Artykuły‎ > ‎

Uwolnienie Ciała (wywiad)

7-25 listopada 2005

Dawid Rzepecki

Uwolnienie ciała

O Castanedzie, tensegrity i śniącym ciele 
wywiad przeprowadził Wojciech Jóźwiak

Wojciech Jóźwiak: Dawid, Twoja strona w internecie nazywa się "Carlos Castaneda Site". Kim dla Ciebie jest Castaneda? I kim Ty jesteś dla niego? Czy uważasz się za jego ucznia? Albo za kontynuatora jego drogi?

Dawid Rzepecki: Witaj. Castaneda jest dla mnie słowem-kluczem. Otwiera drzwi do nieznanego, mówi o niepoznawalnym. I niewątpliwie jest jednym z moich nauczycieli. Przekaz Castanedy, jak żaden inny rezonuje z moim wnętrzem, z głęboką potrzebą zrozumienia prawdy, choć książki same w sobie na nią nie odpowiadają. Jak z każdą literaturą duchową, dopóki się nie doświadczy tego, o czym nie tylko Castaneda pisał, to się nie liczy...

Co do kontynuacji... - nie uważam się..., po prostu to robię. Jeśli jest to kontynuacja to jest to dla mnie zaszczyt, jeśli nie - trudno, dalej robię jak najlepiej to, do czego czuję się powołany.

Widzę prace Castanedy jako "złoty klucz", który z jednej strony zamyka linię Don Juana, a z drugiej zaś coś otwiera. Myślę, że nie dobrze by się stało, gdybyśmy prace Castanedy potraktowali jak Pismo Święte i spetryfikowali przekaz; twierdzili, że trwanie jest warunkiem kontynuacji. Bliższe mi jest podejście pokazujące rozwój tej nauki w procesie. Aby parać się Castanedą potrzeba mieć pewien poziom osobistej mocy i Ducha za sobą.

WJ: Czy spotkałeś więcej podobnych sobie "castanedystów"? Czy istnieje jakieś międzynarodowe towarzystwo idących śladem Castanedy? Czy istnieje coś w rodzaju linii przekazu Castanedy? Ale to by oznaczało także, że działa jakaś grupa osób - "strażników" - którzy dbają o czystość tego przekazu. Czy tak jest faktycznie?

DR: W Stanach Zjednoczonych istnieje coś takiego jak założona przez Carlosa Castanedę organizacja o nazwie Cleargreen. [www.cleargreen.com] Cleargreen prowadzi warsztaty tensegrity na całym świecie. Zajęcia prowadzą uczniowie i uczennice Carlosa Castanedy, Taishy Abelar, i Florindy Donner-Grau. W pewnym sensie kontynuują oni pracę popularyzatorską, jakiej podjął się Castaneda. Głównym, choć nie jedynym wątkiem jest tam praca z ciałem. Warto pojechać na takie warsztaty. Bezpośrednia nauka ciała odciała jest niewątpliwie ogromną wartością. Dlatego magicznych kroków uczę nie tyle ja, co moje ciało, które uczyło się od ciał uczniów Castanedy podczas seminariów prowadzonych przez Cleargreen. W tym sensie mój przekaz jest bezpośredni.

Cleargreen nagrywa też specjalne pokazy video, by móc uczyć się tensegrity samemu w domu. Materiały te objęte są prawami autorskimi. W swoim czasie osobiście złożyłem im ofertę współpracy na Polskę, ale usłyszałem obawę o piractwo. Powiedziano mi, że z tego powodu Cleargreen nie wchodzi też na rynek rosyjski, mimo, że tam Castaneda jest bardzo popularny.

Wacając do przekazu, to niewątpliwie mamy tu do czynienia z przekazem, ale warto pamiętać, że "linia przekazu" skończyła się na Castanedzie. Jego prace były, jak już wspomniałem, "złotym kluczem" zamykającym linię Don Juana. To, co zrobił Castaneda, było nie tyle kontynuacją, ile, powiedziałbym, transformacją przekazu. Decyzje o publikacji tej wiedzy, jak pisze, podjął dlatego, że nie czuł się jej właścicielem. Postanowił opublikować wszystko, czego się dowiedział, wypełniając polecenie Ducha. Od tej pory wiedza ta należy, że się tak wyrażę, do ludzkości. Są tacy, którzy, o ile mi wiadomo, prowadzą warsztaty tensegrity ucząc się najpierw z kaset video. I powiem szczerze, myślę, że to też może działać. Wiedza jest w naszych ciałach i jeśli tylko prowadzący ma dostęp do energii w swoim ciele i umie pomóc uczestnikom odnaleźć tę energię, którą oni też mają w sobie, to moim zdaniem nie ma tu czego bronić.

Dla mnie podstawą tensegrity i pierwszym krokiem jest uwolnienie ciała. Mam takie powiedzenie: "W wolnym ciele - wolny duch".

I jeszcze jedno: Każdy z nas ma linię, o którą powinien dbać, to linia łącząca nas bezpośrednio - jak mówił Don Juan - z Duchem, Intencją, Abstrakcją. Czasem może ona wyrażać się w więzi z przodkami, czy z nauczycielem, ale zawsze chodzi tu Ducha.

WJ: Jak zetknąłeś się z naukami Castanedy? Czy pamiętasz swoje pierwsze wrażenia? I co się działo potem - czy spotkałeś Don Carlosa "na żywo"?

DR: Z przekazem Castanedy spotkałem się w 1998r., tuż po jego śmierci. Mam czasem takie wrażenie, że to był ważny rok nie tylko dla mnie. Tak jakby przed śmiercią Castaneda użył całej swej osobistej mocy, aby puścić w świat INTENCJĘ wolności. I na fali tej jego intencji dotarł do mnie ten przekaz. Byłem wtedy na piątym roku filozofii, a ściślej w czasie urlopu dziekańskiego spowodowanego impasem w myśleniu o świecie. Zachodnia filozofia straciła dla mnie w tamtym czasie na wartości, nie była w stanie w sposób praktyczny wpłynąć na moje życie. Dawno dopracowane poglądy agnostyczne nie odpowiadały na nowo ożyłe we mnie pytania o sens istnienia. Z niespotykaną siłą wróciły do mnie wątki związane z potrzebą odnalezienia własnej, autentycznej tożsamości. Moja praca magisterska z dziedziny psychologii stała w miejscu. I właśnie w tym czasie spotkałem "magiczną istotę". Don Juan pisał o magicznym Jeleniu, Castaneda zaś o Kojocie. Ja spotkałem Człowieka - świetlistą istotę, dzięki której nastąpiło we mnie "zatrzymanie świata". Człowiek ten był w pełni nieprzewidywalny i to sprawiało, że był magiczny. Skutkiem tego nastąpiła we mnie transfiguracja, jak po przewrocie kopernikańskim. Potem magiczna istota zniknęła równie nagle jak się pojawiła, a ja zostałem sam z nowo odkrytą świadomością tego, czym jestem, a kim nie jestem. A także z pytaniem, co ja mam teraz zrobić ze swoim życiem? Nie znałem nikogo, kto by mógł mi pomóc. Nie wiedziałem, że są możliwe takie doświadczenia. Nawet, jeśli wcześniej słyszałem o "czymś", to ironia moja nie znała granic - wydawało mi się, że wszystko da się wytłumaczyć "psychologicznie". Nic takiego. Informacje, jakie docierają w czasie "zatrzymania świata" dalece wykraczają poza znaną wiedzę, a nawet poza najdalej idące wyobrażenia. Nie mieszczą się po prostu w opisie rzeczywistości, którym posługujemy się od dziecka. I właśnie tuż po tym doświadczeniu, bliska mi osoba pokazała mi książkę Castanedy. Od pierwszych zdań - pamiętam jak dziś - poczułem, że trafiłem na skarb i że tu znajdę odpowiedzi i dalsze wskazówki. Książkę połknąłem w mgnieniu oka, jak każdą kolejną zresztą. W tym czasie dotarła też do mnie literatura na temat zen, z czego wynikła moja nowa praca magisterska - ale to już inna historia.

WJ: Czy teraz, kiedy pracujesz z ludźmi, naśladujesz (w jakimś stopniu) sposoby, które stosował Don Juan wobec Castanedy, kiedy tamten był jeszcze "zielony" na ścieżce Człowieka Wiedzy? Czy w książkach Castanedy są warte naśladowania przepisy na to, jak mistrz ma "podchodzić" ucznia?

DR: Nie naśladuję Don Juana. Po pierwsze nie dysponuję w tym momencie takimi energiami jak on. Po drugie każdy jest inny, ma swój styl. Dla mnie receptą dobrej pracy z ludźmi jest umiejętność wsłuchania się we własne Ciało, w swój wewnętrzny głos i podążanie za tym jak prowadzi Duch. Dla mnie ważny jest też przekaz Miłości. Staram się by ludzie, którzy do mnie przychodzą, wiedzieli, że ich doceniam takimi, jakimi są. Mam takie doświadczenie, że jeżeli daję komuś uwagę, szacunek i miłość, wtedy ta osoba dostrzega w sobie wartość i krok po kroku zaczyna się uwalniać. Mam też w sobie inne głosy, z których korzystam, ale zawsze celem jest wsparcie. Pracując z ludźmi staram się zrównoważyć pracę z ich myśleniem o sobie z pracą z energią. Pracujemy więc ze strategią podchodzenia samego siebie i pracą z ciałem. Pracując z ludźmi staram się być bardzo ostrożnym, bowiem łatwo jest tu np. o nadużycie. Dla mnie jednym z najważniejszych narzędzi jest więc umiejętność "widzenia" sygnałów płynących ze śniącego ciała, mówiących o tym, na co można sobie w kontakcie z drugą osobą pozwolić. Dlatego dużą uwagę przykładam rozwojowi własnemu np. w postaci psychoterapii własnej. Ciągle też szkolę się w umiejętnościach psychoterapeutycznych m.in. po to, by móc skuteczniej interweniować w pracy z ludźmi na ścieżce wiedzy.

WJ: W szamańskiej edukacji, którą przechodzi Castaneda (o której czytamy w jego książkach), wielką rolę odgrywa przyroda i to specyficzna przyroda północnego Meksyku. Czy to się da przenieść do Polski? Czy nasza przyroda, nasz krajobraz, przecież zupełnie różny od tamtego, może mieć podobne zastosowanie do meksykańskiego? Tam na przykład, na tamtejszych pustkowiach, rzeczą łatwą jest odosobnienie, samotność. U nas w Polsce to jest trudne, bo zawsze ktoś będzie kręcił się w okolicy. Jak to widzisz?

DR: Dla mnie kontakt z przyrodą to stan świadomości, a nie miejsce. To też kontakt ze świadomością Ziemi, a Ta jest wszędzie i w Polsce i w Meksyku.

Pamiętam jak mieszkając w Holandii czułem deficyt kontaktu z dziką przyrodą, ale dzięki temu nauczyłem się, że kontaktować się z Ziemią mogę na krótko przystrzyżonym trawniku przed domkiem jednorodzinnym. Być może łatwiej jest o ten kontakt daleko w górach, czy na pustyni, ale uwierzcie mi - wystarczy jedno drzewo i jego zgoda, a wiele staje się możliwe.

Jeśli chodzi o drzewa, to warto pamiętać, co mówił o nich Don Juan. Z drzewami jesteśmy silnie związani. Bliżej nam do ich świadomości niż do świadomości mrówek. Kiedy wraz ze swoją grupą "odchodził z tego świata", zabrał ze sobą kilka drzew wojowników, które przez cały czas towarzyszyły im w ich wędrówkach.

Polska przed tysiącem lat prawie w całości pokryta była lasami. Mięliśmy drewniane budownictwo. Słowianie wyznawali kult drzew. Mamy więc wiele wspólnego z nagualami Meksyku.  Osobiście kocham las, mam wśród drzew wielu przyjaciół. Rozmawiamy ze sobą. Ja się im zwierzam, a one udzielają mi wskazówek. To co ważne, aby taki kontakt nastąpił, to synchronizacja czasu, w jakim obie świadomości pracują. My ludzie jesteśmy dynamiczni, drzewa zaś statyczne. Aby nawiązać kontakt potrzebujemy po pierwsze zwolnić tempo, po drugie czuć szacunek. Drzewo, jak wszystko, co żyje, ma świadomość i czuje, warto przedtem z tą świadomością nawiązać kontakt. Czasem potrzeba czasu, żeby drzewo pozwoliło się dotknąć.

Rozumiem tę potrzebę bliskiego kontaktu z przyrodą, podzielam ją w pełni. Ale warto być świadomym wyzwań, jakie przed nami stoją. Czasem słyszę o tym, jak to miasto jest złe i dopiero "ucieczka" na wieś będzie gwarancją rozwoju. Przypomina mi się jak Castaneda opisywał, że sam był w rozdarciu. Chciał już wyprowadzać się na rzeczoną pustynię, by w pełni zanurzyć się w świecie Don Juana. Lecz ten mu odpowiedział: tam w mieście jest twój świat i twoje wyzwanie, twoje pole bitwy.

Zanim rzucimy się wszyscy na pustynie, zobaczmy najpierw, co niesie nam życie tam gdzie jesteśmy. Ucieczka wysoko w góry jest niewątpliwie pociągająca - sam o tym często myślę - ale przypomina mi to trochę ucieczkę przed sprzymierzeńcem. Dopóki uciekamy, to nas goni, a jak się temu przyjrzymy i uwzględnimy tą energię, to najczęściej jest w tym jakiś prezent mocy do zintegrowania. Dlatego staram się na warsztatach terenowych uczyć świadomego kontaktu z Ziemią, z lasem i drzewami, ale też pokazywać perspektywę korzystania z energii miasta.

WJ: Czy do tego, aby ćwiczyć tensegrity, potrzebne są jakieś szczególne zdolności? Szczególna sprawność ciała, zręczność? (Taka jaka potrzebna jest przy złożonych tańcach albo figurowej jeździe na deskorolce?) Pytam dlatego, że kiedyś próbowałem ćwiczyć tai-chi i nic mi nie wychodziło. Mój organizm bronił się przed formami tai-chi. To było tak, jakbym usiłował pisać lewą ręką! A wiem, że "magiczne kroki", które obmyślił Castaneda, mają wiele wspólnego z tai-chi i nawet w jakimś stopniu wywodzą się z tai-chi lub były tamtą sztuką inspirowane; zresztą Castaneda sam napisał o tym we wstępie do swojej książki.

DR: Oryginalnie magiczne kroki mają swoją genezę w starożytności. Pochodzą z tego samego Źródła co wschodnie sztuki walki - z Ducha, lecz powstały od siebie zupełnie niezależnie. Natomiast "tensegrity" w wersji przedstawionej przez Castanedę, jest nowoczesnym ujęciem magicznych kroków. I tu rzeczywiście można odnaleźć pewne inspiracje; niektóre układy mogą przypominać formy różnych sztuk walki. Jeden z poprzedzających Don Juana naguali, Lujan (Lo-Ban) był Chińczykiem.

Taki sposób pracy z energią jest podstawową propozycją na prowadzonych przeze mnie warsztatach tensegrity ale nie jedyną.

Tensegrity, to przede wszystkim umiejętność rozprowadzania energii ukrytych w naszym ciele. Oznacza to, że ciało którym jesteśmy, stanowi klucz do nieznanego. Dzięki niemu jesteśmy w stanie wyjść poza nawykowy sposób postrzegania rzeczywistości. Podczas tensegrity docieramy do sobowtóra, śniącego ciała, które - jak mówi Don Juan - stanowi naszą podstawową formę istnienia. Warto więc przyjrzeć się temu czym jest tensegrity i z jakiego źródła powstało. Otóż czarowincy starożytności, podczas swoich szamańskich stanów odmiennej świadomości odkryli, że ich ciało przybiera nieraz pewne niezwykłe pozycje i wykonuje dziwne ruchy. Czuli wóczas niezwykłą przyjemność, graniczącą z błogością, a w dodatku stwierdzali u siebie ogromny przypływ energii. Próbowali więc spamiętać te ruchy i przenosić je do stanu "normalnej" swiadomości. Dokonania swe określili mianem magicznych kroków. I faktycznie, te nieschematyczne ruchy i pozycje jakie przyjmowali, powodowały pobudzenie niewykorzystywanych dotąd energii, które jak się okazało, były "na wyciągnięcie ręki lub nogi".

Co by się więc stało, gdybyśmy spróbowali bezpośrednio skontaktować się z naszym śniącym ciałem? Moje doświdczenie jest takie, że gdy pozwala się swojemu ciału robić to czego potrzebuje, staje się ono wtedy niezwykłym wehikułem do podróży po świadomości. Tę część pracy z ciałem nazywam free style tensegrity. Zapraszam uczestników, aby "weszli" w swoje ciała i poszukali w nich takich pozycji i takiego ruchu który właśnie na ten moment jest im najbardzej potrzebny, aby na podobieństwo starożytnych czarowników, odkrywali własne magiczne kroki.

Tensegrity bazuje na wiedzy o tym, że nasza struktura ma charakter psychofizyczny i że to co się dzieje w głowie odzwierciedla się w ciele i na odwrót. Można by nawet rzec, że nie ma tu istotnego podziału, z pewnej perspektywy jesteśmy integralną całością. W związku z tym pracując z ciałem, pracujemy z duchem. Przy czym nie chodzi tu o aerobik czy muskulaturę. Bardziej o elastyczność i otwartość na sygnały. Ciało jest wspaniałym sensorem bodźców nie tylko zmysłowych. Poza tym w ciele w procesie socjalizacji kumulują się silne doznania emocjonalne, wpływające na strukturę psychofizyczną. Pracując z ciałem pracujemy z emocjami, uczuciami, czasem doprowadzając do odreagowania trudnych doświadczeń, a czasem doprowadzając do nowych nigdy nie odkrytych uczuć czy ekstazy.

Wracając do Twojego pytania: pracując we free style tensegrity nie potrzebujemy żadnych zdolności, preferencji, czy czegokolwiek innego. Niezależnie od wieku czy kilogramów, każdy może skontaktować się z energią poprzez swoje ciało, bo je po prostu ma.

Powstaje jednak pytanie: czy dalej jest to tensegrity? Dla mnie tak. Wchodząc we free style używam klucza jakim jest praca na napięciach w ciele. To co robi ciało "idąc po napięciach" to właśnie tensegrity. Kiedy jestem "włączony" mały ruch palcem u nogi zmienia moją strukturę tak, że całe ciało zmienia pozycję napinając i rozluźnając te partie które ono samo wybiera. W efekcie moje ciało przybiera pozycje i wykonuje ruchy które sprawiają, że czuję się pełen błogiej energii. Ważnym elementem pracy jest wiara w mądrość własnego ciała, które wie najlepiej czego mu potrzeba.

Prowadząc zajęcia podkreślam, że jesteśmy dla siebie wielką tajemnicą i że nie potrzeba nam zaawansowanych technologii do podróży międzyplanetarnych, że sami jesteśmy dla siebie nie odkrytym lądem i że wystarczy "inaczej" poruszyć palcem, aby stanąć na krawędzi nowego świata do którego mamy przeciez tak bezpośredni dostęp.

WJ: Jak się ma tensegrity do całości "castanedyzmu", czyli do jego dorobku, metody, nauki czy jak to nazwać inaczej? Czy jest tak, że cały przekaz Carlosa Castanedy "zagęścił się", skrystalizował w sztuce stawiania "magicznych kroków", czyli właśnie w tensegrity?

DR: Na całym świecie są tysiące ludzi, którzy czytali Castanedę i którzy marzą o tym, by coś z tym móc zrobić. Castaneda zaś mówił, że tensegrity to najbardziej praktyczny aspekt przekazywanej przez niego wiedzy. Magiczne kroki mogą być ćwiczone same dla siebie. Praktycznie każdy, a nie tylko szaman, może je ćwiczyć. Prowadzone przez Cleargreen warsztaty tensegrity stały się więc okazją do tego, by można było dotknąć "tajemnic Castanedy". Ale na tych warsztatach nie tylko się ćwiczy. Zawsze prowadzący przygotowują jakiś temat wokół którego można potem pracować. Przyznaję jednak, że wygląda to tak, jakby podstawą stało się tensegrity. Wynika to zapewne z możliwości odziaływania na praktykujących. Łatwiej jest zrobić kilka "kroków" na scenie i poprosić dwieście osób, by to powtórzyło, niż zabrać tylu ludzi do lasu i praktykować takie nie-działanie jak np. chodzenie tyłem.

Moje propozycje, dzięki możliwości bycia w kontakcie z każdym uczestnikiem, są nieco inne. Staram się zrównoważyć pracę z nagualem, z pracą z tonalem, pracę wewnętrzną z pracą z ciałem. Możliwa jest też praca w terenie. Z jednej strony - jak mówił Castaneda - ćwiczenie tensegrity w kilkusetosobowej grupie daje nowe perspektywy, z drugiej strony praca w niewielkiej ekipie daje o wiele wjększe możliwości "zobaczenia" siebie.

WJ: Jak sądzisz, dlaczego Castaneda się ukrywał? Otaczał się taką "mgłą", zatarł swój życiorys? Jaki widzisz sens w tym, że nie pozwalał się fotografować, przez co nie wiadomo, jak wyglądał?

DR: "Zacieranie osobistej historii", bo tak nazywa się ta technika, jest częścią pracy nad uelastyczniaiem własnej tożsamości. Nasze ja identyfikuje się z tym jak się nazywa, skąd pochodzi, ile ma lat itp. Dla ludzi poszukujących absolutnej wolności, taka identyfikacja jest obciążeniem. Wszelka przynależność do jakieś grupy wiąże się z normami, które tę grupę określają. Myślę, że każdy z nas potrzebuje odniesienia. Jednak kiedy odniesieniem staje się abstrakcja, przynależność społeczna przestaje służyć.

Można powiedzieć, że wszystko sprowadza się do "punktu widzenia" (pozycji punktu połączenia). Jeśli ten punkt jest ściśle określony, to w efekcie wiąże perspektywę. Z czasem wszystko staje się przewidywalne, powtarzalne i nudne. Człowiek wiedzy - jak mówił o sobie Don Juan - poszukuje czegoś innego. Poszukuje wolności dla swojej percepcji. Okazuje się, że jeśli uwalniam swój punkt widzenia, to moje ja staje się jedną z wielu, bardzo wielu możliwości. Staje się tym kim potrzebuję być.

Weźmy taki przykład: Jeśli Ty nie wiesz ile mam lat, nie wiążesz z moim wiekiem oczekiwań. Nie muszę więc spełniać, bądź niespełniać dotyczących wieku norm, określających moje zachowanie. Kiedy również sam "zapominam" ile mam lat, mogę zachowywać się względem tego jak się czuję, czyli adekwatnie do realnych potrzeb. Podobnie będzie z publicznym wizerunkiem. Znane osoby stają się - jak często same mówią - niewolnikami własnej sławy. Castaneda starał się do tego nie dopuścić.

WJ: Jeszcze zapytam o plotki o Castanedzie. Wspomniałeś o prawach autorskich, że "Cleargreen" nie udzieliło Ci licencji na filmy na Polskę, bo uważają Polskę za kraj piracki. Victor Sanchez napisał książkę pt. "Nauki Don Carlosa" - Don Carlos to Castaneda, a tytuł nawiązywał do pierwsze książki Castenedy "Nauki Don Juana" - i miał przez ten tytuł duże kłopoty z prawnikami Castanedy. Otóż moje pytanie: czy wiesz, co się stało z tą bajeczną fortuną, którą Castaneda zarobił na swoich książkach i o którą tak walczyli jego adwokaci? Bo umarł, zdaje się, bezpotomnie...

DR: Skoro tak dbał o "zamazywanie śladów", to zapewne tyczy to też jego majątku. Nie mam na ten temat potwierdzonych informacji. Mógłbym tylko spekulować, a nie widzę takiej potrzeby.

WJ: ...Zostawmy Castanedę. Zapytam jeszcze o Twoje warsztaty. Co z tego, co na nich się dzieje, uważasz za najważniejsze? Jaki jest ich "gwóźdź programu"? (Albo gwoździe?) Czego nie można pominąć, bo to już wtedy nie byłoby "to"?

DR: Moje ciało jak i ciała uczestników bardzo lubią free style. Cenię też bezpośrednią pracę z własną Śmiercią jako doradcą. Widzę też, że moje zajęcia ewoluują w kierunku pracy z intencją. [www.intentwork.com] To znaczy odkrywania głębokich potrzeb, których nośnikiem jest sobowtór (śniące ciało). Sama praca z sobowtórem jest niezwykłym doświadczeniem. W pracy z intencją korzystam m.in. z podstawowych pytań o istnienie, ale nie po to by znaleźć odpowiedź, lecz by otworzyć się na sygnały od Ducha. To fascynująca przygoda. Wracają do nas nasze marzenia i pragnienia, odkrywamy własne pasje. Dbam też o to, by odkrycia te miały szanse realnie zaistnieć w pozawarsztatowym życiu uczestnika. Do tego służy konkretna metoda zwana "postawą wojownika", czyli pragmatyczne podejście do codziennego życia.

Przede wszystkim staram się o to, by każdy poczuł, że jego życie ma sens. I że to co dla tej osoby jest najważniejsze, leży w zasięgu jej możliwości. Przypominam też (często sobie również :)), że nawet tysiącmilowa droga zaczyna się od jednego kroku. Ale żeby nie był to tylko taki slogan, pokazuję jak budować strategię wojownika, pomocną na tej drodze. Wszelkie odpowiedzi dotyczące naszego życia, nie są nikomu z ludzi lepiej znane niż nam samym. Pokazuję jedynie techniki jak do tych odpowiedzi docierać, a potem wdrażać je w życie.

WJ: Co się dzieje z uczestnikami Twoich warsztatów? Jak na nich wpływa to, co z nimi robisz? Czy ich jakoś przemienia?

DR: Wydaje mi się, że lepszym pomysłem było by spytanie samych uczestników. Polecam relację z warszatatów na stronie www.castaneda.pl/feedback.html gdzie można przeczytać przesłane po warsztatach informacje zwrotne. Dodam może tylko, że każdy, kto trafia na warsztaty, coś dostaje, a wynosi tyle ile jest mu w danej chwili potrzebne.

WJ: Dziękuję za wywiad i mam nadzieję, że niejeden z Czytelników "Taraki" trafi na Twoje warsztaty.

W wirtualu rozmawiali: 
Dawid Rzepecki 
Wojciech Jóźwiak 

Comments