POETRY 2014

 The newest poems of Magdalena Tutka-Gwóźdź 


Erotyk                    24 lipca 2014


 

Przed snem

okryj mnie skrupulatnie
muślinem wiatru
owiń bryzą świeżych marzeń
i muzyką dżdżu

 

O świcie

pogłaskaj jeszcze
palcem nocy
napęczniałej po brzegi
modrym echem
naszych szeptów

 

Potem orzeźwij zieleń oczu
rosą bezwolnych łez

i chodźmy znów nad morze
aby zdążyć 
tuż przed ostatnim krzykiem lata
i złowić perły szczerych słów

 
A gdy je sobie darujemy
trwaj we mnie
bezkresnie
jak sonet Szekspira
lub woń dojrzałego bzu


I proszę
nie bądź jak róża
co przekwita pośpiesznie
z roztargnienia
lub przekory


Piosnka dla Emilka            9 lipca 2014


Tańczymy

ten balet codzienny,
Synku,
Ty i ja
 

Zegar nam niepotrzebny

by ruchy zgrać
 

Jesteś dla mnie
uśmiechem stokrotki
gwarem koników polnych
piórkiem ze skrzydła Anioła
okruchem gwiazd


A ja dla Ciebie

jasną przystanią
lub skrawkiem lądu
wśród wzburzonych fal
 

Jestem tak blisko

i czekam
aż tu przypłyniesz cichutko
łódeczką snu
przygnaną wiatrem
wrażeń dnia
 

Nasza Miłość

to Studnia Oddechów
bez dna

 

Czerpmy z niej razem

póki czas





LYRICS                             

The poems of Magdalena Tutka - Gwóźdź to the music of Dawid Rudnicki. More lyrics in Norwegian are coming soon!

 

ocean / the ocean  / Havet             1st May, 2009 (Polish version) /
                                                                                  July 2012 / September 2015 (Norwegian version)

Stillheten smyger seg     
inntil himmelen

Hvordan oppmuntre hav
til å synge?

Langt nede i dypet
skal lengsel få hvile

Bølgene fjerner sorgen
fra minnet

*

Fargene blander seg
i det grønne

Slik dikter havet opp
nye bønner!

Det glitrende lyset
danser på kinnet

Alt smelter sammen

Tiden forsvinner

 

**

 

rozpoznać ciszy kształt w morskiej toni
zagubić krzyki zorzą srebrzystą

doświadczyć mocy
fal niestrudzonych

niepojednanych skargą wieczystą

zatoczyć kręgi barw krajobrazem
błękitnej głębi żal wyobrazić

odległym lądem
tęsknić wytrwale

rozbudzić zmysły


być  o  c  e  a  n  e  m

 

jesiennie o przemijaniu / passing with the autumn

wczoraj jeszcze
oczy tak ciepłe
jak orzech
dziś odchodzę
bezpiecznie
torem milczenia
odjeżdżam
wielkim wozem
klekoczącej tęsknoty

żegnaj
mój przybrany
jak strach na wróble
dawny bracie
żołnierzyku
z kasztanów i smutków


spotkanie z poezją / meeting with poetry

pierwsze czytanie
wiersze łaskoczą,
pierwsze to tylko
pieszczoty oczom,

w drugim dotyku
grymaśne czucie,
w trzecim humory,
zamęty, klucze,

a w dalszych echo
czyjegoś łkania,
jeszcze w kolejnych
modlitwa tania,

a gdy już liczyć
wreszcie przestaniesz
usłyszysz własne
bezwiedne granie

krajobraz sentymentalny / the sentimental landscape

jesienią, gdy zwiędła pomarańcz
umierać wydajnie się stara,
gdy sploty pajęczyn zbyt niskie,
a nasze dłonie za śliskie,

gdy miękko otula dzwon ciszy
motyle stwarzasz i milczysz..

jesienią, gdy znane anioły
spać poszły do wiejskiej stodoły,
a studnia w ciemności brzemienna
spożywa mrok ciszy półsenna,

gdy rosa o twarze zabiega,
ty smutku nagłego nie przegap..

jesienią pokłony śle drzewo
ubogie jesienną swą biedą,
gdy trawa już gardzi zielenią,
a pola jesienią się mienią,

gdy nie ma już śpiewać komu,
złap wicher i wracaj do domu!

tam bukiet twych wspomnień wciąż żywy,
tam sosna ta sama gra w grzyby,
tam dziadek w słonecznej kąpieli
zażywa uroków niedzieli,

tam rośniesz, gdy tęsknią za tobą
- jesiennie, październikowo..


piosenka antykryzysowa /the anticrisis song

kryzys ogarnął cały świat
pełen wszelkich wad
słuchamy wiadomości grad
że niewiele lat
zostało by się gościć tu
na tej ziemi
którą oplótł już
dekadencki bluszcz


a gdyby tak zatrzymać czas
co popędza nas
być jakby się nie było
spróbować chociaż raz
śnić to co się nie śniło
by tym sposobem
przerwać gęsty sznur
pesymistycznych bzdur

gdyby stworzyć całkiem nowy
antykryzysowy styl
gdyby tak
zrzucić trochę zmartwień z Glowy
i odważniej spojrzeć w przyszłość
która niecierpliwie czeka nas

i po to świadomości dar
co odczynia czar
poprawnych politycznie mar
które mediów gwar
połączył bezkrytycznie w ciąg
by na przekór mąk zaśpiewać
antykryzysowy song!


kopernik / copernicus

zmieniam układ mas
władam ruchem
galaktycznych ciał
oswajam obcy trans
namiętność głuchych skał

chaos dawnych sfer
wnikam w głąb
przejmuję boski ster
nad horyzontu dnem
wyznaczam inny kres

splatam wiązki snów
dźwigam cień
wstrzymuję słońca ruch
opadam mrokiem w dół
na nowej ziemi grunt


małżeński blues / the marriage blues

I. krok za krokiem mija rok,
rok za rokiem zwalniasz krok,
bywa że zatrzymasz się,
dalej, bracie, nie jest źle!

kumpli już daleko masz,
życie z babą dobrze znasz,
byłeś już i tam, i tu,
pół na jawie, pół ze snu..

Ref. chronisz ciągle swoje ja,
guza szukasz, gdzie się da,
przed uczuciem chowasz się,
głębiej, bracie – widać cię!

II. gdybyś szansę sercu dał,
zamiast karmić zmysły ciał,
może któraś chciałaby
skomponować twoje sny..

zatem, stary, pomyśl sam,
czy dla którejś z pięknych dam,
nie jest warto zmienić się..
dalej, bracie, poddaj się!

Ref. chronisz ciągle swoje ja…

III. powiem ci w sekrecie, że
ja bym nawet chciała cię,
tylko nie bądź taki drań
i szacunek miej dla pań!

teraz, widzę, głupio ci,
mówię serio – uwierz mi,
bluesa śpiewać lubię też,
więc nie czekaj tylko bierz!

Ref. bluesa zatem weźmy tam,
gdzie zamieszkać z tobą mam,
gdzie znajdziemy cichy dom,
pełen marzeń, skory snom..


IV. gdy zatęsknisz jednak znów
za przygodą, snem bez słów,
ruszaj w drogę, póki czas,
zanim blues ocali nas,

może nie dogoni cię,
z moim cieniem rozstań się,
lecz pamiętaj, żeś ty wciąż
WIĘCEJ NIKT, JAK TYLKO MĄŻ !!!

Ref. bluesa zatem weźmy tam…


POETRY


The poems of Magdalena Tutka - Gwóźdź from the years 1999 - 2010.



deklinacja / declination                                Pamięci Krzysztofa Kieślowskiego /
                                                                                                   In memory of Christopher Kieslovsky


dostrzec cień własnej osoby
w cieniu innej się skryć
za cień nienawidzić
cienie próbować schwytać
oto życie

cień utracić na zawsze
w cień zwątpić
umierać


pewna historia / a story

na śnieżnobiałym łożu z bzów
układam portret dni ostatnich
kiedy to w rogu z kości słoniowej
spotkałam siebie sprzed tysięcy epok
ciebie znalazłam
w zakamarkach praplemiennych wierzeń

starożytność urzekła
każdy skrawek skóry



rozmowa ze ściana IV / conversation with the wall no. IV

nauczyłam się
pisać Ty
bardziej niż z małej litery
teraz patrzę pod nogi

walczyłam o ciebie
tonęłam potem
o cokolwiek

nie nadążam za tobą
zapominać
gubić numery telefonów
adresy snów
łzy
błękity
listy


rekwizyty z teatrzyku martwych treści / props from the lifeless contents theater

a to przecież tylko
porcelana krucha
pociąg z drewna
albo
gra w przypominanie
karuzela
smutny konik na biegunach
przestarzała zdarta płyta
albo
kamień


psalm /psalm                       
                                          Przed Panem […] grałem
                                                                     i będę grał przed Panem”
                                                                                         Sam VI, 21
                    

mianowałeś mnie Panie
pierwiosnkiem oddechu
wśród nienatchnionych
gitarą modlitwy brzmiącą
wśród głuchoniemych
nadwornym skowronkiem
wśród skocznych świętych

chcę być runem leśnym
dla stóp Twoich
Drogo


modlitwa w burzę / prayer in the storm

Deszczowy Boże
sakrament Twego gniewu
nie trwa dłużej
niż lot błyskawicy
zmiłuj się tęczą
nad nami


wyższa matematyka / higher mathematics


chleb

łamany przez

wino

pomnożyć przez

ryba

dzielone przez

tysiąc

równa się


j e d n o



credo pustynne / the desert credo

mosiężne lamparty
u stóp Twoich Panie czuwają
posłuszne rozkazom

są strażnikami
strzegą świątyni słońca
królestwa przedwiecznej źrenicy

leżą u schodów wysokich
synowie dumy
jak przestrogi
utkwione w piaszczystym ogrodzie
na przekór niepamięci

a to wszystko w ognistej pustyni
tam gdzie milczysz Panie
tam gdzie słów nie bywa
gdzie sprawiedliwość
parzy nikczemnych
pokornych nagradza

o daj mi Panie
dostąpić słonecznego chleba
ziarenkiem piasku ulecieć
w klepsydrze wieków

naprawdę wierzę



*                            Pamięci Włodzimierza Wysockiego /
                                      In memory of Vladimir Vysotsky

stary anioł ironii
już nie pamięta jak
z piersi dekabrysty
w inną pierś się wzbił
napotkał gorzkie kocham
śmiertelnie groźne wiem
bezbronne nie poddaję się
matuchny Rosji ten sam głos
inną zaledwie twarz

więc znowu zacisnął się w pięść
zadumał gdzie teraz  los go gna
wziął śmierci łyk
jęknął
minęło sto lat
pamięta tylko
że pił



sen potężny / the mighty dream

                                                         Pamięci Krzysztofa Kieślowskiego /
                                                                            In memory of Christopher Kieslovsky

gdy noc o dzień się upomina
tęskniąc zegarami
Bóg przeliczywszy gwiazdy usypia

śni o raju bezdomnych
śpiewie muszli
kształcie morza
zapachu soli
smaku przygody wiatrów
muśnięciu motyla

wczoraj objawił to zmysłom
w znaku zapytania
zamieniając się w smutek
odkrył ciszę i zbawił



***                                        24/25th - 31st May, 2008

listem podążam do Ciebie
nieśpiesznym słowa torem
stawiam litery niemodne
chcąc ich kształt pamiętać

zawartość sylab mniej znaczy
niż interpunkcja westchnienia

szukam dla Ciebie wyrazu
barwy zmieniam
brakuje zmysłów

kaligrafię miłości
zaśpiewam

czarny potok wyznań
na ciszy białym papierze



Do twierdzy Zamość / To the fortress Zamość

Miasto skromne
Gdy Bóg opuszcza swą powiekę
cichniesz pokornie
Nabrzmiewasz snem przejrzystym
ludzi dobrych

Miasto moje
Bądź zawsze tak spokojne
jak dziś
gdy wieczór kroplą soczystą upada
w niegroźną ciemność

Miasto drogie
Zatrzymaj mnie
w warownym bunkrze wspomnień

Miasto, broń mnie!



list do malarza /a letter to the painter

w ogrodzie zmysłów
barwy rażą
tak płaski ekran zdarzeń

zegar nie tyka
lampa cicha
martwe smaki i obrazy

szafa nie pachnie
kochankowie
odeszli razem
z fotografią

samowar już nieważny
tak niewarzący wcale

*

płaczę nad kartą
Twoich wizji
drżą reprodukcje i miasteczko

gęsta materia
mnie dotyka
iskra kolorów gładzi lekko

przywróć mi czucie
i ekstazę
ukrytą w codzienności znaku

przyprowadź starca
chodźmy razem
poszukać snu i żywych ptaków

*

chcę żebyś wiedział
że już dawno
pociąg nie jeździ moją trasą

skrzypek nie grywa
na weselach
i gwiazdy coraz szybciej gasną

z Twoich obrazów
zieleń Boża
porywa mnie w życzliwą otchłań

jak dobrze wspomnieć
przestrzeń lasu
dobrze że tęsknić można!