Potosi


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Potosi, kopalnie srebra i strajki....  2007.07.16-19

 

Do Potosi dotarliśmy w środku nocy więc na początku przepłaciliśmy za taksówke (minusy docierania do nowych miejsc w nocy), po odwiedzeniu kilku hosteli udało nam się wreszcie zaologowaćJ. Dzieki temu cały kolejny dzień mieliśmy na zwiedzanie miasta... Potosi swoje lata świetności przeżywało w  XVII/XVIII wieku i wówczas, dzieki kopalniom i wydobyciu srebra było największym miastem Ameryki Łacińskiej a nawet świata – podobno zamieszkiwało je dwukrotnie więcej osób niż największe wówczas miasta europejskie. O jego świetności świadczy rozległe kolonialne centrum – niestety obecnie bardzo podupadłe i zniszczone....

Dzisiaj jest to typowe miasto górnicze, gdzie w kopalniach góry Cerro Rico nadal pracuje kilkadziesiąt tysięcy górników. Niestety, metody pracy i wydobycia są nadal bardzo prymitywne – większość rzeczy wykonuje się ręcznie dlatego wydajność jest również niewielka... a najgorsze jest to, że w dużej mierze pracują tam jeszcze dzieci. Wielu z górników to kilkunastoletni chłopcy (niektorzy zaczynają pracę już w wieku 10-11lat) Z powodu toksyn, pyłów górnicy ci dożywają 40 lat. A wedlug niektórych szacunków od momentu powstania kopalni zginęło w nich około 8 milionów górników....

Po kilkugodzinnej wizycie w kopalni, którą można na miejscu wykupić (rozmowach z górnikami-chłopcami, przyglądaniu się ich pracy i zobaczeniu tego wszystkiego na własne oczy) byliśmy cały wieczór dość mocno przytłoczeni. Nawet dla Tomka, który wychował się na Śląsku i górnicza rzeczywistość nie była mu obca było to wstrząsające przeżycie.... 

 

Kolejnego  dnia mieliśmy jeszcze troche pozwiedzać samo miasto a po południu już jechać dalej do Sucre bo w Potosi leżącym na 4000 m.n.p.m. nadal było bardzo zimno a tego mieliśmy już serdecznie dość i potrzebowaliśmy słońca i ciepła...

 

Strajki...

 

Niestety, tego dnia rano górnicy rozpoczęli strajk.... i zablokowali całe miasto...blokady porozstawiane były wszędzie tak, że nagle cantrum zrobiło się bardzo przyjemne do spacerowania, gdyż nie jeździły żadne saochody ani kopcące busy. Niestety, oznaczalo to również, że utknęliśmy i nie możemy wyjechać z miasta! Zablokowane zostały wszystkie drogi dojazdowe do Potosi! Górnicy nie przepuszczali żadnych pojazdów... Na dodatek, nikt nie wiedział jak długo strajk może potrwać... wszystko zależało od efektu rozmów z rządem....

No więc troche kicha bo plany nam się pokrzyżowały. Na dodatek utknęliśmy w  całkiem niefajnym miejscu – bo tutaj tylko w ciągu dnia gdy świeciło słońce klimat był jako taki a w nocy temperatury spadały poniżej zera. Nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie jeden mały szczegół, że tutaj w mieszkaniach i hostelach nie ma ogrzewania, a ten, w którym spaliśmy to drzwi i onka miał tak nieszczelne, że można było palcami szpary zatykać. Dodatkowo łazienka była na zewnątrz więc trzeba było w nocy przechodzić przez zimne patio... a brak ciepłj wody, z powodu pozamarzania rur dolał oliwy do ognia... Do tego jeszcze te strajki. Dominika nie wytrzymała! Przez caly dzień miała małego doła! Kolejnego dnia mieliśmy być już w cieplejszym Sucre... mieliśmy....

Więc żeby poprawić samopoczucie pierwsze co, to zmieniliśmy hostel.... i to był strzał w dziesiątke – cieplejszy pokój, jasny, umiejscowiony na górze, więc przez cały dzień nagrzewany przez słońce, do tego wiecej kocy, czyściej, łazienka a w niej gorąca woda.... Bajka!!!!!  Dopiero podróżując dłużej człowiek uświadamia sobie jak takie małe rzeczy mogą zmieniać jeog nastrój i podejście do świataJ Coż było robić, już w dużo lepszych humorach – nadrabialiśmy zaległości mailowe i dosć dużo czasu spędziliśmy na necie. Co jakiś czas sprawdzając u panów policjantów czy sytuacja strajkowa się zmieniła...

Dodatkowo, zauważyliśmy, że w Potosi jest kilka kin! Co może wydawać się śmiesznym spostrzeżeniem (w porównianiu np z Krakowem). Ale tutaj wcale nie takie oczywiste - właśnie to zadziwiło nas w Cuzco w Peru – duże miasto pełne szkół i uniwersytetów a tym samym młodych ludzi i studentów. A w nim... żadnego kina!!!!! Po rozwinięciu się czarnego rynku i możliwośći kupienia każdego filmu na dvd za grosze kina upadły! Dla nas to było niewiarygodne! Przecież to nie ten sam odbiór oglądanego filmu! Więc mile nas zaskoczyło, że w Potosi mogliśmy sobie pojść do kina. Oczywiście jakościowo odbiegało od naszych – wszystko trzeszczy, mało co widać, niewiele słychać.... ale i tak jest klimatJ

 

Trzeciego dnia postanowiliśmy już się z miasta wydostać. Tym bardziej, że w hostleu pojawiły się nowe osoby, którym jakoś udało się przez blokady przedostać. Nasza właścicielka wzieła  sprawy w swoje ręce i zajeła się organizacją... pytała wszystkich kto w jaki sposób się tutaj dostał, utrzymywała gorącą linie z dworcem autobusowym i miała  aktualne informacje co do możliwośći pokonania blokadJ  Podzieliła nas na grupy 4 osobowe i po śniadaniu razem z parą japończyków, którzy również są na Gap Year (w podróży od 8 miesięcy) wsiedliśmy do pierwszej taksówkiJ ....

 

Dojechaliśmy do rogatek miasta, do pierwszej blokady....

Na początku droga zastawiona ciężarówkami – kilku górników gra w karty.... potem pełno kamieni a dalej prowizoryczne boiska regularne rozgrywki na środku drogi... można się przyjrzeć z bliska w jakim wieku są pracujący tam górnicy- wiekszość to jeszcze dzieci... Blokada była długości 500- 700 metrów.

Właśnie tam idealnie można było zaobserwować jak popyt kreuje podaż. W miejcu gdzie jeszcze kilka dni temu było pustkowie w trzecim dniu strajku można było zapopatrzyć się we wszystkie potrzebne do przeżycia rzeczy. Kobiety na taczkach poprzywożóne miały napoje, przekąski, w wiadrach naogotwane kompoty, ciepłe posiłki. W jednym jedzenie, w drugim woda do przepłukania brudnuch naczyń i interes się kręci.... Oczywiście nie mogło zabraknąc sprzedających alkohol... rum, whisky, pisco – przecież noce są bqardzo zimne i jakoś, poza paleniem opon (których popioły były wszedzie) trzeba się rozgrzać. A ciągu dnia też coś trzeba robić bo nie wszyscy mają chęć grać w piłkę więc pijanych strajkujących tam nie brakowało. Przeszliśmy pierwszą blokadę – w pierwszy dzień 15 kilometrowy odcinek trzeba było pokonać piechotą ale teraz czekały tam już taksówki, przewożące ludzi do kolejnej blokady. I biznes tak się kręci....

 

Dodatkowo, wszyscy rzują koke... tradycyjnie już górnicy w kopalniach- żeby wytrzymać kilkunastogodzinną ciężką pracę, cały dzień bez jedzenia. Dlatego każdy odwiedzający kopalnię turysta zwyczajowo przynosi im prezent w postaci liści koki i czegoś do picia... Ale w Boliwii zauważyliśmy nie tylko górników.... strasi ludzie, niepracujący a spędzający dnie na ławeczkach w Potosi – kobiety, mężczyźni – siedzą rzując sobie koke. Nasz kierowca Romer na salarach – prowadził rzując kokę, wiekszość strajkujących, czy taksówkarz wiozący nas od pierwszej do drugiej blokady.... usta wypełnione liścmi....

 

Druga blokada była znacznie bardziej rozległa – miała ponad 2 kilometry długośći, ktore trzeba było przejść piechotą. I tak jak my czy inni „gringos” mieliśmy plecaki więc przemiszczanie się nie było sprawą dość trudną- choć mocne słońce i zerowa ilość drzew trochę doskwierały...Ale autochtoni takich cudów nie posiadają – jak mają walizki czy troby podróżne to już jest bardzo dobrze. Najczęściej jednak ich pakunki pozawijane są w ogromne chusty które noszą na plecach, dodatkowo  bardzo popularne są plastikowe kraciaste torby. U nas też kiedyś one królowały a obecnie można je zobaczyć u naszych wschodnich sąsiadów przyjeżdzających na handel do Polski. Boliwijczycy przeoża ogromne iości rzeczy – łącznie z warzywami, owocami, zbożem więc dodatkowo wielu wiezie jeszcze  worki zboża, kukurydzy czy ryżu... więc gdy oni muszą przejść jedną czy drugą blokadę to sprawa nie jest taka prosta jak z nami – zwłaszcza jeśli jest to jakaś obładowana babuszka z dziadkiem.... Na szczęście i tutaj  zadziałało prawo popytu i podaży i pojawiło się wiele dzieciaków, które powyciągały z domów wszystko co miało kółka (taczki, dwukółki) i za pare boliwianów przewoziły tobołki  z jednej strony pomagając podróżnym a z drugiej zarabiając jakieś pieniądze...

 

Po minięciu drugiej blokady czekały już autobusy i mogliśmy spokojnie przejechać następne 120 kilometrów i dotrzeć wreszcie do Sucre.

 

...zdjęcia...

Potosi - Album Zdjęć                       Potosi - Pokaz Slajdów