12 luty 2011


Artykuł na temat spotkania opublikowany w: 

Maria Lamers śpiewa Miłosza

Tekst: Krystyna Stochla

Sztokholmski Salon Poezji znów otworzył swe podwoje. Tym razem impreza odbyła się w salach Konsulatu w Sundbyberg 12 lutego, wieczorem.

Gośćmi Salonu byli: krakowska artystka Maria Lamers i gitarzysta Łukasz Figiel, mieszkający obecnie we Wrocławiu.

W piątkowy wieczór poprzedzający Salon, pan Łukasz miał swój recital gitarowy. Chociaż szalejąca nawałnica wpłynęła na frekwencję, to jednak słuchacze, którzy zdołali dotrzeć do Konsulatu, zgotowali młodemu Artyście prawdziwą owację. No cóż – przyznać trzeba, że jest gitarzystą perfekcyjnym, zwłaszcza w klasycznym repertuarze.

Na sobotni, „salonowy” wieczór artyści przygotowali program oparty na poezji Czesława Miłosza. Maria napisała muzykę do jego wierszy i zaśpiewała je wśród płonących kandelabrów z akompaniamentem dwóch gitar, bo sama też świetnie sobie z tym instrumentem radzi.

Usłyszeliśmy: Piosenkę wielkopostną, Piosenkę o porcelanie, Campo di Fiori, Ogród, Słońce i wiele, wiele innych. Część wierszy artystka przeczytała zebranym, a program ten był prapremierą przygotowaną specjalnie dla gości Salonu. Jak zwykle był tłok – aż zdumiewa, że ludzie tak bardzo lgną do poezji.

Ten wieczór wpisuje się w obchody „Roku Czesława Miłosza” w związku z setną rocznicą urodzin poety, a tym obchodom w środowisku szwedzkiej Polonii patronuje niestrudzony konsul, pan Radomir Wojciechowski.

***

Kim są goście Salonu?

Maria Lamers jest krakowską artystką, związaną z Piwnicą św. Norberta i kabaretem Loch Camelot. Pracuje też w Krakowskiej Wyższej Szkole Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, gdzie prowadzi zajęcia z emisji głosu. Słynie też z niezwykle przejmującej interpretacji starych polskich patriotycznych pieśni, a tak naprawdę z wykształcenia jest malarką, absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. To prowokuje do zadania pytania:

Krystyna Stochla: Mario, kim tak naprawdę pani się czuje, malarką, kompozytorką, pieśniarką?

Maria Lamers: Każdą z tych postaci, bo tak naprawdę to są tylko różne środki wyrazu, przy pomocy których artysta kontaktuje się ze światem i pokazuje co mu w duszy gra. Teraz jednak maluję tylko, gdy jestem w podróży, bo na co dzień nie mam czasu. Na co dzień, jako matka trójki dzieci, w domu gotuję, piorę, sprzątam. Intensywnie uprawiam narciarstwo, żegluję i właśnie wtedy lub podczas trasy koncertowej ogarnia mnie potrzeba malowania.

Jest jeszcze praca z młodymi ludźmi… czy często trafia się na prawdziwe talenty w takim środowisku?

ML: Z tym naprawdę bywa różnie. Są podobno 3 stopnie muzykalności, a ja dodałam jeszcze czwarty. Stopniuje się to tak: a) widzisz, że grają; b) słyszysz, że grają; c) rozróżniasz bęben w orkiestrze; d) muzyka nie przeszkadza ci w tańcu.

Łukasz Figiel: Śpiewać każdy może…

Otóż to! Ja się plasuję tak między stopniem c a d i też grałam na gitarze, którą dostałam w prezencie od ojca w szkole podstawowej. Śpiewałam przy ogniskach okolicznościowe przeboje.

ŁF: Te popisy przy ognisku to całkiem inna bajka niż granie koncertowe. Wbrew pozorom gitara jest bardzo trudnym, czułym instrumentem. Wystarczy troszkę inaczej ułożyć palec na strunie i już wydobywa się inny dźwięk. To instrument wymagający perfekcji.

KS: Jaka była Pana droga do tej perfekcji?

ŁF: Dość okrężna, bo w mieście, z którego pochodzę, w szkole muzycznej nie było klasy gitary. Zacząłem więc swoją edukację od… klarnetu, ale ta gitara nie dawała mi spokoju. Czułem, że to jest MÓJ instrument i różnymi sposobami, zmieniając miejsce zamieszkania na takie, gdzie mogłem się edukować, osiągałem coraz wyższy poziom. Teraz koncertuję i uczę grać innych.

I tak oto doszło do wspólnej pracy nad Miłoszem.

ML: Włożyliśmy wiele wysiłku, by ten program przygotować. Zainspirowała mnie do tej pracy pani Małgosia (przewodnicząca SSP), ale chyba nie sądziła, że napiszę muzykę do wierszy, a raczej opracujemy akompaniament do recytacji. Eksperyment nie jest nowy, bo już wcześniej do kilku wierszy napisał muzykę Andrzej Lamers. Teraz przyszła kolej na mnie, a klucz jest bardzo prosty – wzięłam ”na warsztat” te wiersze, które mają muzykę w tytule.

Przyznam, że jestem zaskoczona, bo całe życie uważałam, że Miłosz jest „nieśpiewalny”.

ML: A to dlaczego?

A to dlatego, że jest to poezja specyficzna, wielowarstwowa i w tej formie owa wielowarstwowość może umknąć.

ML: Myślę że nie, a wręcz czuję, że muzyka wydobywa z tej poezji dodatkowe tony – wszystko okaże się dziś wieczorem.

Toteż życzę Państwu udanego występu, aplauzu słuchaczy i wielu sukcesów na innych scenach. Dziękuję za rozmowę.

Fot. Michał Dzieciaszek


Comments