Media‎ > ‎

Nasz Lubin z 3.IX.2011

Na naszym portalu prezentujemy lubińskie trasy rowerowe opisywane przez Pawła Niewodniczańskiego. Mamy nadzieję, że jeszcze kilka tras rowerowych w tym roku znajdzie się u nas. Postanowiliśmy więc podpytać trochę Pana Pawła o same trasy i o współpracę z nami. Oto co nam powiedział.

Redakcja:
Już od pół roku działa pana portal LUBIŃSKIE TRASY ROWEROWE. Jego adres to www.lubinskietrasyrowerowe.pl. My także regularnie prezentujemy proponowane przez pana trasy. Czy spotkał pan osoby, które jeżdżą opisanymi przez pana ścieżkami?
Paweł Niewodniczański:
O tak. Spotykam na trasie osoby, które regularnie odwiedzają moją stronę. Dochodzą do mnie też wieści poprzez znajomych.

Redakcja:
Jakiego typu są to reakcje?
Paweł Niewodniczański:
Przeróżne. Jeden znajomy spotkany na trasie mówił mi, że drukuje mapki i według nich podąża w terenie. Dowiedziałem się, że nieznany mi osobiście rowerzyści wgrywają sobie pliki do nawigacji i kolejno zaliczają opublikowane trasy. Inna osoba mówiła mi, że dzięki portalowi dowiedziała się jakie wioski otaczają Lubin. Kilka osób pojechało, ale nie rowerami, na mszę do Pogorzelisk, by przy okazji zwiedzić wspaniały kościół w tej miejscowości. Trasa do Pogorzelisk została opublikowana na mojej stronie.

Redakcja:
Czy były negatywne opinie o pana portalu?
Paweł Niewodniczański: Nie było. Natomiast były uwagi dotyczące opisów.

Redakcja:
Jakiego typu?
Paweł Niewodniczański:
Przykład. napisałem, że należy skręcić w lewo, a powinno być w prawo. Pomyliłem też nazwy kościołów. Spotkałem się też z propozycjami innego poprowadzenia szlaków.

Redakcja:
I jak pan na to zareagował?
Paweł Niewodniczański:
Opisy poprawiłem. W jednym przypadku, Lubińskiego szlaku rowerowego obiegającego nasze miasto, opublikowałem drugą wersję.

Redakcja:
Czyli uwaga były zasadna.
Paweł Niewodniczański:
Tak. Lubiński szlak rowerowy przekracza obok szybu głównego Zakładów Górniczych Lubin tak zwaną "dwupasmówkę". Jest to miejsce niebezpieczne. Po konsultacjach panem Marianem Hawryszem, prezesem PTTK w Lubinie, poprowadziłem ten szlak z Obory do Lubina i przez tereny obok lotniska skierowałem do Goli.

Redakcja:
Czy były inne zmiany?
Paweł Niewodniczański:
Nie. Każdą trasę zawsze można inaczej poprowadzić. Zresztą moim celem nie było to, by rowerzyści podążali dokładnie moimi szlakami, lecz by zobaczyli jak duże możliwości turystyczne drzemią w naszych okolicach. Ja sam staram się przy okazji każdej wycieczki znaleźć nowe ścieżki i zakątki.

Redakcja:
I udaje się?
Paweł Niewodniczański:
O dziwo tak. Mimo że jeżdżę rowerem od lat, to za każdym razem przejadę jakąś nową drogą lub bezdrożem.

Redakcja:
A czy czasem nie było propozycji dokładniejszych opisów?
Paweł Niewodniczański:
Oczywiście były. Ja też mam podobne wątpliwości. Niestety to nie jest takie proste. Po pierwsze opisy robię z pamięci. Na trasie nie dokonuję żadnych notatek. Po drugie niekiedy bardzo trudno dokonać opisu jakiegoś punktu zwrotnego, bo brak akurat w tym miejscu charakterystycznych punktów, o który można by "oprzeć" opis.

Redakcja:
A z czym miał pan największe trudności?
Paweł Niewodniczański:
Z opisem szlaków znakowanych. Wiele tych szlaków jest fatalnie oznakowanych. Gdy prezentuję trasę nieznakowaną, to po prostu opisuję to co przejechałem nie przejmując się tym, że można było inaczej pojechać. Natomiast przy szlakach znakowanych wielokrotnie kluczyłem po terenie szukając znaków, by dać możliwie precyzyjny opis i zaznaczyć elektronicznie prawidłowy przebieg szlaku.

Redakcja:
Jest interesujące jak technicznie pan to realizuje.
Paweł Niewodniczański:
Jadę na wycieczkę w teren z urządzeniem do nawigacji turystycznej. W czasie jazdy urządzenie notuje moją trasę. Po powrocie "zgrywam" trasę na komputer. Za pomocą specjalnego programu oglądam na mapie przejechany ślad. W razie potrzeby dokonuję korekt. Zawsze wychodzi mniej kilometrów niż naprawdę przejechałem, gdyż prostuję moje pomyłki na trasie i skracam odcinki dojazdowe. Potem, natychmiast, póki wszystko mam jeszcze w pamięci, opisuję wycieczkę. Korzystam przy tym z mapy papierowej, gdyż ciągle mają więcej szczegółów niż mapy komputerowe. Kolejnym etapem tego procesu jest "wgranie" trasy na mapę elektroniczną. Następnie mapę, opis i zdjęcia wprowadzam na moją stronę.

Redakcja:
Musi pan wozić aparat fotograficzny ze sobą.
Paweł Niewodniczański:
Nie. Zdjęcia robię telefonem. Gdy kupowałem ten telefon, to nie przypuszczałem, że wbudowany do niego aparat fotograficzny będzie przydatny. Oczywiście normalny aparat by zrobił lepsze zdjęcia, ale jego używam tylko przy pieszych wycieczkach.

Redakcja:
Czyli technika triumfuje?
Paweł Niewodniczański:
Bez techniki takich stron jak moja by nie było. Nie znaczy to jednak, że nie ma problemów. Nie zawsze udaje się odnotować rzeczywistą wysokość terenu. Niestety nie mam barometrycznego wysokościomierza, w związku z tym odczyt wysokości jest z większym błędem. Jest to jednak sprawa drugorzędna. Innym problemem jest to, że mapa wgrana do nawigacji jest trochę różna od tych występujących w internecie. Zdarzyło się w związku z tym, że w jednym czy dwóch miejscach jechałem rowerem ... po Odrze :)

Redakcja:
Kończąc zapytam czy jeszcze opublikuje pan jakieś trasy na naszym portalu.
Paweł Niewodniczański:
Bardzo chętnie. Jeżeli tylko mi pozwolicie. Do zimy jeszcze daleko. A i w zimie też można jeździć rowerem.

Wywiad publikowany na portalu NASZ LUBIN 3 września 2011 r.