Różne artykuły i materiały o czapce studenckiej

Geneza czapki studenckiej na Uniwersytecie Warszawskim:

Dowodem, jak różnorodnymi sprawami musiała się zajmować wtedy "Bratnia Pomoc" i jaką rolę odgrywała w życiu akademickim na uniwersytecie, była sprawa czapek. Już w parę dni po rozpoczęciu urzędowania zaczęli się do nas zwracać poszczególni koledzy z kwestią wprowadzenia na naszej uczelni jakichś odznak, a zwłaszcza czapek, aby można było na zewnątrz zadokumentować istnienie uniwersytetu i młodzieży akademickiej w Warszawie.(...) 
Miałem się tym zająć z kolegą Mullerem jako wiceprezesem. Poszliśmy dla porządku do rektora, który naszą myśl pochwalił, a potem na najpoważniejszą konferencję, w celu obmyślenia modelu, do firmy „Tuczyn” na ulicy Podwale. W owym czasie firma „Tuczyn” była najstarszym i największym producentem wszelkiego rodzaju czapek i kapeluszy. Przyjęto nas serdecznie i po omówieniu całej sprawy ustaliliśmy, że nam przygotują parę wzorów, a my wybierzemy odpowiedni model. 
Po paru dniach przynieśliśmy na zebranie zarządu, bo cały in gremio miał o tym zadecydować, cztery czy pięć różnych modeli. Maciejówki uznaliśmy za zbyt mało oryginalne i wybór padł na wiśniową konfederatkę z białym otokiem, fason taki, jaki obecnie jeszcze jest noszony, tylko w innym kolorze. Gdyśmy poszli do „Turczyna” z wybranym modelem i odpisem protokołu, że został zatwierdzony jako czapka akademicka, zaczęto robić kalkulację dla oznaczenia ceny. Gdy nas zapytali, ile takich czapek trzeba będzie wykonać, a my podaliśmy liczbę najmniej około 300 do 500 sztuk a może i więcej, bardzo się tym zafrasowali, gdyż wiśniowego sukna mieli w zapasie najwyżej na kilkadziesiąt sztuk, a o sprowadzeniu nowego nie było mowy. Zaproponowali nam więc zmianę kolorów: czapkę białą z wiśniowym otokiem. Co było robić, poprosiliśmy o zrobienie nam modelu i na drugi dzień znowu na specjalnie zwołanym posiedzeniu zarządu zademonstrowaliśmy próbną czapkę. Wszyscy zaczęli ją przymierzać, koledzy i koleżanki, i mimo iż twierdzono, że biała czapka będzie się szybko brudzić, zatwierdzono ją, gdyż miała ten plus, że rzucała się w oczy, a to nam specjalnie chodziło.

Źródło - Młodość wydawcy, Jan Gebethner. 

Uwaga: w oryginale raz pojawia się nazwa Tuczyn, raz Turczyn - ale w książce telefonicznej 1939 jest wymieniony "Tuczyn Antoni", wł. Fichtner Karol, kapelusze i czapki, Podwale 2, więc sytuacja jest jasna.



Czapka studencka WSH z Krakowa (obecnie UEK)


Czapka studencka Akademii Ekonomicznej w Katowicach

Studenci Politechniki w czapkach studenckich, lata 50te

Czapka studencka Uniwersytetu Łódzkiego


Czapka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

"Ponieważ chcę, aby felieton miał charakter żartobliwy, poruszę także historię czapek studenckich. Wszyscy studenci powojennych lat chodzili w czapkach. Był taki fason, że na roku pierwszym po zaliczonym kolokwium szło się kupować czapkę. Na ulicy Morskiej był czapnik i u niego kłębił się tłum studentów Akademii i Politechniki. Nasze czapki były granatowe, aksamitne, ze skrzyżowaną laską Eskulapa i pochodnią oświaty, haftowanymi srebrną nicią. Niektórzy kupowali przedwojenne białe czapki tzw. "bratniackie". W każdym razie czuliśmy się wyróżnieni. 

Po latach zwyczaj ten zaginął. Zastanawiałam się kiedyś, dlaczego. Sądzę, że zmianę zwyczaju spowodowało wprowadzenie podobnych czapek dla uczniów techników. Studenci poczuli się tym zdegradowani i przestali kupować czapki. 

Ciekawe, czy coś takiego stanie się teraz z insygniami rektorskimi i togami, gdy wprowadzają je także uczelnie nieakademickie."

prof. Barbara Krupa-Wojciechowska


?
Czapka studencka Wyższej Szkoły Handlowej

Czapka studencka Politechniki Warszawskiej
Czapka studencka Politechniki Gdańskiej
Wnętrze czapki studenckiej Politechniki Gdańskiej
POLITECHNIKA KRAKOWSKA: Czasopismo "Nasza Politechnika", pazdziernik 2009; "Nasza okładka: Czy powróci zwyczaj noszenia czapek studenckich? Weronika Buler i Witold Pod-górski — studenci Wydziału Fizyki, Matematyki i Informatyki Stosowanej PK. Fot.: Jan Zych"



Czapki studenckie na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, okres międzywojenny (Wydział Lekarski)


Olaf Lubaszenko w czapce studenckiej, film "Czarny Wąwóz"


studenci w czapkach Wydziału Rybactwa AR w Szczecinie


Studenci Warszawskiej Akademii Medycznej lata 50te- można zobaczyć niektórych studentów w czapkach


Studenci z Wyższej Szkoły Inżynieryskiej (Około roku 1930. Grupa studentów wyższej szkoły inżynierskiej w Krakowie z profesoremm Józefem Sadkowskim zwiedzając FABLOK zapoznaje się z lokomotywą OK22.)

?

Sto dwudziesta piąta rocznica Konstytucji 3-go Maja w Warszawie.
Ulica Marszałkowska. Grupa studentów Uniwersytetu warszawskiego, w głębi kościół Zbawiciela..

Studenci z historycznym sztandarem UW, 1958 r. 


Inauguracja roku akademickiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego


Archiwum Koła Naukowego Studentów Archeologii UJ, studenci na Wycieczce Koła, lata 30




Krakow 1938 rok, studenci medycyny na Krakowskim Rynku.


Nicefor Dąbrowiecki (z papierosem w ręku) i Maria Dąbrowiecka (w czapce studenckiej) podczas przerwy w walkach o Lwów 1919


Autor: Kamil Mackiewicz 
Czas powstania: 1920 r. 
Technika: litografia barwna. 
Wymiary: 70 x 50 cm 
Plakat pochodzi z okresu wojny polsko - bolszewickiej 1919-1920. 

Plakat propagandowy nawołujący do walki z Bolszewikami - przedstawia kilku uzbrojonych w karabiny mężczyzn - ostrzeliwujących wroga zza siana. Wnętrze prowizorycznej twierdzy udziela schronienia również stojącej pośrodku wiejskiej kobiecie. 
Na pierwszym planie kompozycji widnieje postać robotnika w fartuchu, z karabinem. Obok niego, oparte o stos siana, znajdują się: karabin z bagnetem oraz widły. 
Na plakacie widoczni są także: żołnierz w szarym mundurze strzeleckim i czapce studenckiej, chłop w sukmanie oraz słomkowym [?] kapeluszu, dalej zaś, żołnierz w rogatywce, z tornistrem na plecach. 
Za plecami mężczyzn, stoi wiejska kobieta trzymająca w obu rękach bochenki chleba. 
Przed nią, na ziemi, znajduje się drewniana skrzynia z amunicją, granatami trzonkowymi oraz karabinami. 
Tło sceny stanowi krwista czerwień pożogi [?]. 
W lewym dolnym rogu, znajduje się napis tytułowy plakatu wykonany wytłuszczonymi czerwonymi literami: "NAM TWIERDZĄ / BĘDZIE / KAŻDY PRÓG". 
W prawym dolnym rogu widnieje sygnatura autora: "Kamil Mackiewicz", zaś pod nią data wykonania plakatu: "1920.". 

Elżbieta Radecka 



Czapki studenckie rozdane dzieciom, uczestnikom Uniwersytetu Dzięcego na Politechnice Łódzkiej


(Nieużywana? :) ) Czapka studencka UJ Wydziału Filozoficznego z lat 20tych XX wieku - nieznana aukcja na allegro


Podbicie tejże czapki


Czapka "prima" - ofiarowana przez Prof Leszka Koniecznego


Podbicie tejże czapki (ofiarowanej przez prof Leszka Koniecznego)


Pierwsza od wielu "prywatna" czapka (Wydziału Lekarskiego) - po prawej (bordowa)
Prototyp - czapka wykonana w Pracowni Jacka Sowy, ale miała zły kolor (czerwony)
Ta prototypowa czapka została ofiarowana nam przez prof. Leszka Koniecznego 
Listopad 2010


Czapki studenckie (CM)UJ w siedzibie Samorządu Studenckiego CMUJ na Łazarza ;)


Pierwsze opinsowanie czapki - Styczeń 2010


Pierwsza czapka Honoris Causa - ofiarowana przez studentów prof Zdzisławowi Gajdzie


Opinsowanie marzec 2010 - dziękuję naszemu sponsorowi z Francji - firmie Folypgraphie!


Opinsowanie Marzec 2010 ciąg dalszy


Dr Małgorzata Makiewicz
Przegląd Uniwersytecki 2/2010, Pismo Uniwersytetu Szczecińskiego

"Zanim powiem o  moim studiowaniu, chciałabym 

wrócić do lat sześćdziesiątych, kiedy moja mama studiowała prawo na UAM w Poznaniu. Jej czapka studencka

jest jedną z  moich najcenniejszych pamiątek. Pamię

tam, jak z dumą i sentymentem opowiadała o czasach studenckich, pokazując starannie przechowywany znak

swej przynależności do społeczności studentów wy

działu prawa. Być może dziś dla studentów symbol ten nie za bardzo jest zrozumiały, nie wiem, czy chcieliby używać 

podobnego nakrycia głowy i czy w ogóle mają potrzebę uzewnętrznienia swojej tożsamości i przynależności do uczelni i wydziału. 

Być może czapka byłaby traktowana jako staromodny gadżet, nie zaś tradycyjny symbol społeczności czy poglądów np. politycznych."


prof. Mirosław Nader z Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej

"Gdy zostałem studentem, a by o to po marcu 1968, nosząc 

czapki studenckie manifestowaliśmy swoją przynależność do społ

eczności 

akademickiej oraz nasze marzenia o wolności i demokra

cji, 

i było to dla nas zaszczytem."


Gazeta Studencka, 25.05.2004

Czy czapka studencka, dawniej nobilitacja i symbol buntu, jest dzisiaj jedynie niszowym gadżetem?

Politechnika miała czekoladowe, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego - szare, studenci Szkoły Głównej Handlowej nosili zielone... Choć różniły się kształtem i barwą, zawsze znaczyły jedno. Były najprostszym, ale i najbardziej czytelnym znakiem przynależności do społeczności akademickiej.

Zaszczyt, bunt, kontestacja

- Czapka była nieodłącznym atrybutem studenta. Pierwszą rzeczą, którą robiło się po przyjęciu na uczelnię, było właśnie kupienie czapki u czapnika - wspomina redaktor Maciej Zimiński, wykładowca uniwersytecki, który rozpoczął studia w Szkole Głównej Handlowej w 1948 roku. - Potem moczyło się daszek w wodzie i łamało się go, żeby nie wyglądać na fuksa, co dopiero zaczął studia. Wstydem było, gdy czapka wyglądała jak spod igły. Można też było wyczyścić nią buty. Dopiero wtedy wyglądało się na prawdziwego studenta.

W latach 30. i 40. czapka studencka była przedmiotem zazdrości, symbolem przynależności do świata, o którym się marzy. Być może również dlatego, że na studia mogło pozwolić sobie bardzo niewiele osób. Okres swojej świetności przeżywała czapka po Marcu 68, kiedy studenci nosili ją na znak solidarności z represjonowanymi. W późniejszych latach uczelnie zaczęły otwierać drzwi dla coraz większej rzeszy studentów. Studencka czapka z symbolu młodej inteligencji stała się znakiem kontestacji powojennego systemu politycznego. - Czapki studenckie noszono jeszcze pod koniec lat 80. - mówi Robert Gawkowski, kustosz Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego.

Początki czapki

W 1915 roku w czasie I wojny światowej z Warszawy wycofali się Rosjanie. Na ich miejsce wkroczyli Niemcy, którzy chcieli pokazać, jak bardzo są tolerancyjni w stosunku do polskiej ludności. Zezwolili na uruchomienie polskojęzycznego uniwersytetu. Studenci chcieli się wyróżniać czymś charakterystycznym, wymyślili więc czapki. Zamówiono ich prawie tysiąc. Miały być granatowe ze srebrną otoczką, czyli w barwach uczelni. Trwała jednak wojna, więc czapnik wykonał je z takich materiałów, jakie były dostępne. W listopadzie 1915 roku studenci ruszyli na otwarcie uniwersytetu już w charakterystycznych białych czapkach z czarnym daszkiem i zerwoną lamówką, z doczepionym sznureczkiem, którego kolor oznaczał wydział.

Robert Gawkowski: Mało tego, kiedy w 1920 roku Piłsudski zwoływał studentów pod broń, czapki były stałym elementem umundurowania. Dwie rzeczy wyróżniały tych ludzi - karabin i czapka studencka.

Umierające ideały

Dziś zamówienie tradycyjnego nakrycia studenckiej głowy jest prawie niemożliwe. W szafach rektorów spoczywają wyjściowe czapki, które członkowie pocztu sztandarowego zakładają w czasie ważnych uroczystości na uczelni. Politechnika Gdańska jest jedną z bardzo niewielu uczelni, w statucie której wyraźnie zaznaczone jest, że symbolem przynależności do społeczności akademickiej Politechniki Gdańskiej są: odznaka z herbem politechniki i czapka studencka według ustalonego wzoru (rozdz. XI, § 46). Mimo to widok studenta w charakterystycznej czapce należy do rzadkości. - W Gdańsku jest nawet firma produkująca tradycyjne nakrycia głowy, ale wiele zależy od dobrej woli studentów - czy chcą je nosić - Damian Kuźniewski, przewodniczący Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej. 

Wierni tradycji pozostali studenci należący do licznych korporacji.

W warszawskiej Arkonii, jednej z najstarszych polskich organizacji studenckich powołanej w 1879 roku na Politechnice Ryskiej, do dziś zachowały się granatowe czapki, zwane deklem, z dwoma kolorowymi paskami na obwódce. Zielony symbolizuje nadzieję, biały - prawdę, natomiast granatowy - kolor całego dekla - wierność. Na górze czapki umieszczona jest siedmioramienna gwiazda, która w 1920 roku, po przeniesieniu korporacji do Warszawy, zastąpiła używaną przez syjonistów sześcioramienną gwiazdę Dawida.

Tak ozdobione czapki noszone są przez członków rzeczywistych, tzw. barwiarzy. Kandydaci do korporacji muszą zadowolić się granatowym nakryciem głowy zwanym fuksówką. Dekiel jest oznaką przynależności do korporacji, więc jej członkowie nie tylko mogą, ale nawet powinni nosić czapki. Choć, jak mówi Wojciech Sława Darkiewicz, wiceprezes korporacji Arkonia, dwa lata temu chodził w gipsie po regularnej bitwie, jaką musiał stoczyć wraz z kolegami w bramie przy Mokotowskiej; siedmioramienna gwiazda skojarzyła się szybciej bijącym niż liczącym napastnikom z wiadomym symbolem.

Odejście od noszenia czapek studenckich w pewnym stopniu jest związane z powolnym zanikaniem kultury studenckiej. - Widoczny jest brak utożsamiania się ze swoją uczelnią - mówi wiceprezes Arkonii. - Jej wybór jest przypadkowy, związany przede wszystkim z kierunkiem studiów. Kategoria uniwersytetu jako całości jest zupełnie abstrakcyjna. Między innymi z powodu rozrzucenia przestrzennego wydziałów i instytutów, nawet tych pokrewnych sobie. Znam kilku studentów matematyki, którzy nigdy nie byli w kampusie czy w bibliotece uniwersyteckiej.

Modny gadżet

- Co pewien czas wraca moda na czapki studenckie - mówi Krystyna Widacka z Ośrodka Informacji i Promocji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zarówno tam, jak i w Collegium Novum, Collegium Maius, a nawet w porcie lotniczym Balice można jeszcze kupić zamówione na jubileusz uczelni czapki studenckie w czterech kolorach - żółtym, czerwonym, zielonym i niebieskim. - Wydziały zakupują dla swoich studentów czapki dyżurne, zakładane podczas uroczystości uniwersyteckich, składania kwiatów na grobach profesorów - mówi Krystyna Widacka. - Co ciekawe, studenckie czapki kupuje wielu studentów zagranicznych. Być może chcą zabrać je na pamiątkę.

Dorota Malinowska


Gazeta Wyborcza“, 2009-11-16

Studenci nieraz zmieniali bieg historii. Przypominamy najważniejsze zrywy wolnościowe z ich udziałem.

Studenci i absolwenci kierunków humanistycznych wiedzą, co znaczy łaciński czasownik studere (starać się). Nieraz docenili jego wagę w zmaganiach na swojej alma mater. Instytucja uniwersytecka, kształcąca przyszłe pokolenia elit intelektualnych, pojawiła się już w średniowieczu. Najstarszą szkołą z "uniwersytetem" w nazwie była uczelnia w Konstantynopolu. Jednak pierwszym oficjalnie nazwanym universitas był ten Boloński, założony w 1088 roku, który słynął z kierunków prawniczych. Najbardziej znanym absolwentem tej uczelni był niewątpliwie Dante Alighieri, autor "Boskiej komedii". W czasach, w których przyszło studiować poecie, studenci nie mieli dobrej opinii wśród statecznych mieszkańców ośrodków akademickich. Nawet średniowieczny poeta de Villon opiewał uroki studenckiego grzesznego życia. Na porządku dziennym było pijaństwo i awanturnictwo. Tak między nami - czy coś się zmieniło dzisiaj?

Niemniej, studenci zapisali się w historii piękną kartą. Szczególnie w XIX i w XX wieku społeczności żaków wpływały diametralnie na oblicze świata. Ruchy studenckie i wybitne jednostki - młodzi, nieopierzeni jeszcze adepci robili rzeczy, które zmieniały bieg historii. Nie sposób wymienić ich wszystkich, przyjrzyjmy się jednak kilku ciekawym przykładom.

Filomaci, Filareci i Promieniści

Polscy studenci już od czasów powstań narodowowyzwoleńczych uczestniczyli w zrywach. Aktywnie włączali się w działania patriotyczne Filomaci, którzy zawiązali swoją działalność na Uniwersytecie Wileńskim w 1817 roku. Członkiem tej tajnej organizacji był m.in. Adam Mickiewicz. Działające w podziemiu stowarzyszenie rozwiązano w 1823 roku, gdy zostało wykryte przez władze carskie, a jego założycieli aresztowano. Filomaci założyli także inną znaną organizację młodzieżową - Filaretów. Ważną postacią uczestniczącą w obu inicjatywach był Tomasz Zan, który w 1820 roku założył jawną organizację działającą na Uniwersytecie Wileńskim - Promienistych, czyli Towarzystwo Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych. Także Promieniści, legenda polskiej kultury okresu romantyzmu, funkcjonowali tylko kilka miesięcy.

Gdy władze carskie zamknęły Uniwersytet, spora część studiujących przeniosła się do Dorpatu (dziś Tartu), drugiego po Talinie największego estońskiego miasta. Tutaj w 1828 roku powstała najstarsza patriotyczna studencka korporacja Konwent Polonia, która do przetrwała do dziś. Członek korporacji, który zdobył wykształcenie, nazywany jest filistrem. Jego obowiązkiem jest wsparcie finansowe korporacji. Obecnie działają dwie organizacje filistrów Konwentu Polonia, pierwsza w kraju, jako stowarzyszenie, założone w 1923 roku w Warszawie. Druga jako koło - założona w 1922 roku, w czasach PRL-u działała na uchodźstwie w Londynie (obecna siedziba mieści się w Sopocie).

Rok 1968

Ruchy studenckie w Polsce i na świecie być może najgłośniej dały o sobie znać podczas wielkich przemian roku 1968. Rewolucja i rewolta objęła na Zachodzie sprzeciw wobec konserwatywnemu mieszczańskiemu społeczeństwu, a u nas za żelazną kurtyną studenci domagali się poszanowania podstawowych praw, takich jak wolność wypowiedzi. W roku 1968 studencki ferment pojawił się niemal jednocześnie na uczelniach całego świata - od Rzymu, gdzie jako pierwszy do boju ruszył Wydział Architektury, poprzez Pragę - tam studenci wiedli pierwsze skrzypce w Praskiej Wiośnie. W marcu inscenizacja Mickiewiczowskich "Dziadów" Kazimierza Dejmka i ingerencja cenzury dały sygnał do protestu na Uniwersytecie Warszawskim. W Stanach Zjednoczonych ruch studencki przyspieszył emancypację ludności czarnoskórej, a do historii przeszły studenckie zamieszki w Chicago spowodowane protestami przeciwko wojnie w Wietnamie. Żacy buntowali się także w Tokio i w Meksyku, w tym ostatnim mieście żywiołowy protest studentów zakończył się tragicznie. Dziś "weterani" roku 1968 - ówcześni studenci - są starszymi paniami i panami na eksponowanych stanowiskach państwowych. Najbardziej znanym z nich jest chyba Daniel Cohn Bendit, wieloletni deputowany europejski, który jako jeden z nielicznych polityków startujący z sukcesem z różnych państw Wspólnoty: raz zdobył mandat w Niemczech, a następnie we Francji.

Plac Tiananmen

W ostatnich dwudziestu latach jednym z najbardziej doniosłych i symbolicznych protestów studenckich to niewątpliwie plac Tiananmen w Pekinie w 1989 roku. Był to rok niezwykle burzliwy - demokracja pokojowo wygrała w Polsce, runął mur berliński, sypał się komunistyczny świat. Studentom w Pekinie się nie udało, masakra 4 czerwca 1989 roku wstrząsnęła światem. Co spowodowało wybuch ruchu studenckiego? W Związku Radzieckim zmiany, które doprowadziły do erozji komunizmu, zaczął wprowadzać Michaił Gorbaczow. Podobną reformatorską rolę w komunistycznych Chinach odgrywał popularny wśród młodzieży Hu Yaobang. Popierał dążenia studentów i ich postulaty wolnościowe, za co w 1987 został zmuszony do ustąpienia, a kolejna ekipa na czele partii komunistycznej zaprzestała reform. Śmierć Hu Yaobanga w 1989 była pretekstem do przypomnienia o postulatach studentów. Zgromadzenia na placu Tiananmen zaczęły się już w kwietniu, niestety, w warunkach dyktatury nie było miejsca na dyskusję o postulatach studentów. W partii komunistycznej rozpoczęły się walki między frakcjami, a 4 czerwca ostatecznie zatriumfowała siła. Według Czerwonego Krzyża zginęło nawet 2600 osób. Tiananmen pozostaje symbolem wolności, której ceną jest życie.

Przeciw Miloszewiczowi

Bliżej naszych granic kolejny przykład ruchu studenckiego. I tym razem studenci dopominali się o wolność - tym razem udało się! W Serbii prezydent Slobodan Miloszewicz pozostawał symbolem zamknięcia państwa na świat i przewinień wojny w byłej Jugosławii. Opozycja polityczna była przeciwko niemu nieskuteczna. Dopiero organizowany od 1996 roku ruch studencki Odpor! spowodował skuteczną mobilizację przeciwko bałkańskiemu dyktatorowi. Studenci, skupieni wokół hasła oporu bez użycia przemocy, zorganizowali aż 700-tysięczną manifestację w Belgradzie przeciwko prezydentowi, który ośmielił się sfałszować wybory. Działacze Odpor! otrzymali w 2000 roku nagrodę MTV Free Your Mind. W 2004 roku weterani ruchu pojawili się na Ukrainie, gdzie również studenci skupieni wokół ruchu Pora! Byli jedną z głównych podpór Pomarańczowej Rewolucji.

Czy dziś w Polsce studenci zajmują się tylko nauką i zabawą, czy też nadal sprawy ważne dla nich, ich miasta, kraju, środowiska, leżą im na sercu? Kilka tygodni temu Lublinie wieść o restrukturyzacji na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej zapoczątkowała ruch skupiający studentów i wykładowców stojących w obronie pracowników uczelni zagrożonych zwolnieniem, ale przede wszystkich zadających pytanie o to, czym ma być dziś wyższa uczelnia - komercyjną "fabryką" specjalistów z różnych dziedzin, czy miejscem misji, krzewienia etosu i przeprowadzania badań naukowych? Studenci z Lublina już znaleźli sojuszników walczących w podobnych sprawach w Berkeley w USA, w Poczdamie i w Tybindze w Niemczech. Czy nowe ruchy studenckie przyczynią się do zreformowania uniwersytetów ? Czas pokaże. Historia uczy, że złości studentów nie wolno lekceważyć.

Marcin Teodorczyk


Polityka - nr 51 (2535) z dnia 2005-12-24; s. 28-31

Zdzisław Pietrasik

Fragment artykułu "Wojny czapkowe"

Dekle przeciwko pałkom

W marcu 1968 r. przeciw czapkom studenckim ruszyły uszatki i berety, w jakie wyposażony był tzw. aktyw robotniczy, przede wszystkim zaś milicyjne czapki i hełmy zapięte pod brodą. Czapki studenckie, tzw. dekle, nie były już od dawna w modzie, ale teraz pojawiły się masowo na ulicach akademickich miast. (Prywatna branża czapkarska znowu stanęła na wysokości zadania). Wyróżnić się, znaczyło wówczas – wystawić się na cel, bo milicyjne pałki były w ciągłym pogotowiu. Ale młodzież akademicka nie chciała brać udziału w obowiązkowej rewii masek, o której w wierszu „Salon mód” tak pisał jeden z czołowych poetów Nowej Fali Leszek A. Moczulski:

„Salon twarzy, salon mód
Otwieramy, zamykamy. 
Dać minimum pesymizmu. 
Duży wybór optymizmu
W nienagannym ruchu w przód”.

Czapki studenckie stają się ponownie modne w ostatnich latach, ale już nie „w ogóle”, lecz jako znak wyróżniający korporacje studenckie, których jest w Polsce kilkanaście i każda ma swoje barwy. O odrodzeniu przedwojennych korporacji pisał niedawno tygodnik „Ozon”. „Korporacja jest elementem społeczeństwa obywatelskiego – mówi jeden ze zrzeszonych studentów. – Wymaga postawy obywatelskiej i patriotyzmu. Nie w rozumieniu Młodzieży Wszechpolskiej, tylko następującym: to jest mój kraj, nie mam zamiaru go opuszczać, chcę tu pracować i budować coś trwałego”.

Jak ludność postrzega korporantów w ich tradycyjnych deklach? Nieufnie. Zdarzają się zabawne nieporozumienia. Jak można było przeczytać w „Ozonie”: „Bywają brani za masonów, Żydów, harcerzy, członków bractw piwnych lub towarzystw wzajemnej adoracji. Zdarza im się dostać od dresiarzy w twarz za noszenie dekli”.

Czasy się zmieniły, ale nie aż tak bardzo, jak nam się czasem wydaje.


Czapka marcowa

Adam Czerwiński
2008-03-24, ostatnia aktualizacja 2008-03-24 00:00
, Gazeta Wyborcza

Według marcowej propagandy studenci protestujący w Warszawie byli warchołami. - Ja też chciałem być takim warchołem - wspomina Paweł Górski, który w 1968 roku był na pierwszym roku w łódzkiej Akademii Medycznej

Wiosna 1968. Z Collegium Anatomicum przy ul. Narutowicza wychodzi tłum studentów pierwszego roku medycyny. Jedni kierują się na Piotrkowską, inni do placu Dąbrowskego. Jeszcze dugo widać, że idą studenci. Wszyscy mają białe czapki. Paradują w nich z podniesionymi głowami. 

- Nie była zbyt piękna ta czapka - wspomina Jadwiga Moll, dziś profesor kardiologii dziecięcej w Matce Polce. - Ale nie przeszkadzało mi to. Układałyśmy wokół niej włosy i było nam do twarzy. Tylko w mundurach na obowiązkowych zajęciach zaliczających wojsko czułyśmy się źle. 

- Może faktycznie nie była zbyt ładna? - zastanawia się Adam Rojek, okulista ze szpitala MSWiA. - Ale najgorsza też nie. Chyba tylko za bardzo się brudziła. Ale bardzo ją lubiłem, bo dzięki niej czułem, że jestem kimś. Przecież student medycyny to nie byle kto. Szpan? Tu chodziło o coś zupełnie innego. 

Jak dla studentów, to załatwione 

Studenckie czapki przywędrowały na Akademię Medyczną z marcem 1968 roku. - Wcześniej nikt ich nie nosił - mówi Paweł Górski, wtedy starosta pierwszego roku, dziś profesor w szpitalu im. Barlickiego. - Jesienią 1967 r., kiedy zaczynaliśmy studia, nikt nie miał potrzeby pokazywania, że jest studentem. 

Wszystko zmieniło się po marcowych zamieszkach w stolicy. Studenci Uniwersytetu Warszawskiego manifestowali przeciwko zdjęciu z afisza mickiewiczowskich "Dziadów" w reżyserii Kazimierza Dejmka. Od tego zaczęła się polityczna burza w całej Polsce. 

Ale łódzcy medycy nie mieli czasu na manifestacje i wiece. 

- Czasem oglądałem je z okna ubikacji w Collegium Anatomicum - wspomina Rojek. - Spędzaliśmy w tym budynku całe dnie, a na placu Dąbrowskiego manifestowali starsi koledzy. Niestety na pierwszym roku medycyny całe dnie trzeba spędzać na zajęciach, a noce nad książką. 

Ale nie chcieli stać obojętnie z boku. 

- Słuchałem, co propaganda mówiła o warszawskich studentach i wszystko się we mnie przewracało - wspomina Paweł Górski. - Bo ja podziwiałem tych ludzi. Nie miałem w sobie tyle odwagi być robić, to co oni. Jednak choć trochę chciałem być do nich podobny. W jednej z kronik filmowych zauważyłem, że wielu warszawskich studentów pałowanych przez milicję nosiła uczelniane czapki. Pomyślałem, dlaczego my nie moglibyśmy mieć takich samych?

Górski zwołał zebranie swojego roku i ogłosił, że zamawia czapki. Studenci w lot pojęli, że nakrycia głowy mają być gestem solidarności z warszawskimi kolegami i zarządzili zrzutkę. Na starostę spadł obowiązek zorganizowania nakryć głowy. 

- To było prostsze niż przypuszczałem - opowiada Górski. - Poszedłem do czapnika przy Piotrkowskiej gdzieś między Próchnika a placem Wolności i powiedziałem, że potrzebuję kilkudziesięciu czapek dla studentów. 

- Jak dla studentów, to załatwione. Teraz was biją, trzeba wam pomóc - odpowiedział rzemieślnik. Poprosił tylko o zebranie rozmiarów. I zrobił je niemal po kosztach. 

Źli studenci kontra dobrzy robotnicy 

- Byłem wtedy biednym żakiem - wspomina Tadeusz Robak. - A więc jak było mnie stać na tę czapkę, musiała być naprawdę tania. 

Po paru dniach czapki były gotowe. Białe z zielonym otokiem i plastikowym daszkiem. Rzemieślinik przywiózł je swoim samochodem do Collegium Anatomicum. I od tej chwili prawie cały pierwszy rok medycyny paradował w nich, jak przedwojenni studenci. 

Tylko kilka, może kilkanaście osób ich nie nosiło. - Chyba ci słabsi studenci ich nie wkładali - spekuluje prof. Robak. - Ale większość była dumna, że jest na studiach i wcale tego nie kryła.

- Może to było szczeniackie, ale szczere. Zupełnie jak odruch płynący wprost z serca - mówi Górski. - Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy elitą, wbrew temu, co mówiła wtedy władza, która chciała dzielić społeczeństwo na dobrych robotników i złych inteligentów. 

Studenciak i Sandał 

I wielu w to uwierzyło. Studenci mieli okazję przekonać się o tym niemal na własnej skórze. Adamowi Rojkowi robotnicy rzucali w tramwajach nienawistne spojrzenia i z niechęcią rzucali pod nosem "Te, studenciak" - co miało być obelgą. 

To samo usłyszał Paweł Górski od znanego osiedlowego chuligana - "Sandała". - Tylko że on był już wtedy milicjantem - mówi. - Całe szczęście znaliśmy się ze szkoły. Raz, kiedy wracałem z zajęć, minęliśmy się w parku. On szedł z wielkim, groźnym psem na smyczy. Tylko pogroził mi palcem. Ale kto wie, jak by się zachował, gdyby trafił na kogoś innego. Wtedy uświadomiłem sobie, że nosząc tę czapkę, szukam guza. Ale jeszcze długo się z nią nie rozstawałem. 

Ale nie brakowało też miłych gestów dla medyków. - Wydaje mi się, że dziewczęta przychylniej patrzyły na nas, kiedy paradowaliśmy w tym nakryciu głowy - uśmiecha się Tadeusz Robak. 

Kilka razy studenci medycyny ze swoimi czapkami mignęli na ówczesnych manifestacjach. Prof. Robak pamięta, że szedł z dużą grupą studentów ul. Narutowicza. Paweł Górski wspomina obowiązkowy wiec na Zdrowiu. Przed pomnik czynu rewolucyjnego spędzono żaków z całego miasta. - Bardzo nam się tam nie podobało. I trochę na przekór nałożyliśmy czapki. Wtedy jeszcze nie przyszło nam do głowy, że moglibyśmy się bardziej postawić.

Zalman, syn Abrahama 

Kiedy pytam dzisiejszych znanych lekarzy, z kim najbardziej kojarzy się studencka czapka, wszyscy jednym tchem wymieniają kolegę z roku, Żyda z ul. Wschodniej - Zalmana Putermana, syna Abrahama. Podobnie jak większość on też paradował w czapce. 

- Był duszą towarzystwa, prawdziwą maskotką naszego roku - wspomina Adam Rojek. - Niski, okrągły. Kto na niego raz spojrzał, od razu go pamiętał. Tym bardziej że był luzakiem, zawsze skorym do żartów. 

Nikt nie robił sensacji z tego, że Zalman jest Żydem. On sam prosił kolegów, by mówili na niego Zenek. Większość się na to zgodziła. 

Ale marcowa aura dotarła na Akademię Medyczną. 

- Raz jakiś chłopak zaangażowany w partyjną działalność przyszedł do mnie i powiedział, żebyśmy mówili na Zenka Zalman - mówi Paweł Górski. - Popukałem się w głowę i odesłałem go do wszystkich diabłów. I do końca drugiego semestru chłopak pozostał Zenkiem. 

Ale na drugim roku już nikt go nie zobaczył. Bo Zalman podobnie jak wielu polskich Żydów wyjechał z Polski. 

- Pamiętam pożegnalną imprezę w jego mieszkaniu - wspomina Górski. - Te puste ściany, walizki. I świadomość, że widzimy się ostatni raz. 

Czapkowa moda 

- Zaczęło się od tego, że chcieliśmy pokazać, że myślimy inaczej - wspominają lekarze. - A przy okazji zaczęliśmy czapkową modę. Medykom pozazdrościli studenci uniwersytetu i też zorganizowali sobie czapki. Niektóre przetrwały kilkanaście lat i pojawiły się w czasie studenckich strajków na początku lat 80. 

Medycy w czapkach chodzili prawie przez całe studia. 

- Niektórym zachowały się do szóstego roku - dodaje Robak. 

Jadwiga Moll: - Moja dopiero po kilku latach powędrowała do szafy. Pewnie leży w jakimś pudle. Ale po kilku przeprowadzkach nie wiem, gdzie ona jest.

- Nie wiem, co się stało z moją - wzdycha Górski. - Szkoda. Byłaby świetna pamiątka. Dziś, gdy myślę o niej, widzę, że była bardzo ważna. Może to zabrzmi banalnie. Ale kiedy nosiliśmy te czapki, do wielu z nas dotarło, że być inteligentem to wyzwanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź


Więcej... 
http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,5052087.html#ixzz0zJ38jnEo

O wszystkich pamiętamy

        Kiedyś wszyscy nosiliśmy czapki studenckie, nie tylko z obowiązku. Nosiło się białą czapkę akademicką z szarym otokiem, bo to wyróżniało. Bycie studentem oznaczało swoistą nobilitację, przynależność do stosunkowo wąskiej i specyficznej grupy, która dawała nadzieję na lepszą przyszłość.
        Dziś studentów jest dużo więcej. Wyższe wykształcenie staje się niemal powszechne. Równocześnie zniknęły lub powoli zanikają różne przejawy życia studenckiego. Zmieniają się czasy, obyczaje, oczekiwania, potrzeby. Na gorsze? Na lepsze? Nie da się na to jednoznacznie odpowiedzieć. Są po prostu inne. Może będą to umieli ocenić ci, którzy będą organizować 100-lecie naszego Wydziału. Jak się będzie wówczas nazywał? Może tak, jak na końcu wierszowanej epistoły na jego cześć, która wyszła spod pióra Andrzeja Szymona Waliszewskiego, absolwenta MRiP z 1972 roku i pracownika Wydziału.
        Wybaczcie, że nie o wszystkim i nie o wszystkich wspomnieliśmy. To nie znaczy, że nie pamiętamy...

Andrzej Wołyński, absolwent z 1972 roku

http://absolwent.put.poznan.pl/html/numer_33.html


Jerzy Undro (fotoreporter, w Marcu '68 student Politechniki Szczecińskiej):

"Nosiłem wtedy czapkę studencką, a to był pewien sznyt. Manifestowałeś w ten sposób: jestem studentem, jestem przeciwko ciemniakom, mam gdzieś milicję."


http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,84867,3984968.html

To były czasy szare i trudne - wywiad z Elżbietą Radziszewską

Raz pamiętam, była awantura. Procesja w Boże Ciało też była formą manifestacji. Wtedy nie można było mieć czapek studenckich. Mieliśmy takie chałupniczo uszyte. W trakcie procesji esbecy starali się nas sfotografować z tymi czapkami i sztandarem. Nasi koledzy zabrali im klisze i potłukli aparaty. Rozeszło się po kościach i na szczęście nikt nie miał kłopotów. Takie przypadki się zdarzały. Ja nigdy propozycji nie dostałam.

http://www.students.pl/wokol-studiow/kultura/details/25639/To-byly-czasy-szare-i-trudne-wywiad-z-Elzbieta-Radziszewska 

Wyznam dziś, że czapka zaczęła w ogóle odgrywać w moim życiu prawie metafizyczną rolę. Gdy w 1947 roku otrzymałem świadectwo dojrzałości, w odległym stąd zaledwie o paręset metrów Liceum Witkowskiego, postanowiłem studiować medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Między innymi chyba właśnie dlatego, że stydentom z tego fakultetu wolno było nosić czapki, z aksamitu o amarantowo czerwonym kolorze, nakrycia głowy, które podobały mi się najbardziej. Marzenia idą jednak swoją drogą, a życie swoją... Na krótko przed immatrykulacją zabrakło w Polsce na długie lata aksamitu, a na medycynę mnie i tak nie przyjęto, jako że nie mogłem się wykazać dobrym socjalnym pochodzeniem, bo nie byłem synem ani robotnika, ani małorolnego chłopa. Pozostała mi w końcu tylko jedna możliwość: wydział humanistyczny, z czasem przemieniony na wydział filozoficzno - historyczny oraz Szkoła Nauk Politycznych przy Wydziale Prawa.

Jakże wielkie miałem szczęście, że tak się stało, bo w sklepie na Szewskiej udało mi się jeszcze nabyć, zresztą jedną z ostatnich, akademicką czapkę o nienajgorszym kolorze, mianowicie fioletowo-niebieskim, przysługującym studentom filozofii.

http://www.adamzielinski.pl/wyswietl.php?id=wiecej&where=14


Atmosfera studiów w powojennym Poznaniu miała swą specyfikę. Przede wszystkim: studenci. Wielu wyszło z partyzanckich lasów, niektórzy powrócili z obozów

 jenieckich czy koncentracyjnych. Paradowali w mundurach rozmaitych armii, ze Wschodu i z Zachodu. Na głowach obowiązkowo akademicka biała czapka Uniwersytetu

 lub ciemnozielona Akademii Handlowej. W świecie akademickim było barwnie, bo jeszcze inne kolory nosiła Wyższa Szkoła Inżynierska, późniejsza Politechnika.

 Studiujący wywodzili się ze starszych roczników, gdyż wojna, las, podziemie zatrzymały normalny tok nauki. Nie oznacza to, że byli śmiertelnie poważni, okryci zgrozą

 martyrologii. Przeciwnie, był to homo ludens spragniony zabawy i szaleństw.

(...)

Po latach nielegalnej działalności, rzucałem się w wir życia organizacyjnego. Porywały mnie „białe czapki",  noszone  z  dumą przez  studentów  Poznania.  Biała czapka

 była znakiem Bratniej Pomocy. Niewielki kolorowy otok na bieli wyróżniał poszczególne wydziały Uniwersytetu. Bodajże zielony symbolizował wydział prawno-

ekonomiczny. Przeważał otok błękitny — humanistyczny. Beani, czyli nowicjusze wchodzący na studia, nosili nieskalanie  czyste, śnieżne czapki. Starzy „wyjadacze"

 zdzierali je z głów i wycierali nimi buty. Do fasonu należało noszenie mocno przybrudzonej czapki. Wielu w białych czapkach poświęcało się pracy dla dobra całej

 społeczności akademickiej. Bratania Pomoc prowadziła własne stołówki i domy wypoczynkowe. Dysponowała skromnym funduszem stypendialnym. Cały rozbudowany

 personalnie zarząd „Bratniaka" pracował, a właściwie harował dzień i noc zupełnie bezinteresownie. Nie do pomyślenia było, aby prezes lub ktoś z bratniackiej „góry"

 otrzymywał jakieś stypendium, wyjazd na wczasy zagraniczne. Nie wojażowano wówczas ani na Zachód, ani na Wschód. Nie wynagradzano ofiarnych pracowników

 nawet wczasami krajowymi. Ludzie chętnie pracowali dla braci studenckiej gratis. Była to autentyczna bratnia pomoc. Zarząd powoływany był na kilkuletnią kadencję

 drogą prawdziwie wolnych, demokratycznych wyborów. W świecie politycznym panowała gra pozorów, stosowano bezpardonową przemoc, w środowisku akademickim

 dominowała niezależność i autentyzm i na Akademii Handlowej toczyła się zażarta walka przedwyborcza. 

(...)

Zawsze można było znaleźć w nim osłonę przed nadmierną ingerencją władzy państwowej czy nawet uniwersyteckiej. Po śmierci rektora kilometrowy pochód żałobny

 „białych czapek" świadczył o przywiązaniu młodych.


Tomasz Pawłowski OP, "Stopem przez życie"

Okruchy wspomnień z dwóch jubileuszy Uniwersytetu Jagiellońskiego w roku 1964 i 2000.

Idąc spacerkiem przez Kraków często staram się tak przejść Plantami, aby popatrzeć na gmach Collegium Novum, do którego mam szczególny sentyment, gdyż tu przed laty uhonorowano mnie dyplomem magistra. Przed gmachem jak zwykle ruch, lecz wśród wchodzących i wychodzących słuchaczy tylko czasem mignie studencka czapka. Kiedyś było inaczej i gdy w roku 1949 rozpoczynałem studia na Universytecie Wrocławskim, to na pierwszym roku Wydziału Prawa i Administracji prawie wszyscy chodziliśmy w białych czapkach bratniackich. Potem z biegiem lat na uczelniach polskich czapki akademickie zaczęły jakoby wychodzić z mody.

Byłem mile zaskoczony, biorąc udział w uroczystym pochodzie akademickim w dniu 1 października 2000 roku zorganizowanym z okazji Jubileuszu 600-lecia Odnowienia Akademii Krakowskiej, gdy zobaczyłem znowu czapki akademickie w grupach studentów z niektórych Wydziałów UJ. Czapek tych nie było zbyt dużo, ale może ta piękna tradycja powróci, a nasi studenci na podobnych pochodach wniosą dla przyglądającej się publiczności trochę żakowskiego humoru.

Piszę tak, bo odżył mi w pamięci uroczysty pochód akademicki, urządzony w maju 1964 roku z okazji 600-lecia utworzenia naszej Wszechnicy. Stałem wtedy na chodniku na rogu placu Dominikańskiego i ulicy Grodzkiej. Pochód podążał tą ulicą w kierunku Rynku Głównego i po przejściu władz państwowych, a następnie licznej grupy rektorów i profesorów polskich i zagranicznych uczelni, prezentujących się pięknie i kolorowo, szły delegecje studenckie. Jedna z nich w liczbie ca 50-ciu osób niosła transparent: "Wyższa Szkoła Ekonomiczna - Częstochowa". Grupa ta, gdy wkroczyła w ulicę Grodzką, nagle zatrzymała się i zaczęła skandować:


Publiczność stojąca na chodnikach przywitała ich oklaskami. Ruszyli dalej w kierunku Rynku Głównego i po kilkunastu metrach zatrzymali się i wszyscy podnieśli głowy patrząc na najwyższe piętra kamienic, gdzie w oknach stali mieszkańcy Krakowa obserwując pochód. Wtedy studenci jak jeden zawołali: 


Oklaski na chodnikach były już znacznie głośniejsze. Grupa ruszyła i znowu po kilkunastu metrach zatrzymała się, skandując:


Maszeruje Częstochowa,
wielka buźka dla Krakowa !
Krakowianie! Tam u góry,
pokażcie nam wasze córy !
Dzisiaj Kraków jest stolicą,
warszawiacy się nie liczą !

Wtedy na chodnikach, oprócz gromkich braw, odezwały się okrzyki w stylu: "Niech żyje Częstochowa !", "Brawo młodzież !" Nastrój w tym stosunkowo krótkim odcinku ulicy Grodzkiej stał się wesoły, a niektórzy mieszkańcy Krakowa byli wręcz rozbawieni. 

Ale wtedy czapek akademickich nie zauważyłem.

20 luty 2001

Jan Karol Motty

Taką postawę władz opisuje na własnym przykładzie Tadeusz Koral: „Zdarzył mi się wypadek, że szedłem samotnie Nowym Światem w czapce studenckiej i z trzema strzałami. W moim kierunku zbliżała się oenerowska bojówka w sile ośmiu ludzi, w jasnych bluzach, w pasach koalicyjnych i ze znaczkami Chrobrego. Nie miałem już odwrotu. Pierwsze uderzenie zamroczyło mnie, ale natychmiast przystąpiłem do odparowywania ciosów. (…) Tłum biernie się przyglądał, a nawet wyrażał aplauz, że nasza młodzież tak dzielnie bije żydokomunę. Policjant, który się zjawił, aresztował mnie i, pokrwawiony, znalazłem się w piwnicach Urzędu Śledczego na Daniłowiczowskiej. W kilka miesięcy później na rozprawie sądowej wystąpił przeciw mnie jako świadek oskarżenia”.

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Syska-Antyfaszysci-spod-znaku-trzech-strzal/menu-id-197.html


Politechnika Poznańska -

W 1953 r. na nowym terenie przy ul. Piotrowo powstał budynek Wydziału Budownictwa. We wrześniu 1953 r. powołano Wydział Mechanizacji Rolnictwa. Na uczelni panował bardzo dobry klimat, powszechnie doceniano możliwość kształcenia się w języku polskim, a studenci z dumą nosili swoje bordowe czapki z niebieskim otokiem.


O stanie wojennym / SGGW:

To był trudny, ale wspaniały czas. Z jaką dumą nosiliśmy studenckie czapki czy znaczki NZS-u.

http://fronda.pl/mamcia2000/blog/stan_wojenny_moje_subiektywne_wspomnienia




ą
Teodor von Hesselhoff,
26.09.2010, 17:07
Ċ
Teodor von Hesselhoff,
11.09.2010, 14:11
Ċ
Teodor von Hesselhoff,
02.11.2010, 08:34
Ċ
Teodor von Hesselhoff,
12.09.2010, 03:25
Ċ
Teodor von Hesselhoff,
11.09.2010, 13:16
Ċ
Teodor von Hesselhoff,
11.09.2010, 14:31
Comments