Sao Paulo


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Sao Paulo 2007.08.12

 

Po sześciogodzinnym prowizorycznym śnie w autobusie, o godzinie 5:30 rano dotarliśmy do Sao Paulo. Na początek, prawie dwie godziny na dworcu. Po pierwsze, celem dobudzenia się a po drugie zorganizowania dnia czyli zakupu biletów na dalszą podróż (zdecydowaliśmy się spędzić cały dzień w mieście), zostawienia bagaży, uzyskania informacji gdzie i co możemy zobaczyć. Parę minut po siódmej udało nam się wsiąść do metra i dojechać do centrum.

Plac Republica jak i pobliskie ulice  nie wyglądały zachęcająco w ten niedzielny wczesny poranek: wszystko opustoszałe, po kątach i zakamarkach spali opatuleni bezdomni a ruch uliczny znikomy. Pogoda również nie pomagała w pozytywnym odbiorze miasta. Było szaro, pochmurno i zimno. Jakoś dziwnie się czuliśmy, nie do końca bezpiecznie a negatywne wrażenie jeszcze potęgowały stalowe żaluzje, którymi pozamykane są w ameryce południowej wszystkie sklepy. Daleko nam było do robienia zdjęc i w ogóle wyciągania aparatu z plecaka. A w głowie cały czas twkiła świadomość, że jest to jedno z najbardziej niebezpiecznych miast na świecie. Dlatego w pierwszym napotkanym, otwartym barze zatrzymaliśmy się na dość długim śniadaniu.

W pewnym momencie cos się zaczelo dziać, na ulicy pojawili się biegacze... na początku nie zwracaliśmy na nich uwagi. Dopiero po kilku minutach, gy cały cały czas kolejni mijali nasz bar wyszliśmy popatrzeć. Okazało się, że rozpoczął się coroczny, 9 kilometrowy bieg po centrum historycznym Sao Paulo, w którym wzięło udział około 6 tysięcy osób. Ruszyliśmy za nimi i w sumie zrobiliśmy sobie spacer wzdłuż całej trasy biegu. A najlepsze jest to, że dotarliśmy do mety razem z niektórymi uczestnikami. I trochę żałowaliśmy, że nie byliśmy zarejestrowani, gdyż wszyscy uczestnicy dostali super koszulki (oddychające z długim rękawem i fajnymi nadrukami) a mimo naszych starań, nie udało się przekonać organizatorów, że też pokonaliśmy całą trasę. Niestety, koszulek tych nie dało się również zakupić.

Dobrze, że trafiliśmy na ten bieg, gdyż dzieki temu mogliśmy spokojnie przespacerować się po starym mieście. Wzdłuż trasy było sporo ludzi, organizatorów, służ pożądkowych i jakoś tak od razu lepiej i bezpieczniej się poczuliśmy. Chyba po raz pierwszy w Ameryce Południowej nie byliśmy skorzy do zaglądania w puste, mniejsze uliczki  trzymając się tylko głównych i bardziej zaludnionych miejsc. Nawet tak ładny, główny plac jakim mógłby być Plac da Se, przy którym stoi katedra, jest dośc dużo ludzi odwiedzających, oglądających katedrę, czy jak to było tej niedzieli po prostu przychodzących na mszę jest pełen bezdomnych: śpiących, grających w piłkę czy po prostu wałęsających się. Sama ilość policji w tym miejscu – na każdym kroku radiowozy i patrole daje do myślenia... Dlatego też nie chcieliśmy sprawdzać mniej odwiedzanych miejsc... a przecież coś musieliśmy robić do wieczora (szybko pożałowaliśmy, że kupiliśmy bilety dopiero na 20:00). Pomyśleliśmy o kinie. Niestety, przez cały dzień nie napotkaliśmy ani jednego normalnego kina, za to przynajmniej kilkanaście pornokin o fascynujących nazwach – Las Vegaz, Art Palacio, które były otwarte 24 godziny na dobę. Może dlatego tak bardzo rzucały się w oczy ponieważ wszystkie inne miejsca, z okazji niedzieli, były pozamykane na trzy spusty a  tych, w pełni oświetlonych kin nie dało się niezauważyć... Z filmu zrezygnowaliśmy za to odwiedziliśy centrum kultury z kilkoma niezłymi wystawami fotograficznymi .

Po południu wróciliśmy na plac Republiki, który o tej porze wyglądał zdecydowanie inaczej. Wypełniony był kramami, ulicznymi artystami, straganami z przekąskami i pyszniutkimi łakociami, gdzie niedzielne popołudnie spędzali pauliśći (mieszkańcy Sao Paulo). Tutaj zobaczyliśmy kolejne poubierane pieski, jeden nawet dumnie spacerował, obok swojej pani w kurteczce dżinsowej. Jednak nasze najśmielsze oczekiwania przerósł stragan z odzieżą dla psów! Sukienki, swetreki, bluzeczki, kurteczki, szaliczki do wyboru do koloru – przecież właśnie trwa zima i czworonożnym ulubieńcom też musi być ciepło. Może to jest pomysł na biznes w Polsce i rozpropagowaie mody psiej również w naszym kraju...hhhhmmmmm...    

Obok placu znajduje się 41 piętrowy budynek - Edificio Italia, na szczycie którego mieści się bar i restauracja i skąd roztacza się wspaniały widok na miasto. Dopiero tam, na tarasie czterdziestego pierwszego  piętra  wyciągnęliśmy aparat, żeby mieć choć kilka pamiątkowych zdjęć z Sao Paulo. Tam też mogliśmy zauważyć jak niedzielne popołudnie, w wypełnionej po brzegi, dość sporej restauracji spędzają  „lepiej” sytuowani pauliśći. Jeszcze jedna ciekawostka. Kolejny zawód, którego nie ma w naszym kraju a tutaj, w Ameryce Południowej jest bardzo polularny to „windziarz”. Osoba taka ma w windzie swoje krzesełko, wita wsiadających i naciska guziczek odpowiedniego piętra – nawet jeżeli jest tylko jedna możliwość wjechania tylko na jedno, konkretne piętro, na którym jest na przykład wystawa (tak było w muzeum). „Fascynujące” zajęcie a do tego można się nabawić klaustrofobii...

Na koniec, żeby przed zmrokiem wrócić na dworzec poszliśmy jeszcze na obiad. Restauracje „self-service” stały się tutaj naszym ulubionym miejscem posiłków. Płacisz określoną kwotę i jesz ile tylko możesz i co tylko chcesz z wystawionych dań. Najczęściej są dwa przedziały cenowe – tańsza wersja to korzystanie z całego szwedzkiego stołu (zawsze są tam też jakieś potrawy mięsne) a droższa wzbogacona jest o świeżo grilowane  przeróżne mięsa, które też możesz jeść do woli. Tutaj kelnerzy cały czas donosili – karczki, serduszka, skrzydełka, nożki, kiełbaski, boczki, steki... na co tylko człowiek miał ochotę a jak miał możliwośći żołądkowe to mógł jeść wszystko. Tutaj zafascynowała nas inna rzecz- w całej restauracji było przynajmniej pięć telewizorów tak, by z każdego stolika był dobry widok na ekran. A co leciało w telewizji w niedzielne popołudnie?.... Oczywiście mecz piłki nożnejJ

Wracając do metra zauważylismy jeszcze jedną, ciekawą, niespotykaną u nas rzecz związanoą z tym narodowym sportem.  Na środku kolejnego placu zbudowane było profesjonalne boisko do piłki nożnej, z soczysto zieloną sztuczną murawą, ogrodzone kilkumetrową siatką, bardzo dobrze oświetlkone i nagłośnione. Miało nawet trybuny. Przez całą niedzielę trwały tam mecze amatorskich drużyn. Oni chyba naprawdę kochają ten sport.....

I tak mimo obaw, czternaście godzin w Sao Paulo jakoś mineło. Zbliżała się dwudziesta a tym samym czas odjazdu. Przed nami było kolejne 16 godzin jazdy. Chcieiśmy jeszcze pooglądać miasto przez szyby autobusu ale ilość wrażeń i zmęczenie wzięły górę. Zasnęliśmy zaraz po  opuszczeniu dworca....  

 

...zdjęcia...

Sao Paulo - Album Zdjęć                                          Sao Paulo - Pokaz Slajdów