Strona główna‎ > ‎

Aktualności

Jeżeli chcesz być automatycznie informowany o nowościach na tej stronie - skorzystaj z kanału RSS. By to uczynić musisz kliknąć poniższy przycisk "Subskrybuj posty".

2016-10-12 jednak koniec... ale nie składamy piór ;)

opublikowane: 12 paź 2016, 02:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 12 paź 2016, 02:17 ]

Zapraszamy do nowego serwisu!
Wraz z zakończeniem naszej redakcyjnej pracy dla "JJZ" (więcej informacji o tym link) zapraszamy na nowy serwis: www.jotjotzet.pl, w którym kontynuujemy działalność publicystyczną. Jednocześnie zapraszamy dotychczasowych Czytelników i Współtwórców "JJ" do dalszej wspóracy. I koniecznie do lektury.

Do zobaczenia!

2016-10-06 żyjemy! :)

opublikowane: 6 paź 2016, 09:58 przez Redakcja JotJotZet

Szanowni Państwo,

W JJZ cisza, bo nie wiemy, na czym stoimy z wydawaniem naszego pisma.
Póki co aktywujemy dział "Monitoring mediów" i uzupełniamy o ciekawy materiał dotyczący kapliczki i krzyża przy ulicy Dolna Wilda, którymi opiekuje się nasza parafia (vide: ubiegłoroczny "czyn społeczny" członków Rady Ekonomicznej, o którym pisaliśmy w jednym z wcześniejszych numerów).
Zaglądajcie na tę stronę.

Redakcja

Z okazji 10-lecia świetlicy

opublikowane: 23 kwi 2016, 05:59 przez Roma Zygmunt

Świetlicowy alfabet

 

To nie jest żadne wspomnienie. To raczej migawki z tych dziesięciu lat zarejestrowane przez ojców: Adama, Arkadiusza i Sebastiana, a także przez pana Mikołaja Koterasa.


Zacznijmy od AKWARIUM. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale Sebastian opowiadał mi, że otrzymał to akwarium od pani, która się rozwiodła i chciała z domu pozbyć się wszystkiego, co przypominałoby jej byłego męża. Świetlica jako nosicielka niechcianej pamięci. (AB)

Akwarium odkupiliśmy za „psie” pieniądze (300zł) od pani, która straciła dziecko i z tego powodu straciła również partnera. Razem z panem Arturem Jarotą mieliśmy nie lada wyzwanie, aby akwarium przewieźć z drugiego końca miasta na świetlicę. Wspomnę tylko, że to skromne 250 litrów pojemności akwarium z rybkami i całym osprzętem! Z Arturem wielokrotnie spotykaliśmy się przy sprzątaniu akwarium. To on przekazał mi tajniki sprzątania akwarium i pielęgnowania rybek.

Z akwarium było dużo ciekawych sytuacji. Razu pewnego w czasie podwieczorku jeden z chłopców wpadł na pomysł, żeby wlać do akwarium kubek ciepłego kakao. Co spowodowało oczywiście panikę i gwałtowną walkę o życie biednych rybek. Dzieci dzieliły się z rybkami wszystkim, co miały, łącznie z plasteliną, klockami i chipsami. (SH)

Nade wszystko AREK, który doprowadzał mnie do szału tą swoją uległością wobec milusińskich. Ilekroć zwracałem mu uwagę, że powinien coś powiedzieć lub zareagować, odpowiadał mi, że trzeba dialogować. Nie wiedziałem, jak rozmawiać z dziećmi. On wiedział. Być może dlatego mamy świetlicę. (AB)

Alfabetycznie przed Arkiem idzie pani ANIA – bez niej świetlicy nigdy by nie było. To pewnie wygląda tak, że przychodzi pewien impuls (przyszedł od Arka) i trzeba znaleźć kogoś, kto odpowie. Osobą, która odpowiedziała i zapewne Arkowi dała znać, że warto w takie dzieło się zaangażować była/jest pani Ania Czarnyszka. Dziękujemy, bo bez odpowiedzi Pani zapewne by się nie udało. (AB)

DOBROCZYŃCY, a świetlica ma ich wielu, właściwie dzięki nim istnieje. Duża grupa naszych parafian wspiera finansowo działalność świetlicy. Z pewnością należy tu wyróżnić pana Mirona z Europrintu, pana Sebastiana z Apteki Pamiątkowej, państwa Dębskich ze Świata Bursztynu pana Piotra Szlingierta z Universum, pana Tomasza Woźniaka z TOMSYL. Dobre dzieła przyciągają dobrych ludzi. (SH)

Państwo DRZEWIECCY (ci młodzi i ci bardziej młodzi) – to chyba najbardziej zdeterminowani przyjaciele świetlicy. Dwa razy w tygodniu, od 10 lat, dostarczają pączki i ciastka dla dzieci. Serdeczne podziękowanie. I czynią to niezmiennie z wielką dyskrecją. (AB)

Z moich szacunków wynika, że przez świetlicę (mam na myśli również półkolonie i kolonie) przewinęło się już około 600 DZIECI.   Każde z własną historią, marzeniami,pragnieniami, niezwykłymi osobowościami i własnymi, codziennymi zmaganiami – każde z nich, z osobna, warte naszej ogromnej uwagi. To one były i są przyczyną i „tlenem” tego miejsca. (MK)

„E” zawsze będzie przywoływało Ewę. Pierwszą kobietę. W świetlicy też była/jest Ewa. EWA Bartel-Pawłowska, która prowadziła z dzieciakami twórcze zajęcia plastyczne, a z tymi, które miały problemy z mową – terapię logopedyczną. To pani Ewa przed wielu laty przyszła do mnie z propozycją zorganizowania akcji Paczka dla Dzieciaczka. (AB)

„F” przede wszystkim jak FESTYN „Wilda dzieciom” – to niewątpliwie jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu świetlicy i parafii. Idea była i jest prosta: aby przy pomocy parafian zorganizować i przeprowadzić festyn, który pomoże zgromadzić fundusze potrzebne na letnie kolonie dla dzieci. (SH)

FESTIWAL EMOCJI był podobnym do festynu rangą przedsięwzięciem w świetlicy. Projekt, profesjonalnie opracowany i zorganizowany przez Iwonę i Mikołaja we współpracy ze sponsorami, trwał od 24 kwietnia do Dnia Dziecka 2012 roku. W ramach cyklu warsztatów podopieczni świetlicy ćwiczyli, często bardzo kreatywnie, wyrażanie swoich emocji.

Pani IWONA to był (i jest) prawdziwy skarb. Mam takie wrażenie, że swoją pracą wyniosła świetlicę na poziom, którego pozazdrościć mogli naszej parafii wszyscy. To ona opracowywała wszelkie projekty, które składaliśmy w urzędzie miasta, aby otrzymać pieniądze na zorganizowanie kolonii. Przez ostatnie lata niezmiennie z przyjemnością słuchałem, że nasza parafia przedstawiła najbardziej kompetentny wakacyjny projekt edukacyjny. My chyba jeszcze do dzisiaj nie wiemy, kogo straciliśmy z odejściem pani Iwony. (AB)

Zaraz za Iwoną w alfabecie idzie IZA. Postać nieco tajemnicza, ale jej przywiązanie do świetlicy i dzieciaków nie uległo nigdy żadnej wątpliwości.

A przecież to mama małego berbecia i mimo braku czasu jest wciąż obecna! O jej słowności przekonałem się zupełnie niedawno, kiedy o. Tomasz poprosił mnie, żebym był obecny na zajęciach w poniedziałek. Od 16 do 17, bo o 17 przyjdzie Iza. Więc zagrałem z Wiktorem w cymbergaja, z innymi chłopakami w kosza (dokładnie pod koszem, a i tak o mało ducha nie wyzionąłem), postałem, pochodziłem, popytałem i o 17 Izę, schodzącą ze schodów dziedzińca, witałem jak zbawiciela. (AB)

KATARZYNA to jedna z pierwszych wolontariuszek świetlicy. Obecna do dzisiaj. Kiedy spoglądam na zdjęcia świetlicowe (lub też mam możliwość przejść obok świetlicy), to widzę, że Kasia wciąż przytula jakieś dziecko. Wiele ciepła. Nieuwolnionego. (AB)

Na pięciolecie świetlicy jej twórcy wydali KSIĄŻKĘ. Jeden z autorów, Mikołaj, powiada dzisiaj, że wiele rzeczy napisałby inaczej, mądrzej, dojrzalej. To oczywiste. Dla mnie wydanie tej książki to jedna z najciekawszych inicjatyw środowiska świetlicowego. (AB)

Ukoronowaniem roku pracy w świetlicy były i są (pół)KOLONIE. Wakacje świetlica spędzała dynamicznie. Na początku, w pierwszych 2 latach były to półkolonie, a od 2008 r. wyjazdy na kolonie, najczęściej nad Bałtyk. Dzieciaki płaciły tylko część, a resztę pokrywaliśmy z funduszy zebranych podczas festynu oraz od dobrodziejów. Wakacje dla świetlicy to jakby podsumowanie całego roku. Nigdy nie brakowało wolontariuszy i opiekunów, aby wyjechać z często niełatwymi dzieciakami. Tam poznałem wspaniałych, bezinteresownych młodych, z którymi można było zorganizować bezpiecznie i owocnie wakacyjny czas dla najmłodszych „wildziaków”. (AK)

Nieco ponad 200 godzin (kiedyś dwa siedmiodniowe, teraz jeden dziesięciodniowy turnus) rokrocznie spędzanych wspólnie powoduje, że relacje na linii dzieci – dzieci i dzieci – wolontariusze przeskakują o kilka poziomów wyżej.   Mnóstwo   szans   rozwojowych – edukacyjnych, społecznych, kulturowych, wiele atrakcji i ogromna ilość radości i zabawy. Bywają również niełatwe chwile – dzieci są tylko dziećmi, zdarza im się, że ich zachowanie jest przyczyną trudnych sytuacji, miewają również trudności zdrowotne, z którymi radzimy sobie, jak umiemy. Od kilku lat realizujemy programy profilaktyczne skoncentrowane na poczuciu siły sprawczej, adekwatnym poczuciu własnej wartości, dążeniu do osiągania sukcesów i unikaniu tego, co może nas zniszczyć. W tym roku na tapetę bierzemy marzenia i umiejętność wybierania i realizacji celów. Jednak chyba na zawsze największą wartością będzie dla mnie wspomnienie pewnego chłopca, który po raz pierwszy wyjechał na wakacje i również pierwszy raz w życiu ujrzał morze – a to było wtedy bardzo widoczne poprzez mimikę jego twarzy (już wiem, jak wygląda ktoś, kto musi „pozbierać szczękę z podłogi”). Nadal zabieramy sporo dzieci, dla których to jedyny wyjazd podczas ich wakacji. (MK)

Państwo LICZBAŃSCY – dobrodzieje naszej świetlicy od samego początku. To pewnie dzięki nim dzieciaki czuły się słodko u zmartwychwstańców. Nigdy nie wycofali swojego wsparcia dla naszych podopiecznych. Bóg zapłać. (AB)

KRÓLIK. Z nim chyba związana jest najzabawniejsza historia moich kontaktów ze świetlicą. Od przyjaciela dostałem klatkę na króla i pieniądze, żeby dla dzieci ze świetlicy kupić królika. Pamiętam jak dziś. We trzech (Sebastian, Tomasz Sułkowski i ja) poszliśmy do sklepu zoologicznego na 28 Czerwca. Weszliśmy dosyć pewnie. Po królika. Właściciel zdębiał: trzech księży po jednego, biednego królika. Jakoś wytłumaczyliśmy właścicielowi, że chodzi nam o króla do dziecięcej świetlicy. I tak kłapouchy trafił do dzieciaków. (AB)

Oprócz królika na świetlicy hodowaliśmy chomika. Mieliśmy nie lada problem, żeby wybrać odpowiednie imiona dla naszych pupili. Ostatecznie zdecydowaliśmy się  nadać   naszym  zwierzakom  imiona  związane  z  ich życiowym powołaniem. I tak królik został „ochrzczony” jako „Gulasz”, a chomik „Szaszłyk”. (SH)

Nie sposób nie wspomnieć o MAGDZIE Kiszko ze Złocieńca. Przyjechała do Poznania na studia. Na Wildzie długo angażowała się w pracę z dziećmi, a potem razem z MARTYNĄ Cejbą odkryła swoje miejsce jako szefowa scholii „Załoga Pana Boga”. Obie dziewczyny doprowadziły zespół do dobrego poziomu, oprawiając szczególnie niedzielną liturgię dziecięcą. (AK)

MIKOŁAJ to chyba jedna z najbardziej intrygujących postaci naszej świetlicy. Mam wrażenie, że to osoba, która świetlicą potwierdziła swoją tożsamość i z tego wystartowała ku gwiazdom. Fantastycznie. (AB)

MONIKA – kiedyś Arek mi powiedział, że świetlica dla niej to jak kolejne dziecko. Żałujemy, że w pewnym momencie się wycofała. Świetnie dogadywała się z młodzieżą, mimo że była od nich starsza. W pewnym momencie nawet męża swojego zachęciła do pracy w świetlicy. Dzięki świetlicy odkryła swoje powołanie do pracy z dziećmi i młodzieżą i dzisiaj to właśnie czyni w szkole. Napisała pracę licencjacką o naszej świetlicy. Potem coraz mniej się angażowała, gdyż poszła do pracy i na studia. Jako matka trojga dzieci miała już doświadczenie, jak rozmawiać z dziećmi i je formować. (AK, AB)

Świetlica miała szczęście do Monik. Wspomniałem panią Monikę Jarotę. Teraz czas na panią MONIKĘ Hajbowicz, która swoją dobrocią i kompetencją uruchomiała wiele mechanizmów w Volkswagen Poznań. Te mechanizmy pomogły nam w organizacji wielu przedsięwzięć (festyn, kolonie). Nieoceniona pomoc, za którą dziękujemy. A przy tym mam wrażenie, że to taka dobroć schowana, utajniona. Jakby przed samą sobą. (AB)

Historii o mojej wierze w ODKUPIENIE pewnie nie powinienem opowiadać na łamach gazety parafialnej. Nie lubiłem schodzić do świetlicy. Bo zawsze natrafiałem na coś, co doprowadzało mnie do nerwów (syndrom milusińskich? Pozapalane wszędzie światła?). Razu pewnego zlazłem i w korytarzu do kaplicy Matki Bożej Łaskawej zobaczyłem drobnego chłopca, który uciekał przed jeszcze drobniejszą dziewczynką. A ta mimo swojej drobności dosyć głośno krzyczała za nim „wypier…j”. Chcąc nie chcąc, jako proboszcz parafii, musiałem interweniować. – Skarbie – mówię do niej – dlaczego ty tak do niego mówisz? Milczy. Tamten czmychnął. Ta zaczyna płakać. Ja w myślach zaczynam przeklinać moment, w którym pokusiło mnie, aby zejść do salek katechetycznych w chwili, w której urzęduje tam świetlica, a w niej milusińscy. W końcu wydusiłem z niej, że ten drobny chłopczyk uderzył ją w twarz. Ale drobnego chłopczyka już nie było, ja sam siebie byłem gotów zastrzelić, ale jako proboszcz… Idźmy zatem szukać drania. Drań schował się w kącie. Pytam się, czy to prawda, że uderzył swoją koleżankę. Drań przeczy, koleżanka płacze jak płakała, a ja znowu żałuję momentu, w którym pokusiło mnie, żeby do tej świetlicy zejść. A teraz muszę rozstrzygnąć między Draniem wyciągniętym z kąta a Drobiazgiem krzyczącym jak smok.

Ale drań naciskany zaczyna nieco zmieniać zeznania. I nagle dopuszcza możliwość dotknięcia w policzek drobiazgu. Niby przez przypadek, niby bez agresji. Już wiem. Drań nie jest taki niewinny. Więc mówię do Drania (a Drobiazg płacze w niebogłosy, ja raz jeszcze przeklinam moment, w którym uległem pokusie zejścia do świetlicy), żeby patrząc na zapłakany Drobiazg, powtarzał głośno: „kłamiesz, bo cię nie uderzyłem”. Mówię do Drania, że nie ma znaczenia na kogo patrzysz, bo ja przecież, Draniu, cię słyszę, jak mówisz, że Drobiazg kłamie. Ale Drań, patrząc na zapłakany Drobiazg, milczy. Nie powtórzył już deklaracji swojej niewinności. A ja uwierzyłem, że w naszym pokręconym świecie możliwe jest odkupienie. Bo Drań zamilkł przed płaczem Drobiazgu. (AB)

Bywają u nas takie momenty, w których nie wiemy, co robić i boimy się, że poniesiemy sromotną klęskę. Tak było podczas organizacji pierwszych kolonii, tak bywa przy większych projektach, ale i bardziej codziennych przeszkodach, jak np. cykliczne, od dawien dawna, trwające przez jakiś okres braki kadrowe (po nich zawsze następował rozkwit J). To chwile, w których często pada „zaufajmy OPATRZNOŚCI”. I faktem jest, że Pan Bóg, jeśli tylko jest to zgodne z Jego wolą, bardzo nam pomaga. (MK)

Dzieci mają RODZICÓW. I z nimi niejednokrotnie wspólnie dzielimy radości i smutki związane z wychowaniem i edukacją. Istnieje także około 10-osobowa grupa rodziców, na których zawsze możemy liczyć! (MK)

„S” jak SEBASTIAN. Wszyscy mieliśmy obawy, czy po odejściu Arka świetlica będzie funkcjonować. I pamiętam jak po pierwszym roku pracy Sebastiana (dokładnie po pierwszym zorganizowanym festynie parafialnym przez niego) poszedłem do Seby z butelką wina i powiedziałem: Witaj na Wildzie. Myślę, że już wiedzieliśmy, że to dzieło zostanie utrzymane, co więcej, będzie się rozwijało. Po kilku latach dopełniło mnie w tym przekonaniu również zdanie jednego z dzieciaków, który na pożegnanie ks. Sebastiana powiedział, że tak zwariowanego księdza jeszcze nie mieliśmy.

Łączyła nas szorstka męska przyjaźń (żeby zacytować klasyka) i to być może nie służyło do końca parafii, ale nie zaszkodziło na szczęście świetlicy. (AB)

SPONSORZY to ludzie i instytucje, bez których, co trzeba jasno i dobitnie wypowiedzieć, świetlica nie mogłaby funkcjonować. To również nasi Parafianie, pojedyncze osoby wspierające nas poprzez datki, regularnie wrzucane do skarbony. (MK)

Patronką świetlicy jest święta TERESA od Dzieciątka Jezus. Arek na początku chciał ująć to bardziej po luzacku i myślał, aby świetlica była u Bodzia (chodziło o Sługę Bożego Bogdana Jańskiego). Mnie to nawet jakoś pasowało, ale zaprotestował wtedy Roman, któremu wydawało się to niesmaczne, żeby z Bogdana robić Bodzia. I tak jakoś padło na świętą Teresę. (AB)

Na ojca TOMASZA świetlica spadła nieco znienacka. To przede wszystkim duszpasterz młodzieży. A nagle okazało się, że ma zostać opiekunem świetlicy. Mam wrażenie, że z dotychczasowych trzech opiekunów świetlicy jest najbardziej zorganizowany. (AB)

No i „W” jak Wojtek Walczak, jak pan WOJCIECH Walczak. Zawsze z nami współpracował. Miał do nas zaufanie, wysyłał do świetlicy swoich podopiecznych z Domu Dziecka, użyczał nam sali gimnastycznej, a my niejednokrotnie jego dzieciaki zabieraliśmy na kolonie. Wielki przyjaciel naszej zakonnej wspólnoty. (AK)

„W” jak WOLOTARIUSZE to kategoria, którą lepiej opisać jako zbiór, od A do Z. Fenomenem jest fakt, że świetlica od zawsze opiera się na ludziach, którzy mają ochotę i możliwości ofiarować coś od siebie, zawsze bez wynagrodzenia. Trzy Agnieszki, cztery Moniki, cztery Aleksandry, Ewa, Jola, dwie Iwony, dwie Doroty, Marta, dwie Magdy, dwie Natalie, Martyna, Ela, Bożena, Sylwia, Ula, Agata, Justyna, Emilia, Olimpia, Hania, Szymon, Maciej, dwóch Łukaszów, Marek, Bartek, Marcin, Dawid, Tomek, kilka wymienionych już wyżej osób oraz jeszcze kilkanaście innych osób, obecnych przez różne okresy czasu – każdy przyłożył swoją dłoń, przekazał czas i talenty. Dzięki Wam za to! (MK)

Wolontariusze to wspaniali ludzie, którzy bezinteresownie poświęcają swój wolny czas i talenty dla dzieci na świetlicy. Przygotowują posiłki, organizują zabawy, sprzątają, czuwają nad bezpieczeństwem dzieci. Pomagają rozwiązywać szkolne zadania, a niejednokrotnie i życiowe problemy dzieciaków. (SH)

Na koniec „Z” jak ZMIANA. Można spoglądać na świetlicę jako twór nieidealny, bo takim jest w rzeczywistości. Można się wściekać na to, że wolontariusze nie dają z siebie wszystkiego, a dzieci nie zawsze zachowują się tak, jak byśmy tego chcieli, potocznie „są niegrzeczne”. Spójrz, proszę, drogi Czytelniku, przez moje okulary. Widzę w nich, że to miejsce już od 10 lat przemienia rzeczywistość na nieco lepszą, łatwiejszą do zaakceptowania. To miejsce, które zmienia też człowieka – małego i dużego. Pewnie tej zmiany jeszcze dziś w wielu przypadkach nie widzimy, ale wierzę w to, że nasi dzisiejsi podopieczni za bliżej nieokreślony czas będą żywić przekonania, że ludzie, tak w ogólnym sensie, są dobrzy, że warto być miłym dla innych, że chrześcijanie są radośni, że człowiek sam w sobie jest wartością i jeśli tylko chce, może wiele osiągnąć, że nasza czasem nieprzyjemna przeszłość nie musi powodować, że taka będzie też nasza przyszłość, i że istnieje Bóg, który chce naszego dobra i zawsze na nas czeka. Taka zmiana nie dotyka tylko dzieci, ale również nas – dorosłych, którzy w jakiejś mierze współdzielimy z nimi tę rzeczywistość. (MK) |


2016-03-21 JJZ z 13 marca już w sieci

opublikowane: 21 mar 2016, 13:16 przez Leszek Zygmunt

Trwają prace nad świątecznym numerem JJZ. Jeszcze tylko 6 dni, a w zasadzie 5, jeśli Liturgii Wigilii Paschalnej skończy się przed północą :)
Tymczasem udostępniamy elektroniczną wersję numeru 295-05.

2016-01-16 pierwszy numer JJZ z 2016 on-line

opublikowane: 16 sty 2016, 14:23 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 16 sty 2016, 14:24 ]

Uprzejmie informujemy, że ostatnie numery JJZ z roku 2015 a także pierwszy z roku 2016 dostępne są już do pobrania.

2015-11-29 zaległe numery dostępne w Internecie

opublikowane: 29 lis 2015, 11:29 przez Leszek Zygmunt

Od połowy czerwca nie aktualizowaliśmy naszej strony. Dziś to nadrobiliśmy. W dziale Rocznik 2015 udostępniamy zaległe numery JJZ.
W tym roku kalendarzowym ukażą się jeszcze dwa numery: 6 grudnia i świąteczny 24 grudnia

2015-06-09 kolejny numer - prapremiera

opublikowane: 9 cze 2015, 12:42 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 9 cze 2015, 12:45 ]

Kolejny numer JJZ (tak, to już 281 kolejny a 12 w roku 2015) drukiem ukaże się dopiero za 5 dni, a dla naszych internetowych czytelników - już teraz w kolorze! Zapraszamy do lektury.
Gazeta dostępna w dziale: Rocznik 2015.

2013-10-27 nowy numer i zmiany...

opublikowane: 27 paź 2013, 15:16 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 27 paź 2013, 15:19 przez Redakcja JotJotZet ]

Z przyjemnością informujemy, iż opublikowany został ostatni numer JJZ (2013-10-20 numer 244-16). Jednocześnie chcemy poinformować, iż ze względu na zmiany wprowadzone na stronie issuu.com (gdzie publikowane są kolorowe elektroniczne wersje JJZ) jesteśmy zmuszeni zmienić formę udostępniania elektronicznej wersji JJZ. Wcześnie na naszej stronie www były umieszczane aplety prezentujące numery JJZ w ramach danego rocznika. Obecnie w poszczególnych latach przedstawiamy linki do dokumentów zawierających poszczególne numery JJZ.

Ocalamy Wildę od zapomnienia - na fotografiach. Ogłaszamy Pospolite ruszenie fotograficzne

opublikowane: 26 maj 2013, 13:34 przez Redakcja JotJotZet

Zachęcamy wszystkich obecnych i byłych mieszkańców naszej dzielnicy do wspólnego zbierania fotografii obrazujących Wildę i życie mieszkańców w latach 1945-1989. Powstanie z nich wystawa fotograficzna.

Zapraszamy do wspólnej akcji zbierania fotografii z tego okresu, interesują nas WSZYSTKIE zdjęcia prezentujące wygląd ulic, architekturę, miejskie i parafialne uroczystości, życie codzienne, rodzinne, wydarzenia społeczne czy kulturalne na ulicach Wildy.

Zobacz więcej szczegółów na stronie Wpisani.info lub pobierz poniższa ulotkę informacyjną

Wystawa fotograficzna "Przedwojenna Wilda" w naszym kościele

opublikowane: 17 gru 2012, 13:12 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 gru 2012, 13:13 ]

Jak wyglądała Wilda z lotu ptaka w latach 20. minionego roku albo  klasy szkolne przed wojną na poznańskiej Wildzie? Takie między innymi fotografie zaprezentowane zostaną na wystawie fotograficznej pt. „Przedwojenna Wilda”, pierwszej tego typu w naszym mieście.

W piątek, 21 grudnia zapraszamy na wernisaż w kościele pw. Zmartwychwstania Pańskiego na Wildzie (przy ul. Dąbrówki 4). Po Mszy św. wieczornej (ok. 19.15) zostanie otwarta wystawa zorganizowana przez parafię we współpracy z dr Magdaleną Mrugalską-Banaszak, na co dzień kierownikiem Muzeum Historii Miasta Poznania w Ratuszu.

Wystawa, która stanie we wnętrzu świątyni, obejmie ok. 80 fotografii sprzed wojny, ukazujących dawną Wildę – jej zabudowę, życie jej mieszkańców, a nawet anonse reklamowe punktów handlowych i usługowych sprzed wojny. Jest to częściowo materiał przygotowywany przez autorkę do albumu „Przedwojenna Wilda. Najpiękniejsze fotografie”, który przed rokiem ukazał się nakładem warszawskiego Wydawnictwa RM. Zobaczymy też liczne, dotąd niepokazywane ujęcia dawnej Wildy.

Wernisaż będzie okazją do nabycia dwóch publikacji poświęconych Wildzie – wspomnianego albumu (w promocyjnej cenie) oraz książki wydanej przez parafię przed czterema laty z okazji 85-lecia parafii księży zmartwychwstańców na Wildzie „Wpisani w Zmartwychwstanie”, przedstawiającej historię dzielnicy i tej wspólnoty parafialnej. Polecamy obie książki na prezent dla wszystkich zainteresowanych historią Wildy i miłośników starej fotografii.

Po obejrzeniu zdjęć w kościele zapraszamy wszystkich na spotkanie z autorką w Sali portretowej.

1-10 of 74