pomagać ale przede wszystkim kultywować swoje regionalne zwyczaje i obrzędy. Dlatego też w Limie istnieją liczne stowarzyszenia czy kluby zrzeszające ludzi praktycznie z każdego regionu Peru. Dzięki temu zachowują oni własną tradycję i nawet w stolicy utrzymują przy życiu swoją kulturę. W tym kraju każda najmniejsza wioska ma swoje własne regionalne tańce.

Na zakończenie naszego pobytu w Peru,  po pożegnalnej kolacji, na którą wybraliśmy się z księdzem i Lilian poszliśmy na Brisas - noc z kulturą peruwiańską. Nie bardzo wiedzieliśmy co to dokłanie jest ale wszyscy nam polecali... Instytut Kultury Puno „Brisas” kilka razy w tygodniu organizuje wieczory a właściwie noce z narodowymi tańcami. Przyznamy, że byliśmy pod ogromnym wrażeniem... i aż się dziwiliśmy, dlaczego w żadnym przewodniku czy relacjach innych podróżników nie znaleźliśmy wzmianki na ten temat. Pokazano kilkadziesiąt tańców z poszczególnych regionów kraju a najwspanialsze w tym wszystkim były stroje każdego z nich. Dodatkowo, impreza jest bardzo dobrze prowadzona, pomiedzy pokazami gra zespół z regionalną muzyką, przy którym wszyscy mogą się bawić. Wokół ogormnego podestu porozstawiane są stoliki dla gości – ma to częsciowo formę restauracji: można zjeść kolacje czy pozostać tylko przy napojach. Trochę nie wierzyliśmy, że impreza będzie tak długo trwała.

Myśleliśmy: kilka tańców a potem ludzie będą się sami bawić przy peruwiańskim zespole... Nic bardziej mylnego: od godziny 21 do drugiej w nocy cały czas prezentowane były tańce. My byliśmy w czwartek a podobno w piątki i soboty impreza trwa do czwartej rano! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie jest ona zrobiona tylko pod turystów. W dużej części byli tam peruwiańczycy. Czy to wyjścia służbowe czy imprezy rodzinne: rocznice, urodziny, imieniny. Bardzo dobry i jak widzieliśmy popularny sposób na spędzenie wieczoru – można się pobawić, pooglądać, porozmawiać i coś dobrego zjeść! Dodatkowo występy te się nie powtarzają! Lilian wspominała, że kilka tygodni wcześniej byli tam na imienach mamy i program był całkowicie inny. Zresztą, jeżeli każda wioska w kraju ma przynajniej kilka własnych tańców a miasta mogą mieć nawet około tysiąca to jest z czego

wybierać!

 

 

...zdjęcia...

 

Sztuka prekolumbijska

 Sztuka prekolumbijska - Album Zdjęć                 Sztuka prekolumbijska - Pokaz Slajdów

 

Lima - Brisas - 2007.10.11

Lima - Brisas - Album Zdjęć                                          Lima - Brisas - Pokaz Slajdów

 

Huancayo - 2007.10.09

Huancayo - Album Zdjęć                                                      Huancayo - Pokaz Slajdów