01 Przygotowania

UWAGA: wszystko, co zostało tu opisane doprawione jest niezłą dawką dowcipu. Po odejściu od monitora reklamacje nie będą uwzględniane.


Było tak:

W drugiej połowie grudnia 2013 roku w mieszkaniu dyrektora naszego chóru zadzwonił telefon. Niby nic takiego, a jednak ..... O telefoniczną audiencję poprosił pan dr Tomasz Glanc, mieszkający w Niemczech organista, dyrygent i kompozytor. Spytał krótko: "Czy Twój zespół włączyłby się w koncertowe i liturgiczne wykonanie "Missa Jubilate" w kilku miejscowościach Polski na początku maja 2014 roku? Udział w tym przedsięwzięciu weźmie Chór "Benedictus" Polskiej Misji Katolickiej w Wuppertalu, być może jeszcze jakiś jeden czy drugi zespół wokalny, orkiestra symfoniczna (która, to do ustalenia jeszcze), soliści Opery Kolońskiej i recytator". 

Hmmm, skoro kolega kompozytor pyta, to znaczy że należy najpierw obejrzeć nuty i zobaczyć (a także domyśleć się) co za tymi nutami tak naprawdę się kryje. Sam tytuł "Msza Jubileuszowa" z pewnością nie zdradzał wszystkiego. Rozmowa skończyła się więc standardowymi na tę porę roku życzeniami świątecznymi i - jak to często można wyczytać w komunikatach PAP, TASS, Pałacu Buckingham, TVN 24, Radia Erewań, różnych rzeczników prasowych - wolą podtrzymania dialogu w przyszłości. Tako też i się stało.

Niebawem Poczta Polska dostarczyła do mieszkania dyrektora żądaną partyturę i nagranie CD rzeczonej "Missa Jubilate". Dobrze Państwo czytają - przesyłka dotarła do mieszkania a nie (jak to jest w najnowszym zwyczaju wprowadzanym przez rząd PO) do najbliższego kiosku z prasą lub warzywniaka. Nawiasem mówiąc, tytuł dzieła nieco zaskakuje filologów klasycznych, ale niech tam! 

Pierwsze, pobieżne oględziny 54-stronicowej partytury skończyły się mniej więcej na szóstej stronie. Cóż, niekiedy nasz dyrektor wykazuje się niezrozumiałym brakiem cierpliwości .... Płyta CD powędrowała do prywatnego samochodu dyrygenta, by w trakcie podróży umilić sobie czas spędzony za kierownicą. Nie wiadomo tylko z jakich dokładnie powodów to nagranie nie mogło być odtwarzane w mieszkaniu - w końcu patrząc na nuty i słuchając muzyki miałby całościowy obraz utworu. Okazało się później, że dyrygentowi wystarczyło te sześć stron. Słuchać już nie miał potrzeby czy ochoty :) :) :)

Ale, w każdej, nawet dramatycznej sytuacji szukajmy pozytywnych stron (znane hasło obecnej ekipy rządzącej: "Polacy, nic się nie stało...")! Zgodnie z nim, po świętach szef otworzył partyturę i przejrzał ją do końca. Utwór zbudowany z kilku części mocno nietypowo dawkował napięcie. Mistrz grozy, A. Hitchcock  długo prowadzi akcję, starannie dawkując napięcie a kulminacja strachu wypada na ogół pod koniec utworu. No, ale Hitchcock to klasyk. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z równie klasycznym postawieniem sprawy na głowie: Utwór rozpoczynał się (chodzi o partie wokalne) właśnie akordami największej grozy i łagodniał w miarę upływu czasu. Zachodziliśmy w głowę, czy czasem nie trzeba będzie tej mszy śpiewać poczynając od końca ... Zakłądaliśmy wielce prawdopodobnie, że w takiej sytuacji co bardziej lękliwi mogliby nawiać z kościoła już na początku utworu, spodziewając się niekontrolowanego wzrostu emocji. Tymczasem kompozytor, nasz dobry znajomy, skonstruował partyturę jakby w porozumieniu z prezydentem Władymirem Putinem, realizując jego - i przez to modną ostatnio - zasadę deeskalacji napięcia (muzycznego). Ufff ....

Po tej dogłębnej analizie dyrektor ocenił że 4 miesiące, które zostały do wykonania utworu co prawda starczą, ale tak - ledwie, ledwie. Dla pewności, na pierwszych zajęciach po Bożym Narodzeniu 2013 przedstawił chórzystom propozycję zaśpiewania, lojalnie ostrzegając o możliwości rozstroju nerwowego (niczym na pudełku po papierosach: "Minister zdrowia ostrzega..."). Rozpalił jednak do czerwoności ciekawość naszych chórzystów, mówiąc, iż "Missa Jubilate" wygląda lepiej niż "Oratorium Tomaszowe" z którym zmagaliśmy się w 2009 roku. I jeśli podołamy zadaniu czeka nas, jak mówi święty Paweł, niewiędnący wieniec chwały.

Niektórzy z nas wiedzieli oczywiście z czym kojarzyć nazwisko kompozytora - kilkanaście tygodni potu, łez, krwi i złorzeczeń. Ale na końcu musi być triumf, bo tak było zawsze! Wyniki głosowania jawnego okazały się jednoznaczne - wszyscy zgodzili się włożyć więcej wysiłku, czasu i zdrowia po to, by przygotować ten utwór do wykonania z orkiestrą i chórem "Benedictus" z Niemiec. Co to znaczy zamiłowanie do hazardu!

Ostatecznie postanowiono że Chór Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Toruniu włączy się w projekt pt.


Missa Jubilate


 1 maja - bazylika katedralna Gniezno

2 maja - bazylika mniejsza Nowe Miasto Lubawskie

3 maja - bazylika katedralna Toruń

4 maja - bazylika katedralna Poznań

 


przygotowany z okazji

kanonizacji Jana Pawła II 

223. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja

Święta Flagi  

Święta Polonii

10. rocznicy wstąpienia Polski w struktury UE 

 

Ile trudu, ile cierpień i wyrzeczeń miało nas to kosztować, jeszcze nie przeczuwaliśmy. Dyrektor tajemniczo rozpoczął próby w dziwnej kolejności: Najpierw Gloria, później Sanctus, następnie Agnus Dei, Credo i na końcu Kyrie. Nas niewiele już zdziwi, więc i tę nietypową kolejność przyjęliśmy jako normalny tok zajęć :)

Dobrze, że taki scenariusz zasugerował sam kompozytor! Gdyby dyrygent zaczął był naukę utworu w kolejności wskazanej na partyturze, mogłoby to skończyć się lokalnym majdanem. Można wyobrazić sobie barykadę ze stosu palących się opon przed wejściem do naszej sali chórowej  ... pardon, to znaczy oczywiście nie opon, tylko partytur "Missa Jubilate" ... okropność! Taktyczna zagrywka dyrektora uchroniła nas przed takim scenariuszem. Jeszcze by nam przysłali jakichś obserwatorów z OBWE ....
Początkowo miały do nas dołączyć jeszcze dwa lokalne chóry, jednak po zapoznaniu się z partyturą (i też nie wiadomo, czy do końca) ogarnięte już to nabożnym lękiem, już to perspektywą krótkiego czasu przygotowań, już to zapowiedzią piekła ognistego w przypadku spaskudzenia wykonania, zrezygnowały. 

Cóż, zostaliśmy na placu boju razem z "Benedictusem" z Niemiec. Ale w końcu rok 1939 dawno minął, teraz jesteśmy w NATO, więc udowodnimy, że nie będziemy ginąć za Wuppertal (ani za Bydgoszcz, ani za Kijów, rzecz jasna). Do współpracy zaprosiliśmy jeszcze dosłownie trzy osoby  z zaprzyjaźnionych zespołów. Ale wuppertalczycy także przybyli z chórzystami zaciężnymi. Wydaje się, że przyjechali na ekumeniczne przeszpiegi, celem zainstalowania wiekszej liczby filii protestanckich w Polsce (V kolumna?).