Piszą o nas‎ > ‎

Kościół na Bukowinie do 1945r

Pawel Gługa - KOŚCIÓŁ KATOLICKI na BUKOWINIE do 1945r.

Bukowina to kraina historyczna między Karpatami Wschodnimi a środkowym Dniestrem. Prawie bezludna w wiekach X-XIV była bardzo luźno związana z Rusią Kijowską, od XIV w. należała do Mołdawii, a od XVI w. do Turcji. W 1774 roku przyznana Austrii, w latach 1918-1940 i 1941-1944 należała do Rumunii. Stalin oderwał ją od Rumunii najpierw w 1940 roku i ostatecznie w 1944 roku. Przyłączona do Związku Sowieckiego, została włączona do sowieckiej Republiki Ukraińskiej, do której należy również po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku, stanowiąc obwód czerniowiecki.

W chwili zajmowania przez Austrię Bukowiny w 1775 roku kraj ten był słabo zaludniony, a jego mieszkańcy – Mołdawianie, Huculi i Rusini w zdecydowanej większości wyznawali prawosławie. Zaraz po zajęciu kraju Wiedeń przystąpił do jego kolonizacji. Wśród kolonistów dominowali Austriacy (potocznie nazywani Niemcami) i Żydzi. Wśród Austriaków byli katolicy i protestanci. Bukowina była także otwarta dla polskiej kolonizacji. Nie była ona masowa, jednak odsetek Polaków wśród katolików bukowińskich był duży.

W 1786 roku założono parafię katolicką w głównym ośrodku administracyjnym Bukowiny – w Czerniowcach i kilka kościołów było już czynnych w innych miejscowościach kraju. W związku z tym Bukowinę wcielono do katolickiej (polskiej) archidiecezji lwowskiej; parafie katolickie na Bukowinie w liczbie 30 (z czego 3 w Czerniowcach) do 1929 roku podlegały arcybiskupowi lwowskiemu (dekanat czerniowiecki). W wielu parafiach Polacy stanowili dużą grupę wiernych, w kilku nawet największą. W parafiach tych w 1914 roku pracowało także kilkunastu księży polskich. 

Pod koniec 1918 roku Bukowina została przyłączona do Rumunii i dlatego utworzono dla niej w 1922 roku wikariat generalny, przekształcony w 1926 roku na administraturę apostolską, zarządzaną przez arcybiskupa lwowskiego. W 1927 roku Rumunia zawarła konkordat z Watykanem, który został ratyfikowany w 1929 roku i który utworzył prowincję rumuńską Kościoła katolickiego. W wyniku reorganizacji administracji kościelnej włączono Bukowinę do diecezji Jassy. Wikariuszem generalnym dla Bukowiny został w 1926 roku i funkcję tę pełnił do śmierci ksiądz infułat Wojciech Grabowski CM (1873 – 19 VII 1939).

Opieka duszpasterska nad polskimi katolikami mieszkającymi na Bukowienie leżała na sercu lwowskiemu biskupowi pomocniczemu Józefowi Weberowi (1895-1906). W 1900 roku zainteresował pracą duszpasterską wśród Polaków na Bukowinie przełożonego prowincji krakowskiej Zgromadzenia Księży Misjonarzy. W 1902 roku rozpoczęli księża misjonarze pracę w Kaczyce na południowej Bukowinie (dziś Rumunia). W latach 1906-28 superiorem tutejszych księży misjonarzy był ks. Wojciech Grabowski CM. W 1939 roku Polska Prowincja Zgromadzenia Księży Misjonarzy posiadała 18 domów usytuowanych na terenie Polski, w których pracowało 132 księży i 62 braci, jeden dom z 6 księżmi we Francji, 3 domy z 9 księżmi w Rumunii. 

Gdy rząd Rumuński w 1928 roku wydał dekret zabraniający kongregacjom i zakonom komunikowania się z przełożonymi prowincjalnymi za granicą, ks. inf. Wojciech Grabowski CM (1873-1939) otrzymał nominację na wicewizytatora polskich misjonarzy w Rumunii. Podlegały mu odtąd placówki duszpasterskie w Czerniowcach, Bojanowie, Kaczyce (gdzie był proboszczem), Solonetul, Chocimiu, Pojana Mikuli i w Jadowej. Polscy księża misjonarze opuścili północną Bukowinę po przyłączeniu jej do Związku Sowieckiego w 1945 roku.

Zachowało się sprawozdanie o Bukowinie oraz Kaczyce pisane ręką ks. M. Gieszczykiewicza ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego á Paulo: „Z końcem XVIII w. Austria zajęła Bukowinę i wówczas, w 1796 r., dziewięć istniejących tam parafii rzymsko-katolickich oddzielono od diecezji rumuńskiej w Bacau i włączono do archidiecezji lwowskiej. 

Bukowina w monarchii austriacko-węgierskiej stanowiła osobną jednostkę administracyjną i podobnie jak dawna Galicja, miała też w gabinecie ministerialnym osobnego ministra (bez teki) dla Bukowiny; znajdował się również na Bukowinie namiestnik cesarski. Ale ze względu na stosunkowo niewielki obszar Bukowiny, równający się ósmej części Galicji, niektóre urzędy państwowe na Bukowinie, jak sądy, władze skarbowe, podlegały wyższym władzom, znajdującym się we Lwowie. Austria, chcąc kraj ten ściślej ze sobą zjednoczyć, a także chcąc podnieść tam rolnictwo i zyskać robotników do budowy kolei, ściągała na Bukowinę kolonistów, przeważnie Niemców z północnych Czech (Deutsch-Bohmen). 

Koloniści ci otrzymywali grunt, a prowadząc wzorową gospodarkę podnieśli kulturę rolną i hodowlaną miejscowej ludności prawosławnej. Przywędrowało tu też za chlebem do 40 tys. Polaków i 15 tys. Węgrów z Siedmiogrodu. Wszyscy koloniści polscy, podobnie Węgrzy byli naturalnie religii katolickiej, poza małym procentem kalwinów, którzy na całej Bukowinie mieli wówczas jedną tylko niewielką parafię. 

Koloniści niemieccy byli w połowie protestantami, w połowie katolikami ; ściśle mówiąc, było jednak więcej katolików, niż protestantów. Szczupła więc początkowa liczba dziewięciu parafii powiększyła się do 31 parafii rzymsko-kat., a liczba wiernych przekroczyła cyfrę 100 tys. Bukowina, zajmująca 10 tys. km.2, a więc równająca się obszarem jednej diecezji polskiej w II Rzeczpospolitej, mogła stanowić odrębną diecezję. Wprawdzie liczba wiernych na Bukowinie nie dorównywała liczbie wiernych diecezji polskich, ale przy tamtejszych stosunkach, gdzie 2/3 ludności, to
prawosławni, a parafie katolickie ciągną się dziesiątkami kilometrów wśród wiosek prawosławnych, Bukowina co do ilości wiernych przewyższała diecezje rumuńskie w Jassach lub Bukareszcie. 

Niestety o utworzenie na Bukowinie osobnego biskupstwa nie postarano się za czasów austriackich, a w latach 20. XX w. rokowania w tej sprawie z prawosławnym rządem rumuńskim były jeszcze trudniejsze. Po pierwszej wojnie światowej, Bukowina przypadła Rumuni, bo też większość ludności stanowili tam Rumuni. Podzielono administracyjnie Bukowinę, na sposób rumuński, na 5 prefektur (coś w rodzaju naszych województw); starostów z rumuńska nazwano pretorami; zatrzymano godność austriacką „ministra dla Bukowiny“. Trzeba było też w jakiś sposób uporządkować stosunki kościelne. 

Bukowina w dalszym ciągu stanowiła część archidiecezji lwowskiej. Ponieważ od reszty archidiecezji dzielił ją kordon graniczny, przeto dla ułatwienia i sprawności w zarządzaniu Bukowiną, ks. Metropolita lwowski mianował jednego z kapłanów bukowińskich swoim wikariuszem generalnym dla Bukowiny. 

Najpierw godność tę piastował ks. Infułat Schmidt, proboszcz w Czerniowcach, a po jego niedługim, bo trzyletnim urzędowaniu i śmierci, objął rządy wikariusza generalnego jego następca na probostwie Czerniowieckim, ks. Infułat Klemens Swoboda. Ten jednak, po dwu latach, z powodu słabości i podeszłego wieku zrzekł się godności wikariusza generalnego i wówczas ks. Metropolita lwowski urząd ten powierzył ks. prałatowi Józefowi Steinbachowi, proboszczowi w Sadagórze, miasteczku pod Czerniowcami, znanym jako miejsce pobytu „cudownego" rabina. 

Z chwilą jednak, gdy Polska ze Stolicą Apostolską zawarła konkordat w 1925 r., w którym pod względem administracji kościelnej podzielono Polskę na 5 metropolii i na poszczególne diecezje, Bukowina znalazła się poza granicami archidiecezji lwowskiej. Rumunia w tym czasie pozostawała w kontakcie ze Stolicą Apostolską, jednak jakkolwiek od 1920 r. toczyły się rokowania o konkordat, jednak szybko go niezawarto i widać było, że rząd rumuński nie spieszył się jeszcze z zawarciem konkordatu. 



Wobec tego Stolica Apostolska, czekając na konkordat, nie zajmowała się reorganizacją administracji kościelnej w Rumunii, lecz prowizorycznie układała w niej stosunki kościelne. Z Bukowiny więc utworzono „Administraturę Apostolską", a godność Administratora Apostolskiego powierzono ks. Arcybiskupowi lwowskiemu. Pozostał zatem ten sam stan rzeczy, z tą różnicą, że ks. Arcybiskup lwowski zarządzał Bukowiną, nie jako Metropolita lwowski, lecz jako Administrator Apostolski. 

Nominacja ta nie była na rękę rządowi rumuńskiemu, z jednej strony niechętnemu zbytnio Kościołowi katolickiemu i nie udzielał mu poparcia, a z drugiej strony ten ze rząd rumuński chciał mieć duży wpływ na sprawy kościelne w myśl zasad bizantynizmu. Załatwienie sprawy Bukowiny, chociaż tymczasowe, było upokorzeniem dla rządu, bo zarząd kościelny nad częścią terytorium Rumunii powierzono nie tylko obcemu poddanemu, ale przebywającemu stale poza granicami Rumunii, tj. Metropolicie lwowskiemu. Może też politykom Watykanu przyświecała myśl skłonienia przez to rządu do posunięcia naprzód rokowań o konkordat. Rząd rumuński nie chciał słyszeć o akceptowaniu tej nominacji, a nawet, gdy ks. Arcybiskup lwowski chciał przyjechać na Bukowinę celem dokonania wizytacji kanonicznej i udzielania sakramentu bierzmowania wiernym, którzy już od kilkunastu lat nie mieli do tego sposobności, wówczas rząd rumuński sprzeciwił się temu i robił sztuczne problemy. 

Arcybiskup nie dostał paszportu i nie mógł odwiedzić wiernych na Bukowinie. Dlatego też ks. arcybiskup lwowski, jako Administrator Apostolski Bukowiny, musiał nadal mieć tam swojego wikariusza generalnego, a nadto wobec takiego stanowiska rządu rumuńskiego uposażył go w nadzwyczajne władze, zastrzegając sobie decyzje tylko w najważniejszych sprawach. Stanowisko Wikariusza generalnego było wobec tego niełatwym i odpowiedzialnym, zwłaszcza, że wobec rządu rumuńskiego uchodził on za właściwego zwierzchnika kościelnego Bukowiny. 

Urząd ten spełniał nadal ks. Prałat Steinbach. Ale i ten dostojnik kościelny na Bukowinie niedługo wytrwał na tak trudnym i wyczerpującym posterunku, bo skutkiem przeciążenia pracą zmarł 17 października 1926 r. Zgon ks. Wikariusza generalnego Steinbacha poprzedziła długa i niebezpieczna choroba tak, że we Lwowie musiano liczyć się z tym, że trzeba będzie tymczasowo mianować Prowikariusza generalnego i upatrzyć jego następcę. 

Niespodziewanie przyszedł do ks. superiora Grabowskiego C.M. list ze Lwowa, w którym J. E. ks. Arcybiskup, po porozumieniu się z Przełożonymi Zgromadzenia Misji św. Wincentego á Paulo, wyjawił zamiar mianowania ks. superiora Wikariuszem generalnym dla Bukowiny. Było to tym większą niespodzianką, że Kodeks Prawa kanonicznego z 1917 r. wyraźnie zalecał, by urząd Wikariusza generalnego piastował kapłan z kleru świeckiego. Nie trzeba powtarzać, że stanowisko zwierzchnika katolickiego w Rumunii, wobec tak przeważającego w kraju i w rządzie prawosławia, było niełatwym; nadto ks. Superior ks. Misjonarzy był Górnoślązakiem i szczerym patriotą polskim, a na Bukowinie większość katolików, bo blisko 2/s stanowili Niemcy, niechętnie patrzący na to, że na Wikariusza generalnego powołano kapłana ze Zgromadzenia zakonnego, i to Polaka !. A odpowiedzialność przed Bogiem na tak ważnym posterunku !... 


Niewiele więc namyślając się, napisał ks. Superior list do ks. Arcybiskupa, w którym serdecznie podziękował za tak wielkie zaufanie, ale równocześnie wymawiając się od ofiarowanej mu godności, obiecał w najbliższych dniach udać się do Lwowa, by szczegółowo wyłuszczyć powody, skłaniające go do odmowy. Wkrótce też ks. Superior wyjechał do Polski, a tymczasem zmarł ks. Prałat Steinbach. Nie pomogło wymawianie się i Ks. Superior został mianowany na Bukowinie nowym Wikariuszem generalnym. 

Wbrew obawom i najgorszym przewidywaniom, wiadomość tę duchowieństwo bukowińskie przyjęło z ulgą i zadowoleniem, gdyż ks. Superior infułat Wojciech Grabowski CM [1873-19 VII 1030 r.]. Był to szczery patriota, przede wszystkim misjonarz i duszpasterz. Chętnie więc Misjonarze Kaczyccy jeździli też do parafii niemieckich z kazaniami i rekolekcjami niemieckimi. Nadto znane było tutejszemu duchowieństwu zainteresowanie i energia, jaką okazywał w Radzie Wikariusza generalnego (jakby kapitule katedralnej), do której jeszcze za pierwszego Wikariusza generalnego stale należał, znane wszystkim serce, jakie kapłanom bukowińskim okazywał, pracując wśród nich już z górą 20 lat. 

Szczególnie jednak wiadomość ta ucieszyła Kaczykan, bo Wikariusz generalny w oczach ludu bukowińskiego był jakby Biskupem samym, bo wiedzą, że do niego pisze się o dyspensy, do niego udaje się w innych ważniejszych sprawach kościelnych. Opowiadali więc sobie z radością, że: „nasz Proboszcz został Biskupem na Bukowinie”. Trzeba było teraz pomyśleć o jakimś uroczystym przyjęciu Czcigodnego Dostojnika kościelnego w Kaczyce, gdzie przez długoletnią gorliwą pracę duszpasterską zyskał sobie ks. Superior Grabowski ogólny szacunek i przywiązanie parafian. 
Wszystkim w Kaczyce spodobała się ta myśl, ale naprawdę wszystkim, bo trzeba wiedzieć, że jak na całej Bukowinie, tak w Kaszyce jest prawdziwa wieża Babel: są tu Polacy, Niemcy, Rumuni, Rusini, nawet przedstawicieli Czechów i Węgrów; są tu katolicy obu obrządków, są prawosławni Rumuni i prawosławni Rusini, są Żydzi i protestanci. 

Przedstawiciele więc wszystkich tych narodowości i religii zawiązali wspólny komitet dla urządzenia przyjęcia ks. Sup. Grabowskiego, nowego Wikariusza generalnego Bukowiny. Pospiesznie robiono przygotowania, więc budowano bramę triumfalną, miejscowy wierszokleta męczył się nad stworzeniem jakiegoś wierszyka powitalnego dla dzieci szkolnych, dziewczęta wiły wianki dla przyozdobienia bramy triumfalnej, kościoła i plebani. 

Nie brakło przy tym i momentów wesołych, np. krowa, i to w dodatku misjonarska, nie przejmując się powagą chwili, dzień przed uroczystym przyjęciem objadła wianek, z takim mozołem uwity z liści. Nadszedł wreszcie oczekiwany dzień przyjazdu Najprzewielebniejszego ks. Wikariusza generalnego. Ponieważ stacja kolejowa znajduje się w odległości trzech kilometrów na terenie innej gminy, wyjechali na stację tylko przedstawiciele Komitetu. Po krótkim powitaniu na stacji, otoczony banderią 20 dziarskich parobczaków, w umajonym powozie wjechał 

Najprzewielebniejszy Ksiądz Superior i Wikariusz generalny do Kaczyki. Wszędzie po drodze katolicy i prawosławni, zwłaszcza ci ostatni, oddawali mu głębokie pokłony. Ale największa niespodzianka była przy łuku triumfalnym; czekały tam już dwie procesje: jedna nasza, druga z cerkwi grecko-katolickiej. Jeden z księży polskich z sąsiedztwa w pięknem przemówienia przywitał ks. Wikariusza generalnego, równie serdecznie przemówił ksiądz grecko-katolicki po rusku. Niespodzianką było zjawienie się przy bramie triumfalnej miejscowego prawosławnego popa rumuńskiego, naturalnie nie w szatach liturgicznych, który też wygłosił przemówienie powitalne. 

Z szeregu mówców wysunął się teraz pretor, t. j. starosta, który z odległej o dwie mile Solki przybył umyślnie, by w imieniu prefekta (t. j. wojewody) i miejscowych urzędów państwowych wygłosić dłuższe przemówienie powitalne po rumuńsku i wypowiedzieć wyrazy hołdu dla nowego Dostojnika Kościoła katol. Następnie przedstawiciel gminy witał ks. Wikariusza generalnego i wręczył mu chleb z solą. Teraz przyszła kolej na parafian, w których imieniu sędziwy górnik-emeryt z Saliny Kaczyckiej, ojciec naszego konfratra, p. Hładki wygłosił rzewne powitanie, prosząc w imieniu parafian, żeby Najprzewielebniejszy Ksiądz Wikariusz generalny pozostał nadal w Kaczyce i obiecując, że do krzyżów tak odpowiedzialnego urzędu nie będą parafianie swym postępowaniem dodawać nowych krzyżów. 

Nie brakło też i delegacji z niemieckiej wsi Ilischestie, należącej do naszej parafii. Ks. Grabowski podziękował serdecznie za niespodziewane przyjęcie, a zaczynając swe przemówienie po polsku i niemiecku, zakończył paru zdaniami w języku rumuńskim i ruskim. Rozkołysały się dzwony na wieży świątyni Kaczyckiej, w niejednym oku zabłysły łzy wzruszenia i w podniosłym, niezapomnianym nastroju, wśród pieśni „Kto się w opiekę” weszliśmy do kościoła. 

Tutaj odprawiono błogosławieństwo Najśw. Sakramentem i uroczyste Te Deum. Nabożeństwo zakończono pieśnią „Serdeczna Matko”, którą całym sercem o swej Królowej śpiewali Polacy na wychodźstwie, prawdziwi wygnańcy; lecz nuta radosna brzmiała w tej pieśni, bo cieszyli się, że ich kochany Duszpasterz, że swój, że rodak jest najwyższym zwierzchnikiem kościelnym na Bukowinie”.

PAWEŁ GLUGLA

Bibliografia:

1. Ks. M. Gieszczykiewicz, C. M., Bukowina-Kaczyka, „ROZ”, R. 29:1927, s. 1, s. 62-69.

2. M. Kałuski, Polacy-katolicy na ukraińskiej Bukowinie, [w:] Dział: Kresy w życiu Polski i narodu polskiego, „Polsko-Polonijna gazeta internetowa Kworum”.

Comments