Spotkanie z Zygmuntem Baumanem

Czy mamy za dużo wolności?

 

Kto, co, gdzie i kiedy...?

Spotkanie z prof. Zygmuntem Baumanem odbyło się "dziś" czyli we wtorek, 27 lutego 2007 o 18:00. Miejsce: Sala posiedzeń PTPN nad księgarnią Kapitałka ul. Mielżyńskiego 27/29 w Poznaniu. Tematem spotkania była ponowoczesna sztuka
życia
i próba odpowiedzi na pytanie o wolność. Wśród gości byli także "paneliści" komentatorzy:

  • prof. Ewa Rewers
  • prof. Roman Kubicki
  • prof. Przemysław Czapliński jako prowadzący.

Publiczność czyli i ja;)

Trzeba na wstępie przyznać, że publiczność była młoda, a nawet młodsza ode mnie;) Średnią wieku zawyżały tylko postacie na portretach wiszących w sali PTPNu, lecz ci stanowili milczącą mniejszość. Salę wypełnili studenci (głównie WNSu) i parę osób, którym udało się wejść. W sumie około 150 osób, a może i dokładnie tyle, bo na więcej nie pozwalają przepisy pożarowe(!) Na zewnątrz pozostało podobno 3 razy tyle chętnych, którzy musieli się pogodzić z losem i wolnością jaką im dano, o czym za chwilę. Oczywiście ci w środku żałowali tych na zewnątrz, a było wśród nich paru moich znajomych, którym jestem winien tą relację. Prowadzący spotkanie przeprosił ich, a na koniec wyjaśnił: była tu mowa o wolności i państwo przychodząc tu już trochę tej wolności sobie odebrali; a przyszli tu zapewne ci, którzy z wolnością mają problem bo mają jej za mało, natomiast na zewnątrz zostali ci, którzy mają jej za dużo. Nawet jeśli coś tu przeinaczyłem, a mam do tego pełne prawo (!), to owszem, wahałem się: iść czy nie, bo jestem przecież wolny -- mogę wybierać, decydować itd. Ale prof. Czapliński powiedział jeszcze, żeśmy zyskali pewną wiedzę, zestaw wskazówek, nowych pytań, więc jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia...

Zanim to przedstawię...

No już przedstawiam, ale muszę uprzedzić, że będzie to subiektywne, zdawkowe i impresjonistyczne. Wysłuchałem tych mów i obserwowałem publiczność widząc, że każdy próbuje coś z tego zrozumieć, coś dla siebie, coś od siebie nawet milcząco dodać, ale być może nie jest w stanie ogarnąć tych wszystkich wątków jakie Mistrz podjął. Zostaje więc próba moja przedstawienia paru impresji, tez i komentarzy. Liczę na to, że będzie to próba jedna z wielu, jakie gdzieś zostaną napisane. Może znajdziemy je/się w sieci, może właśnie toczą się rozmowy tych co byli, może ktoś zastanawia się o czym była mowa i co stracił nie będąc tam....? Piszę więc po to, by zwerbalizować wizję własną, by móc potem porównać ją z innymi. Dlaczego tak?

Poznałem prof. Baumana!?  

Dotąd znałem go z okładek, choć nie czytałem żadnej jego książki. I tym może lepiej, bo założyłem sobie, że temat dotyczy przecież wszystkich, niezależnie od lektur, poglądów czy doświadczeń. A pytanie o to, czy teksty Mistrza są znane tym, co tam byli i tym, którzy się na spotkanie nie załapali pozostawiam otwarte. Poznałem więc prof. Baumana takim, jakim się nam objawił tu i teraz. Reszta, kontekst tego spotkania to kwestia własnego ja, ja publiczności, każdego z obecnych z osobna. Miała być mowa o wolności, a była mowa o tożsamości. Mistrz przedstawił swoją tożsamość, a odbiorcy włączyli ją albo nie do swoich tożsamości. I nie będę się łudził, że poznałem całą tą tożsamość. Nie, co gorsza, pisząc ten tekst stwarzam ją od nowa. I czytający go również tożsamość Tę od/stworzą, zależnie od własnej tożsamości... A jeśli cokolwiek jest tu niedopowiedziane, przeinaczone i wymaga komentarza, to zapraszam obok. Spotkajmy się;)

Sartre: Życie jako dzieło sztuki?

Zaczął od rozważań nad życiem. Wspomniał Sartre'a propozycję, by z życia uczynić dzieło sztuki. Skoro lampa czy dom może być dziełem sztuki, to czemu nie może być nim życie człowieka. To oznacza, że możemy zdecydować kim jesteśmy i kim będziemy. Ustalić cele i konsekwentnie do nich dążyć. Przedstawić to życie innym czyli wystawić się na pokaz, tak jak dzieje się to z dziełami sztuki w galeriach. Potem przeszedł mistrz do problemu definicji dzieła sztuki. Zmieniła się znacznie od czasów Sartre'a, właściwie już wtedy była czymś innym niż dawniej. Dzisiejsza sztuka to stawanie się. Albo instalacja, albo happening. A w tym ostatnim nikt nie ma pełnej kontroli nad tym, co się dzieje. Dzieło sztuki staje się, a do happeningu zaproszony jest także los, jako główny twórca. Artysta się przygląda, a tym artystą może być każdy z nas. Życie jako dzieło sztuki jest więc nieprzewidywalne, spontaniczne, "losowe". I zreforował prof. Bauman badania socjolog, której nazwiska nie chcę tu przekręcać, dotyczące młodzieży. Młodzież parenaście lat temu martwiła się o świat, pytała -- skąd tyle agresji, jak naprawić ten świat, co z nimi będzie itd. Współczesna młodzież już o to nie pyta, lecz żyje teraźniejszością (skracam). Ludzie z pokolenia Mistrza zastanawiali się nad przeszłością, próbowali ją wyjaśnić, usprawiedliwić i próbowali przewidzieć przyszłość, snuli wizję świata jaki nadchodzi. A my się tym już nie przejmujemy, twierdzi Bauman. Trudno bowiem zaplanować życie, skoro zdarza się, że ludzie po studiach dostają dobrą pracę, awansują w zachodnich firmach, lecz gdy taka firma nagle zbankrutuje, oni zostają z niczym. [no nie zupełnie, przecież zdobyli pewne doświadczenie, więc łatwiej znajdą pracę w innej firmie] Mistrz wskazał na brak konsekwencji tych, którzy dostaną się na wymarzone studia, lecz przerywają je, by jechać do pracy w Anglii. [dla kogo jest to wolny wybór a dla kogo konieczność -- to zostało poza dyskusją] Te obserwacje mają potwierdzić, że dziś niesposób uczynić z życia dzieła sztuki, jak to proponował Sartre. A jeśli można, to będzie to raczej happening, niż starannie przemyślane, wypracowane dzieło. [trudno się z tym nie zgodzić, lecz nakreślił wizję pesymistyczną trochę; myślę że liczy się nasza kreatywność, spontaniczność, improwizacja; że skoro tyle młodego ludu przyszło, to jest chęć nauki, dyskusji i poszerzania horyzontów, a tym łatwiej będzie się dostosować do tej rzeczywistości i żyć!?]

Co (jeszcze) jest dziełem sztuki?

Prof. Bauman przytoczył historię pewnej artystki, która zanim artystką się stała, to popielniczki sprzedawała (albo podstawki?). I niezwykłe było to, że podklejała je zdjęciami rozmaitych gwiazd. Takimi niedbale wyciętymi, byle się wyróżniały. I przypadkiem koło jej galerii, czy raczej kramu, w pewnej mało istotnej dzielnicy Londynu zatrzymała się limuzyna Sachi'ego. Tego znawcy sztuki, mecenasa i milionera. Ten dostrzegł w tych popielniczkach dzieło sztuki, a ich pomysłodawczyni stała się artystką. Ni z tego, ni z owego. I zaczęły się o nią światowe galerie bić. I cokolwiek dotknęła, to stawało się złotem (dziełem sztuki), jakby Midasem była. I stała się bogata -- dostawała załącznik monetarny jak to określił prof. Bauman.

Liczy się pomysł, wizja, działanie!

Tyle o sztuce. Nazwiska jej nie pamiętam, ale to przecież historia jakich wiele. Prof. przypomniał jeszcze mit pucybuta w wersji oryginalnej i współczesnej. To były przykłady, którymi zaszachował publiczność. Opowiedział o Tomie Andersonie, którego nazwisko, jak słusznie zaznaczył Bauman, jest mniej znane, niż to, co stworzył. Anderson założył stronę, na której chciał się "przedstawić" przyjaciołom i w ciągu paru miesięcy zyskał zyskał ich miliony. Serwis nazwał myspace i w tej chwili, to jest w lutym 2007, jest tam ponad 100mln kont czyli prywatnych stron internetowych. I tak, chcą nie chcąc, Anderson rozwinął social networking. Jego działalność szybko zauważył Rupert Murdoch, który odkupił od Andersona małą firmę za pareset mln dolarów i włączył do swego News Corporation. Bauman wspomniał również o youtube, którego to serwisu historia jest podobna, tylko suma, jaką zapłacił Google jeszcze większa, co Bauman podkreślił. I mówił jeszcze sporo o blogach, o tym co tam piszą: o śniadaniu, o problemach intymnych, o radości z gry komputerowej. [piszą o tym, to prawda, ale są też blogi specjalistyczne, gdzie ludzie dzielą się wiedzą, radami technicznymi i komentują informacje prasowe, a nawet politykują, więc trochę rolę blogów nasz Mistrz spłycił, ale nie szkodzi;) Fakt, że przytoczył te fakty znane i nieznane tak młodej publiczności było zaskakujące. Przecież mało kto z pokolenia Baumana śledzi to, co się dzieje w internecie. I tu właśnie poznałem Mistrza! Okazał się człowiekiem współczesnym -- bliskim właśnie nam młodym, bo zorientowanym w najnowszych trendach, społecznych zmianach w wirtualnym świecie, wirtualnych, ale prawdziwych, dziejących się tu i teraz, w sieci i w świecie... I wspominając Sartre'a, jak i Baudrillarda oraz Kołakowskiego i własne poglądy i obserwacje pokazał, jak odnieść je do współczesności. A to mógł właśnie zrobić tylko ktoś, kto już swoje przeżył, przemyślał i przedstawił choć fragment tego... ]

WOLNOŚĆ a TOŻSAMOŚĆ

Topikiem rozważań o wolności i życiu stała się tożsamość. Bauman określił ją jako kruchą, dużo kruchszą czy kruszszą [już się nie czepiam jak powiedziała jedna z zadających potem pytanie, ale co to za forma jest?], łamliwą, nietrwałą. Mówił o recyclingu tożsamości, o ciągłym jej zmienianiu, nawet przez operacje plastyczne (przywołał historię kliniki oferującej swoim klientom karty lojalnościowe ), o zmienianiu na pokaz, o kreowaniu tożsamości i o wielu wirtualnych tożsamościach wreszcie. Mówił też o kryzysie zaufania, słabych związkach międzyludzkich i o łatwości z jaką wpisujemy czyjś numer telefonu do komórki oraz łatwości z jaką ten numer potem wyrzucamy, a jego właściciela wykreślamy z naszego życia. Mówił też o tym, że w tożsamość naszą, zwłaszcza tych młodych jest wpisana niepewność, to jest naturalne, godzimy się na to. Lecz wysiłek przezwyciężenia tej niepewności to treść naszego życia! To wyznacza sens działania, jeśli dobrze to zrozumiałem;)

WOLNOŚĆ DZIAŁANIA...

ma ten, kogo stać na marnowanie. Więc biedni są wykluczeni. Sztuką, jak się dziś okazuje, jest także niszczenie, marnotrawienie własnego życia. Tu Bauman przytoczył sztukę teatralną Masłowskiej, gdzie występują postacie dumne z niszczenia.

Wolność a konsumpcjonizm

Wiadomo, żyjemy w czasach konsumpcjonizmu, wszystko jest towarem, a kupując, stajemy się częścią tożsamości wykreowanej przez specjalistów od marketingu. Wierzymy w produkt, ci specjaliści to kapłani czy misjonarze, a ekonomia jest niczym religia. [Tu Bauman wspomniał jeszcze pare nazwisk, ale pomijam je, znajdziecie je pewnie w jego książkach;] I ostrzegł, że jeśli chcemy walczyć z konsumpcjonizmem czy globalizacją, to tylko przez tworzenie nowych produktów do konsumpcji. [Pytania nasuwają się same: czy jesteśmy wolni w wyborach, w tym co jemy, kupujemy i mamy? Czy sprzedajemy lub kupujemy swoją tożsamość?]

Sposoby myślenia zmiają się jak mody odzieżowe, a większość autorów i książek znika z przypisów już w parę lat po tym, jak się ukażą - powiedział, zanim przytoczył jakiś fragment. [tak wiem, to nie jest profesjonalne, ale ja nie robiłem notatek, ani nie nagrywałem tego spotkania, przypisów możnaby wiele zrobić, ja chcę tylko parę tez spisać i tyle]

Komentarze panelistów 

Cóź, oboje paneliści zaproszeni przez prof. Czaplińskiego -- prof. Rewers i prof. Kubicki -- wytłumaczyli, że żadnej krytyki myśli Mistrza tu nie przedstawią, tylko dopowiedzą to i owo. I słusznie. Inna musiałaby być forma tego spotkania, a tu "gwiazda" była jedna i nikt nie oczekiwał więcej.

Prof. Rewers zadała parę pytań: czy jesteśmy niewolnikami przestrzeni, czy może tą przestrzeń ignorujemy, przenosimy do świata wirtualnego? Przypomniała o tych wykluczonych z korzystania z nowych mediów, a więc i, co za tym idzie, z tej przestrzeni, którą postrzegamy jako własną i jedyną. Wspomniała też o czasie jako punkcie, a nie linii i pytała jak stawać się sobą w punktowym czasie -- teraźniejszości. [hmm, nie znam tej koncepcji i nie podoba mi się to, może czas to już nie linia, ale jakaś sieć, może mając wiele tożsamości istniejemy w wielu punktach i ogarniamy je wyobraźnią, albo nie, ale czas jako jeden punkt, to dla mnie za mało;)]

I Bauman odpowiedział, m. in., że przestrzeń straciła na wadze, lecz zyskała na znaczeniu. [załóżmy, że tworzenie tożsamości to zaznaczanie rzeczy związanych ze mną, pokazywanie tego, co w przestrzeni jest włączone do tożsamości, przez spójność wizerunku tej rzeczy, upoadobania, zagarniamy rzeczy do i dla siebie; a przestrzeń wirtualna ułatwia to dzięki powielaniu, kopiowaniu wirtualnych obiektów; a więc tagowaniu, linkowaniu, blogowaniu i wstawianiu tam wszystkiego co jakoś jest "mną", stąd myspace to prezentacja kogoś w przestrzeni...]

I jeszcze Rewers mówiła o transformacjach tożsamości -- wolność jest losowa, poddajemy się losowi, lecz jest przewidywalna, tylko być może my, humaniści tej przewidywalności, rodem z rachunku prawdopobieństwa nie dostrzegamy... [prawdo/a...]

Nie ma już struktury, jest sieć!

Tak mówi Bauman. Dawniej mówiło się o strukturze, poszukiwano jej i definiowano ją. Teraz mówi się o sieci, [struktura przestała być tym terminem, któryby cokolwiek tłumaczył, strukturalizm zresztą skończył się już;)] Co cechuje strukturę? Porządek, kontrola, monitorowanie, stałość powiązań, relacji, spójny układ elementów w przestrzeni. A sieć cechuje brak przestrzeni, to ekspensja bez końca, ciągłe i łatwe łączenie i rozłączanie... [interaktywność i intearkcyjność]

Komentarze prof. Kubickiego

Bez polemiki, właściwie zgodził się z tym wszystkim, przypominając: że wg Kopernika pieniądz lepszy zawsze zostanie wyparty przez lepszy; że, wspominając testament Kanta, ludzie w czasach pokoju, a mamy takie od 60 lat, stają się zniewieściali, tylko wojna nas "rozrusza". [skracam]

Pytania z sali: tylko dwa

Pierwsze pytanie było o publiczność, skoro tyle blogów powstaje, to czy nie zabraknie czytających?

Bauman przyznał, że rzeczywiście jesteśmy zalani informacją. Kiedyś baliśmy się bomby atomowej, a teraz większą i straszniejszą [na swój sposób] jest bomba informacyjna. Zanim sam cokolwiek napisze, musi, mówi Bauman, przedrzeć się przez ten gąszcz informacji. I przywołał dwa fakty -- porównania:

  • w ciągu ostatnich 30 lat ludzkość wytworzyła tyle informacji, ile przez poprzednie 15.000 lat! [ilościowo tak, ale sporo w niej powtórzeń, zgromadzona wiedza jest redundantna i rozproszona, problemem jest nie ilość, lecz to, jak możemy te informacje przetwarzać]
  • jedno wydanie specjalne [weekendowe] New York Timesa zawiera tyle informacji, ile wiedział wykształcony człowiek Renesansu [około 800 stron papieru w formacie A3 -- rzeczywiście sporo, ale znów, inny jest odbiór, co innego wiedza, a co innego informacja; McLuhan już mawiał, że czytamy gazetę rano tak, jak byśmy kąpiel relaksującą w wannie wieczorem brali! więc zmieniła się publiczność, stała się aktywna i zmieniło się też tak zwane czytanie, co najlepiej widać w wydaniach internetowych NYT]

I drugie pytanie, bardzo rozbudowane, ale proste: czy wobec tych przemian, kryzysów i braku zaufania itd jest szansa na życie twórcze? [sala westchnęła]

Bauman odpowiedział chętnie, że tak, o ile tego chcemy. Przyznał, że, jak to określił, zhańbiłem się kiedyś i napisałem książkę wolności, nie wie co to wolność. Godzimy się z tym, że na świecie panuje niesprawiedliwość i wiemy co to jest, jak się objawia. To znaczy, że pojmujemy ją, językowo [nie wiem o co chodziło Mistrzowi, ale rzeczywiście, strutkuralizm ukuł pojęcie nacechowania -- to co rzadsze jest nacechowane, naznaczone, co wymaga pewnego wysiłku] pozytywnie. Sprawiedliwość jest więc negatywna, jako zaprzeczenie niesprawiedliwości, mniej dostępna, rzadka. [aha, zwą to w psycholeksykologii efektem Polyanny, inaczej przetwarzamy negację, inaczej antonimy], Potem przytoczył czyjąś wizję teraźniejszości: piekło teraźniejszości polega na tym, że zanim do niego wejdziemy, mamy wybór (widzi pani, jeszcze u wrót daje się pani wybór, zwrócił się wprost do zadającej pytanie): albo żyjemy w piekle i nie zauważamy tego i tak da się w piekle żyć; albo uczymy się dostrzegać w piekle to, co nim nie jest, co jest trudniejsze, ale/i o wiele bardziej pożądane. [chciałbym znać tą piekielną alegorię dokładniej, ale jakoś wiem o co chodzi, można żyć świadomie;)

Jak to się skończyło...

Owacjami oczywiście, klaskaliśmy i klaskaliśmy... Przyglądałem się jeszcze jak nasz Mistrz wygląda w tym tłumie młodzieży, świetnie się z nami porozumiał. Gdy odpowiadał na pytania mówił wprost do tej osoby, która pytania zadała, a jednocześnie mówił do wszystkich. Potem usiadł na stole i odczytał coś z kartki, choć i tak zdawał się mówić tylko od siebie. On przede wszystkim ma dar opowiadania, przedstawiania faktów, poglądów i teorii, bez naukowego żargonu, wywyższania się. To było rzeczywiste spotkanie z nim, nie wykład czy akademicka dyskusja, przed którą wypadało przeczytać to i owo..., żeby połapać się o czym mowa. I to spotkanie wcale się nie skończyło, ten dialog jeszcze trwa i niech trwa trochę tu, nawet jeśli relacja moja zniekształciła i przeinaczyła to i owo. Pewnie za dużo mam wolności, aż pozwalam sobie i na to... Lecz robię to świadomie, tworzę tożsamość!?