Zdjęcie wraz z opisem udostępniła Pani Renata Zastawny

Zdjęcie zrobione w dniu 31.08.1929 r. przed Kościołem w Łososinie Górnej. Jest to ślub Katarzyny Zelek córki Jana Zelek ( wnuczki stolarza Jana Zelka, który kierował pracami remontowymi kościoła w latach 1873 - 1882 ) i Anny z domu Stryczek oraz Jana Wiejaka z Krakowa. Ślubu udzielał ks. Józef Wiejak. Na zdjęciu, od lewej w pierwszym rzędzie : Apolonia Zelek ( siostra Pani Młodej ), obok druga siostra i ich mama, Anna Zelek z domu Stryczek, Państwo Młodzi Katarzyna Zelek i Jan Wiejak, kolejna siostra, Jan Łącki ( mąż Marii Zelek jednej z sióstr ). Od lewej w drugim rzędzie : Stanisław Zelek brat Pani Młodej, za Państwem Młodym wysoki mężczyzna to Ignacy Zelek lub Józef Zelek ( drugi brat Pani Młodej ).


Zapraszamy do obejrzenia poniższych zdjęć archiwalnych. Są one opatrzone bogatym komentarzem autorstwa naszego rodaka Władysława Rysia, który pochodzi z Koszar i mieszka obecnie w Tarnowie. Zdjęcia pochodzą z kolekcji ks. Michała Nowaka, który był przed wojną wikarym w Łososinie Górnej. Udostępniła nam je Pani Jadwiga - wnuczka brata tegoż księdza. Do rozpoznania wielu osób na fotografiach w znacznym stopniu przyczyniła się siostra Pana Władysława Pani Barbara Dębska z Koszar, która odwiedzała naszych seniorów i zbierała informacje. Im też dziękujemy kierując wyrazy wdzięczności na ręce Pani Surmowej z Zarębek.      

Zachęcamy do podróży w czasie. Niejednej osobie zadrży serce gdy ujrzy swoich rodziców, dziadków i krewnych.

Jeżeli ktoś z Państwa rozpozna osoby jeszcze niezidentyfikowane albo ma uwagi, co do poprawności ich danych personalnych prosimy o kontakt.

Adres: janusz.guzik.limanowa@gmail.com


Aby zobaczyć opis zdjęć kliknij poniższe okno.

Ostatnio dodane













Rozmowa z ks. Władysławem Bulandą,
naszym rodakiem, który w tym roku obchodzi 
70-tą rocznicę święceń kapłańskich

Część I



Część II





Wspomnienie lat dziecięcych
Władysława Rysia


Fotografia


Tato wrócił z wojny. Poprzeszywany nieco mundur usiłowała mama przefarbować na czarny kolor, ale nienajlepiej jej to wyszło. Parciany tornister i owijacze dostały się Jaśkowi, który używał ich głównie zimą. Nosił w tornistrze dwa zeszyty, ster, liczydło zrobione z żołędzi i ceratowy piórnik, który mu przysłał brat z niewoli. W oryginalnym, wojskowym kolorze pozostał jeszcze podhalański kapelusz. Nosił go ojciec w upalne żniwa czy przy sianokosach. Utkany był tak solidnie, że czasem przynosiłem w nim wody ze źródełka na Porębach. Pijąc, wychwalał walory wody życia, resztę wlewał do kóski na osełkę, którą nosił przy pasku.

Inaczej potoczyły się losy stryjka Julka. Dostał się do niewoli niemieckiej. Przysyłał listy, czasem zdjęcie. Na klapie marynarki miał barwny trójkąt z literą „P”. Wszystkie listy zaczynały się Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, zapamiętałem też zakończenie jednego z nich:
Jam jest Polak, a nie świnia, Ryś Julian, Westfalia. Można się domyśleć, jak traktowała go bauerka, której męża wysłano na wschodni front.

Przychodziły też listy od ciotki Marii, która jeszcze żyje w Kanadzie. Wtedy służyła u wdowy na Śląsku Cieszyńskim, w miejscowości Próchna. W gospodarstwie nie było żadnego mężczyzny i na Marii spoczywały wszystkie obowiązki gospodarskie. Pracowała ciężko, ale mogła się najeść do syta, czego rodzinny dom nie mógł jej zapewnić. Wypytywała w każdym liście o słabawych na nogach braci, o najmłodszego swego braciszka Jaśka i o mnie.

Jasiek zabierał mnie, pędząc potokiem krowy na leśne placyny. Pokazywał wiewiórki i ptaki, nory lisa, gniazda wron i niebieskie piórka sójki, zjedzonej przez jastrzębia. Robił „pierdawki” z wierzbowej kory, z żytniego źdźbła, czy rurkowatej łodyżki mniszka. Z drewienek potrafił wystrugać śmigło do wiatraczka albo pióra młynka wodnego, który się kręcił w potoku. Czasu na bawienie się ze mną miał niewiele, latem musiał pracować w polu z moimi rodzicami, poganiać krowy, zimą nosił sieczkę i chodził do szkoły, oczywiście.


Zainteresowanie nami cioci i stryja i, zapewne, tęsknota za rodzinnym domem sprawiły, że rodzice wzięli nas obu do zakładu fotograficznego pani Janowskiej w Sowlinach. Fotografie powędrowały na Śląsk do Marii do stryka Julka w Westfalii. Zdjęcie to jest jedynym dowodem, jak obaj z Jaśkiem prezentowaliśmy się w tym czasie. Jest to również dokument okupacyjnej biedy, jaka panowała na limanowskiej wsi. Wystarczy uważnie obejrzeć ubranka, choćby Władusiowe pończoszki na kolanach.



http://www.amarylis.fora.pl/viewimage.php?i=37


Tarnów, 6 lutego 2012 roku.
      
 

















 
 
Na niniejszej stronie publikujemy zdjęcia oraz opracowania dotyczące
historii naszej małej
ojczyzny, jak również inne ciekawostki jej dotyczące.

Zachęcamy wszystkich, którzy są w posiadaniu podobnych materiałów
do podzielenia
s
ię nimi. 





FOTOGRAFIE UDOSTĘPNILI: 
Państwo 
Jadwiga i Czesław Koza
Dyrekcja Szkoły
Pan Ludwik Załubski
Pani Józefa Matras
Pan Jan Dudek
Pan Marek Konieczny
Pani Zofia Biernat
Pan Stanisław Golonka
Spółdzielnia Mleczarska
Pani Rozalia Piestrzyńska
Pani Maria Dudczyk
Państwo
Anna i Józef Kosiarscy
Pani Bronisława Sułkowska
Władysław Ryś
Barbara Dębska
 
Dziękujemy!