W RAMIONACH WIATRAKÓW...

Nazywam się Marta Putkowska. Marzę, biegam boso po rosie z siatką na motyle, znajduję błogość jedynie w ramionach... wiatraków. Tych stojących samotnie w polu, pojękujących ze starości, zapomnianych i opuszczonych. Niegdyś tytanów pracy... dziś bezskrzydłych inwalidów.

Nie umiem im pomóc, ale mogę je ocalić od zapomnienia... za pomocą obiektywu mojego aparatu. W każdy wolny weekend dosiadam więc mojego odra
panego Rosynanta (tak zwykłam nazywać mój rower) i z szaleństwem w oczach wyruszam ratować wiatraki. Ten wyścig z czasem trwa już dwa lata. Nie zawsze zdążę. Często przybywam spóźniona, gdy wiatrak już umrze...

Kanon młynarski

Wiatraka się nie buduje, nie wznosi się. Wiatrak zostaje powołany, bierze początek, albo przychodzi. Budować można dom, stodołę, oborę, to, co stoi nieruchomo. Wiatrak porusza się, chodzi, pracuje, wydaje dźwięki, mówi, gra muzykuje, zawodzi, niedomaga, choruje, gniewa się, odpoczywa, śpi. Wiatrak żyje, czuje. Jest jak człowiek i tak jak nie ma takiego samego człowieka, tak nie ma takiego samego wiatraka. Każdy wiatrak ma swój charakter jedyny i niepowtarzalny. Ojcem wiatraka jest cieśla i on zawsze potwierdza to znakiem. Wiatrak odchodzi lub ginie, a tam gdzie pracował, pozostaje jego mogiła. (Jan Święch, Tajemniczy świat wiatraków)

Kanon ten jest kwintesencją wypowiedzi piętnastu młynarzy na temat wiatraków. Dla mnie jest poza tym najpiękniejszą mantrą i najskuteczniejszą modlitwą, która rozgoni najciemniejsze chmury nad moją głową. Wierzę, że wiatrak nie tylko myśli, ale również czuje.
Ha! Traktuję je jak moich skrzydlatych amantów! I jak o kochanków jestem o nie zazdrosna!

Ratujcie ginące wiatraki!

Wiatraki na stałe wpisały się w krajobraz polskiej wsi. Koźlaki na wielkopolsce i podlasiu, holendry na północy kraju, wiatraki sokólskie na Białostoczczyźnie. Kiedyś wygrywały z samym wiatrem. A z wiatrem nie wygrał jeszcze żaden człowiek! Rzecz dziwna... choć tak wiele wiatraków przetrwało wojenną zawieruchę (były wykorzystywane jako wieże obserwacyjne), to nie miały one już tyle szczęścia w Polsce powojennej. Dziś to tylko ustronne miejsce za wsią, gdzie większość nastolatków przeżywa swoje pierwsze, nieśmiałe pocałunki i bardziej odważną inicjację seksualną...

Wojowniczy Don Kichote poniósł sromotną klęskę w walce ze skrzydlatymi olbrzymami. Ale my, ludzie XXI wieku nie mieliśmy już żadnych problemów z unicestwieniem tysięcy wiatraków. Koźlaki, holendry i paltraki znikają z monotonnego, nizinnego krajobrazu Polski. Walka o ich ocalenie przypomina często (o ironio!) przysłowiową "walkę z wiatrakami".