Colonia de Sacramento


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Colonia de Sacramento 2007.08.28

 

Humory humorami, stało się co się stało ale nie można się zamartwiać bo czas leci dalej a tamtego się nie odwróci. Dlatego też postanowliśmy zostać jeszcze jeden dzień, żeby pojechać jednak do opisywanej jako „urugwajska perełka” Colonii de Sacramento. Znajduje się ona na przeciwko Buenos Aires, tylko po drugiej stronie rzeki La Plata, która w tym miejscu ma kilkadziesąt kilometrów szerokości i wygląda jak morze...

Kupiliśmy bilety na ogromny „szybki” prom Buquebus, który ten odcinek pokonywał w 50 minut (pozostałym promom zabiera to trzy godziny). Podobno jest to najszybsza flota na świecie. Taka motorówka gigant, która oczywiście Tomka zafascynowała i zamiast zabawiać żonę rozmową  (hihi) przyglądał się pracującym silnikom i kłębiącej się za nimi wodzie.    

Colonia de Sacramento, a właściwie jej centrum rzeczywiście okazało się być urokliwe, położone na niewielkim półwyspie, z trzech stron otoczone wodą (niesamowite wrażenie), z niską kolonialną zabudową, wąskimi brukowanymi uliczkami i klimatycznymi restauracyjkami czy sklepikami... Kiedyś był to ważny strategiczny fort portugalski a zarazem słynny port przemytniczy. Był środek tygodnia, poza sezonem więc miasteczko leniwie budziło się do życia, uliczki były wyludnione a kawiarenki i sklepiki otwierały się dopiero około południa... Pojedyncze osoby przesiadywały na ławeczkach czy progach domów popijając matę, łowiąc ryby na molo, spacerując czy jeżdząc na rowerze z trudem utrzymując równowagę na tych brukowanych uliczkach. Czas jakby się zatrzymał ... jakbyśmy byli w innej epoce. Również my wczuliścmy się w klimat powoli spacerując i napawając się urokiem miasteczka. Nawet nie wiemy, kiedy minęło kilka godzin i musieliśmy wracać na powrotny prom.

Stojąc w kolejce do kasy mogliśmy zaobserwować tutajeszy zwyczaj witania się, który już wcześniej kilkukrotnie zauważyliśmy. Wiedzieliśmy, że na powitanie wszyscy sobie dają buzi ale jakoś trudno nam było to sobie wyobrazić między dwoma mężczyznami... U nas, akceptowane jest jedynie na „misia” a tutaj... W kasach pracowało 8 facetów. Kiedy staliśmy w kolejce na swoją zmianę przyszedł kolejny, który podchodził do każdego z pracujących, zamieniał z nim kilka słów, wówczas całkowicie ignorowali obsługiwanych klientów (co też jest tutaj dość powszechne) i dawali sobie buzi na powitanie. Jakoś dla nas wyglądało to dość dziwnie... właśnie wyobraziliśmy sobie taki zwyczaj u nas w biurach (hihih) a tutaj całkowicie naturalne.

Po powrocie do Buenos mieliśmy jeszcze chwilę na ostatni spacer ulicami, ostatnią pyszną kawę z medialuną (francuskim rogalikiem), wczucie się w klimat miasta a wieczorem autobus. Przed nami było 1400 kilometrów na południe i 20 godzin w autokarze...

Na koniec ostatnia  uwaga dotycząca Buenos, które cały czas chwaliliśmy i pisaliśmy o samych pozytywach. Są też minusy tego miasta... pod względem czystości ma jeszcze wiele do zrobienia. Ulice są pełne śmieci, które widać, że nie były sprzątane od dość długiego czasu a dodatkowo argentyńczycy uwielbiają psiaki, jest ich tak samo dużo jak i ich odchodów. Pod tym względem trochę przypomniało nam się centum Krakowa... Nie tak jak w Rio, gdzie mogliśmy zauważyć, nawet bardzo elegancki panie, które na spacerze ze swoim ulubieńcem miały obowiazkowo woreczek i po odchodach ich psiaków nie było śladu. Mimo to, Buenos i tak będzie dla nas najwspanialszym miastem Ameryki Południowej...     

 

...zdjęcia...

 

Colonia - Album Zdjęć                                                             Colonia - Pokaz Slajdów