Brazylijskie Plaże


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

 Ilha Grande, Trindade, Parati...  2007.08.05-11

 

Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża posród drzew....

 

Ilha Grande

 

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy była Ilha Grande. Wybierali się tam wszyscy napotkani wcześniej na trasie turyści. Również my postanowiliśmy sprawdzić co jest w niej takiego niesamowitego.... Mimo, że nie powaliła nas na kolana miała swój specyficzny klimat.  Na wyspę a właściwie do wioski Vila do Abraao dopływa się promem (1,5 godziny) z Angra do Reis. Osada składa się praktycznie z same hostelików, pousad, campingów restauracji, sklepików i niewielu stałych mieszkańców. Obecnie trwa zima więc miejscowość jest dość wyludniona, co nie jest takie złe ponieważ na plażach nie ma tłumów a ceny w hostelach dużo niższe. Początkowo mieliśmy w planie camping (nasz budżet w został już dość poważnie nadszarpniętyL) ale po wyjściu z promu nocleg sam do nas przyszedł... a właściwie pan sprzedający,  który chyba bardzo chciał przyprowadzić do hostelu klientów i   zaoferował nam spanie (dwójka z łazienką i śniadaniem) w cenie niewiele wyższej niż camping. Żal było nie skorzystać, tym bardziej, że pogoda wcale nie była taka plażowa i jeszcze tego samego wieczora się dość mocno rozpadało. Pierwszego dnia o słońcu mogliśmy zapomnieć więc nie pozostało nam nic innego jak trekking. W obrębie całej wyspy jest kilkanaście szlaków rowerowo-pieszych więc jeśli tylko się chce, to na brak ruchu nie można narzekać. Górki wydawały nam się takie niskie a szlak taki prosty. Nie wzięliśmy pod uwagę ogromnej wilgotnośći powietrza a im wyżej czy głębiej w las wchodziliśmy tym było gorzej. Taki klimat bardzo męczy więc mimo niewielkich wzniesień wieczorem byliśmy padnięci.  Najgorsze, że cały czas było mocno zachmurzone a brak wiatru nie wskazywał zmiany pogody.

 

Dlatego mile zaskoczyło nas piękne słońce i błękitne niebo następnego ranka. Trochę z powodu lenistwa,  popłynęliśmy łódką na plaże Lopez Mendez, według niektórych uważaną za najładniejszą plaże Brazylii, znajdującą się z drugiej strony wyspy. Na nogach to 2,5  godziny szybkiego marszu przez tropikalny, wilgotny las... Fale były ogromne, woda lazurowa  a piasek jasny i drobniutki. Tego nam było trzebaJJ Dlatego ten i kolejny dzień minęły nam podobnie: śniadanie, łódka do plaży,  po południu powrót, kolacja i spacer. No i kolejna wspaniała rzecz jaką tutaj odkryliśmy- samoobslugowe lodziarnie na wagę. Masz dostepne wszystkie smaki lodów, wszelkie możliwe dodatki łącznie z różnymi likierami, łakociami, orzechami, ciasteczkami, żelkami, polewami i samemu komponujesz sobie loda, na jakiego tylko masz ochote. Nastepnie kładziesz go na wagę.... i jesteś przerażony gdy wybijają cenę ale lód jest przepyszny. Dokładnie taki jak sobie go wymyśliłeś!

 

W samym Arbaao właściwie nie ma typowej plaży a całe wybrzeże to port i ogormna ilość łódek, barek rybackich. Dlatego trochę zastanawia nas fenomen tego miejsca, ilość hoteli i miejsc noclegowych. Osoby przyjeżdzające na dłużej, żeby poleżeć na plaży muszą codziennie spacerować po kilka godzin albo dopływać łodzią. Oczywiście plaż jak i pięknych zatoczek, miejsc do surfowania czy nurkowania jest wokół wyspy sporo ale do wszystkiego trzeba dopływać. My pozostaliśmy przy jednym trekkingu i jednej, za to bardzo pięknej, plaży. Chcieliśmy zobaczyć jeszcze inne miejsca dlatego w czwartek rano ruszyliśmy dalej. Celem było Parati i Trindade.

 

Trindade i Paraty

 

Do Paraty dotarliśmy bez konkretnych planów i właściwie nie wiedzieliśmy czy tam się zatrzymać czy ruszyć dalej. Jak na złość, na dworcu nikt nas nie zaczepiał i nie oferował noclegu a autobusy do odległego o 28 kilometrów Trindade odjeżdzały co chwilę więc decyzja była szybka.  Po 45 minutach wysiedliśmy w Trindade.... Miejscowość niewielka, za to wydawało się, że z  każdej strony słychać morze. Dom, w którym mieliśmy pokoik usytuowany był praktycznie na plaży a nasze okno, a właściwie drzwi balkonowe wychodziły na morze. Drzwi balkonowe, gdyż balkon to albo ma być dobudowany w przyszłości albo istniał kiedyś a teraz pozostały tylko betonowe wzmocnienia. Najważniejsze, że szum morza mógł nas kołysać do snu. Ale zanim zasnęliśmy z pokoju wyciągnęła nas muzyka grana na żywo, zaraz pod naszym oknem. Okazało się, że jest tam przyjemna knajpka. Na piasku porozstawiane stoliki (plastikowe oczywiście), pośrodku palące się ognisko, wokół zapalone pochodnie, od czasu do czasu większe fale zalewające stopy siedziących gości a koncert był dopełnieniem tego w pełni romantycznego klimatu....

Tutaj zostaliśmy rówież zaskoczeni otwartością i serdecznością brazylijczyków. Tak po prostu zaproszono nas do sąsiedniego stolika. Klimat był śmieszny,  każdy chciał z nami rozmawiać, o coś się pytał, chciał się czegoś dowiedzieć.... oczywiście po portugalsku... więc rozmowa była mixem portugalskich słowek, hiszpańskiego, angielskiego, machania rekami, gestykulacji i śmiechu. Chęci i starania, żeby się zrozumieć były ogromne i obustronne, efekty różneJ, pół na pół ale najważnieszy był klimat, serdeczność i mile spędzony wieczór.

 

Plaże w Trindade a jest ich tam pięć okazały się być niesamowite – lasy, piasek, skały - mieszanka wszystkiego. Na końcu znajdował się jeszcze naturalny basen, gdzie skały były tak usutuowane, że przyjmowały na siebie siłę uderzanych fal więc woda pomiędzy nimi a brzegiem była spokojna i można było tam pływać jak w basenie (tylko bardzo słonym). Dzień minął nawet nie wiadomo kiedy – samo przejście wzystkich plaż trochę nam zajęło, potem jeszcze chwila leżenia, pływania w basenie i nawet się nie objerzeliśmy jak zaczęło się ściemniać i robić chłodno. W sobotę po południu  już jechaliśmy więc celem maksymalnego wykorzystania czas wstaliśy na wschód słońca, żeby jak najdłużej nacieszyć się morzem. Wieczór spędziliśmy jeszcze w Paraty, niewielkim ale bardzo klimatycznym,  kolonialnym miasteczku. Całe stare centrum to niskie, pobielone budynki z kolorowymi framugami, co dodawało im uroku.

 

Obecnie mieszczą się w nich liczne galerie, kawiarenki, restauracje...widać, że miasteczko jest dość mocno turystyczne. Ale wcale nas to nie dziwi gdyż jest naprawdę ładne. Tam spotkaliśmy jeszcze poznaną w Trindade parę:Gleice i Sergio i razem pojechaliśmy zobaczyć pobliski fort. Poza tym wieczór minął nam na sprawdzaniu kafejek internetowych, żeby załadować nowe zdjęcia ale jak mogliście zauważyć, z marnym skutkiem, gdyż praktycznie wszędzie komutery były zablokowane. A przed północą wsiedliśmy już w autobus do Sao Paulo...

 

...zdjęcia...

Parati - Album Zdjęć                                                     Parati - Pokaz Slajdów

 

Trindade - Album Zdjęć                                             Trindade - Pokaz Slajdów

 

Ilha Grande - Album Zdjęć                                     Ilha Grande - Pokaz Slajdów