Buenos Aires


 

 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Buenos Aires 2007.08.18-27

 

Sobotniego ranka dotarliśmy do wspaniałego Buenos Aires! Pierwsze chwile to jak zawsze logistyka i organizacja... znalezienie środka transportu do interesującej nas dzielnicy (w tym wypadku było to San Telmo), pozbieranie ofert noclegowych dystrybuowanych na dworcu (tym samym zweryfikowanie naszych informacjami o cenach z rzeczywistością), zdobycie mapy miasta i wreszcie dotarcie do San Telmo...

San Telmo to dzielnica z kolonialną przeszłością i takową, piękną zabudową, która obecnie jest dzielnicą tanga, mieszkających tutaj artystów oraz tysiąca sklepów ze starociami i antykami. Tango króluje wszędzie: rozbrzemiwa w licznych kawiarniach, restauracyjkach i nocnych klubach a na pokazy tego niezwykłego tańca można trafić nawet na ulicach. I właśnie tutaj,  zaraz przy głównym placu Dorrego mieliśmy upatrzony hostelik, który jak się potem okazało miał więcej plusów niż tylko cenę (był najtańszy ze wszystkich): w jednej z knajpek, po przeciwnej stronie ulicy są codziennie koncerty, które słyszymy jakbyśmy siedzieli przy jednym ze stolików. Dodatkowo w hostelu możliwe jest korzystanie z kuchni ale najlepsze jest to, że w naszym pokoju od czasu do czasu łapiemy jakąś zewnętrzną niezabezpieczoną sieć bezprzewodową i tym samym mamy internet pod ręką:)

 

Sobota i pierwsze wrażenie.... (18.08)

Po rozpakowaniu się wyruszyliśmy na kilkugodzinny zapoznawczy spacer. Dochodziło południe, miasto, po piątkowej nocy powoli budziło się do życia. Słyszeliśmy już wcześniej, że Buenos Aires różni się od innych południowoamerykańskich miast. Ludzie, to w dużej mierze potomkowie  Włochów i Hiszpanów (2/3 argentyńskich imigrantów), więc zarówno sposób życia, spędzania czasu, zachowania, postawy i zwyczaje są pochodnymi śródziemnomorskich kultur. Od razu rzuca się w oczy hiszpańsko - włoska ilość kawiarnii i restauracji, znajdujących się praktycznie na każdym kroku, w których porteńos (mieszkancy Buenos) spotykają się o każdej porze dnia i nocy, spędzają wolny czas, jedzą, czytają książki i gazety popijając kawę czy wszechobecne, wyborne, argentyńskie wino. Również ulicom handlowym, biorąc pod uwagę zarówno jakość i różnorodność oferty, jak i sposób eksozycji towarów bliżej do Europy niż Ameryki Południowej. Nie wiemy dokładnie co było przyczyną ale podświadomie poczuliśmy się tutaj komfortowo – bezpiecznie, znajomo, trochę jak u siebie.

Wieczór, a właściwie noc potwierdziła to, co słyszeliśmy o sposobnie spędzania weekendów przez argentyńczyków. Wyszliśmy z hostelu po północy.... Wszystkie okoliczne bary i knajpy nadal świeciły pustkami! Natomiast restauracje i wszelkie jadłodajnie wypełnione były po brzegi ludźmi. Nie tylko młodzież ale całe rodziny, łącznie z małymi dziećmi spędzały wieczór a właściwie, dla nas środek nocy, na kolacji poza domem.  Kolacje serwuje się tutaj do drugiej czy trzeciej nad ranem!!!! Dopiero po jedzeniu zmienia się klimat na bary a następnie nocne kluby. Weekendowe wyjście kończy się zwykle poranną kawą i śniadaniem w jednej z licznych, otwartych już następnego dnia  kawiarenek. My jednak padliśmy około czwartej rano, kiedy imprezy tak naprawdę na dobre się zaczynały....   

 

Niedziela... pchli targ i Boca Juniors.. (19.08).

Kiedy zasypialiśmy słychać było jeszcze muzykę z okolicznych klubów a po 10 rano obudził nas uliczny gwar za oknem. Nie wierzyliśmy własnym oczom... pobliskie ulice jaki i cały plac Dorrego zamieniły się w wypełniony dziesiątkami kramamów, straganów i stoisk, ogromny pchli targ. Czego tam nie było.... cuda, cudeńka i wiele perełek do znalezienia... Dominice oczy biegały naokoło głowy. Gdyby tylko miała worek pieniędzy i wolną rękę to potrafiłaby je w mig spożytkować...

Wieczorem natomiast wybraliśmy się na mecz Boca Juniors. To dopiero było przeżycie! Mecz jak mecz – nic szczególnego (przynajmniej dla Dominiki) ale to, co się działo na trybunach było niezwykłym zjawiskiem. Na początek nad stadionem zawisły czarne chmury, które niczego dobrego nie zapowiadały. Na niebie pojawiła się piękna tęcza- cały półokrąg o tak intensywnych barwach jakby była namalowana ale zaraz potem się dość mocno rozpadało. Jednak nawet deszcz nie zniechęcił fanów... Sektor pod nami był takim centrum dowodzenia kibiców (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Jeszcze przed meczem zaczeły się śpiewy a miejsca szybko zapełniały się ludźmi – na początek wchodziły flagi, potem ogromne parasole, obowiązkowo jeszcze stroje (koszulki, czapki, szaliki, dresy, kurtki) w granatowo-żółtych barwach Boca Juniors. Nagle ogromny hałas – odgłosy bębnów, perkusji – jakaś orkiesrta czy co???? Ludzie wariują- euforia, skandowanie, skakanie i gromkie śpiewy. Nie mogliśmy uwierzyć – faktycznie orkiestra! Na trubuny po kolei (cały czas grając), jak gwiazdy wieczoru wchodzili bębniarze, trąbkarze i inni grajkowie. Oni nadawali rytm temu co działo się wokół. A było naprawdę gorąco! Energia udzielała się wszystkim (nawet nam, nie znających żadnych słów), a betonowe trybuny całe się trzęsły i kołysały jakby były z gumy.  Klimat i siła śpiewających tłumów jak na dobrym koncercie rockowym. Czad! Zwłaszcza dla Dominiki to zjawisko socjologiczne było dużo ciekawsze niż toczący się na boisku mecz. Żałowaliśmy tylko, że nie mieliśmy aparatu... (spokojnie można go było zabrać ale tego wcześniej nie wiedzieliśmy).   

 

Poniedziałek... Palermo Soho, Holywood i Tango (20.08)

My to czasami mamy szczęście. Właśnie w tym tygodniu w Buenos Aires trwają  „V Mistrzostwa Świata w tańcu Tango”. Do Buenos zjechali najlepsi tancerze tanga na świecie! Dodatkowo wstęp na eliminacje, wszystkie pokazy i dodatkowe atrakcje jest gratisowy! Więc w poniedziałek wybraliśmy się sprawdzić jak to wygląda. Odebraliśmy w kasie bilety i mieliśmy jeszcze parę godzin na eksplorowanie miasta. Przed nami było stare Palermo oraz jego główne cześci zwane Soho i Holywood.

I tutaj kolejne miłe zaskoczenie. Ta dzielnica jest siedzibą młodych, awangardowych projektantów, którzy mają tu, w starych kolonialnych, kolorowo pomalowanych budynkach swoje autorskie sklepiki, butiki i wystawy. A każde takie miejsce opatrzone jest orginalnymi szyldami, niestandardowymi wystawami i wejściami. W ciągu dnia okolica ta jest jednym ogomnym targiem produktów tych młodych artystów. Można tam znależć wszystko: oryginalne ubrania, buty, torebki, biżuterie, przedmioty użytkowe, meble i wszelkie możliwe bibeloty. Nie tylko ulice oraz główny plac wypełnione są stoiskami i kramikami ale też, co nas najbardziej zdziwiło, wszystkie kluby nocne i imprezownie, które ożywają dopiero nocą, za dnia są miejscem targów,  wystaw młodych artystów! To się nazywa wykorzystanie przestrzeni! Specyficznego klimatu dodają dziesiątki kawiarenek i restauracji, w których nawet o tej porze roku (zima) można siedzieć na zewnątrz. I co najważniejsze, w ciągu dnia pełne się ludzi, spotykacjących się na obiedzie czy popołudniowej kawie. Ogromny gwar, dużo śmiechu i przygrywających do tego wszystkiego muzyków. Ciekawe jak to miejsce wygląda nocą....   

Po południu wróciliśmy na mistrzostwa. Bardzo chcieliśmy wziąć udział w lekcjach tanga ale prezentowany tam poziom odbiegał dużo od naszego.... niestety, nikt nie uczył podstaw tego wspaniałego tańca a uczestnicy lekcji już całkiem nieźle sobie radzili. Więc zamiast zajęć poszliśmy pooglądać eliminacje-tego dnia było Tango Salon.

 

Wtorek... Centrum i Avenida Corrientes (21.08)

Przed nami kolejna część miasta do zobaczenia. Tym razem było to centrum oraz jedna z ważniejszych ulic jaką jest Avenida Corrientes. Właśnie na tej ulicy znajduje się większość teatrów, kin i pizzerii tego miasta. Nie mogliśmy uwierzyć, ulica jest dość długa a faktycznie znajdują się tam kina na przemian z teatrami, kabaretami czy operami. Pomiędzy nimi same księgarnie i sklepy muzyczne a wśród setek powciskanych w to wszystko restauracji większość to były pizzerie. Nie można we tym mieście narzekać na brak dostępu do kultury! Znowu mieliśmy szczęście, trafiając na 30 lecie jednego z teatrów, udało się nam kupić promocyjne bilety na piątkowy występ współczesnego baletu.

Udzielił nam się klimat tego miejsca, dlatego wieczorem postanowiliśmy coś z tym zrobić. Na początek było kino a potem nie mieliśmy wcale ochoty na powrót do hostelu. W tym mieście, niezależnie od dnia tygodnia, można pobawić się do rana – na przykład jedna z knajpek w okolicach naszego hostelu otwierana jest dopiero około północy. W ciągu dnia nic nawet nie sugeruje, że można się tam pobawić – wejście zasłonięte metalowymi żaluzjami i nie ma nawet szyldu.

 

Środa.... La Boca i półfinały – Tango Escenario (22.08)

W związku z późnym położeniem się spać, dnia kolejnego zakradł się do naszego pokoju mały leniwiec dlatego dzień spędziliśmy bardzo leniwie... książeczka,  komputer, jedzonko. Dopiero późnym popłudniem postanowiliśmy się ruszyć i tym razem zobaczyć kolorową dzielnicę włoskich robotników, słynną z drużyny piłkarskiej, La Boca. Faktycznie, całe jej centrum jest niesamowicie zrobione. Małe, bajecznie kolorowe domki z blachy falistej a na nich figurki, karykatury tamtejszych mieszkańców wyglądające z okien, stojące na balkonach czy po prostu przymocowane do ścian budynów.

Niestety, tak kolorowo wygląda tylko kilka uliczek w centrum a pozostała część tej dzielnicy jest już bardziej szara i smutna. Tutaj widać, że nie wszędzie w Buenos jest bogato jak w okolicach Centrum. Dlatego po zmroku nie chcieliśmy już spacerować i wsiedliśmy w autobus, żeby na 21:00 zdążyć na mistrzostwa Tanga. Tego wieczora były półfinały- Tango Escenario, gdzie pary same dobierają sobie utwory  muzyczne, program i stroje. Jak w łyżwiarstwie figurowym program dowolny. Tym samym bardziej spektakularny. Faktycznie, było na co popatrzeć! Aż czasami zapierało dech w piersiach! W przerwach mogliśmy jeszcze zobaczyć „Tango Show” zwycięzców pierwszych mistrzostw czy posłuchać koncertu tanga w wydaniu orkiestry jednego z tutejszych teatrów. Czyżbyśmy nadrabiali tutaj wszelkie zaległości kulturalne?...

Występy zakończyły się grubo po północy i wówczas, odkryliśmy kolejną pozytywną rzecz w tym mieście. Lokalne autobusy kursują przez całą noc i nie trzeba było się martwić o sposób dotarcia do hostelu.

 

Czwartek... Recoleta (23.08)

Kolejny dzień i kolejna część  miasta do zwiedzenia. Tego dnia przypadło na słynną Recolete i jej główną atrakcję jaką jest wspaniały, stary cmentarz, składający się z samych ogromnych grobowców oraz mauzoleów. Wiele z nich to swego rodzaju dzieła sztuki odzwierciedlające, w zależności od daty powstania, panujące w Buenos trendy w architekturze. Obowiązkowym punktem programu zwiedzania tego cmentarza było oczywiście odwiedzenie grobowca Evity Peron. Potem było Centrum Kultury, Pomnik Floralis Generica, wszystkie ważniejsze place, parki i warte zobaczenia budowle.

Po dość długim spacerze po okolicy  mamy kilka spostrzeżeń dotyczących czworonożnych zwierzaków. Zauważyliśmy kolejny zawód, jakiego w Polsce jeszcze chyba nie ma: „etatowego wyprowadzacza psów”. Osobnik taki ma ze sobą kilka psiaków (mistrzowie mieli nawet kilkanaście!) różnej maści i ze wszystkimi razem spaceruje po mieście. Zastanawia nas tylko logistyka takiej pracy.... czy właściciele zostawiają mu klucze do swoich mieszkań? Wątpimy, zwłaszcza w takiej zamożnej dzielnicy... Czy może przed wyjściem do pracy zawożą swoich pupili do specjalnego „psiego przedszkola”? Ciekawe....

Kolejną, dość dziwną rzeczą w tym mieście jest niezliczona ilość kotów. W ogrodzie botanicznym było ich chyba kilkadziesiąt, wałęsających się po alejkach, łaszących do ludzi czy wygrzewających na słońcu. Na cmentarzu czy w innych parkach  było podobnie. Zastanawia nas czy wszystkie są bezdomne, skąd się tam biorą i kto się nimi zajmuje... Widzieliśmy kilka osób przynoszących im w określone miejsca jedzenie. Może dlatego w tych miejscach gromadzą się wieksze ilości tych zwierzaków.

 

Piątek... (24.08)

W piątkowe południe zaczynał się balet, na który już wcześniej mieliśmy kupione bilety. Oczywiście, jak wszystko w Ameryce Południowej (wyjątkiem są chyba tylko dalekobieżne autobusy) rozpoczął się z conajmniej 15 minutowym opóźnieniem. O godzinie rozpoczęcia ludzie dopiero się schodzili. Podobnie było z kinem czy pokazami na mistrzostwach tanga. Praktycznie na wszystko trzeba brać przysłowiowy kwadrans opóźnienia. Najbardziej zdziwiło nas jednak, że był to normalny dzień pracy, południe a sala wypełniona była po brzegi ludźmi. Oczywiście dużą część stanowili studenci czy emeryci ale mimo wszystko ta ilość nas zaszokowała. Chyba, że w piątki tutaj zaczyna się już weekend i się praktycznie nie pracuje? A potem w poniedziałek, po intensywnym weekendzie, też ogranicza się pracę do minimum?... Tak naprawdę, nie wiemy ale w tym kraju chyba to byłoby możliwe....

Kolejna rzecz, która dla nas, ekonomistów jest kompletnie nieracjonalna w tym kraju to ceny piwa w sklepach. To samo piwo w zależności od pojemnośći  ma następujące ceny: 0,33l – 2,15As$, 0,66l- 2,25As$, 0,97l – 2,35As$. Jako klientom nam to bardzo odpowiada. Cóż, nie mamy wyjścia jak kupować tylko litrowe piwa! Natomiast w restauracjach sytuacja jest odwrotna niż u nas. Na piwie jest kilkukrotne przebicie w cenie (np. takie litrowe piwo kosztuje od 12As$ w górę) natomiast wina, które tutaj są smakowite a wybór ich jest ogromny ceny mają dość przystępne a zamawianie butelki tego trunku do posiłku to rzecz całkiem normalna i nie kosztuje ono więcej niż jedzenie (w przeciwnieństwie do naszego kraju).

 

Pechowy weekend... (25-27.08)

Z kilku powodów zostaliśmy w Buenos jeszcze na weekend. Pierwszym i najważniejszym były finały mistrzostw świata w tangu, które odbywały się w sobotnią noc. Po drugie, w poniedziałek mieliśmy w planie wybrać się na jeden dzień do urugwajskiej Colonii de Sacramento. Poza tym, po wyjeździe stąd nasza podróż miała znowu nabrać tempa więc potrzebowaliśmy chwilę pozostać w jednym miejscu celem podładowania akumulatorów i nabrania energii na dalszą trasę. Niestety, nasz weekend wyglądał „nieco” inaczej niż sobie zaplanowaliśmy.

Na początek okazało się, że o biletach na finały możemy zapomnieć, gdyż rozeszły się one szybciej niż przysłowiowe „świeże bułeczki”. W ciągu niecałej godziny po otwarciu kas biletów już nie było, żeby je uzyskać ludzie stali w kolejkach od 6 rano, kiedy my jeszcze słodko spaliśmy. Wieczorem, kiedy chcieliśmy wyciągnąć pieniądze bankomat odmówił z nami współpracy, nie tylko nie dał nam pieniędzy ale również nie zwrócił naszej karty. Na infolinii tego banku dowiedzieliśmy się, że do poniedziałku nie możemy nic zrobić. Celem odzyskania karty musimy przyjść tam w godzinach pracy banku....

Trochę zdenerwowani postanowiliśmy wrócić na miejsce mistrzostw tanga mając nadzieję, że może uda nam się jakoś tam dostać.Okazało się, że osób takich jak my, było dużo więcej. Niestety, sala była już wypełniona po brzegi i nawet ze wzgledów bezpieczeństwa nie mogli wpuścić więcej osób. Ale kazano nam cierpliwie czekać... Po kilkunastu minutach, na prędce, została przygotowana kolejna sala, w której nie na żywo ale na oromnym telebimie mogliśmy oglądać transmisje. W sumie też było miło a atmosfera była równie gorąca, gdyż publiczność u nas reagowała na wszystkie wystęy tak, jakbyśmy je oglądali na żywo.

W niedzielę, stało się jasne, że to nie koniec naszych bankowych problemów. Okazało się najgorsze. Konto Dominiki zostało kompletnie opróżnione! Szczęście w nieszczęściu, że nie było tam wszystkich naszych pieniędzy ale i tak kwota, która zniknęła pokryłaby z nawiązką nasz 10 dniowy pobyt w Buenos. W związku z tym, w niedzielę nie mieliśmy najlepszych humorów a pogoda jakby to wyczuwała i jeszcze je pogłębiała: cały dzień lało jak z cebra, wiało, było szaro i potwornie zimno.

Byliśmy źli na samych siebie, bo analizując potem całą sytuację zachowaliśmy się dokładnie tak, jak się tego robić nie powinno! Sami daliśmy się okraść. Przy wejściu do banku natknęliśmy się na faceta, wchodził pierwszy i wspomniał, że zaraz za rogiem są kolejne bankomaty (nie dało nam do myślenia, że tutaj też było kilka bankomatów i mogliśmy równocześnie z nim z nich korzystać). Poszliśmy jednak do kolejnego banku, włożyliśmy kartę a maszyna jakby się zacięła. Żadne klawisze nie działały. Nie dało nam do myślenia, że ten sam facet znalazł się nagle zaraz obok nas, mimo, że wchodził do innego banku. Byliśmy spanikowani, nie wiedzieliśmy co robić i tak całkiem bezmyślnie, za jego radą wpisaliśmy pin. Bankomat nadal nie działał. Ale facet widzał nasz pin... Potem próbował coś z nami naciskać. Maszyna nadal nie działała więc jedyne co było robić to wrócić do banku  w poniedziałek, co nam na infolini zaraz potem potwierdzono. Najgorsze jest uczucie, że tego faceta, który nas bezczelnie okradł widzieliśmy i z nim rozmawialiśmy! Dostaliśmy nauczkę. Poczuliśmy się zbyt biezpiecznie, tyle miłych ludzi napotkanych na naszej drodze uśpiło naszą czujność i ostrożność. Szczęście, że nie było na tym koncie więcej pieniędzy.

W związku z całą sytuacją w poniedziałek zamiast wycieczki do Urugwaju mieliśmy dzień załatwień. Wizyta w banku tylko potwierdziła to, co już wiedzieliśmy – nie było naszej karty w bankomacie, ktoś ją ukradł. Jak usłyszeliśmy, to się tutaj dość często zdarza... i doradza sie aby korzystać z bankomatów tylko i wyłącznie w godzinach pracy banku. Będziemy na przyszłość wiedzieć...

 

 

 

 

...zdjęcia...

Buenos Aires - San Telmo - Album Zdjęć      Buenos Aires - San Telmo - Pokaz Slajdów

 

Buenos Aires - Centrum - Album Zdjęć           Buenos Aires - Centrum - Pokaz Slajdów

 

Buenos Aires - Palermo - Album Zdjęć             Buenos Aires - Palermo - Pokaz Slajdów

 

Buenos Aires - La Boca - Album Zdjęć               Buenos Aires - La Boca - Pokaz Slajdów

 

Buenos Aires - Recoleta - Album Zdjęć              Buenos Aires - Recoleta - Pokaz Slajdów

 

Buenos Aires - Puerto Madero - Album Zdjęć   Buenos Aires - Puerto Madero - Pokaz Slajdów