Zawody archiwum‎ > ‎

2015

12-13.09.2015 WAS Banditos ,,Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”

opublikowane: 20 paź 2016, 08:14 przez WAS Banditos   [ zaktualizowane 3 paź 2019, 11:48 ]

https://sites.google.com/site/wasbanditospl/02-zawody/2015/_draft_post/20150912_150659-e1455536851455.jpg





Było piękne jesienne popołudnie, leniwie snułem się po wąskich uliczkach Mątany, szukając miejsca w którym mógłbym zaspokoić niemiłosierne pragnienie. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałem dawno niewidzianą twarz starego druha. Choć od naszego ostatniego spotkania minęło już parę lat, a czas ani whiskey go nie oszczędzały, poznałem go jednak bez trudu. Było tylko jedno miejsce w tej zapomnianej przez boga mieścinie, gdzie mogliśmy siąść napić się i powspominać stare dzieje. Do tego akurat nie musiałem go długo namawiać. Wchodząc do baru Starego Joe rzuciłem mu powitalne spojrzenie, siedliśmy w rogu przy oknie i zamówiliśmy kolejkę. Po wypiciu małej szklaneczki poprosiłem Joe'go o całą butelkę whiskey i o to, aby gdy ta się skończy, niezwłocznie przyniósł następną. Rozmowom i wspominkom starych czasów nie było końca. Siedzieliśmy tak sobie i gawędziliśmy o pięknych kobietach i szybkich wierzchowcach, a może na odwrót sam już nie pamiętam, o bankach których obrobiliśmy niemało, o pociągach z forsą, o pędzeniu bydła i życiu w siodle. Ujrzawszy dno drugiej już butelki, średniej jakości zresztą trunku, wpadłem na genialny jak mi się wtedy wydawało pomysł. Powolnym krokiem ruszyłem w kierunku pięknie wypolerowanej dębowej lady barowej, oparłem się o nią lekko pochylając się ku przodowi i wyciągnąłem swojego Colta Pacemaker'a. Chcąc sprawdzić swoje oko i zarazem dać popis umiejętności strzeleckich, ni stąd ni zowąd zacząłem strzelać do stojących przede mną na półce butelek, jak już wspomniałem nie najlepszej jakości whiskey. Opróżniłem oba rewolwery w mgnieniu oka, alkohol lał się strumieniami a szkło z potłuczonych butelek rozpryskiwało się wszędzie. Mogłem się spodziewać, że z pokazu tego Joe nie będzie zadowolony, chwycił swa obciętą dwururkę, którą zwykł trzymać pod ladą i skierował lufy w moją stronę. Szybkim i zdecydowanym ruchem zdążyłem jednak wyrwać mu ją z rąk nim kurki opadły. W tej samej chwili ruszyli w mym kierunku ludzie skorumpowanego szeryfa, których w trakcie rozmowy z przyjacielem nie zauważyłem. Dzierżąc w ręku odebraną barmanowi dubeltówkę, wiedziałem, że tylko na nią mogę liczyć w tym starciu, ponieważ oba rewolwery w mych kaburach były już puste.
Bezmyślna zabawa w tłuczenie butelek przerodziła się w prawdziwą strzelaninę. Porzuciwszy opróżnioną dwururkę, pobiegłem do naszego stolika i chwyciłem swego Winchestera. Dzięki bogu zawsze ładuje go dziesięcioma nabojami, co w starciu z ludźmi szeryfa pozwoliło mi zostać przy życiu. 
Następnego ranka budząc się z wielkim bólem głowy i pragnieniem większym niż zmęczony zaprzęg najszybszego dyliżansu, dowiedziałem się że mój kompan trafił do aresztu. Ma zostać skazany za wczorajszą rozróbę, którą ja bezmyślnie sprowokowałem. Nie mogę do tego dopuścić. 
Pomalowane na ciemno ciężkie, solidne drewniane drzwi więzienia, miały jeden słaby punkt - zamek. Od kiedy Dan miejscowy kowal wyjechał, drzwi aresztu zamykała cienka zasuwa i słaba kłódka, która rozsypałaby się po kilku strzałach z Pacemaker'a. Uzupełniwszy amunicję w rewolwerach, karabinie i strzelbie, stanąłem przed drzwiami aresztu i wprowadziłem swój plan w życie. Zdziwiłem się bardzo gdy słaby jak myślałem na początku zamek, ustąpił dopiero po dziesiątym strzale. Wielkie zdziwienie widniało również na twarzy mego druha, gdy pomagałem mu opuścić mury zatęchłej pełnej szczurów celi. Radość z udanej ucieczki zgasiły jednak strzały, które padały jeden po drugim w naszym kierunku. Przygotowany jednak solidnie na taką ewentualność nie stałem bezczynnie i zasypałem przeciwników gradem kul. Nagle widzę jak mój kompan osuwa się i pada na ziemię a jego koszula przybiera purpurowy kolor. Resztką sił spojrzał na mnie i już wiedziałem, że to nasza ostatnia wspólna przygoda.
Mój gniew sięgnął zenitu, oddech się uspokoił, przymrużone oczy szybko dostrzegły napastników a dłoń mocno zacisnęła się na kolbie Winchestera. Nie było już dla nich litości i wąskie piaszczyste uliczki Mątany spłynęły krwią. Nie wiem nawet ile razy strzelałem, zmieniając co chwilę broń, nie wiem jak długo to trwało, wiem tylko, że ,,Bez przebaczenia" i 3.10 do Jumy to w porównaniu z tą jatką, to opowieść o grzecznych chłopcach. Nim się otrząsnąłem, usłyszałem głos w oddali. Ihaaa -czysty!


1-1 of 1