Lima


 

Włóczykije Round The World Expedition / Wyprawa z Włóczykijami dookoła świata

 

 Ameryka Południowa

Strona Główna

Lima 2007.05.17-20 

 
Dotarlismy... lecz wcale nie bylo to takie hop-siup:)

Na poczatku bylo metro w Londynie (jedynie jedna godzinka). Potem 5 godzin oczekiwania na lot do Madrytu. W Madrycie na lotnisku w trakcie trzy godzinnej przerwy posililismy sie nijakiej jakosci fast foodem - NIE kupujcie Wripp Menu !!! Nastepnie 11,5 godziny lotu do Limy - i tutaj mile zaskoczenie- jest miejsce na nasze nogi:) W trakcie lotu trzy niskobudzetowe filmy i dwa calkiem, calkiem posilki. Na lotnisku w Limie spedzilismy nastepne poltorej godziny w odprawie - zaczyna sie Ameryka Lacinska (jak to dobrze ze ordnung w naszej krwi nie jest tak silny jak u naszych zachodnich sasiadow). W Londynie nagralismy przemila peruwianke - Lilian ktora nas odebrala z lotniska, nastepnie dzielnie targowala sie z taryfiarzami (z 90 soli zeszlismy do 15) a potem zawiozla nas do hoteliku w Miraflores - nie był najtańszy(60 soli za „matrimonial”), bo dzielnica jest bogata i  typowo turystyczna, jednak stwierdziliśmy, że na początek, do zaaklimatyzowania się na nowym kontynencie mozemy sobie pozwolic na jeszcze odrobine luksusu/burżujstwa – a później będziemy już bardziej przestrzegać budżetu:).....

Pierwsze wrazenia z przejazdzki... o niebo lepiej niz w Indiach - uzywaja klaksonow troche mniej niz hindusi, migacze - tez nieznane (ale to domena europejczykow), zmiana pasow ruchu - a jakze dawaj:) Mimo, ze w Limie byla dopiero 19:00 po dotarciu do hotelu padlismy w naszym lozu "matrimonial" na dobre 12 godzin...  jedyne na co bylo nas wczesniej stac to prysznic....
 
... po dwunastu godzinach snu poczulimy sie duzo, duzo lepiej:)  Z Lilian bylismy umowieni dopiero na sobote wiec caly piatek mielismy do zagosopodarowania. Dzionek pierwszy rozpoczal sie od zapoznania sie z najblizsza okolica. Wizyta w pierwszym sklepie zaowocowala a jakze udanym zakupem - Inca Kola (cudo o smaku jak sie potem okazalo naszej starej socjalistycznej oranzady). Lecz co najciekawsze bylo w calym tym trunku to opakowanie - wiec z przodu jest haslo "GIGANTE MEDIO LITRO" coz bysmy przetlumaczyli na gigantyczne pol litra... no i rzeczywiscie jest to gigantyczne pol litra bo ma 625 ml.... tiia czyzby cala Ameryka Poludniowa taka byla??

 Nasze kroki  oczywiscie skierowalismy na wybrzeze, zeby zobaczyc ocean. Po drodze mijalismy rezydencje bogatych mieszkancow Limy –  budynki nie tylko mialy kraty w oknach najnizszych pieter ale praktycznie wszystkie otoczone byly drutami pod napieciem – co niestety nie napawa optymizmem i nie jest przejawem zaufania mieszkancow do wlasnego narodu.
Zaraz za hotelami i apartamentowacami ocean majestatycznie wylanial sie zza mgly (pewnie polaczonej ze smogiem). Odzdzielalo go od nas strome, wysokie zbocze i bardziej go bylo slychac niz widac bo fale uderzajac o kamienista plaze donosnie szumialy.   
 
Pozniej spacer ulicami Milaflores- gdzie bylo pelno hoteli, knajpek i restauracyjek – co nieszczegolnie nas interesowalo, wiec zwiedzilismy ruiny kultury Huaca Pucllana gdzie dowiedzielismy sie, ze wlasnie trwa Miedzynarodowy Dzien Muzeow i tego dnia nie placi sie za wstepy (czasami czlowiek to naprawde sie w czepku urodzi:)), co postanowilismy wykorzystac  wiec udalismy sie do centrum.
 
Na tych szerokosciach geograficznych publiczny (panstwowy badz miejski) transport nie jest znany. Naujpopoularniejszym srodkiem lokomocji sa prywatne busy, minibusy czy vany, ktorych jest na ulicach Limy setki, tysiace, a w kazdym z nich znajduje sie stojacy  w dzrzwiach pan naganiajacy, bezustannie nawolujacy przechodniow, wykrzykujac kierunki jazdy busow oraz nazwy ulic do ktorych zmierzaja. Busy zatrzymuja sie na zawolanie, wiec w jednym miescu, w tym samym czasie moze ich byc kilkanascie (na pasie prawym, srodkowym czy lewym). Wsiadanie i wysiadanie nie jest europejska bulka z maslem... oczy trzeba miec dookola glowy... ruch tej calej masy busowo-ludzkiej jest ciagly.  We wszystkim tym najlepsze jest to iz nie trzeba szukac przystankow bo bus i tak Cie znajdzie:)
 
Samo centrum Limy bardzo nas zaskoczylo niezwykloscia zabudowy w  kolonialnym stylu, przepiekne kamienice, katedra, palac arcybiskupow czy palac prezydencki, ktory nawiasem mowiac zostal zaprojektowany przez Polaka.
 
Skoro dzien na muzea to zobaczylismy jeszcze muzeum inwkizycji, katedralne i kultury i sztuki. Co bylo ciekawe,  po kazdym z nich oprowadzali przewodnicy- niestety w wiekszosci po hiszpansku i tu Dominika przekonala sie, ze musi bardzo duzo  popracowac nad hiszpanskim bo niestety podstawowy poziom tutaj nie wystarcza. Tomek jednak dzielnie trzymal paleczke tlumacza i Wloczykije dwa daly sobie rade.
 
Tym sposobem minal nam pierwszy dzien w Limie.  Dzien, gdyz tutaj jest zima i zmrok zapada juz przed 19 i mimo, ze Tomek mial ochote na wieczorne zwiedzanie Miraflores Dominika poczula potrzebe pojcia spac wraz z kurami: zmeczenie  po podrozy jednak ja dopadlo, do tego ilosc wrazen, nowe miejsce, jezyk i roznica czasowa zrobily swoje. Zasnela jak kamien.
 
Cala sobote mielismy spedzic z Lilian, z ktora bylismy  umowieni  w centrum juz o 9 rano. Jak sie okazalo, Lilian skonczyla histroie sztuki wiec byla profesjonalnie przygotowana do pelnienia roli przewodnika i na dzien dobry zrobila nam godzinne wprowadzekontrolowac z tempem mowienia tak, zebysmy mogli za wszystkim nadazyc - Tomek caly czas dzielnie uzupelnial Dominiki braki w zrozumieniu.  Lilian oprowadzila nas po kosciolach i klasztorach: Franciszkanow, Dominikanow i dawnym Jezuitow oraz po ciekawych zakatkach centrum – zwracajac nasza uwage na co bardziej interesujace budynki, okraszajac spacer opowiesciami historycznymi  czy sojcologiczno - kulturowymi.
 
Nastepnym wyzwaniem okazalo sie kupno biletu autobusowego do Huaraz, gdzie postanowilismy nastepnego dna pojechac. W Limie jest kilka firm autobusowych, ich ceny i rozklady sie dosc roznia a co istotne,  kazda ma swoja siedzibe w innym miejscu. Wiec razem z Lilian jezdzilismy z jednego miejsca do drugiego zeby ostatecznie zdecydowac sie na podroz noca z firma Ormeno w klasie Economico:)
 
Wiec przed nami byl jeszcze caly dzien na spacerowanie i obserwowanie roznych zachowan peruwianczykow oraz ich sposobow na spedzanie niedzieli.
Generalnie, stwierdzilismy, ze trudno byloby nam sie zgubic- po pierwsze to jestesmy biali wiec rzucamy sie w oczy ale przede wszystkim wszyscy wokół są conamniej o glowe od nas nizsi wiec wtopic w tlum sie nie damy rady.
 

Londyn 2007.05.14-16

Mimo planow, ze wczesniej sprawdzimy ile pomiesci sie w naszych plecakach ostatecznie pakowalismy sie w poniedzialek rano.... Fakt, caly sprzet i rzeczy do zabrania byly juz przygotowane i choc wydawalo sie tego bardzo duzo  wszystko sie zmiescilo:)

W efekcie Tomka plecak wazyl 18 a Dominiki 16 kilogramow - nie trzeba bylo dlugo czekac, bo jeszcze tego samego dnia stwierdzilismy, ze sa zdecydowanie za ciezkie:) dlatego musimy szybko przeczytac ksiazki, ktore zabralismy z zamiarem przeczytania i pozniejszego pozostawienia ich na trasie:) bo Dominika nie chce na razie pozbywac sie dodatkowych dwoch czy trzech ciuszkow, ktore zabrala mimo wczesniejszych ustalen co do ilosci ubran:):)      

W poniedzialek dotarlismy do Londynu... ktory przywital nas aura wprost ze znakomitego numeru "London in the rain...."

Pierwsze sniadanie na trasie: lawendowy miod prosto z Francji, ktory dostalismy na slubie, z przeznaczeniem  na nasz miesiac miodowy:)  Natalia, Vincent- miod jest wysmienity i wlasnie nim rozpoczelismy nasz miodowy rok:)

Teraz dwa spokojne dni na spotkania z przyjaciolmi, ktorych jak wiadomo w tym miescie jest wielu:), zorganizowanie pierwszych dni w Limie oraz odpoczynek po calych przygotowaniach do wyjazdu.   

...zdjęcia...

Lima - Album Zdjęć                                Lima - Pokaz Slajdów