nowości‎ > ‎

Zawsze żyłam pełną parą

opublikowane: 6 kwi 2010, 02:48 przez Cezary Rogowski   [ zaktualizowane 23 kwi 2010, 02:41 ]

Kim jestem, doszło do mnie dopiero w chwili, kiedy przez przypadek w autobusie usłyszałam o sobie wrak człowieka. Zabolało. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam żywego trupa.
Zawsze żyłam pełną parą. Nawet z narkotykami musiałam być najlepsza, to jest najtwardsza, najsilniejsza, będąca na szczycie narkomańskiej hierarchii. W haszysz bawiłam się krótko, szybko przestał mi wystarczać. Nie chce za bardzo wnikać w moja drogę na dno, po drodze do najgorszego przetestowałam chyba wszystkie środki nasenne i pobudzające, LSD i inne badziewia. Ale mi było zawsze mało. Pierwszy raz władowałam sobie mając 16 lat. Heroina dawała mi wreszcie poczucie wolności. Dawała mi chwilę, w której cały życiowy syf znikał. Wszystko się urywało, nie było żadnych problemów.Byłam tylko ja i moja głowa. Myśli, wyobrażenia, które były autentycznie piękne. Przez kilka godzin pierwszy raz w życiu byłam autentycznie szczęśliwa. Nie myślałam co się ze mną dzieje. Nie zwracałam uwagi już na nic i na nikogo. Nie pytajcie też, skąd brałam pieniądze na kolejną działkę. Niedawno obliczyłam, ze miesięcznie w porywach wydawałam ok 1500 zł. Czyli jak 3 osobowa rodzina. Nie chciałam się leczyć. Nic już nie chciałam. Przeszłam kilka razy żółtaczkę, nie mówiąc już o zapaleniach żył i wątroby. Powoli cały organizm odmawiał mi posłuszeństwa. Ale mi nie zależało. Matka, ktora na początku stawała na głowie żeby mi pomoc przestała już wierzyć. Zrobiłam domowy odwyk. Prosiłam ją o zamykanie mnie w pokoju na klucz. Nie podziałało. Zawsze w przeciągu tygodnia znowu byłam w ciągu. Potem mieszkałam chyba u każdej osoby u nas w rodzinie w najgorszych zadupiach Polski. Nigdzie nie miałam problemu ze zdobyciem prochów. Aż do momentu, gdy usłyszałam, że jestem wrakiem. Podobno narkoman musi znaleźć się na dnie, żeby zacząć się leczyć. Dla mnie dnem było bycie chodzącym trupem. Zrozumiałam, ze dalej tak nie pociągnę, organizm odmawiał już posłuszeństwa. Byłam trzy razy w ośrodkach zamkniętych, raz w psychiatryku. Zawsze uciekałam. Z tym, że od ostatniego odwyku jestem czysta już prawie pół roku. Matka jest ze mnie dumna, wróciłam przecież do szkoły, żyje jak każda osiemnastolatka. Ale przeszłości się nie wymaże. Życie znowu boli i wszystko zaczyna się od nowa. Nie przyznam się matce, ze znowu jest zle. To by ją zabiło. Ja też już jestem coraz słabsza. Widzicie może jeszcze jakieś wyjście z sytuacji?

Comments