Komentarz do artykułu dotyczącego Wiary.
Komentarz zawiera określenie podstawowych rodzajów Wiary oraz wskazanie pewnych odniesień do współczesnej naukowej wiedzy o Wszechświecie.

Ogólnie rzecz biorąc, przedstawione w omawianym artykule argumenty to pewnego rodzaju "błyskotki" myślowe, którym daleko nawet do logicznych stwierdzeń, nie mówiąc już o umieszczeniu właściwego kontekstu dla każdej z tego typu "prób" wypowiedzi. Jak to zwykle bywa z tego typu argumentami, są one raczej bardziej przydatne dla osiągnięcia pewnego efektu, aniżeli dla solidnego i rzeczowego przedstawienia sprawy.

A wyjaśniając sprawę profesjonalnie i obiektywnie, to wygląda to tak:

Wiarę można podzielić na 2 rodzaje:
A) Wiara naukowa - tj. przekonanie o inteligentnym stworzeniu Wszechświata.
B) Wiara jako zaufanie do Stwórcy.

I teraz, jak to w logice, istnieje kilka możliwości powiązań pomiędzy powyższymi rodzajami, ale jednak nie 4, gdyż (z powodu założeń wewnętrznych) rodzaj (B) implikuje również (A). Są zatem możliwe tylko 3 sytuacje:

1. Brak wiary.
2. Rodzaj (A).
3. Rodzaj (B) oraz jednocześnie (A).

Warto przy okazji powiedzieć, iż jakiekolwiek logiczne dowodzenie Wiary rodzaju (B) "może" okazać się bezzasadne, gdyż "raczej" Wiara ta celowo została zaprojektowana w taki sposób, aby tego typu udowodnienie jej było dla człowieka "nieosiągalne". Nie należałoby się jednak nad tym zdaniem zbytnio rozwodzić, gdyż cokolwiek na ten temat się mówi, już samo w sobie jest pewnego rodzaju stwierdzaniem, czy orzekaniem. Dlatego też celowo zostały użyte określenia w cudzysłowie. Zdanie to nie jest jednak wielkim odkryciem w tej kwestii. Ogólnie intuicja ludzka jak również i wiele lat historii sugerują, iż ten rodzaj Wiary raczej nie podlega weryfikacji naukowej. Rzeczą wiadomą jest, iż nauka z zasady wymaga udowodnionych matematycznie teorii albo przynajmniej (do czasu ich udowodnienia) zjawisk obserwowalnych fizycznie, a zarazem całkowicie powtarzalnych. Przemawia też za tym sam sens tego rodzaju Wiary: otóż ludzie wierzący w ten sposób nie potrzebują dowodów naukowych w celu dodatkowego potwierdzenia słuszności swoich przekonań. Nie potrzebują dywagacji na temat fizycznych podstaw Wiary typu (A) - tj. teorii dotyczących inteligentnego stworzenia Wszechświata. Wiara typu (B) bazuje na pewnego rodzaju ludzkiej wrażliwości -  w ten sposób można najlepiej (naukowo, bo chociażby psychologicznie) określić jej postrzeganie przez człowieka.
Jak to (dosyć z resztą ironicznie) zaprezentowano w argumentacji omawianego artykułu, ludzie tej Wiary, poddawani naukowym próbom, "muszą" w pewien sposób zabiegać o to, aby żyć w zgodzie z obowiązującą nauką - i tak też się dzieje. Wiara ta pozostaje w całkowitej zgodzie z nauką.
Kwestie sporne w tym temacie pozostawmy jednak na ewentualną dyskusję przy innej okazji, uprzedzając jednak o tym, iż wiedza religijna ludzi próbujących kwestionować niektóre zasady Wiary, jest nieraz, delikatnie rzecz ujmując, zaskakująco pobieżna. Natomiast wiedza naukowa, dotycząca kosmologii fizycznej, fizyki kwantowej, teorii względności - a więc dziedzin nauki, które od jakiegoś czasu diametralnie odmieniły sposób rozumienia praw obowiązujących we Wszechświecie, są kontynuowane przez największych naukowców i powinny być choć odrobinę znane przez ludzi podejmujących się rozmowy na jakiekolwiek tematy zakrawające o tego typu kwestie - jest na poziomie absurdalnie niskim.
Jednak, jak już wspomniano wcześniej - naukowe dywagacje dla tego rodzaju Wiary nie są konieczne, czy też zasadne.
Poza tym, jeśli pora na lekką ironię (tym razem ze strony "przeciwnej") to można powiedzieć, że to czego nie rozumiemy, w cale nie oznacza iż jest to wbrew nauce.

Nieco inaczej jest jeśli chodzi o Wiarę typu (A), mówiącą iż do stworzenia Wszechświata wymagana jest wyższa inteligencja - lecz w oparciu o wyjaśnienia czysto naukowe.
I tu ciekawą rzeczą jest, iż odpowiednio wysoki poziom wiedzy naukowej: m. in. z zakresu fizyki kwantowej, ewolucji Wszechświata oraz filozofii (filozofia nauki) powoduje już przyjęcie przez człowieka co najmniej tego rodzaju "naukowej wiary".
Generalnie, pośród ludzi ze świata nauki (tej najwyższego szczebla), doskonale znana jest opinia mówiąca, iż bieg wydarzeń we Wszechświecie został zaplanowany już na samym jego "początku".  A więc już na samym początku, tj. w osobliwości, która z naszego punktu widzenia nie jest ani geometrycznym punktem, ani początkiem w ujęciu czasowym - gdyż nie mówi się tam już ani o przestrzeni ani o czasie - zainicjowane zostało to, co doprowadziło do powstania materii o określonej strukturze, wymiarów czasu i przestrzeni (tych które, uwaga, istnieją we Wszechświecie - a nie poza nim) oraz obowiązujących praw fizyki  (notabene wymienione tu rzeczy mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż sądzono do tej pory - zupełnie bezzasadnie spierając się już od starożytnych czasów na temat tego co było pierwsze). W taki sposób, aby potem mogły wytworzyć się gwiazdy i galaktyki, a z czasem planety. Aby materia posiadała odpowiednie właściwości. Aby oddziaływania fizyczne miały odpowiednie wartości.
I tu sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie niż to opisano w omawianym artykule. Otóż, to ludzie nie wierzący w ten czysto naukowy rodzaj Wiary (A) starają się bronić swoich poglądów. Powołują się chociażby na (trochę desperacką) hipotezę tworzenia się Wszechświata w sposób samoczynny, przyjmując przy tym szereg skrajnie fikcyjnych założeń, które potem uznawane zostają jednak za błędne. Inną tego typu próbą jest (niesłusznie popularna) hipoteza wielu światów - z założenia nieweryfikowalna - ale co najbardziej istotne, niczego nie dowodząca, gdyż przenosi jedynie pytanie dotyczące stworzenia o jeden poziom wyżej: meta-świat, w którym znajdować by się miały owe inne światy. I znowu pojawia się problem: Kto stworzył ten meta-świat. No bo skoro przecież o tych światach mówimy i porównujemy ich parametry fizyczne (choćby poprzez operator różności) to w jakiś sposób zestawiamy je we wspólnej "przestrzeni" myślowej, co więcej matematycznej (a więc mamy już wspólne prawo). A zatem jeszcze inny (bardziej podstawowy) problem: Kto stworzył matematykę, czy też meta-matematykę (pytanie ma ciągle ten sam sens). Jeśli ktoś twierdzi, że matematyka (a jest to prawo) to jakiś nadrzędnie obowiązujący "byt" - to czy nie popada w naiwność swojego rozumowania? Za przeproszeniem, ale przypomina to postawę bardziej naiwną od kury siedzącej w kurniku - bo ona co prawda nie rozumie ze świata za wiele, ale przynajmniej niczego nie twierdzi, ani też nie zaprzecza... Cechą ludzką jest dociekliwość (czego z resztą nie posiada kura), ale zamiast tego widać tu skrajne przeświadczenie o swojej racji (przy oczywistym braku dowodów) - i znowu sytuacja odwrotna niż w argumentacji artykułu. W świetle obowiązującej, nowoczesnej nauki to działania ludzi niewierzących, którzy uporczywie usiłują argumentować swoje poglądy, przypominają trochę akty desperacji - a nie na odwrót - jak sugeruje to omawiany artykuł. Wiara w świetle współczesnej nauki nie jest już w cale taka staromodna, jak to próbuje się nieraz jeszcze wmawiać. Tylko potrzebna jest gruntowna i rzetelna wiedza, zarówno ta dotycząca nauki, jak i ta dotycząca Wiary.

A więc podsumowując:
Dla Wiary typu (A) wymagana jest odpowiednia wiedza naukowa,
natomiast dla Wiary typu (B) odpowiednia wrażliwość. Można zatem (trochę dosadnie) stwierdzić, iż ludzie niewierzący pozbawieni są zarówno odpowiedniej wiedzy jak i wrażliwości, gdyż wystarczyłaby choćby jedna z tych cech.


Warto zapoznać się z publikacjami prof. Krzysztofa Meissnera, wykładającego w Polsce oraz uczestniczącego w badaniach CERN, zajmującego się fizyką kwantową (w przeszłości teorią strun), ewolucją Wszechświata oraz filozofią nauki.