Gdzie jesteśmy‎ > ‎25 lat w Polsce‎ > ‎

Świadectwa Sióstr

Świadectwo siostry Marii Luisy Grech: 


Nasz pierwszy kontakt z Polską miał miejsce w 1988 r., kiedy poznałyśmy młodą Polkę z Sopotu, która przyjechała do Rzymu na Światowe Dni Młodzieży z Ojcem Św. Janem Pawłem II. Także tego samego roku, w październiku, przybył do Rzymu biskup pomocniczy diecezji gdańskiej ks. Zygmunt Pawłowicz. To on, goszcząc w naszym Domu Generalnym, zachęcał nas do założenia domu w Polsce, a dokładniej w młodej Diecezji Gdańskiej. 

    W czerwcu 1989 r., wykorzystując zaproszenie wspomnianej dziewczyny z Sopotu, przyjechałam do Polski. Przed samym wylotem miłym zaskoczeniem było dla mnie opatrznościowe spotkanie z Matką Teresą z Kalkuty. 

    W Polsce, mimo pustych półek sklepowych i niestabilności politycznej, zobaczyłam serdeczność i gościnność Polaków, a szczególne autentyczność ich wiary. Początkowo zatrzymałyśmy się u sióstr Pallotynek w Gdańsku, poszukując miejsca na tę nową misję.

    Do Sopotu na stałe przyjechałyśmy w marcu 1993 r. Była nas czwórka: dwie siostry z Hiszpanii, jedna z Chile i ja - z Malty. Od początku naszej obecności w parafii Zesłania Ducha Świętego poczułyśmy się bardzo dobrze: akceptowane i kochane zarówno przez Księży Misjonarzy, jak i przez osoby świeckie. Wszyscy przyjęli nas z otwartymi ramionami, okazując wielką troskliwość, życzliwość i wyrozumiałość. Wiedząc, że jesteśmy z zagranicy bardzo nam pomagali, chcieli, żebyśmy czuły się jak u siebie w domu. 

    Przez te 25 lat, zawsze mogłyśmy liczyć na serdeczność wielu przyjaciół i dobroczyńców, którzy dodawali nam otuchy, by iść do przodu. 

    Daje mi wiele radości możliwość odwiedzania osób starszych i chorych w ich domach albo w DPS-ie. Z wdzięcznością wspominam te osoby, które dzieliły się i dzielą ze mną swymi przeżyciami, zarówno tymi smutnymi jak i radosnymi. 

    Bardzo lubię uczestniczyć razem z naszymi kochanymi parafianami w Mszach Świętych oraz nabożeństwach adwentowych i wielkopostnych, jak również w naszym domu organizować comiesięczne spotkania modlitewne dla dorosłych. Ich pobożność buduje i ubogaca moje życie duchowe. 

    Wszyscy wiedzą, że zawsze można przyjść do naszego domu na modlitwie lub na rozmowę indywidualną. 

    Wielką radość sprawił i sprawia mi nasz dom otwarty dla tylu ludzi, szczególne dla dziewcząt, które w ciągu tych lat przybywały do nas w poszukiwaniu modlitewnej ciszy, na rekolekcje grupowe albo indywidualne dni skupienia. 

    Jak nie cieszyć się i nie dziękować Panu widząc, że wiele z nich stworzyło już własne rodziny albo konsekrowało się Panu Bogu! Szczególnie te, które wstąpiły do naszego Zgromadzenia i są teraz na misjach, tu w naszej wspólnocie w Sopocie, w Wenezueli czy na Filipinach! Odpowiadając na Boże wezwanie w naszym Zgromadzeniu, wcielają w życie charyzmat palautiański, posługując chorym, bezdomnym, poszukującym, osobom starszym, dzieciom, młodzieży… 

    Niezmiernie pragnę podziękować Panu Bogu za wszelką dobroć nam wyświadczoną przez te 25 lat przez tyle osób; poczynając od Śp. Ks. Arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, Ojców Karmelitów Bosych, Księży Misjonarzy, Siostry Pallotynki oraz wszystkie osoby, które w jakikolwiek sposób okazały nam troskę i bezinteresowną pomoc.

    Zawsze będę pamiętać o nich wszystkich z wdzięcznością, szczególne wdzięczna mojemu Zgromadzeniu i mojej wspólnocie za to, że jestem w Polsce i że spełniło się moje marzenie, którym było i jest dzielić się moją wiarą w Jezusa.

Za to wszystko: Bogu niech będą dzięki!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Świadectwo siostry Aleksandry Nawrockiej:


Jesteśmy siewcami, inni zbiorą plony”

Szczęść Boże!

To było 26 września 2004 roku kiedy przekroczyłam progi naszego zakonnego domu w Tarnowcu. Spędziłam w nim prawie rok. Potem wyjechałam do Hiszpanii. Teraz od kilka lat służę na Filipinach... To był tylko rok, ale każde doświadczenie tam przeżyte na swój sposób ukształtowały mnie na całe moje życie zakonne.

Najcieplej wspominam czas wspólnotowy. Minuty, w których dzieliłyśmy się tym wszystkim, czego doświadczyłyśmy w ciągu dnia. Radości, trudności, wszystko stawało się jakby przeistoczone kiedy cała wspólnota w nich uczestniczyła.

Była i modlitwa, ta cicha, sam na sam z Jezusem ukrytym w Tabernaculum, który niepokoi trudnym pytaniami, daje czasem niezrozumiałe wskazówki, który po prostu trwa. Jest wielka siła w tym, że cała wspólnota trwa na modlitwie. Dla mnie, nowo przybyłej postulantki, był to znak, że ważne jest wytrwać. Wielokrotnie nie rozumiem wszystkiego, co się dzieje w moim życiu, wielokrotnie trudności zaciemniają drogę, są sytuacje, z których po prostu nie ma wyjścia... ale trzeba trwać, trzeba przeczekać... Dokładnie podczas jednych z rekolekcji, w kwietniu 2005 roku, podczas cichej adoracji Najświętszego Sakramentu, dowiedziałyśmy się o śmierci papieża Jana Pawła II. Była cisza. Były łzy. I była pieśń Te Deum Laudamus... Trzeba przetrwać wiele, aby na koniec móc wychwalać Boga za cuda, które nieustannie czyni w naszym życiu.

Był też czas nauki. Lekcje na temat naszego Założyciela, Zgromadzenia, życia zakonnego. No i hiszpański. Były we wspólnocie siostry, które dopiero uczyły się polskiego, więc wzajemnie się uczyłyśmy. Była to dla mnie ważna lekcja, że we wspólnocie jesteśmy po to, aby sobie wzajemnie pomagać, wzajemnie się wspierać, aby życie, które samo z siebie nie należy do najłatwiejszych, nie było aż takie trudne. Mogę tylko powiedzieć muchas gracias do Was wszystkich, sióstr, które tworzyłyście wtedy wspólnotę w Tarnowcu. Między Wami stawiałam pierwsze kroki jako Karmelitanka Misjonarka Terezjanka. Dzięki Wam doceniam teraz wartość wspólnoty i modlitwy, wartość naszej misji jako przemieniania i upiększania twarzy Kościoła. Zawsze będę ten czas nieść w moim sercu, gdziekolwiek chwała Pana mnie wezwie.


Siostra Aleksandra Nawrocka, cmt

Comments