► wiatraki w literaturze

W wiatry wplątane czarne ich ręce
chmury wełniste szarpią i drą. 
Kręcą, kołują, skrzypią i kręcą,
głuszą krakania kruków i wron.

Ramię okropne macha i macha,
piersiom drewnianym braknie już tchu, 
wierzby kudłate pędzą w przestrachu,
bledną chałupy w czapach ze mchu.

Kręcą, kołują, wiercą, chrobocą,
wre czarnoksięski trzepot ich rąk, 
drogę torują wiatrom i nocom,
włóczą za włosy mgły sponad łąk.

Wory obłoków sypią im w żarna
rudych wieczorów siarkę i miedź, 
miele się mąka gęsta i czarna,
w niebo gwieździste spada jak w sieć [...]

Władysław Broniewski "Wiatraki"


Gdy miał pięć lat, użyto go już – do pasania świń. Ale Antek nie bardzo się za nimi oglądał. Wolał patrzeć na drugą stronę Wisły, gdzie za wapiennym wzgórzem raz na raz pokazywało się coś wysokiego i czarnego. Wyłaziło to z lewej strony jakby spod ziemi, szło w górę i upadało w prawo. Za tym pierwszym szło zaraz drugie i trzecie, takie samo czarne i wysokie (...).

- Matulu! A co takie czarne chodzi za Wisłą?
Matka spojrzała w kierunku Antkowego palca, przysłoniła oczy ręką i odparła:
- Tam za Wisłą? Cóż to, nie widzisz, że wiatrak chodzi? A na drugi raz pilnuj świń bo cię pokrzywami wysmaruję.
- Aha, wiatrak. A co on, matulu, za jeden?
- At, głupiś! – odparła matka i uciekła do swojej roboty. Gdzie ona miała czas i rozum do udzielania objaśnień o wiatrakach!...
Ale chłopcu wiatrak spokojności nie dawał. Antek widywał go przecie co dzień. Widywał go i w nocy przez sen. Więc taka straszna urosła w chłopcu ciekawość, że jednego dnia zakradł się do promu, co ludzi na drugą stronę rzeki przewoził, i popłynął za Wisłę.
Popłynął, wdrapał się na wapienną górę, akurat w tym miejscu, gdzie stało ogłoszenie, żeby tędy nie chodzić, i zobaczył wiatrak. Wydał mu się budynek ten jakby dzwonnica, tylko w sobie był grubszy, a tam, gdzie na dzwonnicy jest okno, miał cztery tęgie skrzydła ustawione na krzyż. Z początku nie rozumiał nic – co to i na co to? Ale wnet objaśnili mu rzecz pastusi, więc dowiedział się o wszystkim. Naprzód o tym, że na skrzydła dmucha wiater i kręci nimi jak liśćmi. dalej o tym, że w wiatraku miele się zboże na mąkę, i nareszcie o tym, że przy wiatraku siedzi młynarz, co żonę bije, a taki jest mądry, że wie, jakim sposobem ze śpichrzów wyprowadza się szczury.
(...) Antek był kontent, bo zaspokoił ciekawość. Więc choć położył się spać o głodzie, marzył całą noc to o wiatraku, co miele zboże, to o młynarzu co bije żonę i szczury wyprowadza ze śpichlerzów.
Drobny ten wypadek stanowczo wpłynął na całe życie chłopca. Od tej pory – od wschodu do zachodu słońca – strugał on patyki i układał je na krzyż. Potem wystrugał sobie kolumnę; próbował, obciosywał, ustawiał, aż nareszcie wybudował mały wiatraczek, który na wietrze obracał mu się tak, jak tamten za Wisłą.
Cóż to była za radość! Teraz brakowało Antkowi tylko żony, żeby mógł ją bić, i już byłby z niego prawdziwy młynarz (...).

Poślijcie mnie już tam, gdzie uczą budować wiatraki (...).

Bolesław Prus "Antek"



Jeszcze z Zefirem na wzgórzu zbytkuje
w kulawym młynie podpartym drągami
jeszcze półskrzydłem obwisłym wachluje
chwasty wyrosłe pomiędzy żarnami.

Choć go obłapia pod żebra przegniłe
w tańcu straceńców zmurszałym ramieniem
wszystko wokoło pokrywa się pyłem
nieświadomości swych członków spróchnieniem.

Choć rozdmuchuje współżycia trociny
spadłe na glebę z klepsydry przetrwania
w drewnie osiadłej owadziej rodziny...
czas przeobrażeń, to czas umierania

jeśli w łańcuchu obiegu materii
nagle zabraknie przypływu energii.

fircyk
http://www.portalliteracki.pl/artykul,8149.html



Giną wiatraki w Mogilanach
Jagłowniku i pod Niechorzem
Złotowskie skrzydła czas połamał
Troszków od dawna nie sypie zbożem

A te wiatraki co jeszcze całe
Zmieniamy w knajpy i gospody
Gdzie zamiast wiatru dzwonią gitary
I izby śmiech rozsadza młody

Już Don Kichoci się wynieśli
Do krain zaludnionych snami
Bo cóż po Don Kichotach jeśli
Nie mogą walczyć z wiatrakami

A te wiatraki co jeszcze całe
Zmieniamy w knajpy i gospody
Gdzie zamiast wiatru dzwonią gitary
I izby śmiech rozsadza młody

http://www.piosenkoznajdowacz.pl
piosenka "Wiatraki"



Na rozległym pastwisku, opodal budynków gospodarczych, znajdowało się niewielkie wzniesienie, najwyżej położone miejsce na folwarku. Po zbadaniu terenu Snowball oświadczył, że właśnie tam najlepiej postawić wiatrak, który będzie mógł napędzać prądnicę dostarczającą energii elektrycznej. Dzięki temu oświetlono by stajnie i ogrzano je zimą; ponadto ruszy piła tarczowa, sieczkarnia, krajalnia buraków oraz elektryczna dój arka. Zwierzęta nigdy nie słyszały o podobnych wynalazkach (folwark należał do zacofanych i znajdowały się na nim jedynie najprostsze, prymitywne narzędzia), wytrzeszczały więc oczy, gdy Snowball roztaczał przed nimi obrazy wspaniałych maszyn wyręczających je w pracy, podczas gdy one będą szczypać beztrosko trawę na łąkach lub doskonalić umysły lekturą i konwersacją (...).

Sprawa wiatraka spowodowała podział wśród mieszkańców folwarku. Snowball nie ukrywał, że budowa będzie trudnym przedsięwzięciem. Należy wyrąbać kamienne bloki, ociosać je, zrobić ściany, wykonać skrzydła, na koniec - zdobyć prądnice i kable. (Gdzie - tego już Snowball nie powiedział.) Zapewniał jednak, że wszystkie prace potrwają rok. A gdy wiatrak już stanie, zapowiadał, oszczędzi się tyle wysiłku, że zwierzęta będą mogły pracować tylko przez trzy dni w tygodniu. Co się zaś tyczy Napoleona, powtarzał on z naciskiem, że najpilniejszą potrzebą chwili jest zwiększenie produkcji żywności, a jeśli będzie się tracić czas na jakieś wiatraki, wszyscy na folwarku pozdychają z głodu. Zwierzęta podzieliły się na dwa stronnictwa głosząc takie oto hasła: "Głosuj za Snowballem i trzema dniami pracy" oraz "Głosuj za Napoleonem i pełnym żłobem". Tylko Benjamin nie wypowiedział się po żadnej ze stron. Nie wierzył ani w to, że żywności będzie w bród, ani w to, że dzięki wiatrakowi zwierzętom będzie lżej. Z wiatrakiem czy bez wiatraka, filozofował, życie pójdzie tak, jak szło zawsze, to znaczy kiepsko.


George Orwell "Folwark zwierzęcy"



Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną,
Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,
Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną,
A na trawę, jak diabeł, miota cień rogaty.

Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony kosturem,
Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?
Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?
Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi?

W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze?
Gdybyś się uczłowieczył — jakie miałbyś lica?
Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze?
Czym jesteś oglądany przez duchy z księżyca?


Bolesław  Leśmian "Wiatrak"


The time is like a windmill

Of wheeling on the waves
That goes up and down a hill
In moments of lots to fill
With wonderments and craves

The morning is shining there
Onward to fields and roads
And giving a circle to adhere
From some to almost anywhere
Of many its falling loads

Its silences and tones so soft
Filling the moments to go
And bringing around its oft
With a round and around waft
Like wind in breeze will blow

The day and night to give in
Of each its work be done
From dry to water full spin
Where each of both has been
Until the turning is none

Wheel will strive and break
To reach its own destiny
Give of what it will take
And always be still awake
To turn forever and be free

For it's like circle of life
In making its going turn
And as it too it must strife
And break on through the rife
Forever to go on and learn

"The Time Is Like a Windmill" by Peter S. Quinn
The poem appeared on www.poemhunter.com/peter-s-quinn


Comments