ZIEMIA LUBIŃSKA miejsca, ludzie, osobliwości i tajemnice (część I) - nowa książka Henryka Rusewicza jest już do nabycia.


W pierwszy tom tej niezwykle interesującej pozycji można się zaopatrzyć w księgarni przy ulicy Kamiennej (tuż przy Skwerze Mistrzów). Tam też można nabyć książkę "Zabytki architektury Lubina".

Można też nabyć obie książki drogą internetową kierując zamówienia na adres: ksiegarnia.tokarz@gmail.com





Fragmenty książki "ZIEMIA LUBIŃSKA".

Po odparciu jednego z kolejnych szturmów położył się na dziedzińcu, by chwilę odpocząć przed złożeniem ofiary swoim bóstwom. Tam dojrzał go jeden z oblegających. Podczas gdy Hinc układał ofiarny stos, podkradł się pod palisadę i niepostrzeżenie przemknął przez niedomknięte wrota. Nim zaskoczony Hinc zdążył się osłonić, grot wypuszczonej z bliska strzały śmiertelnie ugodził go w pierś. W taki oto sposób zginął ostatni zatwardziały poganin.


Był jakiś niespokojny i podekscytowany. Gersdorff aktywował zapalnik bomby, która teraz mogła eksplodować w każdej chwili. Znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie Hitlera, który nagle zrobił zwrot i zdenerwowany, jakby kierowany przeczuciem o grożącym mu niebezpieczeństwie, opuścił budynek. Zdesperowany pułkownik pośpiesznie udał się do toalety, gdzie niemal w ostatniej chwili rozbroił śmiercionośny ładunek.


W końcu znużony monotonną jazdą kupiec usnął. Tymczasem spragnione zwierzęta zboczyły z traktu w stronę pobliskiego jeziorka. Gdy dotarły nad jego brzeg poczęły łapczywie gasić pragnienie, nie zważając, że nadmiernie obciążony wóz zaczął się staczać do wody. Nagły, przeraźliwy krzyk puchacza, w ostatniej niemal chwili obudził woźnicę. Ledwie zdążył zeskoczyć ze staczającego się wozu, który w kilka chwil pogrążył się wraz z nieszczęsnymi wołami w ciemnej topieli.


Na plac przyszłej budowy zwieziono stosy drewna. Nazajutrz z wielkim zdziwieniem stwierdzono, że na wzgórzu nic nie ma, a drewno znajduje się na sąsiednim, nieco niższym pagórku, poukładane w jak najlepszym porządku. Całe to zajście poczytano za jakiś głupi kawał i budulec przetransportowano z powrotem na wybrane uprzednio wzniesienie. Następnego ranka historia się powtórzyła. Rozgniewany włodarz polecił ponownie przenieść drewno na poprzednie miejsce, a na noc nakazał wystawić strażników, którzy mieli schwytać nieznanych dowcipnisiów. Na nic niestety zdały się te wszystkie zabiegi. W nocy pilnujących zmorzył nagły, głęboki sen, a rankiem okazało się, że cały materiał znowuż leży pięknie poukładany na sąsiednim pagórku.


W czasie przeprawy przez rzekę, pękła oś w nadmiernie obciążonym wozie
i cały cenny ładunek zaczął pogrążać się w zimnej toni. Na nic zdał się wysiłek zrozpaczonych żołnierzy i opór zmęczonych koni – głębiny pochłonęły skarb na zawsze. Mówią starzy ludzie, że tylko raz udało się pewnemu rybakowi z pobliskiego Zaborowa, żerdzią namacać skrzynię ze skarbem. Pobiegł do wsi po sąsiadów, aby pomogli w wydobyciu skrzyni, ale kiedy wrócił z pomocą nie potrafił już wskazać miejsca, w którym natrafił na skarb.