Artykuły‎ > ‎

Castaneda i co dalej?

21 czerwca 2008

Dawid Rzepecki

Najpierw pracujesz z ciałem, z jego blokadami. Odnajdujesz napięcia trzymające twoją percepcję w niewoli i odreagowujesz je. Powoli otwierasz się na przepływ. Twoje ciało się uwalnia, zaczynasz czuć energię. W Twoim życiu pojawia się moc. Odkrywasz, że choć ta moc nie należy do nikogo jest do twojej dyspozycji. W Twoim życiu coraz częściej pojawiają się cuda. Zaczynasz świecić. Odkrywasz, że jesteś terminalem dla Ducha. Magicznym kluczem jest Miłość. A sposobem Intencja.

Ale nikła szansa, że nauczysz się tego z książek. Możesz pozostać mistrzem teorii, bądź praktykując samemu zagłębiać się we własny świat.

Początek

Dziesięć lat temu, w miesiąc po moim doświadczeniu "zatrzymania świata", trafiła mi w ręce książka Carlosa Castanedy, pt. "Opowieści o mocy". Jej autor właśnie zmarł, lecz dla mnie, dopiero co, zaczęło się nowe życie. Książka zaczyna się od momentu, który dokładnie wstrzeliwał się w moją historię. Przez pewien czas doświadczenie przebicia oraz wiedza z kolejnych książek Castanedy dawały mi poczucie, że znam wszystkie odpowiedzi.

Przekaz

Jak się jednak okazało, przekaz Castanedy, choć najważniejszy z tych, jakie do mnie dotarły, nie wystarczył mi. Nie w sensie teorii, tutaj system jest kompletny. Jednak ścieżka praktyki opisana w książkach nie zawsze odpowiadała moim potrzebom. Przede wszystkim wiedza ta sama z siebie nie leczyła mnie z rutyny. Brakowało mi też użytecznych narzędzi do pracy z inwentarzem wojownika, czyli m.in. z tym, co nam lata po głowie i truje d…. To dlatego, że metody stosowane w ich pracy różniły się od tych nam dostępnych. Nie mamy koło siebie supernauczyciela, jakim był Don Juan - przynajmniej ja nie miałem. On, wystarczyło, że spojrzał na Castanedę, by temu przesuwał się punkt połączenia odpowiedzialny za percepcję. Ja musiałem zadowolić się przeczytaniem, że kiedyś ktoś taki był i spojrzał na kogoś innego i tamten to opisał. Choć robiło to na mnie wrażenie, to nie wywoływało takich nieodwracalnych skutków.

Wszystkie te książki to genialny zasób wiedzy i opowieści o mocy. Są w nich rzeczy, których nie można przecenić. Np. uświadamiają nam, że świat dokoła to zaiste tajemnica i jeśli jest w nas głos, który nas w stronę tej tajemnicy pcha, to mamy szansę coś odkryć. Jest też tam nieoceniona informacja, z kim się zaprzyjaźnić, aby uzyskać moc potrzebną na tej ścieżce. I ta informacja jest uniwersalnym darem, ponieważ praktykowanie tego, co ona niesie stawia nas na równi i z Castanedą i z Don Juanem. To świadomość własnej śmierci. Śmierć jest wojownika najlepszym przyjacielem. I to właśnie ona motywuje nas do ciągłego przekraczania swoich ograniczeń, bowiem pokazuje jak życie jest piękne, jeśli czerpać z niego w pełni.

Czytanie i co dalej?

Czy samo czytanie Castanedy otwiera moje życie na pełen przepływ? Czy często niezręczne próby działań według wskazówek mądrego Indianina gwarantują, że dotrę do swojej pełni? Mnie samo czytanie starczyło na jakiś rok. Potem poczułem, że jeśli chcę iść dalej potrzebuję umieć zorganizować sobie takie sytuacje, które będą u mnie wymuszały konieczne zmiany, niezbędne na drodze do osiągnięcia pełni.

Podstawowym problemem wydało mi się poczucie własnej ważności. Moje było ogromne. Byłem po ekskluzywnych studiach, miałem za sobą kilka występów w telewizji, swój biznes, zaś doświadczenie "zatrzymania świata", zamiast zrobić ze mnie świętego, legitymizowało moją przemądrzałość. Jak potem zrozumiałem, poczucie własnej ważności było odwrotnie proporcjonalne do poczucia własnej wartości. Inaczej mówiąc, tak naprawdę gdzieś głęboko nie czułem się wiele wart. Czułem się niedoceniony i nieważny, więc maskowałem to przemądrzałością.

Jednak sama świadomość mechanizmów determinujących nasze zachowanie, nie wystarcza. Problemem są zgubne nawyki, których samemu nieraz nie sposób zmienić. Potrzebne są okoliczności wymuszające zmianę niekorzystnych zachowań.

Pierwsze kroki

Na początku wybrałem wojsko. Wcześniej bałem się tego i głosiłem, że jestem pacyfistą. Myślałem jak tu uniknąć armii. Wszystko mi się tam nie podobało; uniformizacja, rygor, dyscyplina, wysiłek fizyczny, wczesne wstawanie, brak intymności oraz strach przed innymi. Teraz było inaczej, wszystkie te okoliczności stawały się atutami. Potrzebowałem dyscypliny, i odindywidualizowania, aby przełamać życiową rutynę. Poszedłem do wojska z radością.

Po wojsku dostałem propozycję prowadzenia wykładów - zgodnie z kierunkiem moich studiów - z filozofii wschodu i autorskich zajęć z Castanedy w policealnych szkołach psychologii alternatywnej. Miałem talent do mówienia i trochę niezwykłych doświadczeń. Jednak proces czyszczenia wyspy tonala nie był jeszcze ukończony. Równolegle więc, podjąłem pracę w multipleksie kinowym na nocną zmianę, gdzie moim głównym obowiązkiem było czyszczenie toalet. I tak przez trzy miesiące w dzień prowadziłem wykłady na temat Castanedy, buddyzmu i taoizmu, a nocami doprowadzałem do lśnienia urynały i muszle klozetowe.

W poszukiwaniu wewnętrznej ciszy

Wciąż jednak czułem się sam na tej drodze. Potrzebowałem weryfikacji, kogoś, kto na tej ścieżce jest dłużej ode mnie, coś wie, doświadczył, widzi. I tak zostawiłem wszystko i ruszyłem w podróż po Europie w poszukiwaniu klasztorów zen, bo jak mi się wtedy wydawało, tam mogę znaleźć prawdziwych mistrzów. Poza tym we wstrzymywaniu dialogu wewnętrznego zen jest nieoceniony, a wewnętrzna cisza to przecież klucz do magii.

Do żadnego klasztoru, mimo ucinania sobie ręki, się nie dostałem. Zaproponowano mi za to pracę w roli pomywacza w pewnej ruchliwej holenderskiej restauracji. Pomyślałem, że Duch wie lepiej i że widać, czyścić się, nigdy nie za wiele. Pracowałem tam z radością przez prawie dwa lata po 200 godzin w miesiącu. Jak już pozmywałem wszystkie naczynia świata, i wypucowałem wszystkie filiżanki Holandii, poczułem, że dość, że jestem gotów na kolejne konfrontacje.

Warsztaty tensegrity

Okazało się, że właśnie w tym roku po raz pierwszy uczniowie Castanedy przyjeżdżają do Amsterdamu prowadzić warsztaty tensegrity. Ach, co to były za dni, jak się cieszyłem, że wreszcie zweryfikuję swoje miejsce w szeregu. Nauczę się bezpośrednio, ciało od ciała, magicznych kroków. Spotkam wojowników czystych jak łza… no i faktycznie. Na otarcie łez pozostały mi mocne układy tensegrity i kilka kroków do przodu. Na warsztaty Cleargreenu pojechałem jeszcze rok później, dla pewności.

Wróciłem do polski. Założyłem Centrum Psychoedukacji Przemiany oraz stronę internetową Carlos Castaneda Site, w studium zaś przywitano mnie z otwartymi ramionami i zorganizowano wyjazdy po ośrodkach w kraju. Zacząłem wykładać Castanedę w Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Wrocławiu, Katowicach, Kaliszu.

Studenci w Gdańsku chcieli więcej i zaproponowali, że zorganizują mi warsztaty. Przyjechało prawie trzydzieści osób. Potem kolejne warsztaty, również terenowe. Wciąż jednak potrzebowałem kogoś, kto stale będzie mobilizował mnie do zmian. Pełnia, którą chciałem osiągnąć, wymagała wieloletniego praktycznego treningu. Zobaczyłem, że jeżeli chodzi o moje ciało, to jest ono już elastyczne i energetyczne. Miałem też za sobą pewne doświadczenia w sztuce śnienia oraz w sztuce podchodzenia. Niemniej jednak już nie zewnętrzne nawyki, lecz wewnętrzna mentalna rutyna wciąż nie dawała mi spokoju.

Czas więc był na kolejny krok.

Psychoterapia

Starcie z własnymi demonami. Nie miałem nic do stracenia. Byłem gotów podjąć każde wyzwanie. Zewnętrznie spróbowałem wszystkiego, co do mnie przychodziło; skakałem na spadochronie i na bungee, chodziłem na szczudłach i żonglowałem, zjeździłem Europę autostopem. Ale wciąż czułem niepokój. Wciąż swój własny głos słyszałem zbyt cicho. Wciąż nie rozumiałem mechanizmów rządzących moimi emocjami i relacjami, w jakich byłem. Wciąż czułem się ofiarą innych ludzi. Potrzebowałem zobaczyć, kto i co mnie tak naprawdę trzyma w niewoli i uwolnić się. Zacząłem więc jeździć na warsztaty psychoterapeutyczne i konfrontować się z emocjami, z problemami moimi i innych. Próbowałem różnych szkół. Na intensywnych szkoleniach z psychoterapii spędziłem kolejne pięć lat.

Po kolei rozpoznawałem mechanizmy wikłające mnie w chore układy z innymi ludźmi. Powoli zaczynałem uwalniać się od tych relacji, które nie rokowały przyszłości, transformować te, od których nie dało się uwolnić, oraz uleczać te, na których mi zależało. Na końcu okazało się, że sam sobie jestem największym wrogiem i już nikt ani nic mnie nie trzyma poza mną samym. Ale na pokonanie tej ostatniej przeszkody nie wystarczała psychoterapia. Do tego potrzebna jest moc, determinacja, wyczucie czasu i intencja.

Na szczęście byłem już jak suche drewno, które potrzebuje iskry by zapłonął ogień.

Tantra

Myślałem, że po wszystkich swoich przygodach, szczęściach i nieszczęściach w relacjach z kobietami pozostanę w celibacie do końca życia. Duch jednak zesłał mi towarzyszkę i miłość.

A potem przyszła Tantra. To była ta iskra, której potrzebowałem by zapłonąć wewnętrznym ogniem, światłem nadziei.

Dopełnienie, którego tak bardzo przez całe życie szukałem jest we mnie. Równowaga tonala i naguala, jest innym rozumieniem równowagi kobiety i mężczyzny w każdym z nas. Zrozumiałem też, że celem nie jest życie w drugiej uwadze, bądź integracja procesu wtórnego, ale równowaga pomiędzy pierwszą i drugą uwagą, procesem pierwotnym i wtórnym. Tego nauczyła mnie Tantra. Ona też zapaliła w moich trzewiach ogień mocy, który posiada siłę transformacji bólu istnienia w rozkosz spełnienia. Wypala wszystko, co blokuje mu swobodny przepływ. Nie znosi obłudy i manipulacji. Niszczy fałsz i zakłamanie. Mogę powiedzieć, że jeśli jestem jeszcze zniewolony, to właśnie przez tę moc. Nie mogę już zachowywać się inaczej niż mówi mi wewnętrzny głos.

Tak, więc od jakiegoś czasu promuję również Tantrę. Moja przyjaciółka - poznaliśmy się dawno temu na moich warsztatach - pyta mnie wciąż: "A jak to się ma do tensegrity?"

Tantra Wojownika

Wraz z moją towarzyszką tworzymy nowe zajęcia. Małe dzieła sztuki. Nazwaliśmy je Tantrą Współczesną bądź Tantrą Wojownika. W atmosferze wolności, miłości oraz piękna, dzielimy się naszą wiedzą i doświadczeniem.

Tantra Wojownika, to poszukiwanie sensu swojego miejsca we wszechświecie, z przyjęciem odpowiedzialności za swoje życie. To pragmatyczna postawa wobec doświadczeń spotykających nas na naszej drodze. Czasem spotkamy na niej światło, czasem cień. Postawa wojownika daje wtedy siłę w zmaganiach z własnym strachem.

Na zajęciach używamy różnych narzędzi, pod warunkiem, że są skuteczne. Jedne z najlepszych, jakie poznaliśmy na tej drodze pochodzą z tantry. Nie po to by wyprawiać jakieś seksualne wygibasy, lecz dlatego, by wzniecić i utrzymać wewnętrzny ogień. Naszym celem jest harmonia mocy, a Tantra to nic innego jak tensegrity w dynamice energii męskiej i żeńskiej. I to jest odpowiedź na pytanie: "jak to się ma do tensegrity?"

I mam nadzieję, że jest to też i odpowiedź na pytanie: "Castaneda i co dalej?"

Jeśli potrzebujesz doładowania, rewitalizacji, inspiracji, jeśli chcesz zrobić kolejny krok przyjdź do nas na zajęcia. Jeśli szukasz spełnienia w miłości, poprawy swoich relacji z najbliższymi, szukasz wolności, jesteś mile widziana/y. Jeśli po prostu chcesz się zrelaksować, odpocząć, rozluźnić, zapraszamy. A może chcesz poznać sztukę mistycznej tantry, bądź odkryć swoje własne magiczne kroki? Proszę bardzo! Pomożemy Wam się przebudzić i pobudzić do dalszej wędrówki, jaką jest życie człowieka.

Jedynym warunkiem jest Twoje zaangażowanie. Ważne jest tylko byś chciał/a zrobić coś dla siebie.

Zapytaj o zdanie swojego najlepszego doradcę, swoją najlepszą przyjaciółkę, która zawsze jest z Tobą.

Nas znajdziesz na stronach: 
www.castaneda.pl 
www.tantralove.eu

Comments