V.Czytelnia


Dobre stopnie to nie wszystko

Kiedyś w pewnej wiejskiej szkole podstawowej daleko od szosy nauczyciele opowiadali mi o – ich zdaniem specyficznym – uczniu. Stopnie otrzymywał bardzo słabe, prac domowych nie odrabiał, do szkoły niechętnie chodził (a właściwie to często nie chodził). Jednocześnie miał własny biznes – hodował i handlował kurczakami - i dobrze mu to wychodziło. Wiedział jak o nie zadbać, gdzie i za ile kupić i sprzedać. Nauczyciele zastanawiali się, jak on jednocześnie to w sobie godzi – w szkole wydaje się niewiele rozumieć i potrafić, a po za szkołą lepiej radzi sobie z zarabianiem pieniędzy niż niektórzy nauczyciele. Pojawiło się pytanie: jest on inteligentny, czy nie?

Moim zdaniem był może nawet ponadprzeciętnie inteligentny tylko, że specyfika jego inteligencji mogła nie pasować do oczekiwań szkoły.

Według trójstopniowej teorii R.J. Sternberga inteligencja jest funkcją równowagi pomiędzy myśleniem analitycznym, twórczym i praktycznym.

Uczniowie, którzy preferują myślenie analityczne mają na ogół dobre stopnie, osiągają wysokie wyniki w testach, chętnie wypełniają polecenia, wydajnie pracują pod kontrolą i (co nie jest w tej sytuacji dziwne) lubią szkołę i są lubiani przez nauczycieli.

Uczniowie preferujący myślenie twórcze mają już gorsze wyniki testów, niższe stopnie, czują się ograniczani przez szkołę, do której raczej „nie pasują”, nie lubią wypełniać poleceń, wolą sami o sobie decydować i realizować własne pomysły i – co w tej sytuacji oczywiste - są często postrzegani przez nauczycieli, jako kłopotliwi.
Jeszcze gorzej na testach wychodzi uczniom preferującym myślenie praktyczne. Lubią wiedzieć, jakim celom służą zadania i polecenia, szukają ich związku z naturalnym otoczeniem i jeśli nie znajdują tego związku w szkole się nudzą a przez nauczycieli mogą być postrzegani jako niezainteresowani uczeniem się.  (Wspomniany na wstępie uczeń mógł mieć właśnie ten sposób myślenia rozwinięty najlepiej)

W tradycyjnych szkołach nauczyciele tradycyjnie uczący i postrzegający uczniów doceniają przede wszystkich dzieci z dominującym analitycznym sposobem myślenia. Tylko, że ci piątkowi uczniowie w dorosłym życiu mogą sobie gorzej radzić niż ich koledzy myślący bardziej twórczo i praktycznie. W dorosłym życiu o powodzeniu nie decyduje umiejętność rozwiązywania testów i wykonywania poleceń, lecz zdolność do znajdowania rozwiązań problemów i praktycznego wprowadzania ich w życie.

Więc rodzicu – nim zaczniesz się cieszyć z wysokich ocen dziecka (lub martwić niskimi wynikami) zastanów się, na ile jest także twórcze i praktyczne. 






Pozwólmy dzieciom się bawić!

Rodzice kochają dzieci. Rodzice chcą dobrze dla swoich dzieci. Aby wspierać ich rozwój kupują im zabawki edukacyjne, książeczki edukacyjne, gry edukacyjne, bajki edukacyjne, wysyłają na zajęcia edukacyjne. Niektórzy rodzice patrząc na swoje „szczęścia” planują im każdą chwilę tak, aby dziecko się edukowało i rozwijało. Chcą, aby dziecko - jak już się wyedukuje i rozwinie - osiągnęło SUKCES. Nie pozostaje zbyt wiele miejsca na zabawę. Właściwie to czasem go może w ogóle nie być. Bo nawet, jak przez przypadek rodzice nie zaplanują dziecku jakieś chwili, to może być zbyt zmęczone, aby robić cokolwiek. Według Jessiki Alexander i Iben Sandhal – autorek książki „The Danish Way o Parenting” (polski tytuł „Duński przepis na szczęście”) takie postępowanie to błąd. Tak wychowywanie dziecko może wyrosnąć – może i na wykształconego, dobrze zarabiającego – ale nieszczęśliwego człowieka. Do szczęścia bowiem jest potrzebna zabawa - wymyślona i odbywająca się według dziecięcych reguł. Dziecięce zabawy to nie fanaberie i marnowanie czasu (mogłyby się uczyć przecież). To poznawanie swoich możliwości („wejdę na to drzewo, czy nie wejdę?”), uczenie się rozwiązywania problemów („jak wezmę drabinę z ogrodu sąsiada to może wejdę”), współpracy („drabina jest ciężka, namówię kolegów do pomocy”), radzenia sobie z trudnościami („drabina się osunęła…, trochę mnie boli d... ale spróbuję jeszcze raz inaczej”) i rozwijanie w sobie poczucia
sprawczości („ok. jestem na drzewie, jak mi na czymś zależy, to mogę to osiągnąć”…”choć właściwie po co ja tu wlazłam? J” ). Jessica Alexander i
Iben Sandhal powołują się na badania, które wykazały, że „im więcej dzieci się bawią – a co za tym idzie, im lepiej przyswajają sobie umiejętności społeczne – tym lepiej radzą sobie z trudnościami”. Swobodna zabawa kształtuje w dzieciach też poczucie odporności psychicznej – zdolności do podnoszenia się po niepowodzeniach. Niepowodzeniach w dziecięcej (ale dla dziecka jedynej znanej i najważniejszej) skali – „kolega zabrał mi zabawkę, koleżanka nie chce ze mną się bawić, nie udało mi się plunąć najdalej”. Gdy wyzwania będą przed dzieckiem, młodzieńcem, dorosłym coraz większe – rozwijająca się odporność psychiczna pomoże im sprostać.
Więc rodzicu jeżeli chcesz, aby twoje dziecko dobrze radziło sobie w dorosłym życiu zadbaj o to, by twoje dziecko mogło się bawić, daj na to czas i miejsce. Nie wtrącaj się w zabawę - daj szansę wywrócić się, pokłócić i coś zepsuć. W ten sposób nauczy się też jak się wstaje, godzi i naprawia.














Jak wychowywać szczęśliwe dziecko?

1. Zacznij od siebie. 

Nie możesz dać dziecku tego, czego nie masz. Nie możesz go nauczyć bycia szczęśliwym jeżeli sam/sama tego nie potrafisz. Dbanie o swoje szczęście to nie Twój egoizm lecz także troska o to by Twoje dziecko wyrosło na szczęśliwego człowieka.

2. Kochaj dziecko bezwarunkowo.

Tylko rodzic może dać taką miłość dziecku. Kocha dziecko, bo ono po prostu, tylko i aż, jest. Nie ważne, jakie by było i czego by nie robiło. 
Nikt później takiej miłości mu nie będzie mógł zaoferować. 

3. Zadbaj, aby doświadczało szczęśliwych chwil. 

Baw się z nim, pozwalaj się mu bawić, świętuj, pokazuj, zwracaj uwagę na dobre chwile. Będą one tworzyć "kapitał" na przyszłość.
Gdy w dorosłym życiu nie wszystko będzie takie jak by się chciało te wspomnienia - nawet mgliste - będą dawać siłę i nadzieję. 

4. Stwórz możliwości wybierania i podejmowania wyzwań.

Wybierając dziecko uczy się dokonywania wyborów - a przecież sztuka dobrego życia na tym polega.
Stając w obliczu wzywań dziecko uczy się, że może coś zrobić, coś od niego zależy - w dorosłym życiu wyzwań mu przecież nie zabraknie. 

5. Akceptuj sukcesy i niepowodzenia.



6. Doceniaj wysiłek.

7. Zauważaj i szanuj emocje.
8. Rozmawiaj
9. Pomóż mu znaleźć jego mocne strony.
10. Pokaż, że jest Coś Więcej.