Indonezyjska analiza - relacja klienta

Naszą propozycją na relaks zimą jest masaż indonezyjski z olejem kokosowym. Połączenie technik jawajskich z balinezyskimi pozwala przenieść się na godzinę z centrum miasta na tropikalne wyspy.

W nastrojowo oświetlonym pomieszczeniu Kanja klęczy na kolanach wspierając się na piętach. Kobieta składa dłonie na wysokości twarzy, zamyka oczy i zaczyna cicho modlić się. Jest to modlitwa za nauczyciela, który przekazał jej umiejętności, jakie zaraz zademonstruje na swoim kliencie.

Kanja jest Tajką. Masaż ma we krwi. Kiedy była dzieckiem, nauczyła się technik masażu od członków swojej rodziny. Potem doskonaliła zdobytą wiedzę pracując w szpitalach. Została zawodową masażystką ponad 16 lat temu. Kiedy tajski rząd wprowadził regulacje sektora na początku 2000 roku, Kanja otrzymała certyfikat w Szkole Tajskiej Tradycji Praram Jhed w Bangkoku. Dziesięć lat temu nauczyła się masażu indonezyjskiego. Niedawno przyjechała do Singapuru, aby doszkolić się w zakresie refleksologii stóp.

– W krajach o zimnym klimacie, olejek należy podgrzać – mówi Kanja rozcierając w dłoniach olejek jaśminowy. Klient leży na brzuchu na macie, która jest ułożona na drewnianym podeście znajdującym się na niewielkim podwyższeniu. Kanja siada okrakiem na jego ciele, aby równo rozłożyć wagę swojego ciała i zaczyna masować lewe ramię klienta.

Dzisiejszym klientem jest osoba, która posiada bogatą wiedzę o leczeniu dotykiem. Marcin Bruczkowski, autor książki „Bezsenność w Tokio” był uczniem szkoły masażu w Japonii. Zamierza zaskoczyć gości, których zaprosił na kolację, oferując masaż ich żonom.

– Zamiast równoczesnego, symetrycznego masażu obu ramion, masażystka koncentruje się na jednej części ciała, intensywnie rozmasowując każdy mięsień – mówi Marcin. – Pytała się mnie, czy nie naciska zbyt mocno, bo nie chce zbytnio uciskać żadnej części ciała, która sprawia ból. Szanuje ciało i wsłuchuje się w nie. Zabieg jest całkowitym przeciwieństwem brutalnego skandynawskiego masażu.

– Długie, powolne ruchy przygotowują mięśnie do właściwego zabiegu. Kiedy masażystka pracuje nad ramionami, wykonuje zamaszyste, koliste ruchy, które mają na celu rozluźnienie mięśni. Następnie przechodzi do ramion, aby nie nadwyrężyć żadnego punktu ciała. Dopiero potem ponownie wraca do bolącego miejsca na ramieniu – opowiada Marcin. – Jej ruchy są płynne. Masażystka wkłada w zabieg wiele pracy.

– Europejski masaż pomija pośladki – stwierdza pisarz. – Ruchy, które wykonuje teraz masażystka mają na celu ich pobudzenie, usprawnienie krążenia krwi oraz dobre ukrwienie mięśni.

– Trudno jest mi prowadzić rozmowę, bo czuję się doskonale – mruczy Marcin i milknie. Na jego twarzy maluje się wyraz błogości.

Przez cały czas Kanja zachowuje stoicki spokój. Moduluje ucisk przechylając swoje ciało do przodu i w tył. – Jego ciało nie przywykło do intensywnego masażu – stwierdza. Masażystka może jedynie zwiększyć ucisk. Zabieg jest teraz bolesny, ale niedługo mięśnie będą jak nowe.

– Nie mogę przerwać – mówi Kanja. – Masaż indonezyjski jest bardziej wyczerpujący [dla masażysty] niż masaż tajski. Moje ręce muszą nieustannie dotykać ciała i cały czas być w ruchu. – Kobieta milknie i koncentruje się na sygnałach, jakie wyczuwają jej palce.

Podczas końcowej analizy, Marcin stwierdza: – Przepełnia mnie energia. Myślę, że moja skóra wygląda lepiej, chociaż może to tylko moja wyobraźnia. Zaczynam rozumieć, na czym polegają inne techniki masażu.

Goście zaproszeni przez Marcina Bruczkowskiego na kolację strzeżcie się!

Kit F. Chung

Artykuł ukazał się w magazynie Spa & Wellness Magazine, 01.2007

A oto jeszcze inny artykuł z jakiegoś wysokonakładowego przekaziora:

Comments