Zabawki

Lubię instrumenty. Nie zmieniam ich maniacko, ale kilka fajnych urządzeń przewinęło się przez moje ręce. Tutaj dla zainteresowanych opiszę moje doświadczenia z nimi.



Amati zestaw perkusyjny

W momencie zakupu to był standardowy duży zestaw perkusyjny.
Bongosy 6" 8"
Tomy 12" 13"
Floortom 16"
BD 22"
SD 14"x6" drewniany (większość tego rodzaju zestawów miała werble płytsze metalowe)
do tego hardware amati z wyjątkowo miękkiej stali i blachy hh15" 16" 18"
Kolor złoty.


Na bębnach nie pograłem długo, ale na szczęście nigdy się ich nie pozbyłem.
Ciągle się czasami przydają.

W wyniku wielu przeróbek i zamian stuningowany zestaw składa się w tym momencie:
Tomy 10" 13"
BD 16"
SD 12"
Zgrabne małe bębenki
Kolor czarny.
A blachy i hardware ciągle te same...


ROLAND D20
Problem z klawiszami z tej epoki jest taki, że są za stare, żeby ich poważnie używać, a za nowe, żeby uznać za oldskulowe zabytki. Ja z rozrzewnieniem wspominam mój pierwszy klawisz: ma przejrzysty tor syntezy (inna sprawa, że trudno coś nowoczesnego na nim ukręcić, ale nauczyć się można wiele), sequencer budzący politowanie w epoce softwarowych edytorów MIDI, z-niczym-niekompatybilny format zapisu na dyskietkę, za to niezniszczalną i wygodną klawiaturę.




YAMAHA PSR 500
W latach 90 standard grania na chałturach (w każdym razie w Polsce). Ostatnia generacja keyboardów Yamahy przed wejściem GM, więc dzisiaj brzmi bardzo nieaktualnie. Konstrukcja udana, praktyczne rytmy, wygodna obsługa, tylko klawiatura zabawkowa.



YAMAHA DJXIIB
Jak każdy tani i intrygujący wynalazek w pierwszym momencie zachwyca prostotą obsługi i miodnością uzyskiwanego efektu, w następnym momencie właściwie nie wiadomo do czego służy. Do poważnej produkcji za słabo brzmi, do zabawy w domu... Właściwie w co się bawić? W założeniu urządzenie, pozwalające ambitniejszym didżejom kreować na żywca muzykę klubową, w praktyce chyba pozostało zabawką dla niezdecydowanych na kierunek kariery amatorów.





ROLAND SPD6
Poręczny zestaw emulujący przeszkadzajki, lub electro drumy dla perkusisty, do wygodnego zamontowania przy zestawie. Za poręczność płaci się niestety wyjątkowo małymi padami: Łatwo w nie nie trafić pałką a przy silnym uderzeniu czasami reagują sąsiednie triggery. No i brzmienia jak z pierwszych SoundCanvasów: ale w końcu od czego MIDI moduły i VST?





ROLAND RS5

W założeniu pierwszy model nowej (po zakończeniu serii XP) generacji budżetowych syntów Rolanda. Ale w sumie się nie sprawdziły. Cała seria miała tylko 2 generacje. Potem Roland zagubił się zupełnie w odcinaniu kuponów od legendy Juno, ale to już zupełnie inna historia. Tak naprawdę RS brzmi bardzo podobnie do XP 50 + kontrolery RT. I jest bardzo lekki.





YAMAHA PSR 6700
Być może kiedyś flagowy model Yamahy. Dzisiaj już do niczego: brzmienie przestarzałe, style nienowoczesne, brak zgodności z GM, nierewelacyjna, choć długa klawiatura, potwornie ciężki. Za to fantastyczne wewnętrzne nagłośnienie.





ROLAND XV2020
Budżetowy moduł Rolanda produkowany jeszcze długo po tym jak jego więksi bracia wyszli z użycia. Po prostu SoundCanvas naszych czasów: kompaktowy i naprawdę o dobrym brzmieniu. Co mnie razi, to cholernie trudna obsługa z poziomu panelu, wszystko dostępne i wygodne przez edytor PC, ale na scenie praktycznie nie da się zrobić nic, czego nie przygotowałeś w domu, ale może współczesne maszyny tak mają.





ROLAND A33
Kultowa klawiatura Rolanda: efekt zgniłego kompromisu pomiędzy rozmiarem, ciężarem a możliwościami: klawisze niby pół-ważone ale ich akcja nie da się porównać z młotkiem. Na dodatek niestety przy bardziej brutalnym traktowaniu pękają pod nimi takie plastiki i zaczynają strasznie głośno stukać. Ale jak chodzi o samodzielne noszenie na próby i koncerty-bezkonkurencyjna. I o całkiem przyzwoitych możliwościach kontroli MIDI. Chociaż parę gałeczek by się przydało.





KORG MS20
Nie ukrywam, że nie mam za wielkiego doświadczenia z analogami, ale ten brzmi jak nic na świecie: mięsisty bass, ostre leady i filtry przeszywające na wylot. Do tego wygląda jak prawdziwy Rolls wśród klawiszów: żaden virtual nie robi tego co ten klawisz.





ROLAND E35
Model leciwy ale nad zwyczaj udany: klasyczny zestaw brzmień z Rolandowskich Canvasów, niewielki wybór stylów, ale bardzo praktycznych, super wygodna obsługa i klawiatura nie do zamordowania.





YAMAHA MU90r
Jakoś mi nie brzmi ten moduł, chyba nigdy się nie przekonam do Yamahay. ZA to można go z powodzeniem wykorzystać jako procesor FX dla podawanego z zewnątrz sygnału AUDIO. Duży wybór programów i 2 dodatkowe, konfigurowalne wyjścia aux bardzo pomagają.





YAMAHA CS1x
Chyba pierwszy klawisz, który na fali mody retro miała na płycie czołowej kontrolery RT. Niestety to tylko ROM-player i to z niewielką pamięcią na próbki, więc rzekome "analogowe" brzmienia są chudziutkie a filtry działają z wyraźnie słyszalnymi schodami. Do tego płytka klawiatura.





Viscount viva 76
Instrument po prostu piękny: srebrna obudowa i drewniane boczki. Podstawowe brzmienia dostępne z panelu i komplet GM za pośrednictwem MIDI. Niezbędne sterowanie zewnętrznym MIDI także mądrze pomyślane. Do tego klawiatura: pół-ważona, ale bardzo przyjemna. Jedna wada: instrument brzmi po prostu kiepsko. Brzmienia nie powalają a te GM są na poziomie taniego SoundBlastera.






Roland RD 300SX
Najtańszy spośród profesjonalnych fortepianów scenicznych Rolanda. Naprawdę zawodowe i dopracowane brzmienia nie tylko fortepianowe (w tym słynny już Rolandowski jazz scat) i pełen garnitur przyzwoitego GM. Klawiatura full młotek, mimo to instrument nie koszmarnie ciężki (chociaż 18 kg robi swoje).




YAMAHA QY100
Połączenie sequencera, modułu XG, i prostego procesora FX z symulatorem wzmacniaczy gitarowych. Instrument pomyślany jako towarzysz ćwiczeń dla wokalistów i gitarzystów. I takim pewnie pozostanie, bo klawiszowcowi oferuje swój niewygodny w obsłudze sequencer, średniej klasy brzmienia, mocno kulawy system auto-akompaniamentu, ponadto niewyraźny i niepodświetlany wyświetlacz. Ale za to jest mały i bateryjny (chociaż podobno żre baterie strasznie, ja używałem tylko zasilacza).






CME U-Key
Najmniejsza i najzgrabniejsza klawiaturka sterująca na rynku. 49 pełnowymiarowych klawiszów (każdy podklejony ołowianym ciężarkiem) 8 padów, 8 gałek, joystick, pełna kontrola. Do tego jako bonus: prosty moduł brzmieniowy a nawet... głośniczki (o jakości słuchawki od Nokii, ale są) I to wszystko wewnątrz takiego malucha! Naprawdę robi wrażenie. I kosztuje 3 razy więcej od innych tego rozmiaru klawiatur. Ale warto.





YAMAHA PSR 1000
Dobra robota. Keyboard dobrze brzmi, ma praktyczne style (i oczywiście możliwość importu całego świata user stylów), intuicyjną obsługę i wreszcie nie plastikową klawiaturę. Może nie top-model, ale już nie robi wstydu na chałturze.





ROLAND GW8
Keyboard dla tych co chcą udawać że mają syntezator.Faktycznie nie wygląda jak keyboard, przede wszystkim nie ma głośników, i jest wyjątkowo szczupły. Ale cała reszta jak w typowym samograju: w pełni funkcjonalny auto-akompaniament, symboliczna edycja brzmień i odtwarzacz mp3 z pendrive na deser, dla playbakerów.





ROLAND PRELUDE
wszystko jw. tylko z głośniczkami i wygląda już jak keyboard. Brzmienia podobno zaczerpnięte z Fantoma, może niektóre, bo faktycznie przyjemnie brzmi i tradycyjnie w Rolandach znakomita klawiatura. Natomiast praktyka gry ze stylami ujawnia nieprzemyślaną obsługę , i przedziwną oszczędność na przyciskach na panelu. Nie ma tej lekkości współpracy co Yamaha.





KAT MALLET MIDI CONTROLLER
Marzenie wszystkich wibrafonistów, którzy nigdy nie mieli szans nagłośnić porządnie swojego instrumentu. W istocie łączy w sobie wady instrumentu klawiszowego (brzmienie syntetyczne) i wibrafonu (faktura ograniczona 4 pałkami). Jego w-kosmicznej-technologii-zbudowane czujniki są tak kapryśne, że nigdy nie wiem, jak będzie działała dynamika po włączeniu. Ale podobno konstrukcje alternatywne są jeszcez gorzej przemyślane.



ROLAND JV1010
Kupiłem do współpracy z KATem. Ale dziś już nie zachwyca brzmieniami tak jak kilkanaście lat temu.  Na dodatek większość presetów jest obdarzonych fatalnym Delayem, włąściwie bez edycji nie można ich używać a edycja trudna i tylko z poziomu komputera.






ROLAND SonicCell
Właściwie tego też kupiłem do współpracy z KATem, ale nie chciały razem harmonijnie działać. Ale lubię moduły desktop, więc sobie go zostawiłem. Brzmienia dublują mi się z tym zawartymi w Roland Prelude. I całkiem przyzwoicie działa jako interface audio do komputera.




Roland A30 custom B.Szu MIDI Controller
Od kiedy zobaczyłem w necie zdjęcie klawiatury Doepfera wiedziałem że idea instrumentu na stałe wbudowanego w case jest jest genialna. Wykonałem tę sztukę własnoręcznie modyfikując kupioną za grosze klawiature A30 Rolanda. Z pomocą ręcznej piły dopasowałem jej wymiary do starego flight case i mam klawisz, który wzbudza powszechne zainteresowanie. Funkcjonalność i jakość klawiatury jak A30 + dodatkowy schowek na akcesoria.   

   
 


KORG SV-1
Długo się na niego nasadzałem, aż w końcu kupiłem. Fachowcy twierdzą, że lampa w torze audio tego modelu to tylko atrapa, ale uważam, że jest coś w brzmieniu tego instrumentu, co przebija Nordy i inne emulacje Rhodesa. Oczywiście fortepiany akustyczne co najmniej przyzwoite. Obsługa intuicyjna, wszystko na wierzchu. No i wygląda bardzo oldskulowo.




Roland E-A7
Naturalny następca Prelude. Nie topowy model, ale powiedzmy, aktualny. Ale jakoś nie mam serca do odkrywania jego wszystkich sekretów. Chyba mnie to zaczyna nudzić.