→ SNOWDON /Iron Bridge/Pistyll Rhaeadr/Conwy (Wales)

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Stratford-upon-Avon -- ok. 103 km --> IRON BRIDGE (Telford)
                                                                  IRON BRIDGE ------ ok. 60 km --> PISTYLL RHAEADR WATERFALL
                                                                  PISTYLL RHAEADR -- ok. 80 km --> SNOWDON (Llanberies)
                                                                  LLANBERIS -------- ok. 12 km --> CAERNARFON (Castle)
                                                                 
CAERNARFON ----- ok. 38 km --> CONWY (Castle)
                                                                  CONWY -----------ok. 6 km --> LANDUNDNO

                                                                  LANUNDNO ------- ok. 28 km--> BETWS-Y-COED ---> Stratford-u-Avon
----------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Po wcześniejszych doświadczeniach wycieczkowych do Walii, to co tym razem zaplanowaliśmy, to była już dla nas mała wyprawa. Przy okazji uzupełniliśmy nieco nasz ekwipunek o rzeczy, których nam wcześniej brakowało. Jak widać każda wycieczka daje jakieś doświadczenie. A zaczęło się tak, że szukaliśmy jakiegoś fajnego sposobu na spędzenie kilku wolnych dni w okresie świąt wielkanocnych. Siedzenie w domu trochę mnie przerażało więc złożyliśmy z kilku pomysłów to co wydawało nam się najfajniejsze. Głównym celem było wejście na szczyt Snowdon - najwyższego wzniesienia Walii i jednocześnie drugiego co do wysokości szczytu na Wyspach Brytyjskich. A że przy okazji i po drodze mieliśmy kilka przyjemnych miejsc, więc nie omieszkaliśmy je odwiedzić. Oprócz nas dwojga wybrała się z nami Pchełka.. miejsca starczyło, więc było nas troje.
    Mieliśmy do dyspozycji trzy dni z dwoma noclegami. Pierwszy dzień to dojazd pod Snowdon i nocleg, ale ponieważ dzień jest długi..zwiedziliśmy po drodze trzy naprawdę interesujące miejsca.
Drugi cały dzień poświęciliśmy na wyprawę na szczyt, a trzeci, powrotny na zwiedzenie kilku miejsc z zamkami oraz plaży północnej Walii, gdzie obiecaliśmy sobie, że wrócimy trochę poleniuchować.. Tę wycieczkę nazwałem mianem "naj".. a dlaczego?.. Zapraszam.. :)
----------------------------------------------------------------------------------

    Pierwszym naszym przystankiem była miejscowość Iron Bridge w dolinie rzeki Severn tuż obok Telford. Miejsce słynie z pierwszego mostu, do budowy którego użyto po raz pierwszy metalu. Jego przęsło zbudowane jest z żeliwa, a długość całego mostu ma 30 m. Miasteczko przyjemne, nad rzeczką, oczywiście o tyle ważne, że coś pierwszego w świecie.. Wiele rzeczy dla turystów i pod turystów, ale jako przejazdowe miejsce.. myślę warto było zwiedzić.

Rzut oka na miasteczko jak tylko przybyliśmy.


----------------------------------------------------------------------------------

    Po spacerze
w Iron Bridge ruszyliśmy dalej w podróż.
I znowu coś "naj.." na Wyspach.
Najlepszy jednako był dojazd. Na kilka kilometrów przed celem było tak wąsko, że ledwo mieściliśmy się między żywopłotami, a chwilami i uskokami, z których można spaść. Wprawdzie nawigację ustawiłem na tryb najkrótszy, a nie najszybszy, ale to w tym przypadku nie miało znaczenia bo dojazd jest tylko jeden. Na szczęście mijanie się z innymi autami nie było problemem bo co kilka-dziesiąt metrów są zatoczki. Najgorsi są jednak niedzielni goście.. co myśmy się na tego gościa przed nami naklęli to bajka.. ale nawet udało się nam go wyprzedzić.. :)

    Pistyll Rhaeadr to najwyższy wodospad Walii (75 m) i określany mianem jednego z cudów Walii. Wygląda naprawdę imponująco w rzeczywistości. Ja jestem ciekaw jak wygląda w innych porach roku. My byliśmy tam wczesną wiosna więc przyroda dopiero się budziła, a do tego pogoda nie była rewelacyjna... brakowało mi trochę zieleni no i słońca żeby zrobić naprawdę ładne zdjęcia.

















Ścieżka była kręta.. ale jak się odwróciłem.. zobaczyłem to.. a w oddali parking, na którym zostawiliśmy auto..

Chwila odpoczynku..

No i wreszcie na szczycie wodospadu..

..ale z pomocą udało się...

... a to efekt tej desperacji..:)





   Zaczęło się robić już późno, a tu trzeba jeszcze dotrzeć do miejsca noclegu.. No więc ruszyliśmy.. Po kilkudziesięciu minutach zaczęło się.. Nie dość, że pomału zmierzchało.. to krajobraz zaczął się robić taki.. jakiś.. potężny.. a do tego z głośników naszego samochodu zaczęła grać muzyka taka, że potęgowało to wrażenie.. Chyba zaczęliśmy czuć naprawdę potęgę Walii..

    Nocleg zapewniliśmy sobie w małym, kameralnym, rodzinnie prowadzonym hoteliku B&B w Llanberis. Znaleźliśmy w internecie i wcześniej kontaktując się zarezerwowaliśmy.
Dla zainteresowanych: http://www.gallt-y-glyn.co.uk/
Współrzędne: N 53/07/36; W 4/08/12
Obsługa świetna i wyposażenie wystarczające na wycieczkowy wyjazd.



    Wyprawę zaczęliśmy następnego dnia rano po dość obfitym śniadanku (oczywiście z fasolką i jajkiem na bekonie..bo to przecież standard tutaj :)..
    Co tu mówić.. kolejne nasze "naj".. czyli najwyższa góra Walii, 1085 m. No.. powiedzmy, że do polskich szczytów jeszcze brakuje.. ale ignorowanie tej górki uważałbym za lekkomyślność. Pogoda tutaj zachowuje się podobnie jak na naszej Śnieżce.
Właściciele naszego B&B ostrzegli nas wcześniej że pogoda kapryśna, na szczycie jest śnieg (a to początek kwietnia) i żebyśmy zabrali jednak zimowy sprzęt. Jak już wcześniej pisałem wyposażyliśmy się w ubranie, buty i to co potrzeba.. Teraz, po wyprawie mogę powiedzieć, że ubraliśmy się dobrze, może jedynie brakowało nam kijków, no i trzeba pamiętać o odpowiedniej ilości czegoś do picia zarówno ciepłego jak i zimnego. A.. i coś do chrupania.. przychodzi taki moment, że chciałoby się coś zjeść.. :)

    Na szczyt prowadzi kilka szlaków od długich i bardzo łatwych do krótszych i naprawdę ekstremalnych (na taki jeden zapraszam tutaj.. WARTO OBEJRZEĆ..:)))): Grib Goch Path :).
    My jednak wybraliśmy jeden z najłatwiejszych, długi ale bardzo malowniczy
Llanberis Path. W obie strony to około 14,5 km i czas marszu ok 6 godzin. Nasza wycieczka trwała więcej bo prowadziłem dwie takie małe kapryśne istotki :) A na poważnie to człowiek zatrzymuje się, podziwia, robi zdjęcia i otrząsa się z szoku fantastycznych widoków, więc zawsze to dłużej.

    Pogoda, gdy wychodziliśmy, była dość ładna, w miarę ciepło ale nieco wietrznie i lekko chmurzyło się. W sumie trafiliśmy na naprawdę piękna pogodę tego dnia chociaż na zdjęciach można zobaczyć jej zmienność. Następnego dnia już takiego szczęścia nie mielibyśmy.

A więc w drogę.. :)

Jak widać.. pogoda nie zapowiadała się najlepiej..
Poszliśmy innym szlakiem żeby zobaczyć wodospad.. ale źle poprowadziłem i dostałem opieprz za to błoto..
.. wystarczyło się odwrócić.. i widoki zapierały dech..
Obok naszego szlaku był również szlak kolejowy na szczyt.. ale..:).. ładnie wyglądał.. i prawdziwy globtroter..uśmiechnie się..
No i zaczęło się.. dotarliśmy do poziomu śniegu.. Jak dla nas.. tutaj po latach posuchy.. frajda.. :)
..coraz wyżej i chyba zaczyna się efekt braku tlenu...
Tyle przyjemności mieli podróżni kolejką.. zimą dojeżdża tylko do połowy drogi...a my dalej..
.. no ale my idziemy dalej.. coraz bliżej szczytu.
Naprawdę wiało mroźnie. Na skałach.. kryształki lodu.. a na twarzyczkach dziewczyn.. gorąco.. ;)
Na.. czubku było.. hm.. ciasno..
Tutaj.. jesteśmy bliżej nieba..
Kiedy szliśmy na szczyt.. Gosia solennie obiecała, że gdy dojdzie to zrobi "orzełka".. No.. i dotrzymała słowa..
A to jest.. no.. radziłbym nie ignorować tego zdjęcia.. To jest coś, co ja obiecałem sobie ponownie odwiedzić.. I o dziwo.. dziewczyny były chętne również. Więc obiecaliśmy sobie, że tu właśnie wrócimy i tak zdobędziemy ponownie Snowdon tym szlakiem...:).. Sami zobaczcie tutaj: Grib Goch Path
Wracamy.. na dupie!.. jak się nie ma raków:) Wierzcie.. naprawdę byłyby przydatne.. ludzie używali..
.. i kolejne..
Tutaj już byliśmy nieco zmęczeni.. i gotowi wrócić kolejką.. (choć to nie globtroterskie)..ale..no..ale jak usłyszeliśmy po 18 funtów za osobę..(tylko za 10 min. zjazdu) to od razu humor mi się poprawił, że wrócimy pieszo i jeszcze starczy na trzy kolejne wspólne obiady.. :)

-----------------------------------------------------------------------------------

    Następny dzień przywitał nas mgliście, dżdżyście i byliśmy przekonani, że nasze mięśnie będą odmawiały posłuszeństwa. O dziwo nie było tak źle. Więc po śniadanku, jak dzień wcześniej obfitym, ruszyliśmy w dalszą trasę. Kilkanaście kilometrów dalej dojechaliśmy do Caernarfon, portowego starorzymskiego miasteczka słynnego z jednego z największych XIII w. zamków.


-----------------------------------------------------------------------------------



-----------------------------------------------------------------------------------

    W drodze do Conwy poprawiła się nieco pogada, a że zauważyliśmy piękne wybrzeże, postanowiliśmy zatrzymać się na chwilkę. Jak widać piasku tu nie ma ale krajobraz dość malowniczy. Między kamieniami znaleźliśmy mnóstwo krabów.



    No i dojechaliśmy do naszego kolejnego "naj".. Dotyczy to zarówno wielkości najokazalszego zamku spośród "żelaznego kręgu średniowiecznych zamków walijskich" jak i kosztów poniesionych na jego budowę oraz czasu w jakim powstał.
Poza tym miasteczko portowe, ładne i godne polecenia, tym bardziej, że blisko kurortu Landudno, który odwiedziliśmy nieco później.

Zamek wzniesiono za czasów króla Edwarda I i zbudowano w okresie 1283 do 1289 r. a więc w ciągu 6 lat.
Koszt budowy w tamtym czasie wyniósł ok. 15 tys. funtów (kwota za którą dziś kupić można średni samochód) jednak na obecne czasy, jak podaje informacja, to ponad 45 mln funtów.

Dziś zostały tylko ruiny ale dostępne dla turystów i robiące wrażenie.



-----------------------------------------------------------------------------------

    Czas, niestety, nieubłaganie uciekał i poganiał nas, a chcieliśmy jeszcze przynajmniej rzucić okiem  na Landudno, miasteczko kurort, tak fajnie rekomendowane przez brata Angelki. No więc pojechaliśmy, choć na krótki rekonesans.


-----------------------------------------------------------------------------------

    I ostatnie już miasteczko w drodze powrotnej Betws-Y-Coed. Niegdyś kurort, od XIX w., a dziś główna baza turystyczna dla turystów wyruszających w góry. Spacerując napotkaliśmy ogromna ilość hotelików B&B oraz dwa, ogromne, naprawdę bardzo dobrze i profesjonalnie wyposażone sklepy turystyczne. Sklepy to mało powiedziane.. to po prostu salony, albo centra.




Plan naszej wycieczki.




IRON BRIDGE

Współrzędne parkingu: (płatny ale tani): N 52/37/35; W 2/29/02

Informacja turystyczna: http://www.ironbridgeguide.info/

http://en.wikipedia.org/wiki/The_Iron_Bridge

Tablica opłat. Właściwie to nie wiem czy obowiązywała.. Obie damy udało mi się przeprowadzić bez opłaty.



PISTYLL RHAEADR WATERFALL




Informacja: http://www.pistyllrhaeadr.co.uk/
Współrzędne parkingu (bezpłatny): N 52/51/15; W 3/22/26


Od parkingu jest bardzo blisko do wodospadu, wejście nic nie kosztuje, a samo dojście jest bardzo wygodne...


..ale to dopiero początek... Dalej jest kilka szlaków i można obejść sobie wodospad i rzeczkę prawie wokół. Ponieważ można obejrzeć wodospad od szczytu wybraliśmy się w tamtym kierunki. Różnica poziomów to ok. 80 m...

.. żeby jednak dojść do samej góry musieliśmy zrobić sobie spacer ok. 2 km. Ale za to jaki spacer!

..a jak dziewczyny zobaczyły śnieg.. o tej porze.. i to w Walii.. to nie można było doprowadzić ich do porządku..

..potem przemy naprzód.. :).. i nawet przeszkody nie przeszkadzały.

Angelka podjęła wyzwanie.. na krawędzi wodospadu trzeba uwiecznić pobyt.. desperacki krok.. bo w dół prawie 80 m..

Powrotna walka z przeszkodami.. ale po takich widoczkach to czysta przyjemność..


    W sumie.. ścieżka doskonała, miejscami tylko nieco błota, szczególnie po deszczu. Jednak w żaden sposób nie przeszkadza to w wycieczce.
W takich terenowych wojażach zawsze musimy liczyć się z takimi niedogodnościami..


VYRNWY DAM

    Uszczęśliwieni widoczkami wodospadu ruszyliśmy dalej.. Jechaliśmy takimi wąskim serpentynami ciągnącymi się już górzystymi terenami aż dotarliśmy do kolejnego naszego "naj"..
Około 17 km na południowy zachód, w pobliżu miejscowości Llanwddyn znajduje się jezioro Llyn Efyrnwy (Lake Vyrnwy), a nad nim piękna i potężna, robiąca naprawdę wrażenie kamienna tama Vynrwy Dam.

Współrzędne parkingu (bezpłatny): N 52/45/38; W 3/27/30
Informaje: http://en.wikipedia.org/wiki/Lake_Vyrnwy



   Do tych "naj" należy to, że jest to pierwsza kamienna tama zbudowana w Wielkiej Brytanii. Jej budowę ukończono w 1888 r. Wysokość tamy 44 m a długość 357 m.

    Tuż przy samym parkingu jest interesująca altanka dla fascynatów przyrody, fotografów, ornitologów. Można robić zdjęcia spotkać interesujących ludzi. Często przeprowadzane są konkursy i zabawy fotograficzne.



SNOWDON (YR WYDDFA)


Informacja turystyczna: Llanberis Tourist Information Centre
            41b High Street, Llanberis, Gwynedd LL55 4EU - Wales, UK

Bardzo ciekawa strona z  informacjami

.. toteż damy zrobiły sobie prezenciki.. praktyczne.. one wiedzą...o co chodzi.. :)
.. w końcu weszliśmy na szlak.. no i zaczęło się..
.pięknie.. ale mnie zaczęły niepokoić te chmury nad szczytami..
.. o... pojechali.. no to uśmiech.. :).. dziś podobno nie mówi się "cheeeees..".. tylko "seeeeeeks".. :)
Kolejny naprawdę piękny widoczek.. aż usiadłem na śniadanie...
..chyba miałem rację.. :)
.. i jeszcze raz rzut okiem w pięknym słońcu..
A tu nagle.. załamanie pogody.. znaleźliśmy się..w chmurach. To jest właśnie to przed czym nas przestrzegano. Angelka w jednej chwili stała się małym Yeti..
No i nareszcie zdobywamy nasz upragniony cel..
.. powiedziałem, że dziewczyny szczytują.. a one tak głupio na mnie spojrzałyyy.. ;)
Niech żyją Grześki na szczycie Walii!
Ostatnie spojrzenia wokół siebie.. raj na ziemi..
I tu też coś ciekawego.. oczywiście damy na pierwszym miejscu.. ale.. (za to "ale" spojrzenia przeszyły mnie prawie śmiertelnie.. ) No więc ale.. tak daleko.. daleko.. u samej góry po prawej.. widać..zachodnie wybrzeże wysp.. Tak blisko do morza.. Snowdon położony jest ok. 14 km. od wybrzeży..
.. jeszcze jedno spojrzenie..
.. no i kto powie że nie cud?
Chcąc przyspieszyć zejście zboczyliśmy nieco ze szlaku mając go jednak na widoku.
Aż w końcu dotarliśmy do miasteczka. Marzyliśmy już wtedy żeby tylko coś zjeść, wykapać się i spać..  bo jeszcze mieliśmy dość bogaty następny dzień.




Wyglądają jak dwie pietruszki.. :)



CAERNARFON

    informacja: http://www.walesdirectory.co.uk/Towns_in_Wales/Caernarfon_Town.htm



Jak widać pogoda nie rozpieszczała nas więc postanowiliśmy tylko chwilę pospacerować i ruszyć dalej.



MENAI BRIDGE

    Kolejnym celem było dla nas miasteczko Conwy. Po drodze jednak chcieliśmy obejrzeć sobie jeden z dwóch mostów prowadzących na celtycką wyspę Anglesey. Ten (naj) starszy (tutaj), który oglądaliśmy zbudowany został w 1826 r. Jest piękny i naprawdę imponujący.. Co my mamy z tymi mostami i wiaduktami.. (?..:). Ale mają w sobie jakąś magię.
Dobry dojazd: N 53/13/17; W4/09/53




-------------------------------------------------------------------------------------




CONWY



Informacja turystyczna : Castle Buildings
                                        Tel: 01492 592248 
                                        Email: conwytic@conwy.gov.uk
Informacja o zamku: http://www.conwy.com/
(nasz) parking: N 53/16/44; W 3/49/29



Cena biletu jest naprawdę niewielka, więc tym bardziej można odwiedzić.


Most kolejowy, ten po prawej stronie, zaprojektował i zbudował nie kto inny jak "niejaki" Robert Stephenson.

LANDUDNO

Zdjęcia niewiele mówią, bo naprawdę już nie było czasu.. ale stwierdziliśmy obecność plaży i sklepów dla pań oraz mnóstwo pubów i turystycznych górskich ścieżek pieszych i rowerowych (dla panów:). Miasteczko to, bez rozpisywania się, porównałbym do czegoś takiego co my nazwiemy "KołobZakopanem".


BETWS-Y-COED

Informacja turystyczna: Royal Oak Stables,
                                Betws Y Coed, Conwy LL24 0AH - Wales, UK
http://www.ukinformationcentre.com/north-wales/betws-y-coed-tourist-information-centre.htm

Informacja o..: http://www.betws-y-coed.com/


Zaczynają się tu dwa najpopularniejsze szlaki:
- The Conwy Gorge Walk (ok. 5 km)
- Llugwy Valley Walk (ok. 10 km)

Stąd też zresztą blisko jest już do Llanberis, w którym już byliśmy (ok. 25 km), czyli w jednym miejscu naprawdę gratka dla turystów.
Comments