Krym.26 VII 2009
Podróż Pomorskiego Stowarzyszenia Muzyki Sakralnej na Krym

20 VII 2009

21 VII 2009

22 VII 2009

23 VII 2009

24 VII 2009

25 VII 2009

27 VII 2009

28 VII 2009

29 VII 2009

30 VII 2009

 

 

Nasza strona główna 

Po śniadaniu o 9:00 wyjechaliśmy obejrzeć starożytne miasto skalne Kaczy-Kalon.

W agrobusie dyrygent złożył publicznie życzenia dla naszych trzech koleżanek: Ani, Ani i Mirki, które świętowały swoje imieniny. Wspomniał jeszcze jedną Anię, która musiała zostać w Polsce. 

Ponieważ trzeba było wspiąć się po urwisku, część załogi pozostała na dole, przy agrobusie kontemplując niezapomniane widoki.

 

Marta zdaje się pytać: "Ile jeszcze będzie tej wspinaczki?"

Nas nie doganiat' !

Wreszcie dotarliśmy do skalnego miasta (jednego z wielu na Krymie, jak się okaże).

Pierwowzór budownictwa wielorodzinnego na Krymie:

 

Weszliśmy do skalnego kościoła i zaczęliśmy spiewać. Co zaskakujące, grupa wspomagająca domagała się więcej - musieliśmy koncert rozszerzyć.

 

Nie był to pełny skład zespołu, część nie podjęła wyzwania wspinaczki, ale i tak śpiewaliśmy jak natchnieni:

"Co mam Ci oddać o Panie

gdy już Ci wszystko oddałem

w swej cichej pokorze

pod niebem błękitnobiałym? (...)

Niech leci pieśń ku przestworzom

gdzie mieszkasz pośród aniołów.."

 

Żeby tylko publiczność i słuchacze nie spadli z wrażenia!:

Chórowi też nie było łatwo:

Po zakończonym występie, odebraniu należnych braw zeszliśmy z gór, wstępując jeszcze po drodze do prawosławnego monastyru. Nasz Zbyszek podpierając się znalezionym kosturem wyglądał niczym prawdziwy pielgrzym:

W dalszej drodze wysłuchaliśmy opowieści Witalija o historii cudownego źródełka:

Odjeżdżając z Kaczy-Kalon odwiedziliśmy współczesną cerkiew, w której Pasterz zapalił świeczkę w intencji zespołu

A co nas zaskoczyło, miejscowy archimandryta (zupełnie przyzwoity trafił się nam w tym roku) z naszym przewodnikiem, Witalijem i przypadkowo obecną tam babcią zorganizował naprędce 3-głosowy zespół i zaczęli śpiewać nam cerkiewną pieśń! - Nam, starym wygom chórowym!

Później opowiedział historię zburzenia i powstania nowej cerkwi

Wobec takiego obrotu sprawy, musieliśmy zrewanżować się pieśnią "Mnogaja lieta". Duchowny chyba nie bardzo wierzył w nasze możliwości, bowiem na pytanie, czy możemy zaśpiewać ten utwór odparł życzliwie: "Popróbujtie!". No i spróbowaliśmy:

W dowód uznania prawoslawny ksiądz pozwolił sfotografować się z naszymi dziewczynami, ubranymi niemal jak na plażę:

Nie wiemy niestety, co mu się śniło tej nocy. My natomiast poszliśmy kilkaset metrów dalej, by obejrzeć miejsce i resztki zniszczonej cerkwi św. Jana Chrzciciela.

Miejscowość leży nad rzeką Martą.

Po zjedzeniu obiadu udaliśmy się do pałacu chana tatarskiego w Bachczysaraju.

Nasi panowie zdają się licytować zawczasu, który więcej czasu spędzi w haremie ....

a tu niespodzianka: Po 60 latach pracy w haremie właśnie na wolność i zasłużoną emeryturę odeszła jedna z nałożnic. W związku  z tym, na ogłoszony przez chana casting zgłosiły się nasze panie ....

No i tak myślą: Czym by tu chana zaskoczyć: wdziękiem?

krzepą?

A póki co, przymiarka "na sucho" z dyrygentem:

W innym pomieszczeniu Maja zdaje się na 3 tygodnie przed ślubem rozstrzygać dylemat: poli- czy monogamia?

Ostatecznie, wszystkie nasze laski wycofały się z castingu.

Marta bowiem odkryła w pałacu chana, że ktoś łudząco do niej podobny już tu pracował .... więc szkoda zachodu.

Kolejnym miejscem, do którego się udaliśmy był Sewastopol. Miasto do niedawna jeszcze zamknmięte dla obcych jest portem Floty Czarnomorskiej.

W tym dniu akurat marynarze obchodzili swoje święto. A w Sewastopolu właściwie mieszkają chyba tylko wojskowi z rodzinami. Wiadomo, co dzieje się, gdy Rosjanie świętują....

Ustaliliśmy, że część grupy obejrzy pokaz fajerwerków i manifestację siły militarnej Rosji z nabrzeża, natomiast część popłynie niewielkimi łajbami w pobliże krążowników i kutrów torpedowych.

Podczas oczekiwania na łajbę, późnym wieczorem dyrygent "przy okazji" załatwił przedłużenie paktu o nieagresji między Rosją i Polską. Nasz minister spraw zagranicznych chyba nie bardzo radzi sobie w tej materii, więc Pasterz go wyręczył w prosty sposób: pijąc wódkę z zebraną na nabrzeżu grupą młodzieży rosyjskiej.

Na zaproponowany przez nich toast w takim miejscu i dniu wprost nie wypadało odmówić.

Dyrygent zatem podziekowal uprzejmie za wyróżnienie i gromkim głosem wzniósł toast "Za czarnomorską flotę", po czym po cichu dodał "żeby szła do dna!". Tak też zrobił i w drugiej kolejce. Rosjanie stwierdzili później, że nas kochają. Na szczęście, od tej miłości wybawiła nas motorówka, która już przypłynęła, żeby nas zabrać w pobliże ogromnych okrętów wojennych.

Przez moment sądziliśmy, że naszą łajbą dowodzić będzie ponętna Rosjanka czy Ukrainka, zwłaszcza męska część załogi miała wyraźną ochotę na taki rejs:

Niestety, panowie musieli obejść się smakiem.... Ale w końcu stwierdzili, że mają swoje dziewczyny.

 

Pokaz sztucznych ogni zakończył się około 23.00. Wróciiśmy do agrobusu i jeszcze tej nocy zameldowaliśmy sie w bazie.