Czernikow

Kontakt:

+37259492051

 www.schlossamsee.de 



 

Vom Boot aus

 

 ANFAHRT

(Anfahrt aus BERLIN bitte HIER klicken)

(Anfahrt aus FRANKFURT/O bitte HIER klicken)  

(Anfahrt aus STETTIN bitte HIER klicken)


Sonnenuntergang in Czernikow

 

 

 

 

 

  

 

 

  

 

 

 

 

 

Fensterblick

ZUR GESCHICHTE:


KURIER SZCZECINSKI:

Niechciany spadek historii?
Diamenty są wieczne 

"Z zewnątrz pałac w Czernikowie wygląda jak budynek koszarowy po przejściach.  Dopiero gdy wchodzimy do środka, porażają nas resztki bogatego niegdyś wystroju i wyposażenia. Co tu się stało? - Każdy, kto tu trafia i dowiaduje się, że znajduje się przed pałacem, zadaje sobie to pytanie.

Obecny nieciekawy wygląd zawdzięcza... remontowi. Przeprowadzono go w 1963 roku i był przejawem specyficznie rozumianej troski o dziedzictwo kulturowe tych ziem. W tamtych czasach zdjęto niepotrzebne ozdoby z fasadą, pilastry, gzymsy. We wnętrzach starą dębową i misternie rzeźbioną boazerię zastąpiono nowoczesną płytą wiórową i paździerzem. Innym przykładem pomysłowości i wrażliwości budowlańców jest też sala balowa i olśniewająco prosty pomysł, by pomalować piękne XVIII-wieczne ceramiczne piece kremową olejnicą. W jednej z jej części, gdzie cudem ocalało zdobienie sufitu, na chybił trafił przebijając się przez zbędną zabytkową sztukaterię połączyli wszystkie kondygnacje systemem c.o.

Oprowadzający nas po obiekcie Helena i Jerzy Kiljanowie, którzy nim się opiekują i reprezentują właścicieli, są pewni, że dziś po pałacu zostałyby tylko ściany, gdyby nie determinacja państwa Pantaków.

- W ostatniej chwili budynek uratowano, był już rozszabrowany - wspomina Jerzy Kiljan. - Właściciele musieli wstawiać okna, które udało im się sprowadzić z Berlina. Z całą pewnością można stwierdzić, że pałac uratował pan Henryk Pantak.
Wymienił zmurszałą drewnianą konstrukcję na nową metalową, dzięki czemu dach nie runął. Konstrukcja odciążyła grożące zawaleniem się stropy. Wykonano jednocześnie drenaż w pobliżu fundamentów i osuszono ściany za salą balową, które odchylały się już od pionu na kilkanaście centymetrów.

Ogrodnicy w chaszczach

Zanim do czernickiego pałacu w 1953 r. wprowadziła się żeńska zasadnicza szkoła ogrodnicza przy PGR, był on siedzibą kilku pomorskich rodów. Sam pałac powstał w 1850 roku. Ówczesny Zernikow należał najpierw do margrabiów brandenburskich Hasse de Iselt, potem do rodziny von Strauss. Ostatni von Strauss bezpotomnie umarł pod koniec XVII wieku. Wówczas do Czernikowa wprowadziła się rodzina Marwitz, by na początku XIX w. sprzedać posiadłość rodzinie von Wedel, która w 1929 r. na krótko pozbyła się swych dóbr, które trafiły do Petera von Olsen. Tuż przed wojną majątek wrócił do rodu von Wedel.

Przez kilka lat po wojennej pożodze urządzano w nim szkolenia brygadzistów. Szkoła ogrodnicza funkcjonowała do 1979 roku, kiedy to obiekt przejął kombinat rolny w Myśliborzu. Był zaniedbany. Obecni właściciele pałacu, spadkobiercy zmarłego dwa lata temu Henryka Pantaka, jego synowie, zamierzają kontynuować dzieło ojca. Na razie się kształcą.

- Jeden z synów pana Henryka studiuje sinologię w Lipsku, drugi jest po kilku fakultetach, podróżuje po świecie jako przedstawiciel jednej z markowych firm branży sportowej - mówi Jerzy Kiljan. Swego czasu były plany stworzenia tu domu pogodnej starości. - Czy staruszkom potrzebny jest aż pałac na starość i takie przestronne komnaty - podawał w wątpliwość zamysł J. Kilian.

Choć z zewnątrz pałac wygląda niepozornie (odpadające tynki, jaskółcze gniazda w oknach) to trudno nie zauważyć wysiłku właścicieli. Spadkobiercy gromadzą stare meble, próbują odtworzyć dawny klimat pałacu. Ci, którzy ulegliby wrażeniu w salonie myśliwskim, że żyrandol wiszący pod wspaniałymi dębowymi kasetonami, pieczołowicie odrestaurowanymi, to oryginał - myliłby się. Wszystkie oryginalne żyrandole z tego pałacu trafiły do Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gorzowie Wielkopolskim. Musiały być wyjątkowej urody. Po rozwiązaniu partii zniknęły. W Czernikowie nikt nie ma złudzeń, że znajdują się dziś w prywatnych domach.

Właściciele porządkują też otoczenie pałacu. Postawili okazały kamienny mur, zadbali o trawniki, odsłonili porosły samosiejkami brzeg przyległego doń jeziora. Odwiedzające dziś tę okolicę byłe uczennice szkoły ogrodniczej otwierają usta ze zdumienia, bo nawet w czasach ich edukacji nie wiedziały, że mieszkają w pobliżu wody. Park był do tego stopnia zarośnięty, że z okien pałacu, gdzie była ich szkoła ogrodnicza, nigdy nie widziały jeziora.

Ponurą pozostałością po czasach wojny jest w Czernikowie ogrodowy taras, gdzie stała szubienica."

 Roman K. Ciepliński

Mirosław Winconek