Publicystyka‎ > ‎

Józef, pierwszy uczeń Jezusa Chrystusa

opublikowane: 20 mar 2018, 14:24 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 20 mar 2018, 14:52 ]

Saint Joseph with the Infant Jesus by Guido Reni, c 1635 czyli między snem a sumieniem

Wolność każdego człowieka konstytuuje się w przestrzeni wartości i norm oraz wyzwań, przed którymi człowiek staje. Nie inaczej było w przypadku świętego Józefa, męża Maryi i ojczyma Jezusa. W duchowości chrześcijańskiej jedna z najważniejszych postaci. W historii zbawienia postać wręcz fundamentalna. Przecież w Ewangelii św. Mateusza jest tym, który ocalił życie Jezusa, zapewne także Maryi i swoje. Grając nieco czasownikiem zbawić, powiedzmy tak: on człowiek, wybawił ze śmiertelnego niebezpieczeństwa Syna Bożego, Zbawiciela ludzkości! A mimo to postać tajemnicza – mężczyzna żyjący w cieniu swojej żony i nie-swojego Syna.

Na kartach Nowego Testamentu wspominany rzadko i jeśli Maryja jest wymieniana jako świadek śmierci swojego Syna i towarzysząca uczniom Jezusa z wieczerniku, to Józef pojawia się po raz ostatni przy okazji pielgrzymki całej rodziny do Jerozolimy. Według ewangelisty Łukasza, który opowiada ten epizod, Jezus ma 12 lat. Do rozpoczęcia jego publicznej działalności brakuje co najmniej 20 lat. Te lata naznaczone są nieobecnością Józefa. To milczenie kanonicznych Ewangelii sprawiło, że pojawiło się wiele niekanonicznych wersji tłumaczących nie tylko tę nieobecność, ale także (a może przede wszystkim) fakt, że Jezusowi przypisywane jest rodzeństwo. I tak ewangelista Marek, który relacjonuje kazanie Jezusa w jego rodzinnym Nazarecie powiada, że:

2 Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim.
(Mk 6, 2–3)

Wydaje się, że najprostszym rozwiązaniem było zrobić z Józefa wdowca, który w ponowne małżeństwo z młodą (z bardzo młodą Maryją – według ówczesnych zwyczajów żydowskich dziewczynki były wydawane za mąż ok. 12. roku życia, kiedy mogły już rodzić dzieci) wnosi dzieci z poprzedniego małżeństwa. Tak jak sugeruje to Historia Józefa, cieśli, apokryf, który sięga prawdopodobnie II w. i wywodzi się ze środowiska judeochrześcijańskiego. Opowiada o śmierci Józefa i o modlitwie Jezusa, żałobie najbliższych i wszystkich mieszkańców Nazaretu. W tym dokumencie wiek Maryi w chwili poczęcia Jezusa zostaje przez autora/autorów określony na 14 lat. Natomiast o Józefie mówi się, że kiedy umierał, miał 111 lat i, żeby podkreślić jego tężyznę, dodaje się, że nie miał żadnego chorego zęba. Stać go było na to, żeby pielgrzymować jeszcze do Jerozolimy i tam, w świątyni, modlić się o dobrą śmierć. Umierającemu Józefowi towarzyszył Jezus i Maryja oraz dzieci Józefa z pierwszego małżeństwa. Jezus zaś modlił się tak: „Mój Ojcze i Ojcze wszelkiego miłosierdzia, Ojcze prawdy, jesteś okiem, które widzi i uchem, które słyszy, proszę wysłuchaj mnie. Jestem Twoim umiłowanym synem i proszę Cię za moim ojcem Józefem, który jest dziełem Twoich rąk. Wyślij zastępy aniołów z Michałem; tym, który zarządza dobrami niebiańskimi, i z Gabrielem, dobrym posłańcem światła, aby towarzyszyli duszy mojego ojca Józefa…” [1]

Apokryfy pojawiają się w przestrzeni, której nie potrafiły (bądź nie chciały) zagospodarować ewangelie kanoniczne. Trzeba bowiem przyznać, że ta fundamentalna postać dzieciństwa Jezusa Chrystusa zaledwie w dwóch fragmentach pojawia się jako główny bohater. Nie tylko opowiadany, ale i opowiadający. Obydwie są pióra św. Mateusza. Pierwsza dotyczy małżeństwa Józefa i Maryi (Mt 1, 18–25), druga zaś ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu (Mt 2, 13–15). Ten pierwszy fragment w wersji Biblii Tysiąclecia brzmi tak:

18 Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. 19 Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. 20 Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. 21 Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». 22 A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: 23 Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". 24 Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, 25 lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.
(Mt 1, 18–25)

Dla właściwego zrozumienia dramatu, który rozgrywa się w sercu Józefa, trzeba poznać żydowskie zwyczaje małżeńskie. Otóż małżeństwo w starożytnym Izraelu polegało na dwóch etapach. Pierwszy moment (nazywany qiddushin, to znaczy konsekracja, poświęcenie) oznaczał akt, w którym dziewczyna, kobieta była poświęcona mężczyźnie. Od tej chwili, mimo że mieszkała nadal w domu swojego ojca, była żoną swojego mężczyzny. Jakiekolwiek kontakty intymne, seksualne między nimi były jednak zabronione przez prawo. Dopiero po roku mąż mógł ją zabrać w uroczystej procesji (ślad tych zwyczajów znajdujemy w Jezusowej przypowieści o dziesięciu pannach – por. Mt 25, 1–13) do swojego domu i zaczynali mieszkać razem i dopiero wtedy wolno im było współżyć ze sobą. [2] Ten drugi, definitywny etap żydowskiego małżeństwa nazywał się nissu’in (od czasownika nassa’ – nieść, prowadzić). Mateusz wyraźnie zaznacza, że Maryja zaszła w ciążę, zanim zamieszkała z Józefem. Dla żydowskich słuchaczy/czytelników jego Ewangelii to wyraźna sugestia, że Józef nie jest ojcem Jezusa.

Możemy sobie tylko wyobrazić zakłopotanie młodej dziewczyny, która mogła mieć 12, może 14 lat (jeśli dać wiarę żydowskiemu apokryfowi z II w.), dzisiaj powiedzielibyśmy dziewczynka, dziecko, i która musi wytłumaczyć swojemu mężowi, że od kilku miesięcy nie ma już okresu, co by znaczyło, że jest w ciąży i spodziewa się potomstwa. A ten jej mąż musi się zmierzyć nie tylko z zawiedzioną miłością i ze zrujnowanym projektem małżeństwa, ale także (a może przede wszystkim) z prawem Jahwe i z prawem swojego ludu. Z zawiedzioną miłością i ze zrujnowanym projektem małżeństwa, gdyż po ludzku myśląc i sądząc, nie ma poważniejszego, dobitniejszego dowodu zdrady małżeńskiej ze strony kobiety niż fakt pojawienia się dziecka, którego ojcem nie jest prawowity mąż. To bez wątpienia dramat egzystencjalny. Dramat zawiedzionego zaufania.

Stary Testament jednoznacznie traktował grzech, przestępstwo cudzołóstwa [3]. W Księdze Powtórzonego Prawa znajdujemy przepisy, jak należy postępować z kobietą, która zdradziła męża. Jeśli mąż oskarży swoją żonę o zdradę (kontekst jest właśnie taki, że małżonkowie zaczynają mieszkać razem i mąż odkrywa, że jego żona nie jest dziewicą – zatem jest to jakby casus Józefa oraz Maryi) i przedstawi dowody tej zdrady to

21 wyprowadzą młodą kobietę do drzwi domu ojca i kamienować ją będą mężowie tego miasta, aż umrze, bo dopuściła się bezeceństwa w Izraelu, uprawiając rozpustę w domu ojca. Usuniesz zło spośród siebie.
(Pwt 22, 21)

To, co dzisiaj wymyka się naszej wrażliwości, to prawny postulat, przed którym znajdował się Józef. On miał obowiązek ujawnić sytuację swojej żony, bo inaczej stawał się współwinny jej grzechu. To znaczy miał obowiązek ujawnić miastu, że w chwili poślubienia (wspomniany wcześniej nissu’in) żona nie była już dziewicą, bo spodziewała się nieślubnego dziecka. Ten postulat miał umocowanie w prawie Bożym, zatem uchylenie się wobec tego nakazu oznaczało nieposłuszeństwo Jahwe! A przecież Mateusz podkreśla, że Józef był człowiekiem sprawiedliwym. W rozumieniu żydowskim sprawiedliwość równała się posłuszeństwu Prawu. Jeśli Józef chce być posłuszny prawu (czytaj: Jahwe), winien swoją żonę wydać miastu, a to winno ją ukamienować. Niektórzy egzegeci dowodzą, że w sytuacji widocznej ciąży kobiety nie kamienowano. [4] Pozwalano takiej kobiecie żyć na marginesie klanu, w hańbie do śmierci. Józef próbuje godzić sprawiedliwość z jakąś odrobiną miłosierdzia. Nie mając zrazu wątpliwości co do winy Maryi, postanawia z nią się rozwieść (i tak zadośćuczynić nakazowi, że powinien usunąć zło spośród siebie), ale żeby oszczędzić jej hańby, postanawia się rozwieść „po cichu”, bez angażowania autorytetu miasta. Jeśli nie było widać ciąży – być może chce jej w ten sposób uratować życie. Jej i dziecku. Po raz pierwszy okazuje się wybawicielem Zbawiciela!

To wszystko, co do tej pory zostało napisane, opiera się na dwóch przesłankach: pierwsza, to takie zwyczajne ludzkie postrzeganie spraw. Jest dziecko, musi być ojciec, oraz na Prawie Jahwe, które mówi, co robić, kiedy zdrada małżeńska zostanie dowiedziona.

Józef jednak w pewnym momencie zmienia zdanie i zamiast rozwieść się z Maryją albo doprowadzić do jej ukamienowania decyduje się z nią pozostać. I wychowywać jej Syna. Trzeba zapytać o rację takiego wyboru, gdyż nie ulega wątpliwości, że sprawiedliwy Józef ściągnął na siebie podejrzenia miasta. Sąsiedzi widzą wszystko i potrafią liczyć. Pamiętają, kiedy Maryja wprowadziła się do Józefa i po ilu miesiącach przyszedł na świat synek. Wcześniak? Być może, ale żeby aż tyle przed terminem? Józef musi zdawać sobie sprawę, że dosięgną go ludzkie języki, które będą mu zarzucały, że albo z Maryją rozpoczął współżyć kiedy nie mieli do tego prawa, albo co gorsza, ukrył, zatuszował cudzołóstwo Maryi. Tertium non datur. Swoją decyzją sprawi, że przyjmie na siebie całą taką falę pomówień i oskarżeń. I być może właśnie te pomówienia i oskarżenia (zapewne trwające w lokalnej społeczności, w której Jezus wzrastał) pod adresem Józefa mogły dać asumpt do postawienia Mistrzowi pytania o to „czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?” (Mt 19, 3). Czy Jezus, odpowiadając faryzeuszom, miał przed oczyma małżeństwo swoich rodziców, Maryi i Józefa?

Ale co ojczyma Syna Bożego skłoniło do tego, aby opowiedzieć się przeciwko Prawu Bożemu. (Używając terminologii doktryny moralnej Kościoła katolickiego – popełnić grzech ciężki). Jedno wyjaśnijmy od razu – gdyby wszystko miało się rozstrzygnąć w szczerej rozmowie między Maryją a Józefem, podczas której Maryja miałaby poinformować męża, że zaszła w ciążę za sprawą Ducha Świętego, to ewangelista Mateusz w swojej narracji nie musiałby odwoływać się do interwencji anioła. Wydaje się zatem, że według Mateusza Maryja nie zdołała przekonać Józefa. Nie wiemy nawet, czy próbowała. Zastanawia nas bowiem obecny w Ewangeliach wątek niewiary w Jezusa Jego krewnych (por. J 1, 5; Mk 3, 21. 31). Wygląda na to, że nie byli w posiadaniu żadnej wiedzy na temat boskiego pochodzenia Jezusa. A to mogli wiedzieć jedynie od Maryi. Być może uwaga ewangelisty Łukasza, że

Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.
(Łk 2, 51)

winna być interpretowana w świetle tych epizodów, które opowiadają o tym, że Jezus był kontestowany przez najbliższych.

Wróćmy jednak do Józefa. Ten, konfrontując się z rzeczywistością, nie mógł liczyć, że przeszłość, historia dostarczy mu kodu pozwalającego odczytać to, co się dzieje w jego życiu. Pamięć jego Ludu nie przechowała żadnego wspomnienia narodzin dziecka bez udziału mężczyzny. Nawet tam, gdzie mamy do czynienia z cudem narodzin długo oczekiwanego dziecka – schemat jest zawsze ten sam: mamy do czynienia z bezpłodną kobietą (Sara – mama Izaaka, Anna – mama Samuela, Elżbieta – mama Jana Chrzciciela), z którą współżyje jej mąż i tak dochodzi do zapłodnienia. Pośrednikiem tego cudu jest zawsze mężczyzna. W przypadku Maryi udział mężczyzny zostaje wykluczony. Jedyne takie wydarzenie w historii. Ta jedyność i wyjątkowość na pewno nie ułatwiały Józefowi podjęcia decyzji na rzecz Maryi i mającego narodzić się dziecka. Nowość ma w sobie wystarczająco dużo siły, aby paraliżować człowieka. Doświadczał tego Józef i musiał to także przeczuwać Mateusz, skoro uznał, że jedynym dopuszczalnym rozwiązaniem tej enigmy będzie wprowadzenie na scenę anioła, który powie Józefowi, jak się rzeczy mają.

Tutaj trzeba byłoby przywołać opinię amerykańskiego egzegety, który w swoim dziele o narodzinach Mesjasza według Ewangelii Łukasza i Mateusza pisze, że „w zdecydowanej większości przypadków w Starym Testamencie Anioł Pański nie oznacza bytu osobowego, duchowego, pośrednika między Bogiem a człowiekiem, a jest zwykłym sposobem sygnalizowania widzialnej obecności Boga między ludźmi”. [5]

Anonimowy, bezimienny [6] anioł ukazuje się Józefowi we śnie. W tradycji biblijnej sen jest czymś bardzo znanym i powszechnym, tyle tylko, że Mateuszowe pojęcie snu jest nieco inne niż to, które znamy z tradycji apokaliptycznej. W niej sen jest zagadką, która domaga się interpretatora. Nie jest też tak, że sen sam w sobie przekazuje orędzie. Wydaje się, że w Mateuszowej Ewangelii jest po prostu kontekstem, w którym pojawia się Anioł Pański i przekazuje Józefowi orędzie o boskim pochodzeniu dziecka Maryi.

Ta wizja anioła nie znosi jednak wolności Józefa. On musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nie jest ofiarą jakiejś iluzji, jakiejś autoprojekcji? Musi dokonać rozeznania! I w tym procesie rozeznawania doświadcza głębokiej samotności: bo jak wcześniej powiedzieliśmy, doświadczenie jego ludu nie opowiada żadnej podobnej historii, Prawo (którego źródłem jest Jahwe) jego ludu jest jednoznaczne, a osobiste (i chyba nie komunikowalne innym) doświadczenie Boga wydaje się go prowadzić w przeciwnym kierunku. Pozostaje mu tylko i aż świadectwo jego sumienia. Że usłyszał głos, który nakazał mu się sprzeciwić Prawu i zabrać Maryję do swojego domu.

Może raz jeszcze Jezus nawiązał do historii Józefa, kiedy w Kazaniu na Górze, odnosząc się do sprawiedliwości, powiada do swoich uczniów:

Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
(Mt 5, 20)

ks. Adam Błyszcz

Grafika: Św. Józef z Dzieciątkiem Jezus. Obraz Guido Reni, ok. 1635.

[1] Za: Gianfranco Ravasi, Giuseppe. Il padre di Gesù, Milano 2014, str. 111-112.

[2] Zgodnie z patriarchalną strukturą społeczeństwa żydowskiego to nie mężczyzna, mąż opuszczał dom rodzinny a kobieta, żona była wyprowadzana z domu ojcowskiego.

[3] Podobnie zresztą sprawę traktowało prawo rzymskie. Mąż był zobowiązany oddalić swoją żonę, która dopuściła się cudzołóstwa, żeby samemu nie być oskarżonym o faworyzowanie cudzołóstwa. (por. Basilio Petrà, Divorzio e seconde nozze nella tradizione Greca. Un’altra via, Assisi 2014, str. 19).

[4] por. Silvio Barbaglia, Gesù e il matrimonio. Indissolubile per chi?, Assisi 2016, str. 46.

[5] Raymond E. Brown, La nascita del messia secondo Matteo e Luca, Assisi 1981, str. 160.

[6] Inna scena, w której pojawia się w Ewangelii Mateusza anioł bez imienia to zmartwychwstanie Jezusa. Według o. Browna byłby to dowód, że dla ewangelisty Mateusza opowiadanie o dzieciństwie Jezusa Chrystusa to jeden ze sposobów przekazania wspólnocie chrystologii postpaschalnej.