Wyjścia klasowe‎ > ‎

"Gry z Makbetem"

 

„Król w glanach”

Anna Zarobnik

 

Są miejsca, z których chcesz uciec. Rozum podpowiada Ci, że nie masz się czego bać, ale ty go nie słuchasz – pod wpływem emocji chwytasz za rękę przyjaciółki i chcesz ulotnić się z widowni do bezpiecznego miejsca, i nigdy nie wrócić na spektakl, przez który masz palpitacje serca. Tak właśnie czułam się 18 kwietnia 2013 r., będąc na świetnie wyreżyserowanym spektaklu „Gry z Makbetem” we wrocławskim Teatrze Arka.

         Co to znaczy świetnie wyreżyserowany spektakl? Taki, o którym myśli się cały wieczór, całą noc, cały następny dzień, taki o którym się ot tak nie zapomina, czyli właśnie taki, jaki jest ten stworzony przez Renatę Jasińską. Laureatka Pierwszej nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym w Zagrzebiu (1978 rok), Nagrody na Festiwalu Teatru Jednego Aktora w Toruniu, Nagrody Miasta Wrocławia  (1980) i wielu innych nagród nie może tworzyć złych spektakli. Pani Renata, w jednym z wywiadów mówi: „ teatr to moja misja”[1]. Misja, czyli pasja, przeznaczenie. I tak też jest. Reżyserka „Gry Makbeta”,  to ktoś, kto znalazł się we właściwym czasie, na właściwym miejscu. Współpracując z osobami niepełnosprawnymi, daje im szanse na bycie prawdziwymi aktorami, ofiarowuje im przez przydzielone role coś więcej niż pracę, a mianowicie pewność siebie, która sprzyja ich intelektualnemu, emocjonalnemu i fizycznemu rozwojowi. Jako reżyser, sama dobiera sobie współpracowników, należy zaznaczyć, że dobiera ich znakomicie.

         Jacek Zamecki, który był odpowiedzialny za muzykę, spisał się w swojej roli doskonale. Dopasowana muzyka sprawiała, że uczucie grozy narastało i narastało. Podczas demonicznego tańca czarownic (Alicja Pietruszka, Teresa Trudzik, Alicja Idasiak), przypominających bardziej potwory z sennych koszmarów, niż stare kobiety latające na miotłach muzyka odgrywała kluczową rolę. Właśnie przez nią i efektywną grę świateł widz bał się, że zatarta już na początku granica między sceną, a widownią, pozwoli złu przeniknąć do niego i go zniszczyć.

Także wspomniane już oświetlenie odgrywało ogromną rolę. Gra świateł, odbywająca się podczas tańca czarownic, pozwalała na wyodrębnienie trzech kolorów: zielonego, czerwonego i żółtego. Symbolika kolorów w spektaklu, jest bardzo istotna. Żółty to kolor oznaczający mądrość, twórczość, rozsądek. Symbolizuje sławę, ale również zdradliwość oraz niezdecydowanie. Uwidocznione są tu perfekcyjnie cechy Lady Makbet (Agata Obłąkowska – Woubishet)  i Makbeta (Sylwester Różyck). Ona mądra i twórcza, kierująca „słabym mężem” (bynajmniej tak wydawało się na początku), on niezdecydowany, niepewny, ale jednocześnie zdradliwy –  ma skryte na początku ambicje, by zostać królem, lecz aby to osiągnąć, musi zabić swego krewnego. Kolor zielony oznacza równowagę, można zatem odczytać to tak, że Makbet, za swe okropne czyny musi zostać ukarany, gdyż takie są prawa natury, w naturze musi zostać zachowana równowaga. Czerwony natomiast, symbolizuje rozbudzenie i energię, rozbudzenie żądz w Makbecie, gdy czarownice obdarowują go pozornie pięknymi wróżbami i zanik energii Lady Makbet, która przez uczestnictwo w zbrodniach poskradała zmysły i całkowicie straciła energię niezbędną do życia.

         Tak oświetlenie, jak i kostiumy miały niemały wpływ na cały spektakl. Ewa Jobko mistrzowsko dobrała stroje. Suknia Lady Makbet symbolizowała zło. Żona Makbeta w każdej chwili może „ściągnąć” z siebie zło i być delikatną, słabą kobietą, niestety, robi to dopiero pod koniec. Ona była tak naprawdę jedynie marionetką w rękach panującego nad nią demona - losu, a gdy zrozumiała, co się stało, co uczyniła, już tylko w delikatnej, białej halce umazana krwią – wciąż obmywała ręce ze zbrodni, ale zbrodni nie dało się zmyć, więc się zabiła. Kostiumy Lady Makbet i Makbeta był nacechowany semantycznie. To, że Makbet był cały ubrany na czarno, nie było przypadkowe. Kolor czarny symbolizuje zło. Morderca króla był zły, był zepsuty wewnętrznie i zakłamany. Glany, które nosił, uwspółcześniały sztukę, wskazywały na jej ponadczasowość, ale jednocześnie dawały do zrozumienia, że to właśnie Makbet jest inny od reszty postaci, że to właśnie on jest zły. On, jedyny ubrany współcześnie.

         Natomiast scenografia nie była zbyt bogata, ale źle by było – gdyby była zbyt rozbudowana. Scenografia, za którą odpowiedzialna była Elżbieta Roszczak, delikatnie podkreślała muzykę i choreografię. O ile muzyka sama w sobie była tylko straszna, to choreografia sprawiła, że o mało nie spadłam z krzesła. Ma to związek z idealnie zastosowaną grą świateł.

         Z perfekcyjną muzyką, choreografią, scenografią, zgrała się niebanalna gra aktorska. Lady Makbet, przekonując Makbeta do zbrodni, wykorzystywała swoje kobiece atuty. Uwidoczniała to, że kocha męża. Sceny niemal erotyczne, nie były niesmaczne, a raczej łagodnie współgrały z całością



[1] http://teatrarka.pl/pl/text,62.html [czas dostępu: 22.04.2013 r., godz. 23.24]

Comments