Przychodzi czas posumowań i wspomnień

O mnie
Myśli się kłebią w mojej głowie, nie wiem od czego zacząć, układam plan i ciągle zmieniam, w końcu zaczęłam pisać. 

Co wyjdzie, to będzie.

Przeżyłam już większą część mojego życia i jestem na etapie, że myślami i uczuciami wracam wstecz do dawnego, mojego świata.
Skończyłam szkołę średnią, pracowałam w dwóch firmach, wyszłam za mąż, urodziłam syna, przeszłam na emerytuę, pochowałam najbliższe mi osoby męża i mamę.
To są moje kroki milowe wokół których mijały dni. Moje obowiązki spełniałam, jak najlepiej umiałam a moja dusza czasami była zupełnie gdzie indziej.

Szkołę ukończyłam techniczną, a w głębi byłam humanistką. Lubiłam film, teatr, poezję, malarstwo, historię, literaturę......
W szkole należałam do kółka teatralnego. Przygotowywaliśmy akademie ku czci różnych rocznic na któych recytowaliśmy wiersze właściwych dla tamtego okresu poetów Majakowskiego, Broniewskiego.
Wykonywaliśmy skecze, śpiwaliśmy pieśni i piosenki, tańczyliśmy ludowe tańce.
Pierwszą osobą prowadzącą była pani Grażyna Zahajkiewicz, aktorka Wrocławskiego Teatru Lalek, później dołączyła do nas pani Halina Litwiniec, uczyła w naszej szkole języka Polskiego a prywatnie była aktorką Teatru Kalambur.
Przygotowała z nami kilka wieczorów poetyckich. Najbardziej zapamiętałam wieczór poświęcony Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu i do tej pory jestem zauroczona jego poezją, jego żoną Natalią....
Kolejna moja fascynacja z tamtych lat, to Maria Pawlikowska Jasnorzewska, czytałam ciągle jej wiersze, potem o jej życiu, jej rodzinie, dziadku, Juliuszu Kossaku, ojcu, Wojciechu Kossaku, siostrze, Magdalenie Samozwaniec, Zofii Kossak Szczuckiej.
Uwielbiałam wchodzić w świat, który już jest daleko za nami, w życie artystów, malarzy, poetów, aktorów......
Teraz ogromne możliwości daje Inetrnet, kiedyś szukałam książek, a nie zawsze było to możliwe i łatwe.
Miałam wspaniałą nauczycielkę histori architektury, panią arch. Teresę Pełech. 
Ona nauczyła mnie patrzenia na zabytki architektury, rozróżniać style, wtedy obudziło się we mnie marzenie, żeby podróżwać i zobaczyć na własne oczy katedry, pałace, zamki, piramidy, Akropol.........ale nie wierzyłam w spełnienie tego marzenia.
Powiedziała, kiedyś do mnie, że nie ma w domu nic, oprócz kilku podstawowych mebli, bo wszystkie pieniądze przeznacza na podróże, zazdrościłam jej.
Bardzo lubiłam telewizyjną audycję "Pórkiem i Węglem" w której prof. Wiktor Zin przepięknie opowiadał, rysując o historii architektury polskiej. Kupiłam cykl jego książek.

Skończyłam szkołę, zdałam maturę i chciałam pracować zgodnie z tym, co mi w duszy gra". 
Szukałam pracy w ośrodkach kulturalnych, niestety nie miałam kwalifikacji.
Zaczęłam pracować w Miastoprojekcie. W między czasie otworzono we Wrocławiu filię Krakowskiej Szkoły Teatralnej.
Ogłoszono nabór przez egzamin wstępny, przygotowana przez aktorkę, Grażynkę Zahajkiewicz, poszłam na egzamin, zdałam, ale zabrakło 2 punktów, żeby zostać przyjętą. Teraz z perspektywy lat doświadczeń i wiedzy, wiem, że byłam strasznie naiwna i bez wyobraźni, nie powiem dlaczego......

Zostałam w Miastoprojekcie, pracowało tam dużo wspaniałych ludzi. Poznałam wiele osób liczących sie dla m. Wrocławia, ludzi, którzy budowali zrujnowane wojną nasze miasto. Przytaczam artykuł, który mówi o warunkach w jakich pracowali architekci tamtych lat
Wspomnę prof. arch. Ryszarda Natusiewicza, był bardzo kulturalny, przyjazny, mądry. Podróżował, przywoził z podróży mnóstwo rysunków. 
Jego pasją było rysowanie na kartkach brystolu licznych szkiców architektury zabytkowej i współczesnej, podziwiałam go. 
Mam jego małe książeczki z dedykacją.
Brałam czynny udział w organizowanym przez biuro, wszelkiego rodzaju wypoczynku dla pracowników.
Chodziłam na basen do Zakładów Kąpielowych przy pl. Teatralnym (nauczyłam się pływać)
Zapisywałam się prawie na wszystkie rajdy: Rajd Biur Projektowych, Rajd Budowlanych, Rajd Sudecka Wiosna.
Zbierałam punkty na Górską Odznakę Turystyczną PTTK.
Mieliśmy w biurze kilku pasjonatów chodzenia po górach i w każdą niedzielę, (soboty były pracujące) był zorganizowany wyjazd w góry.
W okresie zimowym były organizowane obozy narciarskie w Szklarskiej Porębie, odważyłam się na naukę jazdy na nartach, ale mimo odbycia kilku kursów i jeżdżenia na tzw. "Express-Narty" w niedzielę, nie mogę powiedzieć, że umiem jeździć na nartach, niestety.

W 1979 r. wyszłam za mąż. Nasze małżeństwo trwało tylko 27 lat. Pokochałam człowieka, który miał zupełnie inne upodobania niż ja. Nie lubił chodzić po górach, nie znosił zimy, dlatego nie interesowały go wyjazdy na narty. Nie znosił zimnej wody, dlatego nie kąpał się w jeziorze i morzu (siedział przy wydmach, jak najdalej od morza). W kinie na filmach, które ja wybierałam, spał i nie mógł się doczekać końca filmu, a mimo to byliśmy bardzo szczęśliwi i zakochani. Nauczyłam się tolerancji, kompromisu.

W 1986 r. urodziłam syna. Świat przewrócił się dla mnie do góry nogami. Wszystko przestało być ważne, tylko to maleństwo było najważniejsze. Zaczęłam się bać, żeby nic mi się nie stało, bo co wówczas stanie się z moim dzieckiem. Odkryłam, że prawdziwą miłość i strach poznałam, jak zostałam matką. W tej chwili syn jest dorosły i już się o siebie nie boję.


Podróże kształcą i są ogromną przyjemnością


Podróże w latach 70-tych były obwarowane ogromnymi trudnościami. Były dla mnie czymś, co nie może się spełnić, a jednak byłam na kilku wyjazdach zagranicznych:

  1. Wyjazd do Związku Radzieckiego "Pociągiem Przyjaźni" do Kijowa, Odessy i Moskwy
  1. Wakacyjny wyjazd do Bułgarii nad Morze Czarne i Budapesztu
  1. Czterodniowa wycieczka do Berlina Wschodniego i okolic
Wszystkie mile wspominam z każdej mam pamiątki i wspomnienia o których kiedyś napiszę
Potem przez lata nie wyjeżdzałam po za granice Polski.
C.D.N 

Comments