Strona główna https://zrzutka.pl/y8pzwt

          Witam, nazywam się Andrzej Żukowski z Ujazdowa z Gminy Nielisz, Pow.zamojski, woj. lubelskie. Jestem ojcem zaginionego syna Mateusza który zaginął 27.05.2007 roku, miał wtedy 10 lat w dniu zaginięcia. Mateusz urodził się  5.08.1996 roku w Tomaszowie Lubelskim. 

Nasz dom został wystawiony na licytację przez komornika. Pieniądze pobraliśmy na poszukiwania synka - teraz nie mamy z czego spłacać... Jestem zarejestrowany w Urzędzie Pracy w Zamościu jako bezrobotny, choruję na nadciśnienie oraz cukrzycę.  Żona nie pracuje, miałem 5 dzieci w tym jedno zaginęło bez śladu. Moja rodzina się rozpada..


Oto historia zaginięcia mojego syna Mateusza:

„Ponad 7 lat temu Mateusz Żukowski wyszedł z domu i do tej pory nie wrócił. Dziś miałby 17 lat. Pełni nadziei rodzice wciąż podkreślają, że ma... Pierwotna wersja zakładała, że chłopiec utopił się w okolicznej, zdradliwej rzece Wieprz. Dziś już wiadomo, że to nieprawda. W całej sprawie nadal jest bardzo wiele wątpliwości i niedomówień. Chłopiec przepadł jak kamień w wodę dokładnie w Dzień Matki w 2007 roku. Jego rodzice odchodzą od zmysłów, ale wciąż nie tracą nadziei. W poszukiwaniach syna poruszyli już niebo i ziemię i – jak mówi ojciec chłopca – z pytaniem „Gdzie jest Mateusz?” nie zadzwonili jeszcze tylko do Boga i do samego diabła. Czy rodzice chłopca mają szanse jeszcze odnaleźć swojego syna? Czy dowiedzą się, co spotkało ich ukochane dziecko? Mimo że większość nie wierzy w pozytywne zakończenie tej historii, oni wciąż są pewni tego, że ich syn żyje. – I nie ma innej możliwości! – podkreśla stanowczo ojciec chłopca. Ujazdów to niewielka wioska położona w województwie lubelskim w powiecie zamojskim. To tam wraz z rodzicami: ojcem – Andrzejem i matką – Marzeną oraz czwórką rodzeństwa – Piotrem, Angeliką, Pawłem oraz najmłodszą Martynką mieszkał Mateusz. Rodzina chłopca to zwyczajni ludzie, tacy jakich wiele w całej Polsce. Żyli normalnie, może nieco bardziej skromnie niż inni, ale najważniejsze dla nich było to, że mieli siebie. Tego jednego dnia poza dzieckiem stracili wszystko to, co dla każdego z nas jest bezcenne – poczucie bezpieczeństwa oraz wiarę w ludzi. Od tego dnia przyszło im walczyć z niepewnością, która powoli, dzień po dniu zabija ich rodzinne relacje. 26 maja 2007 roku był wyjątkowo upalnym dniem. 10-letni wówczas Mateusz od rana pojechał wraz ze swoim tatą na ryby. Pan Andrzej kilka dni wcześniej kupił skuter i Mateusz był szczęśliwy, że może wraz z ojcem się nim przejechać. Chłopiec, mimo tego, że panicznie bał się wody, uwielbiał łowić ryby – była to jego największa pasją, oczywiście zaraz obok gry na komputerze. Mama Mateusza tego dnia nad ranem wróciła po nocnej zmianie z pracy i położyła się spać – wiedziała, że Mateuszek ma być z tatą na rybach. Najmłodszą córką – 1,5 roczną Martynką zajęła się jej siostra Angelika. Około godziny 14.00 pan Andrzej postanowił wrócić do domu. – W domu byliśmy o 14.30. Słońce bardzo mocno grzało i zaczęła mnie głowa boleć. Mateusz włączył sobie komputer, a ja położyłem się spać. Umówiliśmy się, że pojedziemy nad zalew z powrotem po 16.00. Mateuszek tak lubił łowić… – wspomina tata chłopca. Tuż przed 15.00 chłopiec wyszedł z domu wraz z dwoma kolegami – mieszkającym w sąsiedztwie rodzeństwem. Wybiegając, Mateusz powiedział, że idzie się bawić do parku, nad wodę i że wróci tak, aby jechać z tatą na ryby. Kiedy minęła umówiona godzina, pan Andrzej obudził się i zaczął szykować wędki i resztę sprzętu. Zdziwiła go nieobecność syna w domu, jednak pomyślał, że może Mateusz zrezygnował z wyprawy na ryby i woli bawić się z kolegami. Dlatego też postanowił nie czekać dłużej na chłopca. Zapakował niezbędne przedmioty i zabrał na połów swojego drugiego syna – Pawła. – Z ryb wróciłem do domu około 21.00 – wspomina pan Andrzej. – Pytam się żony czy jest syn, a ona, że nie ma i zdziwiona pyta „nie był z Tobą?”. Zaprzeczyłem. Ona myślała, że chłopak pojechał ze mną na ryby. Zaczęliśmy go szukać po sąsiadach, ale nie było go nigdzie. Pojechałem wtedy do kolegów, z którymi Mateuszek tego dnia się bawił, ale tam też go nie znalazłem. Pytałem „gdzie Mateusz?”. A oni powiedzieli, że rozstali się z nim pod naszym domem i więcej go już nie wiedzieli. Potem jeszcze kilkakrotnie mówili co innego, a to, że Mateusz został w parku, a to, że poszedł do jeszcze innego kolegi, w końcu, że został nad wodą. Nie wiedziałem już, co mam myśleć. Rozmawiałem też z dziadkiem chłopaków i on mi powiedział, że Mateusz poszedł do „tarnogóry” . A u nas pójście do „tarnogóry” to oznacza, że poszedł z prądem, no, że się utopił. Zdenerwowałem się takim gadaniem. Wtedy postanowiłem, że zawiadomię policję – relacjonuje z drżeniem w głosie mężczyzna. Około godziny 22.00 ojciec chłopca zawiadomił policję o zaginięciu syna. Jeszcze tego samego dnia podjęto czynności, które miały doprowadzić do ustalenie miejsca w którym ewentualnie może znajdować się Mateusz. Użyto psa tropiącego, który podjął ślad i doprowadził funkcjonariuszy i rodzinę chłopca do brzegów rzeki Wieprz. Tam też w ponad metrowych pokrzywach rodzice Mateusza odnaleźli zwinięte w rulonik rzeczy swojego syna – brakowało tylko majtek. Te wszystkie fakty coraz bardziej upewniały zebranych w domysłach, że chłopiec najprawdopodobniej utopił się. Jednak matczyne serce wykluczało taką możliwość. – Czułam, że Mateuszek żyje, nie mógł się utopić. On bardzo, wręcz panicznie, bał się wody, fakt, że nawet jak jeździł na ryby, to zawsze trzymał się bardzo blisko męża i chodził tylko po brzegu. On sam, dobrowolnie, nie mógł wejść do tej rzeki. Nigdy nie wchodził do wody. Dlaczego miałby to zrobić akurat wtedy – mówi z przejęciem matka.

 Około godziny 23.00 do Ujazdowa przyjechali płetwonurkowie. Niestety, mgła nie pozwoliła na poszukiwania. – Jak tylko nad ranem zaczęło się trochę rozwidniać, to zaraz płetwonurkowie rozpoczęli akcję. W sumie płetwonurkowie dno rzeki przeczesywali aż 17 razy. Jak już państwo nie miało pieniędzy, to oni w ramach szkolenia tu przyjeżdżali. Tak chcieli pomóc, za darmo! Żadnych pieniędzy nie chcieli – chcieli tylko nam pomóc. Sprowadzono psa do wyszukiwania zapachu zwłok ludzkich, użyto echosondy i kamer termowizyjnych, udało się nawet załatwić specjalny sonar ale dzieciaka nie znaleźli. Jeden ze strażaków, prowadzący akcję poszukiwawczą powiedział, że gdyby zwłoki Mateusza były w rzece, na pewno by wypłynęły, ponieważ zawsze tak się zdarzało. Ale w przypadku naszego syna nic do tej pory nie znaleziono. Więc nie mógł się utopić – mówi tata chłopca. – U nas już tyle osób utonęło i zawsze ich znajdywano, wszystkich! – dodaje matka chłopca. Wersja utonięcia faktycznie wydaje się mało prawdopodobna, czy jak podkreślają niektórzy, wręcz niemożliwa, ponieważ ciało Mateusza na pewno by odnaleziono, jako że w tym rejonie rzekę na 40 kilometrach długości pomiędzy Tarno Górą a Zamościem oddzielają kraty, przez które zwłoki nie mają żadnych szans do przedostania się. Więc co się stało z chłopcem? Akcja poszukiwawcza Mateusza trwała kilka miesięcy. Zaangażowali się w nią wójt gminy Nielisz, Straż Pożarna, Policja w Nieliszu, starosta zamojski, a także wojewoda i wicewojewoda lubelski. Już na drugi dzień po zaginięciu chłopca Polskę obiegła informację o jego poszukiwaniach wraz z dołączoną do notatek fotografią, z której spoglądał rudowłosy, piegowaty chłopiec o niezwykle mądrym i nieufnym spojrzeniu. Niestety, prowadzone poszukiwania nie dały żadnych efektów.

W tym samym czasie rodzice Mateusz prowadzili akcję poszukiwawczą syna na własną rękę. Państwo Żukowscy sprawdzali każdy sygnał na temat tego, gdzie może być Mateusz. Jeździli po całej Polsce, pojechali nawet do Niemiec, bo i stamtąd dotarł do nich sygnał, jakoby ktoś widział zaginionego chłopca. Bez skutku. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, rodzina podpadła w coraz większe długi, z których wyjść nie może do dnia dzisiejszego. Ale to nie było wtedy ważne – najważniejsze było odnalezienie syna. Dlatego nie liczyli pieniędzy wydawanych na opłaty za miliony telefonów, za wynajmowanie samochodu, wizyty u wróżek, jasnowidzów – łapali się bowiem każdej możliwości, każdego rodzaju pomocy. Liczyły się tylko informacje o Mateuszu, a otuchy dodawało to, że w większości wizji wynikało, iż Mateusz żyje, tylko został uprowadzony i sprzedany, i najprawdopodobniej przebywa w zachodniej części Niemiec. Żyje – to było dla rodziców najważniejsze. - Po każdym sygnale o tym gdzie może być Mateuszek ostatkiem sił i pieniędzy człowiek wyruszał sprawdzić czy faktycznie syn tam jest. Myślę sobie dziś, że może niepotrzebne to było, bo i tak nic nikt konkretnego nie powiedział, a dodatkowo odbyło się to wszystko kosztem pozostałych dzieci. Nie zostawały wtedy same, ale były bez nas, a też przeżywały tą tragedię. Ale jak Mateusz zaginął to był dla nas najważniejszy, nie jedyny ale na pierwszym miejscu – wspomina pani Marzena.

Ołtarzyk Mateszka został zrobiony  w dniu jego zaginięcia

 Na poszukiwania Mateusza rodzina zaciągnęła ogromne kredyty. Żukowscy nie przypuszczali wówczas, że niebawem ich sytuacja finansowa ulegnie znacznemu pogorszeniu. Praktycznie z dnia na dzień zarówno pan Andrzej, jak i jego żona, stracili stałe zatrudnienie. Dodatkowo ich sytuację pogarszał fakt, iż w rejonie, w którym mieszkają, procent bezrobocia jest prawie najwyższy w całej Polsce. W końcu ich sytuacja materialna uległa takiemu pogorszenie, że dwójka z najstarszych dzieci trafiła do domu dziecka, trzecie do rodziny zastępczej, zaś przy rodzicach zostało tylko najmłodsze dziecko – Martynka. Rodzice nie dość, że nie doczekali się powrotu Mateuszka do domu, to jeszcze stracili kolejną trójkę. Mimo tej tragedii rodzina nie ustępowała w poszukiwaniach syna. Ojciec Mateusza wysyłał pisma z prośbą o pomoc do ówczesnego prezydenta, premiera, różnych urzędów, instytucji zajmujących się szukaniem zaginionych m.in. Itaka, apelował do telewizji, radia, prasy.

Żukowscy szukali zarówno na własną rękę, jak i korzystając z różnej innej pomocy – co tylko im przyszło do głowy. Co rusz do państwa Żukowskich odzywali się ludzie zarówno z Polski, jak i zagranicy, chcący pomóc w poszukiwaniach Mateusza. Szczególnie mocno nagłośniono sprawę w Niemczech, skąd napływały liczne sygnały, że Mateusz może tam przebywać. Plakaty ze zdjęciem chłopaka pojawiły się na ulicach, jego zdjęcie wydrukowano na książkach, pokazywano również komunikaty w niemieckich stacjach telewizyjnych, a także ogłaszano apele w komunikatach radiowych. Dzięki pomocy z zagranicy pani Marzenie udało się również na pewien czas zahaczyć tam w pracy. W tym czasie pan Andrzej przebywała w domu sam z Martynką i cały wolny czas poświęcał nagłaśnianiu sprawy zaginięcia swego syna poprzez różnego rodzaju artykuły na stronach internetowych oraz portalach społecznościowych. Po kilku miesiącach pani Marzena wróciła do domu, wróciła też z domu dziecka dwójka jej potomstwa. Sytuacja rodzina nadal jest ciężka, rodzice są bez pracy, a dwoje pełnoletnich już dzieci wielokrotnie próbowało znaleźć jakieś zajęcie, lecz niestety poza dorywczymi robotami sezonowymi nie mogą liczyć na nic innego. Mimo tych wszystkich utrudnień i poważnie ograniczonych środków rodzice i rodzeństwo nadal łapią się każdej okazji, byle tylko przypomnieć o tym, że ich syna nadal nie ma w domu. Po 7 latach bezowocnych poszukiwań największy żal mają do policji. – Sprawa zaginięcia Mateusza jest bardzo dziwna, a nawet podejrzana – mówi ojciec. – Chłopcy, z którymi był tego dnia syn, wielokrotnie zmieniali zeznania. Prosiłem, aby wzięli ich na wariograf, ale powiedziano mi, że nie można, bo nie mają lat skończonych, ale mnie i moją rodzinę wzięli na wykrywacz kłamstw, bo początkowo podejrzewali, że mamy coś wspólnego z zaginięciem Mateuszka. Dziś po tylu latach też nie chcą ich przesłuchać, dlaczego? Następna sprawa jest taka, że ojciec chłopaków tego dnia był w domu, a policji powiedział, że był w Niemczech, ale że bilet wyprała mu żona, policja tego też nie sprawdziła! Nie sprawdzono też wyciągów z ich konta, a po zaginięciu syna mieli większą ilość gotówki, która im nagle spłynęła znikąd. Nie przesłuchano wszystkich świadków, mało tego – zagubiono nawet próbki badań DNA z ubrań Mateuszka. Moim zdaniem śledztwo od początku było prowadzone nierzetelnie i nieudolnie, a policja źle zbierała dowody i zbyt opieszale podchodziła do sprawy – żali się Andrzej Żukowski. – Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądało, to całe pieniądze wydałbym na detektywa, może on znalazłby mojego syna – dodaje zmęczonym głosem. Ostatni rok państwo Żukowscy starali się zebrać pieniądze na wynajęcie prywatnego detektywa, który ruszyłby sprawę zaginięcia Mateusza z miejsca lepiej i skuteczniej niż funkcjonariusze policji. Uruchomiono nawet specjalne konto, jednak niestety wpłynęły na nie niewielkie kwoty. Bo najgorsza jest teraz ta niepewność… – kończy rozmowę ojciec chłopca”.


  Ponad 3 tygodnie poprosiłem o pomoc  Marka Szwedowskiego znanego jasnowidza, który posiada niesamowity dar w odnajdywaniu zaginionych osób. Wyraził chęć pomocy bo nie pozwala mu honor jasnowidza, żeby ta sprawa  tak długo była niewyjaśniona. Pan Marek przekazał mi wizję na temat zaginięcia Mateusza. Naznaczył też na zdjęciu (które sam wykonałem) miejsce poszukiwania ciała mojego syna. Wszystkie materiały zostały przekazane Policji w Zamościu oraz KGP w Warszawie, niestety bez żadnej pozytywnej reakcji.


http://marekszwedowski.pl/

https://www.youtube.com/watch?v=UxX5oc3mw3I


Informacja  dla ludzi, którzy chcieli by kupićj dom :

Nasz dom został wystawiony do licytacji  bo kredyty, które pobraliśmy z żoną poszły na poszukiwania syna Mateusza.  Razem żoną pobrałem 65 000zł z procentem. Jest teraz tyle co wystawiony dom do licytacji 80 000zł. Mój dom jest zawilgocony dookoła jest  grzyb... sam zrobiłem z budynku takiego jak obora, która nie była do tego przeznaczona.  Nie było dawniej izolacji, dlatego jest wszędzie  wilgoć. Z powodu zawilgocenia zabrali mi wnuka do Zwierzyńca.

Licytacja z nieruchomości


Termin: 2015-01-16 09:25:00

O B W I E S Z C Z E N I E O L I C Y T A C J I N I E R U C H O M O Ś C I

Komornik Sądowy przy Sądzie Rejonowym w Zamościu - Andrzej Szcząchor mający kancelarię w Zamościu przy ulicy Wojska Polskiego 67 zawiadamia na podstawie art. 952 kpc, że w dniu 2015-01-16 o godz. 09:25 w Sądzie Rejonowym I Wydział Cywilny w Zamościu odbędzie się pierwsza licytacja następujących nieruchomości stanowiącej własność dłużnika:

1. nieruchomość opisana jako działka nr 1847 położona w miejscowości Ujazdów, objęta Księgą Wieczystą Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w Zamość o numerze KW ZA1Z/00058952/5. Cena oszacowania tej nieruchomości wynosi kwotę 1.120,00-zł. Cena wywołania za tą nieruchomość wynosi kwotę 840,00-zł zaś wysokość wadium jako 1/10 ceny oszacowania kwotę 112,00-zł

2. nieruchomość opisana jako działka numer 1767 położona w miejscowości Ujazdów objęta Księgą Wieczystą Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w Zamość o numerze KW ZA1Z/00058952/5. Cena oszacowania tej nieruchomości wynosi kwotę 50.000,00-zł. Cena wywołania za tą nieruchomość wynosi kwotę 37.500,00-zł zaś wysokość wadium jako 1/10 ceny oszacowania kwotę 5.000,00-zł

Przystępujący do licytacji zobowiązany jest złożyć rękojmię w wysokości 10% ceny oszacowania nieruchomości najpóźniej do dnia poprzedzającego licytację w gotówce lub w postaci książeczki oszczędnościowej Banków upoważnionych według prawa bankowego do jej wystawienia, zaopatrzonej w upoważnienie właściciela do wypłaty całego wkładu stosownie do prawomocnego postanowienia Sądu bądź dokonać wpłaty wymaganego wadium na konto Komornika Sądowego przy Sądzie Rejonowym w Zamościu - Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski S.A. O/Zamość nr 95 1020 5356 0000 1102 0007 6711 w takim terminie aby kwota wadium wpłynęła na konto komornika do dnia poprzedającego licytację. Nieruchomość tą można oglądać codziennie od dnia wywieszenia niniejszego obwieszczenia zaś elaborat szacunkowy tej nieruchomości znajduje się do wglądu w kancelarii komornika. Prawa osób trzecich nie będą przeszkodą do przeprowadzenia licytacji i przysądzenia na własność na rzecz nabywcy bez zastrzeżeń, jeśli osoby te przed rozpoczęciem licytacji nie złożą dowodu, że wniosły powództwo o zwolnienie spod egzekucji tej nieruchomości lub innych przedmiotów razem z nią zajętych i uzyskały w tym zakresie orzeczenie wstrzymujące egzekucję. Użytkowanie służebności i praw użytkownika, jeśli nie są ujawnione w księdze wieczystej i nie zostaną zgłoszone najpóźniej na trzy dni przed rozpoczęciem licytacji nie będą uwzględniane w dalszym toku egzekucji i wygasną z chwilą uprawomocnienia się postanowienia o przysądzaniu własności. Na podstawie art. 953 § 1 pkt. 5 kpc akta postępowania egzekucyjnego można przeglądać w ciągu dwóch tygodni przed wyznaczonym terminem licytacji w Sądzie Rejonowym I Wydział Cywilny w Zamościu zaś protokół opisu i oszacowania wraz z elaboratem szacunkowym dostępny jest na niniejszej stronie internetowej.

Zwracam się do ludzi dobrej woli z dobrym  sercem nie kupujcie tego mieszkania!


Publikacja w Kurierze Lubelskim 16. 01. 2015r.

Z dniem 02.02.2015r. zostało wszczęte śledztwo w Prokuraturze Rejonowej w Zamościu w sprawie dokonania zabójstwa Mateusza.





































Artykuł w Tygodniku Zamojskim z dnia 11.02.2015r:















Andrzej Żukowski

Tel. 664374241 
792199542

Skype: andrzej.zukowski48

e-mail: azukowski010@gmail.com

https://zrzutka.pl/y8pzwt

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie TVP