Sucre


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Sucre i podróż z Boliwii do Brazylii... 2007.07.20-22

 

Sucre, położone na wysokości 2700 metrów okazało się być całkiem innym światem. Ze wzgledu na położenie było dużo cieplejsze- ludzie w krótkich rekawkach, sandałach, na rynku i w parkach rosły palmy.... do tego całe centrum odnowione, piekne bałe kamieniczki, wielu młodych zadowolonych ludzi spędzających czas w kawiarniach, parkach na ulicach. Czuć było, że miasto żyjeJ

W dodatku nasz hostelik był na przeciwko targu i na śniadanie zjedliśmy sobie po ogromnej sałatce owocowej z jogurtem i świeżym sokiem z marchewki za jedyne 2,5 pln na osobeJJ Chyba jeszcze nie wspominaliśmy, że w tej części świata, na każdym targu jest część konsumpcyjna i gdzieś tam zawsze znajduje się rządek pań sprzedających świeże soki ze wszystkich dostępnych w danym okresie owoców. Oczywiście są też owocownie - tak zwane „Jugeria” ale jeżeli nie można takiej znaleźć albo po prostu chce się szybko albo taniej napić soku to targ jest idealnym miejscemJJ W Sucre, z powodu poślizgu w Potosi zostaliśmy tylko jedną noc. Wieczór – bardzo zadowoleni z życia spędziliśmy sobie na piwku a kolejne przedpołudnie na spacerach po mieście. Mimo, że sympatycznie to trochę miast mieliśmy już dość a naszym celem była... Brazylia i PantanalJJ 

Więc w piątek (20 lipca) po południu wsiedliśmy w autobus do Santa Cruz. Pierwsza noc w autobusie... przyznamy, że dość wygodnym ale... (tutaj zawsze musi być jakieś „ale”) bo okna z naszej strony się nie otwierały a zapachy były dość intensywne a mało przyjemne... A nawet te okna, które się otwierały trzeba było zamknąć bo dróg alfaltowych tutaj nie mają więc wlatywały tony pyłów tak, że się oddychać nie dało. Dlatego podróż była „prawie” idealna a jak wiadomo „prawie” robi wielką różnicęJ

Santa Cruż miało znowu inny klimat- już miasto tropikalne- gorąco, silne ciepłe wiatry, piasek i kurz sypiacy do oczu. Chcieliśmy jeszcze tego samego dnia wsiąść w pociąg do granicy z Brazylią... chcieliśmy.. no i oczywiście na tym się ksończyło....

 

Bilety na pociąg  były już wyprzedane na następne trzy dni. Ale nie daliśmy za wygraną... nie chcieliśmy utknąć w kolejnym mieście... i okazało się że są autobusy! Byliśmy bardzo zdeterminowani!  Kupiliśmy dwa ostatnie miejsca!!!!! Wiedzieliśmy, że czeka nas hardcorowa podróż.  Kolejna noc i  20 godzin w autobusie – tutaj nie było już żadnej ulepszonej wersji – najzwyklejszy autokar na pięćdziesiąt kilka osób z ledwo rozkładającymi się siedzeniami. Trzeba zaznaczyć, że w Boliwii w autobusach jest dużo ciaśniej niż w Peru więc europejskie nogi mają problemy z pomieszczeniem się. Ale nic to - daliśmy radę. Tutaj, mimo ton kurzu i pyłu nie zamykało się okien bo już całkiem nie byłoby czym oddychać. Więc wyjechaliśmy w czwartek o 16 i do Portu Quijarro dotarliśmy w sobotę w południe. Na dzień dobry , jak wszyscy prasażerowie zostaliśmy wypytani o szczególy podróży i przeszukani przez brygadę antykokainową. A potem zostaly nam już tylko 2 kilometry do granicy...

 

Jeszcze małe spostrzeżenia dotyczące narodu boliwijskiego:

 

Podejście ludzi jest trochę jak u nas za komuny, zwłaszcza w mniejszych mało turystycznych miejscach - w restauracji czekasz godzinami aż łaskawie ktoś do ciebie podejdzie nawet jeśli chcesz zapłacić!!!!! W informacji turystycznej kobietę prawie musieliśmy przepraszać, że jej przeszkadzamy w lekturze gazety czy w sklepie - z rozmową z koleżanką czy, co gorsza, w golądaniu meczu. I jak w Peru wszędzie namawiali, reklamowali towary, posiłki, proponowali alternatywy, żeby tylko z ich usług skorzystać, nawoływali do wsiadania do busów. Tutaj nic..... nawet zbytnio nie chcieli udzielać informacji.

 

Kolejną rzeczą jest edukacja i świadomość społeczna dotycząca zanieczyszczenia środowiska, której tutaj praktycznie w ogóle nie ma. Dlatego cały czas razi nas wyrzucanie wszystkiego na ulicę.... Na przykład, jak jedziesz autobusem to na każdym postoju możesz kupić coś do jedzenia. Kobiety sprzedające mają już wszystko przygotowane dla podróznych – ciepłe posiłki w plastikowych pojemnikach, kompoty w foliowych woreczkach itp... więc wszyscy kupują, zajadają a potem wyrzucają wszystkio przez okno..... W ostatnim autobusie Dominika siedziała obok takiej „lady”, która cały zas przeglądała się w lustereczku , spała cała przykryta- łącznie z głową, prześcieradłem, żeby za dużo kurzu na nią nie naleciało ale po zjedzeniu kurczaka wszystko wyladoało za oknem a na dodatek, żeby nie mieć brudnych rączek zużyła pół rolki papieru toaletowego do wytarcia, który po zużyciu również znalazł się na zewnątrz. Szok! I jak w Peru widać odgórny proces i trwającą edukację ekologiczną, widać zmiany, przynajmniej u młodych ludzi, to tutaj jest jeszcze wiele do zrobienia.....

 

A na koniec jeszcze jedna ciekawostka hehehe – tutaj za wszystko, za co płacisz dostajesz rachuneczek- nawet za wstęp do toalety publicznej  otrzymujesz, razem z papierem toaletowym bilecik potwierdzający uiszczenie opłaty a na dodatek w Santa Cruz  papier toaletowy był poporcjowany i zgrzany w folię (tak jak kiedyś porcjowało się u nas słonecznik). Sama ta praca i koszt materiału – rachunków i foli był pewnie wyższy niż wstep do toalety a do tego produkcja dodatkowych śmieci.... Chyba dużo jeszcze przed nimi....

 

A my tymczasem dotarliśmy do Brazyliii i jutro wyjeżdżamy na pięć dni w głąb Pantanalu!!!!!!!!!   

 

...zdjęcia...

 

Sucre - Album Zdjęć                                             Sucre - Pokaz Slajdów

 

Leniwiec w Santa Cruz - Album Zdjęć          Leniwiec w Santa Cruz - Pokaz Slajdów